Intruz | FILM.ORG.PL

Intruz

Świetny pomysł ze stopniowym odkrywaniem tajemnicy położony został przez toporną realizację - gdyby nie mające budować senny klimat wypełniacze, film byłby do opowiedzenia w 5 minut.




Bez przebaczenia




Krzysztof Kula
12.08.2015


lendemain, here after, magnus von hornKino tzw. artystyczne często cierpi na bliźniaczo podobne przywary. Długie ujęcia prezentujące zwykłą codzienność, powolny rozwój fabuły (o ile takowa w ogóle się przebija) i samozachwyt reżysera nad swym dziełem zazwyczaj prowadzą do jednego – serwowania widzowi niezrozumiałej i niejadalnej papki. Tak się składa, iż filmowy twórca powinien mieć na uwadze przede wszystkim dobro widzów, dla których oglądanie przez 2 godziny rosnącej trawy ukazanej z różnych kątów nie stanowi raczej powodu do wydania krwawicy na specyficzny seans.

Broń Boże nie neguję sensu tworzenia produkcji, które mają własny styl i wymagają od odbiorcy zaangażowania… byle wszystko miało przysłowiowe ręce i nogi. Na szczęście relatywnie młody reżyser, Magnus von Horn, starał się znaleźć złoty środek… co jednak udało się ledwie połowicznie.

intruz_rez.magnus_von_horn_1

Bodajże po raz pierwszy w swej karierze recenzenta zmuszony jestem wstrzymać się od typowego opisu fabuły, żeby nie zepsuć widzowi przyjemności z odkrywania kolejnych tajemnic scenariusza. Osobiście polecam nie czytać streszczenia „Intruza”, by samemu poznawać kolejne wątki i strzępki historii dawkowane przez von Horna. 

Zapewniam, iż udanie się na film ze świeżym umysłem pozwoli chłonąć fabularne elementy produkcji jak gąbka… ratując tym samym przed uczuciem kompletnej monotonii.

Absolwent – niespodzianka! – łódzkiej szkoły filmowej już od pierwszych sekund filmu zaznacza swój charakterystyczny styl, który towarzyszyć będzie kinomanom do samego końca historii snutej niczym stara bajda opowiadana przez nadgryzionego zębem czasu starca. Reżyser usilnie próbuje przekuć zwykłe obrazy i kadry na dzieła sztuki, co po dłuższym obcowaniu z „Intruzem” nieco męczy. Wspomniane wyżej długie ujęcia z nieruchomą lub, w najlepszym przypadku, leniwie sunącą kamerą wprowadzają nieco oniryczny klimat, który szybko udziela się widzowi. Przyziemne obowiązki typu uprawa ziemi czy posiłek przy wspólnym stole urastają w dziele von Horna do miana cudów, które zasługują na parominutowe zaistnienie na ekranie. Niestety, senna atmosfera dodatkowo spowalniana jest przez rozciągnięty rozwój prostej fabuły, której zagadkowa kompozycja jest jednak jej największym atutem.

086462

Postaram się dobierać słowa z odpowiednim wyczuciem, co by nie zdradzić nic z owianej nutką tajemnicy historii. Produkcję von Horna otwiera ujęcie bliżej nieokreślonego miejsca, w którym młody chłopak spotyka (prawdopodobnie) swego ojca i brata. Na samym początku widzimy tylko tyle, iż cała rodzina udaje się do domu, potem zaś raczeni jesteśmy długaśnymi sekwencjami obrazującymi leniwą egzystencję w małym miasteczku. Wraz z przekształcaniem kolejnych stron scenariusza na klatki filmowe, szybko okazuje się, iż nastolatek zaczyna być prześladowany przez większość rówieśników uczęszczających do tej samej szkoły. Jakież powody kryją się za butnym zachowaniem uczniów i jakie reperkusje zeń wynikną? To właśnie odpowiedzi na powyższe pytania zostają udzielone we flegmatycznie poprowadzonej fabule wyegzekwowanej w nieśpiesznym stylu.

Pomysł karmienia odbiorcy informacjami składającymi się na układankę odzwierciedlającą przeszłość bohatera sam w sobie jest godzien pochwał. Trzymanie widza w niepewności aż do samego zwieńczenia opowieści jest głównym powodem, dla którego warto pozostać w sali kinowej. Szkoda jedynie, iż na ekranie dzieje się stosunkowo niewiele, statyczne ujęcia dobijają zaś i tak ospałe tempo filmu. Na plus zaliczyć wypada parę wątków pobocznych (vide: dziadek), brutalny realizm oraz dobre aktorstwo trzymające nieco w ryzach całą produkcję.

Here After

„Intruz” to z pewnością film mało przystępny, do tego skrojony pod specyficzną publiczność.

Zapewne co wrażliwsi odbiorcy docenią przyciężkawy klimat produkcji budowany powolnymi ujęciami pozbawionymi większej dynamiki oraz rozwojem relacji między postaciami ukazanymi na ekranie. Dla kinomanów nastawionych na ździebko żwawsze prowadzenie kamery i narracji, „Intruz” może okazać się trudną pozycją, nawet w obliczu swych zalet.

Mnie osobiście dzieło von Horna odrobinę zmęczyło, nie tyle ciężarem gatunkowym, co właśnie artystyczną konwencją. Pomimo interesującej zagadki fabularnej odsłanianej przez twórcę, z powodu „Intruza” na jakiś czas przeszła mi ochota na obcowanie z tzw. kinem ambitnym. By przykuć widza do ekranu, musi się na nim coś dziać. Przez pierwsze 30 minut w obrazie młodego twórcy dzieje się zaś raczej niewiele. Polecam wziąć przykład z siostrzanej produkcji – „Polowanie” Thomasa Vinterberga – która trzymała w napięciu przez lwią część seansu. Tematyka podobna, podejścia doń zaś całkowicie odmienne… na niekorzyść „Intruza”.

ChrisK - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • bobzielarz

    Od niedawna autorzy tego Portalu odzwierciedlają swoimi tekstami poziom recenzowanych filmów (dla niektórych to komplement). Czyta się ok, ale jak skończyłem ostatni akapit to zacząłem się zastanawiać, czego się dowiedziałem. Autor powtarza jak mantra; kino artystyczne, długie ujęcia, nie dla wszystkich. Pewnie można by ten tekst skrócić tak samo jak w/w film o 3/4. Drugi zarzut, który niestety czuje się w tekście, to brak pewności siebie. Tak bardzo chciałeś uniknąć opisu fabuły (pewnie zasadnie), że czytelnikowi niewiele zostało i nie wiem czy mam film zobaczyć czy sobie darować i zająć się czymś pożytecznym np. iść do McDonalda i śmiać się ze studentów filozofii.

    • be

      Delikatnie powiedziane. Tekst jest za to tragiczny, na poziomie licealnym – tzn mentalnie, bo językowo jest ok. Gorzej z warstwą treściową, która załamuje banałem. „Tzw. kino ambitne”. Holy fucking shit. Długie ujęcie = oniryczny klimat. Brak słów. Nie lubię krytykować, ale dawno nie czytałem tak amatorskiego tekstu na tym portalu i jestem zwyczajnie rozczarowany. Jeśli autor nie potrafi w swoim tekście wyjść poza retorykę z cyklu „film jest powolny i ma długie ujęcia i poza TAJEMNICĄ* nic nie przyciąga uwagi!”, to może nie powinien zabierać się za ocenianie (bo specjalnej analizy to tu nie ma) takiego kina i wrócić do tzw. kina popcornowego (jeśli już zaczynami się bawić w takie głupie podziały).

      *Widziałem film. Żadnej tajemnicy nie ma, od początku wiadomo o co chodzi, a film tylko dopowiada historię. Nie skupia się zresztą na odkrywaniu rewelacji fabularnych (wbrew temu, co wypisuje autor), bo cały ciężar filmu leży gdzie indziej. No, ale zobaczenie tego powinno być zadaniem recenzenta…

      Aha – tekst wisi też na FW, nuff said.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Najciekawsze filmy z Nowych Horyzontów 2015

Następny tekst

IRRATIONAL MAN - recenzja nowego filmu Woody'ego Allena prosto z CANNES 2015



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE