Jupiter: Ascending | FILM.ORG.PL

Jupiter: Intronizacja




Piękna i Bestia na sterydach




Jakub Koisz
06.02.2015


Tytułowa Jupiter, patrząca na świat ufnymi, sarnimi oczyma Mili Kunis, sprząta chicagowskie kible i marzy o wielkiej miłości. Wszystko się zmienia, gdy zostaje uratowana przed śmiercią z rąk kosmitów. Jej zbawicielem, granym przez Channinga Tatuma, jest Caine – wilczo-człowiecza hybryda wyhodowana i szkolona na żołnierza kosmosu. Jupiter, jak się okazuje, jest bowiem reinkarnacją kosmicznej królowej, prawowitą spadkobierczynią tytułu, toteż jej regularny oddech jest co niektórym nie na rękę. Tak oto rozpoczyna się antykapitalistyczna bajeczka, w której nawiązując do wcześniejszych tworów rodzeństwa Wachowskich, Caine i Jupiter radośnie śmigają sobie po różnych planetach. Brzmi głupio, prawda? Ale i bezpretensjonalnie. Channing Tatum ma antygrawitacyjne łyżwy i wilcze uszy, przeczytajcie to zdanie głośno, a Wasze mózgi zaleje różowe światło. jupiter2

Andy i Lana Wachowscy ostatni raz zabrali mnie w ładną podróż przy okazji „V jak Vendetta”.
Ich poprzednie dzieło, „Atlas Chmur”, mimo że kolorowe i urocze, nie poradziło sobie w konfrontacji ze wcześniejszymi popisami kreatywności. „Jupiter: Intronizacja” o tę konfrontację aż się prosi, bo jest sklejką wszelkich fascynacji oraz obsesji cudownego rodzeństwa. Mamy więc symulakrową fasadę, która każe wierzyć, że otaczająca nas rzeczywistość to jedyny znany świat. Na talerz nakłada się do tego potrawkę z kilku innych produktów, które od dawna leżą w lodówce Wachowskich: antykapitalistyczny moralitecik, przypowiastka o ludziach, których w przenośni i dosłownie „hoduje się”, aby „wyssać” z nich potencjał kapitałowy, mamy również motyw wybrańca, reinkarnacji, ewolucji „od zera do bohatera”. Ot, smaczny hamburger, dwie warstwy, trzy sosy i ładne opakowanie. Mam jednak problem z dosłownością tez, których nośnikami są czerstwe dialogi bohaterów. Nie łyka się tego syropu bez skrzywienia. Wszelkie relacje, począwszy od tych intymnych, skończywszy na konfliktach, są powolnym odliczaniem do kolejnych gromopierdnych tekstów, które z subtelnością koncertu Mansona wskazują widzowi palcem, kto dobry, a kto zły. Dziwi trochę nieumiejętność prowadzenia przez Wachowskich kobiecych postaci, wszak ze swoimi lewicowymi zapędami i poszanowaniem dla roli niewiast w bajkowych i baśniowych narracjach powinni czuć, że tworzą archetypy wyzute z niuansów. jupiter1
Ta nawiązująca do „Kopciuszka” i „Pięknej i Bestii” space opera mogłaby być czymś o wiele więcej, gdyby w postaciach tkwiło mięso, a nie papier wyrwany z kajetu początkującego scenarzysty.
Mięsa na pewno próżno szukać w relacji Caine’a i Jupiter. Choć Mila Kunis gra naturalnie, a jej wrodzony talent komediowy pasuje do postaci wrzuconej mimowolnie w wir zdarzeń protagonistki, to Tatum jako jej twardzielski obrońca ogranicza się do zaciskania szczęki. Szkoda, ostatnie lata dowiodły, że aktor ten potrafi nieco więcej i ma do siebie duży dystans. Co najwyżej poprawnie poczyna sobie główny Pan Zły, Balem (Eddie Redmayne), grany bez wyczucia przerysowania. Pan Zły jest zły do szpiku kości, a Redmayne gra go na granicy karykatury. Warto odnotować obecność Seana Beana, rezerwowego ekranowego twardziela, tym razem (żaden to spoiler) oszczędzony przed kostuchą. jupiter3 Nudzą w pewnym momencie te kosmiczne gonitwy, lasery, błyski, kostiumy niczym wyjęte z „Thora”, a także postmodernizm w mieszaniu konwencji i inspiracji. Wachowscy oferują jedynie patos, zmieniające się krajobrazy i romans pomiędzy ludźmi bez chemii. Jest jednak coś uroczego w tym filmie – potencjał na nowy świat science fiction. Niestety, siada on wraz z każdym banałem wypowiedzianym przez bohaterów. Zatykając uszy można seans przetrwać, ciesząc oczy efektami specjalnymi i marząc o zabawkach i pojazdach używanych w tej kosmicznej baśni. Ale tylko tyle, bo do świata królowej Jupiter Jones się raczej nie wraca.

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)







  • syn wachowskich

    Jupiter jest dziwny. Cholernie efekciarski i z mdłym scenariuszem. Ogląda się go świetnie ale z ciągłym poczuciem zawodu. Szczerze mówiąc oczekiwałem czegoś na kształtPiątego Elementu a dostałem film ładny bez dobrej (nawet schematycznej) historii. Wielka szkoda.

  • tom

    Szkoda liczyłem na przynajmniej dobre sf,Widze średnią na .imdb 6.2 -bardzo słaba jak na premierę zważywszy ,że ludzie po wyjsciu z sal kinowych zawyżają średnią,jak film trafi na torrenty to dopiero ocena spadnie

  • Macc

    Przepraszam za offtop, ale będzie recenzja Hiszpanki?

  • Laurence z Andylandii

    „Mężczyznę poznaje się po tym jak kończy”, po rewolucyjnym Matrixie (i tak ściągniętym od innych) bracia Wachowscy nie byli wstanie stworzyć już nic godnego uwagi. Zarówno Laurence jaki i Andy to w głównej mierze panowie od zapożyczeń i miksów popkulturowych, które zadziałały tylko w jednym jedynym przypadku. Chłopaki weźcie się w garść! Dobrego sci-fi nigdy nie za wiele, więc liczę na jakąś pozytywną odmianę tendencji spadkowej.

    • Artur Gralla

      No właśnie mężczyznę a tam jest kobieta ;)która była mężczyzna, wiec z tego wychodzi ze kobietę tez poznaje się po tym, jak kończy.

  • Robert Rusiecki

    Na ten film ostrzyłem sobie ząbki od dłuższego czasu i gdy go w końcu zobaczyłem, to … jestem zachwycony. Nie jest to – co prawda – poziom Matriksa, ale jednak lepszy od Atlasu Chmur. Pierwsza scena filmu z widokiem na układ Jowisza spowodowała, że zaparło mi dech w piersiach. Powala obrazem. W jakimś sensie, jest to wyznacznik czasów. Do tej pory, w kinie SF, wizja reżysera musiała się zmagać ograniczeniami technicznymi. Przykład jednak Grawitacji, czy Interstellar pokazuje, że reżyserzy nie mają już takich ograniczeń. Praktycznie wszystko co sobie uwidzą, spece od CGI są im wstanie dostarczyć. Cała sztuka polega na tym, aby tego CGI nie było widać, żeby płynnie komponowało się z filmowaną rzeczywistością. I w tym filmie tak jest. Animacja postaci, kreacja światów jest niesamowita. Oszałamia swoim rozmachem. Dla takich widoków chodzę do kina.
    Ale rodzeństwo Wachowscy to nie tylko efektowna oprawa. To także historia z drugim dnem. Zaskakują mnie oskarżenia o badziewny scenariusz. Chyba oglądający nie potrafią „czytać” między wierszami. Dla mnie, zaprezentowana intryga była fascynująca. Ziemia jako pole uprawne – tego w świecie SF jeszcze nie spotkałem. W tym kontekście, rywalizacja pomiędzy trójką rodzeństwa, a odrodzoną matką jest niczym „Gra o Tron” w galaktycznym Westeros. Idzie na noże, bo w świecie, gdzie wszystko jest możliwe, jedyne czego brakuje, to czasu. Życie bowiem jest za krótkie i trzeba je za wszelką ceną w nieskończoność wydłużyć. A cena potrafi być za to naprawdę wysoka. Chyba pierwszy raz zdarzyło mi się żałować, że film nie jest adaptacją jakiejś książki. Bardzo chętnie przeczytałbym dalszy ciąg tej historii. Mam więc nadzieję, że film osiągnie sukces i będę się mógł wybrać na kolejną część.
    Podsumowując, film jest solidnym dziełem „space opera”. Dla mnie, jako miłośnika takiego rodzaju kina, była to pozycja obowiązkowa. I się nie zawiodłem.

  • Andriej

    Uff, w sumie dobrze że usunęliście wszystko – tamten idiota obsrał spamem całą sekcję komentarzy, no ale to już przeszłość. Nie chce mi się powtarzać, więc w dużym skrócie: Recka na poziomie, ale ocena wg. mnie wciąż ździebko zawyżona, zgadzam się z krytykami i jednocześnie nie jestem zaskoczony takim rezultatem(dzięki „Atlasowi Chmur”). Tyle.
    BTW Nowy KMF strasznie się kaszani na telefonach z Androidem, pls look into it.

    • bobzielarz

      Znowu robisz z siebie debila ( w sumie nie robisz bo nim po prostu jesteś), trudno. Recka dobra, chociaż teraz nie wiem czy jednak zaryzykować i iść na to do kina.

      • nie rozumiem po co odpowiadasz? Rozumiem, że ton wypowiedzi Andreja jest prowokacyjny, ale ulegasz jego prowokacjom. Niepotrzebnie.

        • Tak

          A Pan czemu nie reagujesz jako pierwszy? Nie usuwasz jego prowokacyjnych postów? Pomyśl ilu normalnych komentatorów wystraszył przez cały czas swojego funkcjonowania na stronie.

        • Andriej

          Po prostu bob jest gatunkiem kreatury piwnicznej, która poprawia sobie samopoczucie tworząc takie i owakie krucjaty w wirtualnej przestrzeni – zauważ: tam gdzie bobzielarz, tam zaraz jest „Tak”, tam też jest „Dareth” itd. Mój poprzedni komentarz wcale nie był prowokacyjny, to ON dopiero próbuje rozkręcać shitstorm, because autism. Na pewno natknąłeś się na wpisy „daretha”, zadaj sobie więc pytanie kto tu jest prawdziwym trollem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

GRA TAJEMNIC. Oscary 2015. URAWNY FILM #69

Następny tekst

Borys Lankosz - spotkanie w kinie Nowe Horyzonty



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE