Jesteś Bogiem (2012) -recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Jesteś Bogiem

Leszek Dawid nie eksperymentuje z narracją, historia jest linearna, ale to dobrze, bo to film o metodycznym dążeniu do celu, więc eksperymenty formalne nie są potrzebne.




„Zachwycam się chwilami, jak dobrymi produkcjami”




Jakub Koisz
21.09.2012


 

Miałem jedną cholerną* schizofrenię, zaburzenia emocjonalne, proszę  puścić to na antenie – to oczekiwanie na dobrą biografię polskich muzyków. Żeby była dziełem na modłę zachodnią, szybkim, niegrzecznym, z lajfem na maksa, ćpanskiem, seksem, walką z przeciwnościami losu zakończoną spektakularnym sukcesem bądź bolesną porażką. Zawsze myślałem, że deficyt takich obrazów wynika z faktu, że biografie rodzimych artystów są nudne jak program dietetyczny Krzysztofa Krawczyka bądź sylwestrowy występ Maryli Rodowicz.

 

Problem tkwił również w czymś innym, o czym mogliśmy poczytać w ciekawej książce z 2008 roku pt. „Paktofonika – przewodnik Krytyki Politycznej” autorstwa Macieja Pisuka. Narracja, w której poznajemy punkt widzenia Rahima i Fokusa, przyjaciół nieodżałowanego Magika, przeplatała się ze świadectwem trudnej pracy Pisuka, który zebrał naprawdę świetny materiał faktograficzny. Książka zawiera scenariusz napisany dzięki współpracy z żyjącymi członkami Paktofoniki oraz niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia. We wstępie Pisuk daje wyraz swojej frustracji, wynikającej z tego, że nie doszło jeszcze do ekranizacji. Zaprawdę smutne, bowiem skrypt został oceniony przez specjalistów jako co najmniej dobry. Widać nie dla polskich producentów opowieść o młodych ludziach z blokowisk, w rolach których trudno byłoby osadzić Szyca i Adamczyka.

 

Manifest Pisuka zadziałał, rozpoczęły się zdjęcia do „Jesteś Bogiem”, a dzisiaj możemy obejrzeć efekt tej pracy lub – jeśli znaliśmy już skrypt – porównać materiał wyjściowy do końcowego. Za kamerą stanął Leszek Dawid, dotychczas kręcący kameralne produkcje, ale w tym przypadku mogło to być atutem. Dawid przedstawia nam historię, o której słyszeliśmy – Katowice, koniec lat 90.,  Fokus (Tomasz Schuchardt) namawia szkolnego kolegę Magika (Marcin Kowalczyk, może nie Magik „jak żywy”, ale łudząco podobny), znanego już wtedy skądinąd rapera legendarnego Kalibru 44, na założenie zespołu. Dołącza do nich mieszkający w położonym nieopodal Mikołowie Rahim (Dawid Ogrodnik). Tak powstaje Paktofonika, legendarny już zespół hip hopowy, który przetarł w Polsce szlak wielu późniejszym twórcom. I choć boleśnie niekiedy widz ma wrażenie, że film powinien mieć tytuł „Życie i śmierć Magika”, to wbrew pozorom nie on jest centralną postacią filmu. W środku tej historii możesz stać Ty, mogę stać ja. Każdy, kto został przeklęty za życia.

 

 

Najtrudniej właśnie znaleźć Boga z piętnem przekleństwa – Piotr Łuszcz szuka wyjścia z pułapki, którą do końca nie rozumie, nawet wydarzenia z pozoru dobre dowodzą, że nie jest panem własnego losu i umysłu. Wprawiony widz zrozumie, jaka była sytuacja młodzieży, która ciągle czuła smród przemian w Polsce po roku 89., na szczęście reżyser nie robi z tego pretekstu do socjologicznego studium. Chłopaki z Paktofoniki guzik wiedzą, są zagubieni, chcą działać, czują tylko intuicyjnie, że coś jest nie tak z tym krajem, ale trudno objąć to słowami, mimo że w słowach są sprawni, szczególnie strzelający rymami Łuszcz. To on znajduje język, który dotrze do innych, Magik bowiem jest na tyle szalony i niespokojny, aby podołać misji. Gdy śpiewa „O rany, rany, jestem niepokonany” w jego życiu dzieją się rzeczy smutne, na które nie był przygotowany. Rozumiem reżysera (a szczególnie scenarzystę), że na Magiku właśnie oparł tę opowieść. We wszystkich wywiadach po jego śmierci koledzy nie ukrywają, że to on napędzał grupę i inspirował ludzi dookoła.

