Jesteś Bogiem (2012) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Jesteś Bogiem

Chaotyczny obraz nie zespołu i nie do końca człowieka. Stosunkowo kompetentny, ale bezjajeczny i nużący.




Minus – to jedyne, co widzę




Tekst gościnny
22.09.2012


Autorem recenzji jest Jan Steifer.


Choć autorytet to dla mnie żaden, Kuba Wojewódzki zaciekawił mnie swego czasu swoją opinią na temat „Jesteś bogiem” pisząc, że jest to film szary i – przede wszystkim – do bólu gorzki. Zastanawiające wydawało mi się to, że owe cechy miały być atutem filmu, bo w końcu, cholera, który polski film taki nie był? A może rzeczywiście ten obraz zrobił z tych cech swój atut?

W życiu przechodzi się przez pewne etapy – po raz pierwszy ogląda się „Fight Club”, słucha „Stairway to Heaven” na okrągło, trafia po pijaku na koncert Kultu na Juwenaliach, przez pewien czas fascynuje się Paktofoniką, a jak się ma to szczęście to jeszcze znajdzie się płytę Kaliber 44. Przechodziłem przez to wszystko, ale nigdy nie stawałem się wielkim fanem. Choć do dziś na moim odtwarzaczu od czasu do czasu wyskoczy PFK to są raperzy i grupy, które cenię znacznie bardziej (nie szukając daleko – wspomniany Kaliber 44). Mimo to podszedłem do filmu Leszka Dawida z zainteresowaniem, bo filmowa egzystencja przyzwyczaiła mnie, że biografie muzyków obfitują w emocjonujące fabuły.

 

 

„Nie masz co wspominać? Lepiej swe życie zmień!”

 

 

W sieci znaleźć można krótki filmik z konferencji prasowej filmu, w którym średnio rozgarnięty dziennikarz pyta Fokusa i Rahima czy ich życie było tak nudne, jak pokazano w filmie. Jeden z raperów, obrażony, ripostuje, że jego życie było bardziej interesujące od życia pytającego. Zakładając prawdziwość wydarzeń przedstawiony w filmie – śmiem wątpić. Z tego obrazu o obu panach dowiadujemy się tylko, że ten pierwszy miał babcię i ojca, a ten drugi zawsze miał na bilet do domu. Historia, jak na opowieść o powstaniu Paktofoniki, w pewnym momencie po prostu zaczyna milczeć o partnerach Piotra Łuszcza i zmienia się w jego historię.

Zmierzam do tego, że scenariusz jest po prostu źle napisany. Chaos i niezdecydowanie wyziewa z niego z każdą chwilą. Na początku śledzimy tylko dwóch chłopaków stawiających pierwsze kroki w rapowaniu, podczas gdy Magik jest trochę owianą tajemnicą personą znaną już w środowisku. W drugiej części filmu skupiamy się na nakręcającym to wszystko Magiku i jego problemach z rodziną, pieniędzmi oraz paranoją. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby jeden kawałek dopełniał drugi. Gdyby Fokus i Rahim mieli tu jakiekolwiek znaczenie, nie mówiąc już o osobowości. Z perspektywy filmu ich zaangażowanie w powstanie grupy jest wyjątkowo ograniczone. Wynika z niego, że to Magik był de facto liderem i motorem napędowym wszystkich kawałków. Scenarzysta wsadził ich do tej fabuły chyba tylko po to, bo musiał. Co z nimi zrobić nie miał pojęcia. Wydaje się, że w pewnym momencie, ktoś na planie dał aktorom, Dawidowi Ogrodnikowi i Tomaszowi Schuchardtowi, na taksówkę i posłał do Mikołowa, czy gdzieś, bo i tak nie mieli, co grać. O postaciach, w które się wcielili można powiedzieć tyle, że jeden jest wiecznie spięty, a drugi to trochę pierdoła z deficytem pewności siebie. Podejrzewam, że więcej cech charakteru można wymienić u postaci ze Smerfów.

 

 

Magik w pewnych momentach sprawia wrażenie osobowości, postaci, którą warto śledzić. Szybko jednak zmienia się to, gdy staje się rozwydrzonym „artystą” krzyczącym na kumpli, zdradzającym żonę i żebrającym o pieniądze. Jak najbardziej jestem za przedstawianiem „legend” od ludzkiej strony – popełniających błędy i mających problemy, ale tutaj scenarzysta nie pokazuje legendy. Nie pokazuje jej tak bardzo, że ja – słuchający z przyjemnością Paktofoniki i przede wszystkim Kalibra 44 – nie potrafię dostrzec, co wyjątkowego jest w Magiku. To postać irytująca, niezbyt czarująca, a jego talent dostrzegłem głównie w elementach ścieżki dźwiękowej. To jest artysta, którego cenią miliony? To jest ta legenda? Mój kumpel nazywa syndrom uwielbienia dla tego człowieka „nekrofilią artystyczną” i wydaje się, że film zdaje się popierać tę tezę. Niby wszyscy rozpoznają Magika, a na koncertach pojawiają się tłumy, ale dlaczego? Co w nim jest wyjątkowego, pytam film. A film nie odpowiada i serwuje mi kolejne sekwencje z typowego polskiego dramatu – brak pieniędzy, szaro, buro, gorzka winda, zdrada, nieudane małżeństwo. No i wreszcie – werble – samobójstwo. Jego największe osiągnięcie. „Nekrofilia artystyczna.”

A ja chciałbym poczuć tę postać. Chciałbym, żeby mnie zainspirowała. Najbliżej tego był fragment na pierwszym koncercie PFK w klubie, gdzie Magik zostaje sam na scenie. Jest to najlepszy moment w tym obrazie w ogóle. Tego właśnie brakowało w filmie o Magiku. Mówię w „filmie o Magiku”, bo jako „film o Paktofonice” został spalony już dawno, gdy potraktował powstanie zespołu po łebkach, skacząc od sceny do sceny raz-dwa.

Niezależnie od tego, jak go określimy, aktorsko ogólnie prezentuje się przyzwoicie i nie dziwię się, że Marcin Kowalczyk został wyróżniony za swoją rolę na festiwalu w Gdyni. Należało mu się, bo wyciska z niej, ile się da. Mimo to najciekawszym z całej ekipy okazuje się być Gustaw, menadżer zespołu. Choć na początku podchodzimy do niego z dystansem, pamiętając poprzedniego „menadżera”, tak trudno nie uśmiechnąć się widząc jego desperację i zaangażowanie w powstanie pierwszej płyty. Facet kupuje mnie od razu i jest w tym duża rola grającego go Arkadiusza Jakubika. Jego budzące sympatie lico to miła odmiana po patrzeniu na Schuchardta wyglądającego wciąż, jakby chciał przywalić operatorowi, matce jego sąsiada i psu z naprzeciwka.

„Z próżnego nie nalejesz, bez większego trudu!”

 

Nasze podwórko jest rzeczywiście tak szare, że nawet „legendy” są nudne i nieciekawe? „8 mila” pokazała, że wśród szarości można znaleźć fascynującą historię prezentując biografię fikcyjnej wersji Eminema. Tutaj opowieść snuje się bez uczucia do znanej wszystkim konkluzji, a ja zerkam na zegarek. Może rację mają krytycy Paktofoniki. Może to Łona albo Pezet wydający już w podobnym okresie, powinni dostać film, a nie zespół ze Śląska. Czy to słaby scenariusz, czy o tych ludziach po prostu nie dało się niczego powiedzieć?

Bo tu nic nie ma. Ani jednej sceny wartej wspomnienia, ani jednej postaci nie do zapomnienia, ani jednego dialogu do przywołania. Przede wszystkim brak emocji pociąga za sobą brak zaangażowania. Fanom PFK ma szansę się spodobać, gdyż wnoszą do sali kinowej ładunek emocjonalny związany z ulubionym artystą. Jednak ktoś nie znający ich raczej szybko o nim zapomni. Bo ten film ulatuje „jak ulotna plotka”.

 

 

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • luźny

    Co wy wieta. Dobra, film do Ciebie nie trafił. No ale pezet? PEZET?

    • Janek Steifer

      Jak piszę w tekście to sugestie krytyków Paktofoniki, niekoniecznie moje.

  • Cora

    „osobowości, postaci, którą warto śledzić.” – mam tutaj maleńką uwagę co do potycyzmów, bo w tym tekście wydaje się to problemem. Czasami trzeba precyzyjniej. Poza tym podoba mi się, ciekawy punkt widzenia, tylko warto byłoby to jeszcze raz przeczytać na głos.

  • Jakub Koisz

    O dziwo podoba mi się recenzja, choć skrajnie wręcz różni się od mojej, ale sympatyczne jest to, że autor odnosi się do oczekiwań, które wynikają chociaż z jego znajomości tematyki. Powiem tylko nieco o zarzucie, że „legendarny” Magik jawi się jako postać zwyczajna, nieinspirująca. Ale czy przypadkiem nie była to celowa droga reżysera – mimo że postać centralna, to jednak nie skrojona w celu inspirowania? Dla mnie hh od dłuższego czasu to gatunek osadzony mocno w „tu” i „teraz”, a „tu” i „teraz” to całkiem zwyczajny świat jest. Szaro zwyczajny, jak opowieść o kilku latach z życia człowieka, który dla wielu stał się idolem, a baczniejsi obserwatorzy nie wiedzą, czemu.

  • Kierzu

    Człowieku! Porównujesz takie postacie jak Fokus czy Rahim do smerfów!? No kurwa!? Piszesz, że Tomek ma wyraz twarzy osoby która ma ochotę wszystkich zajebać… jakbyś był trochę ogarnięty to wiedziałbyś, że Alszer jest z natury takim gościem który ma taki wyraz twarzy, i tak się zachowuje, nawet nie będąc znaną postacią ! Poczytaj trochę wywiadów, porozmawiaj z ludzi a później pisz swoją pożal się Boże recenzję filmu, którego jak widać, w ogóle nie rozumiesz. Twoje argumenty za tym, że film jest słaby, pokazują tylko jak mało wiesz i jak mało rozumiesz i to, że w ogóle się nie przygotowałeś do tematu jakim jest PFK. Nie twierdzę, że jest to film idealny czy też genialny, ale na pewno nie kurwa słaby! Z Twojego textu wynika, że jesteś „ziomeczkiem” który jest całkowitym ignorantem typu ” Widziałem jak sobie dawali w żyłę, tę marihuanę albo ją wciągali nosem”.
    Wierzę, że słowa krytyki są potrzebne, ale krytyki konstruktywnej a nie takiej wyssanej z palca, po to żeby chyba tylko wprowadzić trochę zamieszania.
    Słowami „znanej” piosenki zakończę ten wywód ” Ogarnij się Iza, bo spermę masz we włosach”. Pozdro dla kumatych!

    P.s byłem na premierze filmu, i jak posłuchałem 16-nastoletnich krytyków, którym „mama spod nosa mleko wycierała ” jak się słuchało Paktofoniki, to poczułem się tak samo czytając te bezsensowną recenzję.

  • midl

    nie no facet, wez skoncz z recenzowanie, co ty błaźnie za smieci i farmazony pirdolisz, zal ci dupe scisaka ze w kazdym miescie, o kazdej porze seansu sale sa wypelnione po brzegi?

  • midl

    magik nie kreował sie na idola baranie!Byl jaki byl, pozyczal pieniadze itd nie byl idealem, ale za jego cechy tworcze i artyzm stał sie idolem, baranie!A co takiego ty robisz w zyciu, ze twoje zycie jest super pełne emocji??Co?Ten film to klasa sama w sobie, takie smieszne niekompetentne recenzje nie zmienia tego faktu! Fil o pezecie????ja cie prosze………

  • elo

    hiphopowe ziomeczki zlecialy sie zeby bluzgac autora recenzji ktora dosc sprawnie punktuje film :)

  • Ilion Tichy

    zgadzam się w 100% z autorem recenzji – kolejny szary polski film a Marcin Kowalczyk ma po prostu charyzme więc jeśli nawet zagra latarnię uliczną to przyciągnie uwagę widza :)

  • lisen

    Ciekawa recenzja, faktycznie dobrze jest zobaczyć coś z innej strony. Mam jednak cały czas wrażenie że to autor spodziewał się legendy żeby mógł wierzyć, że to co podziwia to więcej niż zwykła egzystencja i talent. Jednym słowem, myślę że autor się rozczarował. Mnie zafascynowała artysta (nie mit!), który mimo problemów z otoczeniem i samym sobą robił to w czym był dobry i to co chciał robić zyskując słuchaczy. To już bardzo dużo jak na artystę.

  • DasLeonidas

    Boze wreszcie ktos trzezwo ocenil tego gniota,obejrzalem do polowy i ogarnal mnie taki smutek ze bylem gotowy sam wyskoczyc z okna :<






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Jesteś Bogiem

Następny tekst

Jesteś Bogiem - 3 recenzje



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE