In Fear | FILM.ORG.PL

In Fear

Zapętlona przejażdzka po lesie, przyprawiająca o dreszcze i trzymająca w napięciu do samego końca.




W leśnym labiryncie




Jakub Piwoński
10.04.2014


IN-FEAR-Poster-Image

Zapewne dobrze znacie uczucie, towarzyszące nam wieczorową porą w lesie. Bez względu na to, jak piękne byłyby okoliczności przyrody, po upływie określonej godziny las przestaje być miejscem, w którym czujemy się bezpiecznie. Atmosferę przesyca niepokój, na skutek czego oglądamy się nerwowo za siebie, myląc szelest liści z szeptem, a pękające gałęzie z krokami wyimaginowanej postaci. Jesteśmy wówczas bezradni i słabi, ponieważ ogarnięci lękiem nie potrafimy myśleć racjonalnie. A przecież z każdą minutą robi się coraz ciemniej, a do domu jeszcze tak daleko…

Lęk ten z lubością wykorzystywany jest przez twórców różnej maści dreszczowców po to, by bazując na nim, opowiedzieć kolejną  historię o błądzących w leśnym gąszczu osobnikach, nie radzących sobie z zagrożeniem, jakie ich spotkało. Las i jego tajemnica staje się wówczas punktem wyjścia do ukazania zagubienia.

W thrillerze „In Fear”, las staje się dla bohaterów pułapką bez wyjścia. Przemierzając samochodem jego ścieżki, w pewnym momencie zdają sobie sprawę z tego, iż jeżdżą w kółko. „Nie zgubiliśmy się, jesteśmy w pieprzonym labiryncie” – mówi w pewnym momencie filmu dziewczyna, do swego towarzysza niedoli. I obserwując poczynania dwójki bohaterów, bezsilne starających się dojechać do celu, trudno jest nie zgodzić się z tak dosadną oceną ich sytuacji. Oczywiście ktoś ich w tym labiryncie musiał umieścić i z pewnością zrobił to nie bez powodu. Żeby zrozumieć istotę postępującego niebezpieczeństwa, bohaterowie będą musieli przypomnieć sobie do czego doszło w okolicznym pubie, w którym przebywali na krótko przed wyprawą… Bez względu na to jak dobrze potrafimy przewidzieć finał tak rozpisanej fabuły, w tym wypadku jest on dalece niejednoznaczny i przysparzający o niemałą ilość emocjonalnego bólu.

fear_3

„In Fear” jest brytyjską produkcją typu low-budget, za którą odpowiada reżyser Jeremy Lovering- niezależny twórca, którego najważniejsze dotychczasowe dokonania pochodzą z obszaru telewizji. Ubogie doświadczenie filmowe nie przeszkodziło mu jednak w tym, by swoim pełnometrażowym kinowym debiutem umiejętnie zaintrygować i wstrząsnąć widzem. Film miał swoją premierę na festiwalu w Sundance, który przyzwyczaił nas do tego, iż potrafi wypromować niemałe perełki. „In Fear” jest niewątpliwie jedną z nich. Obraz został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez publikę jak i krytykę, a do tych oklasków z chęcią dołączę się także ja. Szkoda tylko, że rodzimi dystrybutorzy na tak pozytywny odbiór filmu niskobudżetowego ponownie pozostali ślepi. Ale to, że nie mogliśmy obejrzeć „In Fear” w Polsce z pewnością wiąże się także z tym, iż takie filmy wypuszczane są z reguły w znacznie ograniczonej liczbie kopii (podobną historię przerabialiśmy przy okazji chociażby „V/H/S”).

W stymulowaniu dreszczyku emocji pomaga surowa kompozycja filmu.  Kino grozy, jak zapewne zauważyliście, rządzi się bowiem trochę innymi prawami. Czasem im niższe koszta produkcji horroru, tym bardziej wiarygodnie wypada on w straszeniu. Brzmi to paradoksalnie, ale znajduje to swoje uzasadnienie – minimalizm formalny jest w cenie dla współczesnego oblicza filmowej grozy. Niezbędna jest jednak realizacyjna rzetelność, która nie zaburzając naszej uwagi, umiejętnie wytworzy i poprowadzi napięcie. I to w „In Fear” działa bez zarzutów. Istotne jest także to, że należycie dopracowane zostały aspekty logiczne, co zawsze pomaga w prawidłowym odbiorze filmu (szczególnie gdy opiera się on o prosty koncept fabularny, który dopracowany pod tym względem winien być wówczas z zasady). Satysfakcję z seansu pieczętują inteligentne nawiązania do klasyków gatunku – tym najważniejszym będzie z pewnością odwołanie do „Autostopowicza”, którego motyw przewodni został w „In Fear” ciekawie odświeżony.

Tytuł filmu jest prosty i chwytny, i idealnie oddaje sens historii jaką mamy przyjemność przeżywać podczas seansu. Środki wyrazu czasem mogą być ubogie, a oglądane twarze mogą nam nic nie mówić, ponieważ na dużym ekranie widzimy je po raz pierwszy. Żeby jednak poczuć wszechogarniający strach, wystarczy, że umiejętnie i z wyczuciem zagra się dźwięki na tych strunach, które przywołają obrazy przeżytej już niejednokrotnie trwogi. Wydobywająca się wówczas melodia może brzmieć znajomo i do złudzenia przypominać nam coś, co już słyszeliśmy. Nie przeszkodzi nam to jednak w ponownym, głębokim jej odsłuchaniu.

1e1a60c5654017607acfb8915835d8ed

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Zenith

    Powinniście częściej pisać o niezależnych horrorach bo tych jest bardzo wiele a niewiele osób wie o ich istnieniu. Tak jak o tym. In fear jest naprawdę dobre.

  • Marcin

    Dla fanów podobnych filmów mogę jeszcze polecić francuskie „ILS” z 2006 roku (http://www.filmweb.pl/film/Oni-2006-327449#)

  • Andriej

    Chyba trochę zaspoilowałeś z tym „motywem przewodnim”. Trailer jakoś nie robi wrażenia, ale zawsze można sprawdzić…

    • Jakub Piwoński

      najpierw obejrzyj, upewnij się, a potem gadaj, że coś zaspoilowałem. zgoda?

  • kinoman

    8/10 polecam. moze przestraszyc I zdolowac.

  • Tomkiewicz

    Mniej więcej w chwili pojawienia się typka, z naprawdę grubo zapowiadającego się filmu grozy, „In Fear” w zastraszającym tempie obniża lot. Olbrzymie rozczarowanie. Spodziewałem się potwornie miażdżącego, opartego o sugestywny klimat horroru, a otrzymałem padakę. Za pierwsze kilkadziesiąt minut dałbym 8/10, ale reżyser chyba ostatecznie podjął próbę autosabotażu :(
    Słabo jednak.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota dnia - Bane i Batman w cywilu

Następny tekst

Fota dnia - Sean Connery



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE