INTERSTELLAR - Opinie redaktorów KMF | FILM.ORG.PL

INTERSTELLAR – Opinie redaktorów KMF








13.11.2014


„Interstellar” już od tygodnia na ekranach kin, a jako że część redakcji KMF już film widziała, to dzielimy się z Wami bardzo niejednoznacznymi opiniami o najnowszym hicie od Christophera Nolana. Jak było do przewidzenia, gwiezdna wyprawa McConaugheya wzbudziła wiele kontrowersji, a w głosach widzów słychać raz zachwyt, innym razem irytację.

Po której stronie barykady jesteście?

 

Maciej Niedźwiedzki

Nie wierzę w Interstellara. Najnowszy film Nolana jest nieskładnym zlepkiem motywów, gatunków, naukowych teorii i pseudofilozoficznych wywodów. To film bez serca, który pod płaszczykiem naukowości i specjalistycznego języka stara się swojego widza zachwycić. Głównie niestety operujemy samymi hasłami, takimi jak: hiperprzestrzeń, piąty wymiar, trzeci wymiar, czarna dziura, fizyka kwantowa. Co jakiś czas jakiś bohater rzuca którymś z tych słów, by nadać temu filmowi transcendentnej głębi. To jednak tylko pozy, bo w tym filmie nie ma ludzi, nie ma bohaterów. To obiekty-nośniki idei przebrane w ludzką skórę. Wypowiadają one co chwila SENTENCJE. Prześcigają się w coraz to bardziej patetycznych kwestiach chcąc, by ich słowa stały się z miejsca cytatem, by widz chwycił je w cudzysłów, i by stały się mądrością sięgającą istoty wszechświata, istoty człowieka. Nolana przerosła ambicja, a tego, by zszedł na Ziemię i ujarzmił swoje ego, nie strzegli producenci. Zarobił przecież dla nich już tyle pieniędzy, wiec tym razem dali mu wolną rękę. Podejrzewam również, że ślepo wierząc w Nolana, jedynie przekartkowali scenariusz i podczas takiej pobieżnej lektury nie zwrócili uwagi na fabularne niedociągnięcia, skróty i sporą ilość irytujących głupotek. Nawet pod względem czysto technicznego montażu film w ostatnim akcie rozpada się, zamiast budować napięcie, wzmaga we mnie irytację. Reżyser Mrocznego Rycerza nie trafił również z castingiem. Przynajmniej dwa aktorskie wybory wydają mi się wyraźnie chybione. Nie warto również mierzyć Interstellar Kubrickiem – oczywiście w filmie Nolana odnajdziemy kilka interesujących wizualnych cytatów, ale to jedynie hołd dla reżysera Odysei Kosmicznej. To nie jest ani polemika z tym gigantem science fiction, ani proponowanie nowych ścieżek interpretacji. Interstellar to film momentami zachwycający od strony wizualnej, z kilkoma rewelacyjnie nakręconymi sekwencjami akcji, jedną czarną dziurą widoczną w gotowym filmie i kilkoma ukrytymi we wcześniej napisanym scenariuszu. 5/10

inter

Jakub Piwoński

Prawdopodobnie, z odbiorem nowego filmu Nolana będzie tak, jak sprzed kilku laty było z odbiorem Prometeusza Ridleya Scotta. Bo ci niepocieszeni będą oceniać Interstellar głównie przez pryzmat porównań do wcześniejszych filmów reżysera. Brytyjczyk przyzwyczaił swoją widownię do tego, że bez względu na to, w jakim kierunku pójdzie, zawsze odrabia pracę domową; że poniżej pewnego poziomu w swych filmach nie schodzi. A to rzecz jasna zobowiązuje. I na skutek tego zobowiązania, najmniejsza scenariuszowa głupota, najmniejsza nieścisłość wypatrzona w nowym filmie, urastają do rangi czarnej dziury. A jakże psuje to nam zabawę w czerpaniu przyjemności z seansu! Owszem, oczekiwania w stosunku do Interstellar były ogromne. Nie zostały one spełnione, bo wszyscy oczekiwali arcydzieła. A ten film cierpi na typowe przywary: jest przesadnie ckliwy, posiada kilka scenariuszowych uproszczeń, przemawia naukową łopatologią oraz wyjątkowo topornymi kwestia dialogowymi. Ale według mnie potrafi być jednocześnie prawdziwie porywający. Nolan zaprasza nas na wspaniałą międzygwiezdną podróż; przenosi na granicę galaktyki, na granicę doświadczalnego poznania. Realizuje przy tym najlepsze, bo esencjonalne, tradycje twardej fantastyki naukowej. By podróż ta posiadała trwałą siłę oddziaływania, całość podszyta jest zaiste urzekającą oprawą audiowizualną. I w sytuacji gdy rozpatruję tę podróż pod kątem doświadczenia zmysłowego, a nie aspektów języka filmu i „pryzmatu dokonań”, jestem w stanie się Interstellar zachwycić. Bo po wyjściu z kina poczułem wewnętrzny idyllizm, podbudowany wiarą w człowieka, wiarą w jego możliwości, a było to uczucie bardzo prawdziwe. I choć brzmi to jak wypowiadany z ust bohaterów komunał, ja lubię takie filmowe afirmacje życia, a Interstellar się do nich niewątpliwie zalicza. 8/10

Szymon Pajdak

Jeżeli spodziewacie się porywającej przygody, eksploracji kosmosu, obcych galaktyk, nowych, dziwnych planet – darujcie sobie. W Interstellar tego nie zobaczycie, mimo że zwiastuny mogły sugerować, że tak właśnie będzie. To opowieść o poświęceniu i więzach rodzinnych, opowieść, w której niestety nie wszystko do siebie pasuje. Są w najnowszym filmie Nolana momenty, które sprawią, że przez wasze ciało przebiegnie przyjemny dreszcz, a chwilami obraz w połączeniu z muzyką da Wam niemal sakralne odczucia. Niestety to wszystko za mało. Całość tonie w bełkocie i sprawia wrażenie filmu złożonego z różnych, niekoniecznie pasujących do siebie elementów.Postacie wygłaszają nadęte przemowy, a ostatnie 20 minut sprawi, że złapiecie się za głowę i totalnie pogubicie. Mimo ogromnego kredytu zaufania do Nolana, rozczarowałem się. Tym razem reżyser próbował przeskoczyć samego siebie i zwyczajnie przekombinował. 5/10

o-INTERSTELLAR-TRAILER-facebook

Krzysztof Walecki

Christopher Nolan mierzy w 2001: Odyseję kosmiczną, a wychodzi mu Czerwona planeta. I nie ma w tym nic złego. Problem Interstellar w dużej mierze bierze się z ambicji reżysera Incepcji, która zderza się z jego własną wrażliwością. Nie jest on wizjonerem pokroju Stanleya Kubricka, nie ma talentu Stevena Spielberga do udanego łączenia kina rozrywkowego z humanizmem. Brak mu również wyobraźni, nawet gdy zabiera nas do innej galaktyki. A mimo to wszystko jest tu rozbuchane do granic przesady, począwszy od tematu, problemu, z jakim mierzą się jego bohaterowie, skali projektu, a nawet emocji widocznych na twarzach postaci. Czy Nolan nad tym panuje? Nie zawsze. Jest to trochę kino sprzeczności, bo z jednej strony naukowe dywagacje rozwiązuje w sposób wręcz magiczny (nawet przy założeniu, że o czarnej dziurze nadal nie wiemy za dużo), uczonym wkłada w usta zdania o „miłości potrafiącej przekroczyć czas i przestrzeń”, a w ostatniej scenie czuć chęć kontynuowania przygody, zatem sztukę już wkrótce może zastąpić franczyza. Dlatego najlepiej podejść do Interstellar bez oczekiwań wielkiego kina. Widowisko – jak najbardziej. Film jest świetnie nakręcony, ma dobre tempo, kilka niespodzianek fabularnych (i obsadowych), a i wątek eksploracji odległych oraz nieznanych planet jest dobrze poprowadzony, choć nieco ubogi w atrakcje. Również tematy, które Nolan poruszał w poprzednich swoich filmach są kontynuowane, bardziej na drugim planie, podporządkowane głównej osi fabularnej. To dobry film, aż i zaledwie. Mam nadzieję jednak, że twórca Memento wróci do nieco skromniejszych projektów. Do ludzi, a nie ich emocji. 7/10

Rafał Oświeciński

Kwantyfikacja miłości – serio, takie semantyczne kuriozum pada z ust bohaterów „Interstellar” (albo coś zbliżonego). W jakiś przedziwny sposób ten zwrot znakomicie podsumowuje najnowszy film Nolana. Z jednej strony to film wypełniony naukowymi dywagacjami, bawiący się astrofizyką, kosmogonią, sięgający od jednych teorii do drugich. Z drugiej to dość intymna historia o ojcostwie, odpowiedzialności, poświęceniu; o tym, co definiuje nas, jako ludzi, jako istoty próbujące kreować rzeczywistość wokół siebie. To naprawdę ciekawy, niebanalny, intrygujący kawałek kina, który wchodzi w głowę dość mocno, stymuluje wyobraźnię, ale trzeba przy okazji dodać jedno: „Interstellar” domaga się zamknięcia ust i nie pozwala na zadawanie pytań, bo gdyby widz uparcie żądał odpowiedzi na wiele kwestii, to Nolan poległby na wielu polach. Mimo tego, że to film szalenie ambitny i niewątpliwie wypełniony treścią, to niedorobiony (tak naprawdę nic nie wiadomo o świecie czekającym na apokalipsę), scenariuszowo niedopieszczony (koszmarne deklaratywne dialogi) i najzwyczajniej rozczarowujący pod względem ilości „science” w „science fiction” (gwoli ścisłości, „fiction” też bardzo mało kreatywne). Stoję więc w rozkroku między docenieniem odwagi w penetracji czegoś nieznanego i rzadko widywanego w kinie w takiej – relatywnie – realistycznej konwencji, a irytacją konkretnymi rozwiązaniami fabularnymi, szczególnie w końcówce. Podsumowując – niespełniona obietnica i dlatego jednak rozczarowanie, choć trzymające w garści przez cały seans. 7/10

instl3

Filip Jalowski

Jestem daleki od tego, aby Interstellar ostro wyśmiewać. Mimo tego, że seans był dla mnie zawodem, film jednoznacznie uwypukla pewien fakt – Nolan wciąż szuka, a z jego nazwiskiem mógłby przecież poprzestać na odcinaniu kolejnych kuponów od sławy. Interstellar jest zrobione z pasją, bije od niego twórcza fascynacja zarówno kinem science fiction, jak i samym kosmosem, traktowanym jako kolejna granica ludzkiego poznania. To nie jest jakiś tam kolejny wysoki budżet odklepany od szablonu, ku uciesze tłumu i producentów. Niestety, to wszystko nie wystarcza do tego, aby oddać widzowi film kompletny, wybitny czy chociażby niezapomniany.

Oczywiście, Nolanowi po raz kolejny należy oddać reżyserską sprawność. Mimo niemal trzech godzin oraz wielu momentów, w trakcie których na ekranie dzieje się raczej niewiele, film trzyma rytm i angażuje widza w opowiadaną historię. Pierwszy problem pojawia się na poziomie scenariusza. Interstellar to kolejny dowód na to, że Nolanowie nie potrafią pisać postaci. Dopóki ich film jest jedynie układanką, w której bohater schodzi na dalszy plan, wszystko znajduje się w jak najlepszym porządku. W momencie, gdy fundamentem filmowej opowieści mają stać się ludzie oraz tworzone przez nich historie, zaczynają się problemy. W Interstellar właściwie nie ma drugiego planu – tworzą go postacie tak oczywiste i schematyczne, że nawet w licealnym opowiadaniu raziłyby swoją prostotą. Niewiele lepszy jest zresztą plan pierwszy, niezależnie od tego jak bardzo starają się aktorzy (McConaughey à la True Detective coraz szybciej zaczyna się przejadać). Skoro bohaterowie, to i dialogi. W najnowszym filmie Nolana rozmów jest jak na lekarstwo. Zazwyczaj słyszymy orędzia do narodu, inwokacje i inne formy nadające się raczej na agorę, a nie do kameralnego wnętrza zagubionego w przestrzeni statku kosmicznego. Interstellar, co szczególnie zasmuca, zawodzi również na poziomie wizualnym. Wszechświat Nolana ma swoje momenty, krótkimi chwilami potrafi wcisnąć w fotel, niemniej w skali trzech godzin to wciąż za mało. Nie może obejść się bez porównania do Grawitacji Cuarona, dlatego od razu – zdjęcia Lubezkiego wygrywają z Interstellar na każdym poziomie.

Co sprawia zatem, że kosmiczna podróż Nolana nie jest filmem całkowicie zepsutym, że widz potrafi znieść banały, mniejsze i większe bzdurki? Odpowiedź nie jest oczywista, choć skłaniałbym się do tego, że Interstellar ratuje pasja i szczerość samego Nolana, który spogląda na wszechświat jak duże dziecko – nieustannie zdziwione, nieśmiało pytające skąd to wszystko i wierzące, że gdzieś w tej ciszy i nieprzeniknionej przestrzeni ukryty jest jakiś sens, boski ład. To dobre podejście, dlatego mimo średnio udanego Interstellar wierzę, że Nolan zrobi jeszcze „ten” film. 6+/10

Ekipa KMF

Ekipa KMF

Tekst redakcji Film.org.pl
Ekipa KMF






  • Tes

    Straszne brednie w tch komentarzach. Miłego dnia :)

    • Andriej

      Brednie to masz w Poll’u, pożyteczni idioci i tak w większości walą 9-tki

      • Dominik Herman

        przede wszystkim nie obrażaj innych, bo robisz to pod każdym wpisem – mnie wyzywając zresztą od Nolanowego fanboya. To nie jest filmweb tylko serwis skupiający bardziej wymagających fanów kina z bardziej wyrobionymi gustami. Jeśli tacy ludzie mają ochotę oceniać Interstellar na 9 to jest to ich święte prawo – wygląda na to, że wśród większości odwiedzających film.org.pl nowy film Nolana znalazł uznanie. Wychodzi na to, że ten stan rzeczy uwiera cię bardzo mocno. Dzisiaj trafnie podsumował sprawę Adrian Chmielarz, który stwierdził, że „szkoda mu ludzi, którzy nie potrafią cieszyć się tym filmem”.

      • Pati

        I kto tu ma ból dupy? :D

  • q

    film.org.pl – gówniarstwo się wymądrza i hejtuje ;-)

    • Maciej Niedźwiedzki

      przecież nie ma nigdzie oceny niższej od 5/10. Gdzie tu widzisz hejtowanie?

    • merk

      to wynocha na wypełnione głębią i dorosłością filmweby i nie zawracaj dupy, jak cos ci nie pasuje

  • kelley

    dawno film nie zrobił na mnie takiego wrażenia. a to, co szczególnie mi podeszło to jak sprawnie nolan osadził swoją fikcję w realiach naukowych, szczególnie w obszarze relatywistycznym. dlatego jestem szczególnie zdziwiony wpisem naczelnego zarzucającego małą ilość science. wręcz przeciwnie. nie oznacza to, że nie ma tam typowego sf-owego licentia poetica (np.całej historii z czarną dziurą), ale ogromna ilość rzeczy, łącznie z wizualiami jest naprawdę naukowo poprawna.

    • Fidel

      O ile się nie mylę to nad poprawnością naukową czuwał Kip Thorne, więc Nolan głupot narobić nie mógł, a dbałość o szczegóły to kolejny dowód na to, że naprawdę zależało mu na zrobieniu czegoś „swojego”, że baaaaardzo chciał. Szkoda, że zabił to samą historią i bohaterami.

    • chodzi mi o to, że „science” to tylko sztafaż, rodzaj makijażu nałożonego na taką sobie fabułę (ta opowieść mogłaby być po prostu lepsza na wielu poziomach). To się chwali, bo jest ambitne, nie wiem jednak, czy ta droga do czegokolwiek prowadzi, co ma związek z „science”, bo całość domaga się olbrzymiego zawieszenia niewiary. Gdyby jednak tylko polegało to na zabawie naukowością, to ok, przełknąłbym gładko, ale jednak ta siła miłości, te wieczności kosmiczne, to ględzenie dla samego ględzenia… No nie, to nie jest dobre i wzmacnia poczucie rozczarowania tym całym „science”. Żeby nie było – Interstellar jest dobrym filmem i całkiem możliwe, że z kolejnym seansem lepszym. A może nie.

      • kelley

        no nie wiem, mnie to ględzenie na temat miłości jako siły przenikającej hiperprzestrzeń podobnie jak grawitacja wydaje się dosyć poetyckie, choć faktycznie może momentami sprawiać wrażenie odrobinę pretensjonalnego.

    • cd

      Sorry ale to jest pseudonaukowy bełkot. Być może niektóre elementy były konsultowane naukowo, ale większość to totalne bzdury. Poczynając od szukania planety do zamieszkania wokół czarnej dziury po braku konsekwencji w efektach relatywistycznych kończąc.

  • Dominik Herman

    Zanim ktoś zacznie krytykować powinien obejrzeć a później zastanowić się nad tym z jak wielkim i ambitnym tematem zmierzył się Nolan. Dlaczego w ostatnich 20 latach powstało ledwie kilka filmów s-f godnych uwagi? Ano właśnie dlatego – bo zrobić dobry film s-f to jest zajebiście trudne zadanie.

    • Kris K.

      Zmierzył się i mu nie wyszło :D
      To jeszcze nie koniec świata.

      • Dominik Herman

        Wręcz przeciwnie – wyszło mu i to bardzo dobrze. Arcydzieła jednak nie ma, bo Nolan arcydzieł nie kręci. Praktycznie wszystkie jego filmy są dobre lub bardzo dobre. Wybitnych brak. Może kiedyś. Ja tymczasem raz jeszcze obejrzę Interstellar bo na inny film s-f tego kalibru poczekamy pewnie 10 lat.

        • Andriej

          Dyskusja z wami Nolanowskimi fanboyami jest gorsza niż ze świadkami Jehowy

  • Kris K.

    Cóż by tu napisać?

    Zawód? Chyba nie. Niby s-f, niby Kip Thorne, niby czarne
    dziury, ale z drugiej strony to „tylko” Nolan, więc specjalnie się nie zawiodłem.
    „Niestety” jestem wielkim fanem Lema więc jak spojrzymy na ten film od strony
    takiego hard s-f to leży i kwiczy. Oczywiście można zrobić film s-f gdzie 10%
    to sciene a 90% to fiction i też będziemy mieli film s-f. Wystarczy sobie
    choćby porównać hibernację u Nolana i hibernację we „Fiasku” Lema. Z jednej
    strony guzik zamrażania i guzik rozmrażania, z drugiej cały wielki proces
    wyhamowania wielkiego statku gwiezdnego, żeby podczas „rozhibernowania” były
    jak najlepsze warunki i żeby nie uszkodzić pacjenta. Oczywiście tu film a tu
    książka, ale jak się już robi film to trzeba zwracać uwagę na takie elementy,
    albo zmienić scenariusz. O reszcie „sciene” w tym filmie nie warto pisać bo
    trzeba by napisać książkę.

    Co do reszty. Duże brawa dla Matthew`a M. za wyciśnięcie ile
    się dało z tej fatalnie rozpisanej postaci. Przy pierwszych łzach są ciarki
    przy każdych kolejnych coraz większe zażenowanie. Ale co zrobić jak brat scenarzysta
    pisze, a drugi brat reżyser każe. Jessica też wypadła bardzo porządnie, a już
    małe dzieciaki w tym dziewczynka wręcz znakomicie. Niestety „dla równowagi”
    mamy kolejne wcielenie Michaela Caine`a grającego Michaela Caine`a i zupełnie
    dla mnie niestrawną Hathaway. Rolę Damona też mógł zagrać w sumie byle kto. No
    ale to wszystko wina scenariusza i reasumując to aktorsko tak źle nie jest a
    momentami wręcz bardzo dobrze.

    Zarówno muzyka i zdjęcia też na bardzo wysokim poziomie.
    Zimmer tymi organami dał radę a w połączeniu z obrazem wyszło to wręcz znakomicie.

    Tutaj małe usprawiedliwienie dla Nolana. Często można
    poczytać o porównaniach do „Odysei kosmicznej” i zarzuty, że porównywać tych
    filmów nie można i Nolan przegrywa na każdej linii. To prawda. Tylko, że
    przeciętny widz sprzed 40 lat w porównaniu z dzisiejszym przeciętnym widzem to
    dwa różne światy. I Nolan nie próbował z tym walczyć. Niestety wyszło mu to
    mocno średnio.

    Podsumowując – mocno naciągane 5/10 które z czasem pewnie
    zmieni się na 4/10.

    • kelley

      hibernacja to akurat element fiction. ja piszę o prawdziwej fizyce, która jest zaskakująco poprawna. a zarzut typu „u lema było lepiej”? kuriozum. uwielbiam lema, ale ocenianie naukowości filmu z perspektywy odległości od lema nie zasługuje na nic więcej poza mianem zoologicznej ciekawostki. sugerowałbym raczej zestawienie z odległością od podręcznika fizyki.

      • Kris K.

        Ale zaraz. A czemu Lem jako punkt odniesienia ma być gorszy? W końcu porównuję dwie rzeczy ze świata s-f. Książki Lema i film Nolana. Ale zostawmy Lema.
        Ja nie jestem fizykiem ani astrofizykiem, ale co podręczniki fizyki mówią o spadaniu w czarną dziurę w zwykłym kombinezonie czy o planecie gdzie 7 ziemskich lat mija w godzinę, ale już na orbicie wszystko gra? I nie jest to złośliwość broń Boże ale czysta ciekawość. Zawsze człowiek może się dowie czegoś interesującego :)

        • Mefisto

          Co mogą mówić podręczniki o spadaniu w czarną dziurę, skoro ludzkość, mimo możliwości, wciąż nie potrafi nawet stanąć na Marsie. Przecież to wszystko to tylko teorie, których zapewne nikt nigdy nie sprawdzi. A film to jedynie przygodówka starająca się zachować jakąś naukową przyzwoitość.

          • Kris K.

            No właśnie. Przygodówka. A co do tej przyzwoitości, to dla mnie niestety za bardzo ta przyzwoitość jest nagięta.

        • kelley

          tak jak napisałem wcześniej, motyw czarnej dziury i wpadania w nią to czyste s-f, bo nikt nie wie, co się dzieje za tzw. horyzontem zdarzeń. skąd mamy to wiedzieć, skoro nawet światło poza ten horyzont nie wychodzi. natomiast 7 lat w godzinę to efekt relatywistyczny wynikający z ogólnej teorii względności einsteina i wpływu grawitacji na tempo biegu czasu, dosyć dobrze opisany w literaturze popularnonaukowej, zresztą przez samego kipa thorna również.

          • Kris K.

            W sumie to dyskusja sprowadziłaby się i tak do tego co kto rozumie pod pojęciem s-d, czyli byłaby dyskusja o definicji. Tak tylko na marginesie dodam, że mnie nie irytuje sytuacja gdzie jedna godzina na planecie odpowiada 7 ziemskim „rokom”, tylko sytuacja gdzie na planecie mamy taką sytuację, a na orbicie czyli „o rzut beretem” już nie. Oczywiście, można to zawsze skwitować, ze nie byłeś to nie wiesz. Ale przy takim podejściu, a takie podejście trzeba by zastosować do 90% tego filmu to dla mnie fantasy a nie s-f. Tak czy siak film dla mnie niestety słaby.

  • Andriej

    No proszę, pan Niedźwiedzki (tym razem z pomocą Szymona Pajdaka) ponownie ratuje honor redakcji! Chyba pora zmienić rednacza…

  • frost

    Proszę, niech ktoś się odważy spisać 50 Prawd Objawionych przez Interstellar, do tablicy najchętniej wywołałbym Duxa, bo robił to najlepiej. Mogę się założyć, że strona padnie od przeciążeń spowodowanych ilością komentarzy. Byłby ogień :)

    • SoKoMoK

      O tak, dawno nie było żadnych uaktualnień działu „Prawdy objawione”. Ale moim zdaniem „Interstellar” jest byt dobrym filmem żeby znaleźć tych prawd aż 50. Ale można je znaleźć w innych „dziełach” SF: „Dawca Pamięci” i „Więzień Labiryntu”.

    • Andriej

      Widzisz, frost – artykuł jeszcze nie istnieje, a już mamy pierwszy przypadek bólu dupy

  • Kyry

    „Zróbcie LEPSZY” :-) Jak zwykle ocenia się najłatwiej :D

  • igor

    Najgorszy film Nolana jaki widziałem, a widziałem wszystkie poza Following, brak emocji, spójności, napięcia, bohaterowie przezroczyści, amerykańska flaga na nowej planecie, a wszędzie płytkie frazesy o ludzkości, matt damon jako ”profesor”, echhh, film mocno rwany, widać, że powinien trwać ponad 3 godziny, żeby akcja była budowana z napięciem, bo w jednej scenie widzimy matthew jak odjezdza z farmy, a juz po minucie wznosi sie w promie kosmicznym… SPOILER a w ostatniej scenie, do ktorej przeciez caly film zmierza, jest najwiekszym marzeniem glownego bohatera by spotkac sie z córka, tymczsem owo spotkanie trwa moze ponad minute, po czym szybcikiem odlatuje do swojej Brand, ponadto kukurydza, baseball i ”amerykańskie” bohaterstwo, Wam też wydawało się, że ogladacie kolejny film Baya ? żenada, metr mułu, brak mi słów, dawno żaden z wielkich reżyserów obecnych lat nie zawiódł tak bardzo…. na koniec moje oceny filmów Nolana

    Memento: 10/10
    Bezsenność: 8/10
    Batman początek 8/10
    Prestiż 8/10
    Mroczny Rycerz 7/10
    Incepcja 5/10
    Mroczny rycerz powstaje 6/10
    Interstellar 3/10

    Chyba niżej spaść już nie mógł, po odbiciu się od dna może być już tylko lepiej :)

    • Damian Żukowski

      chyba cie pojebało ostro

      • Pirx

        czytam i cenie film.org.pl bo mało tu buraków więc przenies sie ze swoimi komentarzami Damiani do kibla

  • Grifter

    „Trójeczka” ode mnie. Oglądać się to owszem da, ale tylko pod warunkiem jeśli najpierw zatka się uszy.

  • Milennn

    Pierwsze zdania z recenzji Macieja Niedźwiedzkiego to chyba najlepiej charakteryzująca ten film recenzja, jaką mogłam przeczytać. Twórcy wcisnęli nam, że zobaczymy coś Wielkiego, że doznamy katharsis oraz epifanii, a to było tanie i słabe. Film-wydmuszka, niestety…

  • TVN

    1.te spadające książki z regału(co oznaczało zostań) to było dzieło głównego bohatera? skoro i tak ludzie przeżyli ? 2. po chwili od wiadomości z książek zakodował informacje w sekundniku, to jak szybko płynął czas w tej czarnej dziurze ?

  • zbyszta

    Dramat w kinie sci-fi. Film na bardzo niskim poziomie. Ostrzegam – Szkoda pieniedzy.

  • Pingback: MARSJANIN | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

3. Festiwal Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa - DZIEŃ 5.

Następny tekst

URWANY FILM #62. GOŚĆ - NAJLEPSZY FILM 2014?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE