nowości kinowe

Jesteś Bogiem

Leszek Dawid nie eksperymentuje z narracją, historia jest linearna, ale to dobrze, bo to film o metodycznym dążeniu do celu, więc eksperymenty formalne nie są potrzebne.

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

 

Miałem jedną cholerną* schizofrenię, zaburzenia emocjonalne, proszę  puścić to na antenie – to oczekiwanie na dobrą biografię polskich muzyków. Żeby była dziełem na modłę zachodnią, szybkim, niegrzecznym, z lajfem na maksa, ćpanskiem, seksem, walką z przeciwnościami losu zakończoną spektakularnym sukcesem bądź bolesną porażką. Zawsze myślałem, że deficyt takich obrazów wynika z faktu, że biografie rodzimych artystów są nudne jak program dietetyczny Krzysztofa Krawczyka bądź sylwestrowy występ Maryli Rodowicz.

 

Problem tkwił również w czymś innym, o czym mogliśmy poczytać w ciekawej książce z 2008 roku pt. „Paktofonika – przewodnik Krytyki Politycznej” autorstwa Macieja Pisuka. Narracja, w której poznajemy punkt widzenia Rahima i Fokusa, przyjaciół nieodżałowanego Magika, przeplatała się ze świadectwem trudnej pracy Pisuka, który zebrał naprawdę świetny materiał faktograficzny. Książka zawiera scenariusz napisany dzięki współpracy z żyjącymi członkami Paktofoniki oraz niepublikowane nigdzie wcześniej zdjęcia. We wstępie Pisuk daje wyraz swojej frustracji, wynikającej z tego, że nie doszło jeszcze do ekranizacji. Zaprawdę smutne, bowiem skrypt został oceniony przez specjalistów jako co najmniej dobry. Widać nie dla polskich producentów opowieść o młodych ludziach z blokowisk, w rolach których trudno byłoby osadzić Szyca i Adamczyka.

 

Manifest Pisuka zadziałał, rozpoczęły się zdjęcia do „Jesteś Bogiem”, a dzisiaj możemy obejrzeć efekt tej pracy lub – jeśli znaliśmy już skrypt – porównać materiał wyjściowy do końcowego. Za kamerą stanął Leszek Dawid, dotychczas kręcący kameralne produkcje, ale w tym przypadku mogło to być atutem. Dawid przedstawia nam historię, o której słyszeliśmy – Katowice, koniec lat 90.,  Fokus (Tomasz Schuchardt) namawia szkolnego kolegę Magika (Marcin Kowalczyk, może nie Magik „jak żywy”, ale łudząco podobny), znanego już wtedy skądinąd rapera legendarnego Kalibru 44, na założenie zespołu. Dołącza do nich mieszkający w położonym nieopodal Mikołowie Rahim (Dawid Ogrodnik). Tak powstaje Paktofonika, legendarny już zespół hip hopowy, który przetarł w Polsce szlak wielu późniejszym twórcom. I choć boleśnie niekiedy widz ma wrażenie, że film powinien mieć tytuł „Życie i śmierć Magika”, to wbrew pozorom nie on jest centralną postacią filmu. W środku tej historii możesz stać Ty, mogę stać ja. Każdy, kto został przeklęty za życia.

 

 

Najtrudniej właśnie znaleźć Boga z piętnem przekleństwa – Piotr Łuszcz szuka wyjścia z pułapki, którą do końca nie rozumie, nawet wydarzenia z pozoru dobre dowodzą, że nie jest panem własnego losu i umysłu. Wprawiony widz zrozumie, jaka była sytuacja młodzieży, która ciągle czuła smród przemian w Polsce po roku 89., na szczęście reżyser nie robi z tego pretekstu do socjologicznego studium. Chłopaki z Paktofoniki guzik wiedzą, są zagubieni, chcą działać, czują tylko intuicyjnie, że coś jest nie tak z tym krajem, ale trudno objąć to słowami, mimo że w słowach są sprawni, szczególnie strzelający rymami Łuszcz. To on znajduje język, który dotrze do innych, Magik bowiem jest na tyle szalony i niespokojny, aby podołać misji. Gdy śpiewa „O rany, rany, jestem niepokonany” w jego życiu dzieją się rzeczy smutne, na które nie był przygotowany. Rozumiem reżysera (a szczególnie scenarzystę), że na Magiku właśnie oparł tę opowieść. We wszystkich wywiadach po jego śmierci koledzy nie ukrywają, że to on napędzał grupę i inspirował ludzi dookoła.

Leszek Dawid nie eksperymentował z narracją, historia jest linearna, ale to dobrze, bo to film o metodycznym dążeniu do celu, eksperymenty formalne nie są potrzebne. Daje się jednak odczuć, że gdzieś w trzecim akcie tempo drastycznie spada, końcówka zaczyna się z tego powodu dłużyć. To duży błąd, bo przecież większość wybierających się na film zna smutną kulminację, oczekiwanie na nią powinno być przyjemniejsze, a katharsis mocniejsze.

Rekompensatą są młodzi, zdolni aktorzy oraz wisienka na torcie – Arkadiusz Jakubik grający menedżera, kapitalistyczną świnię żrącą banknoty w świecie, w którym kapitalizm działa dla wybranych. Nie było także dziełem przypadku to, że trójka aktorów wcielających się w członków Paktofoniki została wyróżniona podczas ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni. Dawid Ogrodnik i Tomasz Schuchardt podzielili wówczas między siebie nagrodę za najlepszą rolę drugoplanową, a Marcina Kowalczyka wybrano najlepszym debiutantem. Osoby, które znają scenariusz, wytyczne oraz dodatki z książki Pisuka docenią na pewno trud, jaki chłopaki włożyli w swoje kreacje.

 

 

Najgłupszym zarzutem, jaki słyszałem, jest to, że „Jesteś Bogiem” nie próbuje wytłumaczyć, jaki jest popkulturowy fenomen Paktofoniki. Ten zespół to coś więcej niż nędzna popkulturka – to oddanie stanu umysłu młodzieży końca lat 90., ich społecznego nieprzystosowania i braku pomysłów na to, co potem. Brzmi znajomo? Nie potrzeba tutaj dogłębnej analizy warstwy tekstowej utworów, bo ta muzyka intuicyjnie działa na ludzi wchodzących w dorosłość. Paktofonika to ulica, zgnieciona pod nogami puszka po piwie i ostatni papieros z kolegą, który za kilka dni wyjeżdża do Wielkiej Brytanii na budowę. Dzieło Leszka Dawida, choć daleko mu do ideału, oddaje ten klimat nieźle, nie bawiąc się w łopatologiczną socjologię, robi nawet więcej – zwraca wiarę w to, że w Polsce o dobrych scenariuszach się nie zapomina.

 

*Wszystkich fanów Paktofoniki przepraszam za ten eufemizm.

 

 

Ostatnio dodane