Leszek Dawid nie eksperymentował z narracją, historia jest linearna, ale to dobrze, bo to film o metodycznym dążeniu do celu, eksperymenty formalne nie są potrzebne. Daje się jednak odczuć, że gdzieś w trzecim akcie tempo drastycznie spada, końcówka zaczyna się z tego powodu dłużyć. To duży błąd, bo przecież większość wybierających się na film zna smutną kulminację, oczekiwanie na nią powinno być przyjemniejsze, a katharsis mocniejsze.

Rekompensatą są młodzi, zdolni aktorzy oraz wisienka na torcie – Arkadiusz Jakubik grający menedżera, kapitalistyczną świnię żrącą banknoty w świecie, w którym kapitalizm działa dla wybranych. Nie było także dziełem przypadku to, że trójka aktorów wcielających się w członków Paktofoniki została wyróżniona podczas ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni. Dawid Ogrodnik i Tomasz Schuchardt podzielili wówczas między siebie nagrodę za najlepszą rolę drugoplanową, a Marcina Kowalczyka wybrano najlepszym debiutantem. Osoby, które znają scenariusz, wytyczne oraz dodatki z książki Pisuka docenią na pewno trud, jaki chłopaki włożyli w swoje kreacje.

 

 

Najgłupszym zarzutem, jaki słyszałem, jest to, że „Jesteś Bogiem” nie próbuje wytłumaczyć, jaki jest popkulturowy fenomen Paktofoniki. Ten zespół to coś więcej niż nędzna popkulturka – to oddanie stanu umysłu młodzieży końca lat 90., ich społecznego nieprzystosowania i braku pomysłów na to, co potem. Brzmi znajomo? Nie potrzeba tutaj dogłębnej analizy warstwy tekstowej utworów, bo ta muzyka intuicyjnie działa na ludzi wchodzących w dorosłość. Paktofonika to ulica, zgnieciona pod nogami puszka po piwie i ostatni papieros z kolegą, który za kilka dni wyjeżdża do Wielkiej Brytanii na budowę. Dzieło Leszka Dawida, choć daleko mu do ideału, oddaje ten klimat nieźle, nie bawiąc się w łopatologiczną socjologię, robi nawet więcej – zwraca wiarę w to, że w Polsce o dobrych scenariuszach się nie zapomina.

 

*Wszystkich fanów Paktofoniki przepraszam za ten eufemizm.

 

 

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz






  • Lugalkiniszedudu

    Co to jest ta Paktofonika? i dlaczego wszyscy zachowują się tak, jakby to była jakaś oczywistość (88).

    • wiesz, to bardzo ważny kawałek polskiej muzyki, kultowy skład, płyty sprzedawane w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, przekaz, z którym identyfikowało się wiele osób. Tak, to był fenomen. Wciąż jest. Bez dwóch zdań.

      • eli

        muzyki? muzykę to tworzy Penderecki, tu słyszę hałas i bełkot.

  • Wezyr

    No cóż, był taki zespół, ale to, że był jakimś „fenomenem” na miarę The Doors czy Sex Pistols, to się dowiaduję 12 lat po wydaniu ich pierwszej i ostatniej studyjnej płyty.

    • Jakub Koisz

      Zbiłbym recenzenta, który porównuje Paktofonikę do The Doors. W czyjej to recenzji?

      • Jakub Koisz

        No naprawdę, w czyjej, bo ostro się wkurzyłem ;-P.

  • luźny

    co wy wieta

  • kadr

    Legendarny kaliber, legendarna paktofonika. Nie za dużo tej legendarności? Może jakiś mniej stereotypowy zasób słów w powyższej recenzji?

    • Jakub Piwoński

      Może by tak przestac sie po prostu czepiac takich banalow?

    • Jakub Koisz

      Ten zarzut słuszny, tym bardziej, że bardzo blisko siebie pojawiły się te przymiotniki, trącące nieco hiperbolą.

  • michas

    ”Rekompensatą są młodzi, zdolni aktorzy oraz wisienka na torcie – Arkadiusz Jakubik grający menedżera, kapitalistyczną świnię żrącą banknoty w świecie, w którym kapitalizm działa dla wybranych.” Z tego co wiem, kapitalizm dziala wylacznie dla wybranych;) socjalizm byl dla mas ;]

  • Peter

    Akurat w latach lat 90 dla sprytnych i przedsiębiorczych ludzi, zarówno starej jak i młodej daty, były bardzo różnorodne perspektywy. Kapitalizm wtedy jeszcze nie okrzepł i można było zagospodarować różne nisze w gospodarce. Było zapotrzebowanie na młodych ludzi w bardzo wielu gałęziach ekonomi i to wcale nie jak teraz na najniższych szczeblach. To obecnie system jest na tyle scementowany, że dopuszcza do profitów głownie ludzi z koneksjami i znajomościami.

    Autor za bardzo generalizuje, nie do końca trafnie analizując dekadę lat 90.

    • Jakub Koisz

      A co tu analizować? Doprawdy, wystarczy przeczytać tekst do końca, aby zrozumieć, że rozpatrywanie w nadmiernie socjologiczny sposób prowadzi donikąd.

      • peter

        Oczywiście można napisać, że wszystko jest względne i relatywne.W ten sposób wszystko można sprowadzić do absurdu A tekst doczytałem do końca i to za pierwszym podejściem ;-) Według mnie Paktofonika mówiła głosem tylko części młodzieży. Do mnie i do mojego otoczenia to nie trafiało. To był głos pewnej subkultury, a nie wiodący głos pokolenia. Ale to moje zdanie

        • Jakub Koisz

          A nawet jeśli, to ta część młodzieży mniej ważna jest niż to, co Ciebie i Twój żywot otaczało? Poświęcenie filmu „temu głosowi” to jakieś celuloidowe świętokradztwo? Tak z ciekawości pytam – jaki był „głos” Twojego otoczenia, Peter?

          • Andriej

            Daj sobie siana, to kolejne dziecko Korwina, obrażone tekstem „kapitalistyczna świnia(…) kapitalizm działa dla wybranych”. Nie da się z nimi dyskutować, to pomyleńcy

          • peter

            Korwin ? to dla nie dno. Twoje pojęcie o przemianach w Polsce jest na poziomie gimnazjum. Bez obrazy chłopcze, ale nie masz pojęcia o czym mówisz.

          • Andriej

            Ten argument to raczej ciebie stawia na poziomie gimnazjum, skoro już o nim wspominać. Znalazł się mądry i uczony rodem z Demotywatorów albo Kwejka, weź już się nie ośmieszaj.

          • peter

            Doprawdy nie rozumiem, jak mój mistrzu intelektu wydedukowałeś z moich postów, że moje poglądy w jakimkolwiek stopniu są tożsame z bredniami Korwina…Ale niech to pozostanie twoją tajemnicą. Ja niestety jeszcze nie dorosłem do twojego poziomu. Może za wiele lat będę godzien porozmawiać z tobą jak równy z równym.

          • peter

            Po pierwsze nie denerwuj się tak J Po drugie przedstawiasz „Paktofonikę” jako „głos
            pokolenia młodzieży końca lat 90”, tak więc uroczyście oświadczam ci, że ja i
            moje otoczenie odłącza się o tego chóru. Nie twierdzę, że jesteśmy ważniejsi,
            ale też jedynie wspominam, że panowała spora różnorodność w odbiorze codziennej
            rzeczywistości. Pytasz jakie ja i znajomi mieliśmy nastroje ? Nie odczuwaliśmy
            beznadziei i dosyć ufnie spoglądaliśmy w przyszłość, ponieważ przed wieloma z
            nas otwierały się ciekawe perspektywy. Jednym udało się z nich skorzystać,
            innym już mniej. To tak z mojego doświadczenia. Nie odbierz tego jako
            personalny atak, ale patrząc na twoje dossier widzę, że jesteś z rocznika ’86.
            A więc w ’99 r. miałeś 13 lat. Rozumiem więc, że przytaczałeś opinię innych o
            dekadzie lat 90 , a nie swoją o tych czasach. Tym bardziej nie rozumiem twojej
            irytacji.

  • Małpa

    Dobra recenzja, ale dla równowagi przeczytałbym tekscior kogoś kto nie jest jak autor emocjonalnie związany z tą tematyką (to widać) czy klimatem towarzyszącym powstawaniu bandu. Może kogoś… nieco młodszego? Mniej hip-hopowo, może kogoś kto nie lubi tego zespołu? Oczywiście niech to będzie osoba która zna twórczość, ale potrafi ocenić fenomen paktofonik na zimno.

  • Ezra

    Łezka kręci mi się w oku, jak oglądam wideo z ostatniego koncertu.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Pamięć absolutna

Następny tekst

Straż sąsiedzka



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE