IDA - Spokojnie, w skupieniu - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Ida

W „Idzie” szokująca historia została ukazana nie sensacyjnie, nie kryminalnie, a spokojnie, w skupieniu, w ciszy. Bez nadymania się i zaczepności.




Spokojnie, w skupieniu




Ewelina Świeca
27.10.2013


7567351.3

Oglądanie filmu Pawła Pawlikowskiego pt. „Ida” jest ogromną przyjemnością, od początku do samego końca i  uwzględniając wszystkie elementy. W trakcie seansu można się poczuć jakby wyświetlano nam stary polski film, z tym że w dobrej jakości (o aluzjach formalnych tego obrazu do starych filmów pisano już w niejednej recenzji). W czasie cofniemy się dzięki akcji i formie „Idy”: filmowa historia rozgrywa się w Polsce lat 60., a przedstawiona została za pomocą czarno-białych zdjęć, długich i wolnych ujęć oraz precyzyjnie zaplanowanym kadrom, dodatkowo okraszona muzyką ze wspominanej „epoki”. Treść i forma współgrają ze sobą. Na myśl przychodzi mi „Rewers”, gdzie czarno-białe zdjęcia przenosiły nas do Warszawy lat 50. Chociaż w „Idzie” atmosfera i tempo akcji są oczywiście inne niż w filmie Lankosza.

Siostra Anna, przyszła zakonnica tuż przed składaniem ślubów, z polecenia klasztoru, w którym przebywa, udaje się na spotkanie z rodziną: jedzie do swojej jedynej krewnej, ciotki Wandy Gruz (imię i nazwisko symboliczne). Wyciszona, spokojna i bez znajomości świata znajdującego się poza zakonem Anna poznaje siostrę swojej matki, Wandę, która kiedyś była prokuratorem. Ciotka bezceremonialnie wyjaśnia siostrzenicy, że ta pochodzi z żydowskiej rodziny, ma na imię Ida (również znaczące imię), a jej rodzice zginęli w czasie wojny. Anna-Ida dowie się, dlaczego ciotka jej nie adoptowała oraz zechce odwiedzić grób rodziców. Wanda, początkowo niechętna i oschła w stosunku do siostrzenicy, zacznie patrzeć na nią z fascynacją i zaproponuje podróż do przedwojennego domu ich rodziny, by spełnić życzenie Idy. Ta „dziwna para” – jak zostanie nazwana przez jednego z bohaterów – podczas odwiedzin rodzinnej miejscowości pozna siebie oraz zmierzy się z wojenną historią rodziny. Podróż jest dla Idy próbą usłyszenia i zrozumienia swoich pragnień, z kolei dla Wandy Gruz „powrót do przeszłości” będzie podsumowaniem, przeglądem życiowych doświadczeń.

ida-pawel-pawlikowski-solopan-2013-10-08-023-920x690

Skromna, cicha Ida z lekko przerażoną i zadziwioną miną wraz z hardą, ironiczną, złośliwą, popijającą i palącą ciotką stanowią mieszankę wybuchową. Po jednej stronie młoda osierocona siostra zakonna odizolowana od świata, ale znajdująca ukojenie i sens w wierze. Po drugeij stronie – nastawiona sceptycznie do wiary i powołania Idy, boleśnie doświadczona wojną, biorąca udział w porządkowaniu powojennego świata na stalinowska modłę, twarda pani prokurator Wanda Gruz, która nieraz skazywała na śmierć wrogów systemu. Obie połączone żydowskim pochodzeniem i tragiczną historią rodzinną. Przywoływana przeszłość porusza budzący kontrowersje temat, tj. udział Polaków w zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej. Obraz tego fragmentu historii mieliśmy szansę zobaczyć ostatnio w „Pokłosiu” Władysława Pasikowskiego.

W „Idzie” tragiczna historia została ukazana nie sensacyjnie, nie kryminalnie, a spokojnie, w skupieniu, w ciszy. Bez nadymania się i zaczepności.

W tym miejscu można przejść do formy filmu Pawła Pawlikowskiego. I tu mamy do czynienia ze sztuką na wysokim poziomie. Klimat i atmosferę z przeszłości tworzą czarno-białe zdjęcia. Scenografia – plenery i rekwizyty – przywołuje obskurne lata wczesnego PRL-u, kadry są precyzyjnie skomponowane  – wyczyszczone ze zbędnych elementów – które niczym obrazy podsuwa się nam przed oczy. Zastosowano zbliżenia, kiedy to z twarzy bohaterów czytamy emocje, odczytujemy niuanse ich reakcji – dynamiczną twarz Wandy (Kulesza) i statyczną Idy (Trzebuchowska), dla kontrastu zastosowane są plany dalekie: krajobrazy, w których postaci giną, stają się kruche, osamotnione w otaczającym je świecie. Ujęcia są długie, a kamera nieruchoma – momentami bohaterowie znikają z pola widzenia, obiektyw za nimi nie podąża, nie stara się ich utrzymać w centrum kadru. Wyjątkami są ujęcia podróży, gdy oczami Idy obserwujemy świat zza okna przemieszczającego się pojazdu albo ujęcie końcowe, gdy kamera musi się „cofać” przed żwawo idącą bohaterką. W filmie umieszczono dużo muzyki i piosenek (polskie i zagraniczne szlagiery w oryginale bądź w wykonaniu Joanny Kulig grającej wokalistkę, muzyka klasyczna, Coltrane, także Międzynarodówka), które przemycono w tle, będących częścią akcji filmu i jednocześnie komentarzem do sytuacji. Równocześnie muzyka nie zakłóca niejednokrotnie wybrzmiewającej z filmu ciszy. Oprawa muzyczna jaki i cisza współtworzą różne nastroje, stany bądź emocje, które towarzyszą bohaterom, są to: napięcie, konsternacja, pustka, ból, tęsknota, pożądanie, głębokie zamyślenie. Film nie jest przegadany, dialogi nie kłują sztucznością. Jedno rozwiązanie narracyjne w filmie mnie zastanowiło, zakłócając naturalność narracji: [SPOILER] mam na myśli pojawienie się Lisa (saksofonisty) na pogrzebie Wandy, i tym sposobem dochodzi do znaczącego spotkania chłopaka z Idą. [KONIEC] Ten moment wydaje mi się zbyt nieprawdopodobny, niewyjaśniony w filmie.

ida-pawel-pawlikowski-solopan-2013-10-08-031-920x690

„Ida” nie byłaby tak udana, gdyby nie wspaniała gra aktorska pierwszoplanowego duetu: Agata Kulesza („Róża”) jako Wanda Gruz – raz przesłuchująca „winowajców”, a innym razem troskliwa dla Idy, raz zaradna, operująca ciętym językiem, zabawna, ironiczna, a innym razem z wielkim poczuciem przegranej – oraz debiutantka Agata Trzebuchowska w roli zatrwożonej, skromnej Idy. W całość wpasował się też drugoplanowy występ Dawida Ogrodnika („Chce się żyć”) jako kuszącego saksofonisty. W filmie nawet dalszoplanowe postaci, gdzieś w tle, wypowiadające jedno lub kilka zdań są przykładnie zagrane, brzmią oraz zachowują się naturalnie.

439619.1

Rzeczywistość filmowa jest w pełni wykreowana, zaplanowana, ale jednocześnie daje poczucie realizmu, nie ma sztuczności w grze aktorów, w ich gestach i mimice, najdrobniejsze zdarzenia wyszły realistycznie (zapałka nie zapala się za pierwszym razem, adapter potrzebuje chwili, by zacząć odtwarzać muzykę). Film jest dopracowany, emanuje z niego spokój i towarzyszy mu harmonia formy, obyło się bez nachalności rozbieranych zdjęć i epatowania okrucieństwem, a do zaprezentowania spójnej i złożonej historii wystarczyło niecałe półtorej godziny. Wydarzenia bądź skutki zdarzeń prezentowane są wprost, ale ich kontekst oraz motywacje bohaterów musi konstruować, obmyślać widz. W taki sposób narracji wpisuje się też zakończenie filmu, ujęcie dziarsko maszerującej Idy.

Film Pawlikowskiego był nagradzany na festiwalach w Toronto i w Londynie, ostatnio na Warszawskim Festiwalu Filmowym, a chyba najgłośniej zrobiło się o nim przy okazji wygranej na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

„Ida” jest pierwszym polskim filmem reżysera. I oby nie ostatnim!

ida-pawel-pawlikowski-solopan-2013-10-08-022-920x690




Podobał ci się ten tekst?





  • janisz

    Muszę przyznać, że nie jestem fanem Pani recenzji, Pani Ewelino. Mogę już przeżyć liczne literówki (” ze sztuką na wysokim poziomem”) i kulejącą interpunkcję („Wyciszona, spokojna i bez znajomości świata, znajdującego się poza zakonem”). Nie będę się czepiał też łopatologicznych wyjaśnień (raczej większość czytelników KMF wie, kim jest Agata Kulesza i Dawid Ogrodnik oraz, że Wanda Gruz to nazwisko symboliczne). I nawet przeboleję ten, nie wiadomo po co wtrącony, spoiler. Główny problem polega na tym, że niektóre zdania są za długie, przekombinowane do tego stopnia, że nie do końca wiadomo o co chodzi. Ogólnie czyta się to trochę jak wypracowanie gimnazjalisty. Z resztą Pani recenzji jest podobnie. Moim zdaniem mocno odstają od tekstów kolegów. Niby nic wielkiego, ale jednak dla mnie odbiera to wiarygodność przekazywanych przez Panią treści.

    • zen

      Ależ czepialstwo. Kompletnie sie nie zgadzam, bo recenzje pani Eweliny są naprawdę dobre, treściwe. Nie gada o dupie maryni ale o konkretach.

    • michał roesler

      śmieszny jesteś chłopie. mam 28 lat i niby skąd miałem wiedzieć, że Wanda Gruz albo IDA to są symboliczne imiona bądź nazwiska. dowiedziałem się z tej recenzji i teraz już wiem. zamiast się czepiać siądź i napisz lepszą recenzję :-)

      • janisz

        „Nie krytykuj, tylko sam zrób lepiej” – człowieku, masz 28 lat, a operujesz argumentami na poziomie wczesnej podstawówki. Załóżmy, że ta recenzja jest negatywna. I co, napisałbyś szanownej Pani Ewelinie, żeby się nie czepiała, tylko nakręciła lepszy film? Poza tym, napisałem że WIĘKSZOŚĆ czytelników rozumie taką prostą symbolikę i chodziło mi wyłącznie o nazwisko Wandy Gruz. I kto tu jest śmieszny.

        • jam

          zamilcz janisz,zakłócasz harmonię życia:)

    • grammar_nazi

      „oraz, że” – Twoja interpunkcja też kuleje…

    • Maria Maryja

      Daj spokój Psorze: „Główny problem polega na tym, że niektóre zdania są za długie, przekombinowane do tego stopnia, że nie do końca wiadomo o co chodzi.” „Top class” argumenty. Jedno zadnie o ortografii chyba wystarczy. Co z resztą teksu? Porównania, ogólna konstrukcja, przykłady, wstęp/rozwinięcie/zakończenie? Nie napisałeś się czy zgadzasz się z treścią albo czy recenzja zachęciła Ciebie do obejrzenia filmu. Moim zdaniem autorka ładnie opisała film i rzetelnie przeanalizowała jego elementy. Przyjemna recenzja.

  • Kazik

    Recenzja jak recenzja. Jak ktoś chce pisać to niech próbuje. Bardziej mi chodzi o to, że nie jestem fanem tego filmu. Forma jest wręcz wycyzelowana, piękne wystudiowane czarno-białe kadry wyraźnie wystylizowana na kino polskie lat 50-tych, to zagrało świetnie. Gorzej ze scenariuszem. Ida pełna jest drętwych, łopatologicznych dialogów w niemal co drugiej scenie i już to odbiera temu dziełu tak potrzebną wiarygodność. Film niewątpliwie dla oczu, nie dla uszu.

    • janisz

      Jak ktoś chce pisać to niech próbuje, ale z takim poziomem to do gazetki szkolnej, a nie do ogólnopolskiego portalu. Poza tym, sprawdza się to, co napisałem. Kiepski warsztat recenzenta MOŻE przekładać się na jego kiepskie pojęcie o kinie. Czy w tym przypadku tak jest? No chyba tak.

      • Kazik

        Nie, no, masz rację. Tylko ktoś tę recenzję jednak zatwierdził, prawda? Nie zadając sobie wcześniej trudu o jakąkolwiek, nazwijmy to. korektę redakcyjną, Autorki też to specjalnie, widać, nie obchodziło.

        A potem pojawiają się jakieś bredzenia, również na tym portalu, o tym jak to tradycyjna prasa zdycha.

        No, jeżeli alternatywą dla tejże mają być takie leksykalne potworki jak „recenzja” powyżej, to jestem pewny, że prasa szybko nie zniknie.

        • xavras

          mistrzowie jebanej formy i treści. czytam twoje wypociny, Kaziku, i szczerze współczuję redakcji, że ich teksty muszą napotykać na kazikowe uwagi. Dlaczego niektórzy nie potrafią milczeć?

          • Kazik

            Sam lepiej zamilcz. Człowieczku bez formy i treści.

          • Fidel

            „There’s one in the spotlight, he don’t look right to me, get him up against the wall!”

    • TSH

      Zgadzam się z Kazikiem, według mnie scenariuszowi wiele zabrakło, szczególnie autentyczności, wyrazistości postaci i dobrych dialogów. Kreacja Idy była dla mnie zbyt mdła, zabrakło jej przełamania, zabrakło głębi postaci i głębszego przestudiowania relacji między Idą i Wandą. Film nadrabia za to świetnymi zdjęciami, statycznymi ujęciami kamery, genialnym przełamywaniem symetrii świata pojawiającymi się postaciami i przede wszystkim ciszą.

  • Mefisto

    Krytyka recenzji, jak i jej autorki zdecydowanie przesadzona. Ale z drugiej strony momenty takie, jak: „Oprawa muzyczna jaki i cisza współtworzą różne nastroje, stany bądź emocje, które towarzyszą bohaterom, są to: napięcie, konsternacja, pustka, ból, tęsknota, pożądanie, głębokie zamyślenie.” wywołują jednak WTF na twarzy.

  • L

    Szkoda, że na końcu filmu nie pojawiły się napisy, że
    pierwowzorem postaci Wandy była Helena Wolińska, która nie popełniła
    samobójstwa skacząc z okna tylko komfortowo dożyła starych lat w Londynie
    zasłaniając się antysemityzmem przed deportacją do Polski i sprawiedliwym
    wyrokiem. I tak powstał dla młodzieży stereotypowy wizerunek niby
    psychopatycznej żydówki ale z głębokimi uczuciami. Ten alkoholizm i k…stwo
    dodał jej tylko ludzkich cech a być może (albo na pewno) była to wyrachowana
    s…ka.

    W sumie mimo pięknych zdjęć film jest tendencyjny i
    apologetyczny…

    • Gość

      Bo to oczywiście źle, że apologetyczny…

    • Barbara

      Dobrze to ująłeś, bo właśnie w tym filmie chodzi o wizerunek dla młodzieży i to nie tylko żydówki Wandy, ale całej Polski. Brud i nędza pokazana w filmie nie jest zgodna z prawdą. Polska nie wyglądała tak niechlujnie, a tak Pawlikowski, który nie czuje się Polakiem przedstawił nasz kraj. Pewnie po to, aby młodzi cieszyli się tym co mają dziś i nie chcieli zmian. Film jest nudny, dykcja aktorów słaba, trudno zrozumieć słowa, Oskar za żydowską tematykę. W gruncie rzeczy obie żydówki jako pokrzywdzone przez los są usprawiedliwione i wzbudzają litość, chociaż niektóre ich czyny są straszne. W przeciwieństwie do chłopa, który zabił. Pokazana jest jego chciwość, bo zabrał żydom dom, więc jest winien podwójnej zbrodni. Może zabił ze strachu, ale zabrał majątek pożydowski, a to autor najbardziej piętnuje i o to również w tym filmie chodzi. Film sugeruje, że powinniśmy oddać żydom ich majątki.

      • HXn3

        1. Żydzi NIE byli z reguły rolnikami posiadającymi piękne gospodarstwa
        2. Polacy NIE mordowali z reguły Żydów (z reguły robili to Niemcy, Austyjacy i Ukraincy

        Na podstawie filmu ma się inne wyobrażenie, zatem film zakłamuje rzeczywistość. W tym sensie jest antypolski.

  • antyvicek

    cyt „” porusza budzący kontrowersje temat, tj. udział Polaków w zagładzie Żydów w czasie II wojny światowej.”-„budzący kontrowersje temat”, czy raczej kontrowersyjny temat należało by napisać!A już najlepszy cymes to fraza : „udział Polaków”- to znaczy, że tym skrótem autorka po faszystowsku wrzuca do jednego wora – wszystkich Polaków..tak?!!Ludzie tacy jak autorka z premedytacją unikają kontekstu warunków wojny i reżymu wojennego wprowadzonego przez Niemcóworaz żydowskich współpracowników Stalina w kwestii prześladowań w czasie okupacji sowieckiej, a wcześniej antypolskimi wystąpieniami z bronią w ręku żydowskich organizacji w latach kształtowania się II Rzeczypospolitej.Powiem wprost-gdybym to ja był w tych czasach-nogi bym nie podał, żeby kulki od Niemców nie dostać!A co do rzekomoego sukcesu filmu-gdyby nie temat żydowski oraz to że po raz kolejny wpycha siie Polaków w pierwszy szereg winnych holokaustu-na ten film w USA pies z kulawą nogą by nie zareagował.Taka jest prawda.Kończąc-zydowska propaganda zrobiona za polskie pieniądze-to nie pierwszy raz, kiedy ten proceder jest stosowany.Jestem oburzony!

    • tamten

      Nie przesadzałbym z żydowską propagandą. Zauważ, że Żydzi też pokazani są negatywnie o czym świadczy pochodzenie Wandy i jej przeszłość. Wanda przecież też jest Żydówką i stalinowską prokurator.

    • PrzerażonySzczepan

      Po obejrzeniu filmu nie od razu zorientowałem się jak perfidnie zostałem zmanipulowany. Gdy sobie to uświadomiłem, to jestem również oburzony na sposób opowiedzenia o niewątpliwym problemie Polaków i Żydów. „W „Idzie” tragiczna historia została ukazana nie sensacyjnie, nie
      kryminalnie, a spokojnie, w skupieniu, w ciszy. Bez nadymania się i
      zaczepności.” – faktycznie, zupełnie spokojnie, w skupieniu i ciszy, bez cienia wątpliwości film ukazuje Polaków jako morderców Żydów i grabieżców ich mienia. Tak po prostu, przecież to oczywiste, że Polacy wymordowali Żydów w Polsce. Niestety, taki przekaz zostanie w głowach szczególnie młodego pokolenia. Mnie to przeraża i oburza.
      Nie ujmując filmowi walorów artystycznych i wspaniałej grze aktorskiej, jestem przekonany że film przeszedłby na świecie bez echa, gdyby nie tematyka, wspomniana propaganda i promocja środowisk żydowskich. Przecież wiadomo, kto tym biznesem kręci.

    • HNX3

      Powtórzę:

      1. Żydzi NIE byli z reguły rolnikami posiadającymi piękne gospodarstwa
      2. Polacy NIE mordowali z reguły Żydów (z reguły robili to Niemcy, Austyjacy i Ukraincy

      Na podstawie filmu ma się inne wyobrażenie, zatem film zakłamuje rzeczywistość. W tym sensie jest antypolski.

  • Mona

    Myślę, że ten film bardziej porusza problem udziału Żydów w stalinowskim aparacie represji niż udział Polaków w Zagładzie Żydów.

    • Look

      Niestety jest tak, że ten film trochę usprawiedliwia żydowskie prześladowanie patriotów Polaków domniemanymi prześladowaniami żydów w wykonaniu Polaków. Tak jakbyśmy żydokomunę mieli za karę za „polski antysemityzm” lub nawet „polski nazizm”. Prokurator Wanda Gruz nie jest postacią negatywną. Budzi sympatię. Budzi współczucie jako ofiara.
      Jeszcze jedno – samobójstwo Wandy Gruz jest (nie wiem czy zamierzenie) jej wyjazdem. Ono jest jakieś nieprawdziwe. Wanda ubiera się w płaszcz i wyskakuje z okna (według mnie z drugiego piętra sądząc po drzewach). Albo to kolejna, po saksofoniście pojawiającym się nie wiadomo skąd, wpadka albo celowy manewr.
      Ogólnie film jest wg mnie lekko nudnawy. Wolne ujęcia tak wypełnione treścią u Kieślowskiego , są tu jednak pustawe. No i ja ciągle nie wiem o czym ten film jest. Ale mam tu jakieś przemyślenia i koncepcje więc może to nie jest wada….

  • anna

    Film przede wszystkim nudny i irytujący, postacie puste, bez żadnego wyrazu, zero głębi
    psychologicznej. I gra aktorek nic tu nie pomogła. Ani jednej porywającej postaci, Polacy to złodzieje i mordercy, a
    o Niemcach ani słowa. Obraz Polski krańcowo tendencyjny i jednostronny , jako całkowite łajno, wszędzie ruiny, brud i smród, w każdym kadrze. Pani sędzina jeździ brudnym i zdezelowanym samochodem Film zrobiony w konwencji Popiołu i diamentu, ale ani w jednym calu, nie równa się temu arcydziełu. Bohaterki odgrywane w średni sposób, nuda, nuda, nuda. Film bardzo antypolski i
    w sposób krańcowo niesprawiedliwy pokazujący Polaków i lata powojenne. Konwencja czarno-białego filmu tylko pogrąża ten film. Oskar oczywiście za tendencyjne treści , a nie wartości artystyczne, bo minimalizm i brak koloru , to za mało…No i fatalne tło muzyczne, totalny zgrzyt.

  • Michał Błahut

    Film ten można odczytać jako film bez dokładniejszego tła
    historycznego ważniejszych bohaterów, można się go jedynie domyśleć. Wiemy, kim
    byli przodkowie Idy, oglądamy ich zdjęcia. Reprezentują oni najprawdopodobniej
    lubelskich mieszczan. Ich córka wyprowadziła się na wieś, gdzie żyła w domu
    swojego męża. Druga wojna światowa pokrzyżowała jej i jej mężowi normalną bądź
    normatywną egzystencję. Dom zostaje przejęty przez miejscowych chłopów, którzy
    rodzinę wyprowadzają do lasu, później ją mordują (rodzice Idy z siostrzeńcem
    nienormalnej wywrotowej matki, która zamiast zostać przy dziecku bojuje w
    komunistycznej partyzantce), ich dziecko zaś jako możliwe do uratowania zostaje
    oddane księdzu jako sierota (drugie zostaje współzabite, bo ma zgodnie z
    wytycznymi judaizmu okaleczonego penisa).

    Nie wiemy, co skłania Wandę Gruz do tak zajadłej działalności po
    wojnie. Nie mści się na mordercach własnej rodziny, lecz wymierza prawo i
    sprawiedliwość obcym ludziom, których zna teoretycznie. Chociaż wywodzi się
    najprawdopodobniej z przedwojennej klasy średniej (przodkowie, co widać na
    zdjęciach, nie reprezentują lumpenproletariatu) dostaje mieszkanie w kamienicy
    secesyjnej po niewiadomych poprzednich właścicielach (przychodzi mi na myśl
    pogrom kielecki) urządza je w sposób adekwatny do lat pięćdziesiątych typowy
    nie tylko dla państw bloku wschodniego, lecz w tonacji czarno białej: czarne
    wyłączniki obrotowe, kuchenka gazowa z towarzyszącymi butelkami alkoholu
    wypitego przez zdegradowaną stalinistkę po przejęciu władzy przez ekipę
    towarzysza Wiesława i zabawiającej się z przygodnymi pocieszycielami poznanymi
    po pijanemu w knajpach. Wanda pali papierosy ze zgniłego zachodu, jeździ
    samochodem również z zachodu, lecz mniej zgniłego, bo chodzi o bratnią NRD.
    Germanofobką najwidoczniej nie jest, gdyż jej rodzina doświadczyła oznak
    antysemityzmu z innej strony, jednak przemiany, którymi była wojna i komunizm
    stalinowski będący dla niej azylem po doznanych traumach wskutek bezmyślności
    zdegenerowały ją kompletnie. Przy pierwszym jej zobaczeniu widz może pomyśleć,
    że uprawia najstarszy zawód świata, lecz tak naprawdę faktem jej przeszłości
    jest polityczne prostytuowanie się, gdyż seks z partnerami przygodnie poznanymi
    uprawia za darmo. Jej losy w sensie politycznym są porównywalne z losami
    Samuela Morela, przyrównywanej do niej Heleny Wolińskiej czy Stefana Michnika.
    Ona jest jednak pionkiem w grze. Nie dożywa roku 1968go, po tajnym pogrzebaniu
    odzyskanych kości rodziny uczy się latać i w przeciwieństwie do Wolińskiej,
    która zakończyła życiorys w azylu, nie była starą panną, nie miała wyrzutów
    sumienia (być może całokształt życiorysów niektórych skazanych był dla niej
    okolicznością łagodzącą) i gziła się z wysoko postawionymi funkcjonariuszami
    stalinowskimi, zaś towarzysz jej życia umarł rok przed nią, wyskakuje z okna
    swojego mieszkania przy dźwiękach rozbrzmiewającej z radioli (wieża lampowa
    mono z lat sześćdziesiątych) muzyki poważnej. Pochowana zostaje z należytymi
    honorami przy dźwiękach „Międzynarodówki” puszczonej chyba przez nowych
    dygnitarzy czy tych, których jeszcze dręczył głód zdobycia władzy.

    Przeciwieństwem jest przesadnie religijna Ida, która
    wychowana w klasztorze jako pełnoletnia dowiaduje się o własnym pochodzeniu i
    zgodnie z zaleceniami sióstr zostaje wypuszczona do świata zewnętrznego celem
    poznania własnej przeszłości. Po śmierci ciotki dziedziczy mieszkanie, upija
    się, próbuje palić papierosy i traci dziewictwo z poznanym muzykiem cygańskiego
    pochodzenia, lecz nie decyduje się na życie w świecie cywilnym i ucieka przed
    rzeczywistością tam, gdzie wyrosła. Kojarzę ją trochę z Edith Stein.

    Zastanawiam się, czy film Pawlikowskiego można porównać do
    twórczości Istvana Szabo czy Agnieszki Holland, ponieważ tematyzuje ciemną
    stronę kwestii żydowskiej i postawę roszczeniową świata zewnętrznego na
    przykładzie zabójcy, który żąda zrzeczenia się majątku w zamian za
    udostępnienie zwłok, które zostają tajnie pochowane. Te fakty są zbyt
    nienormalne i trudne do wyobrażenia sobie przez przeciętnego widza.

    Inną ciekawą cechą filmu jest muzyka rozrywkowa, głównie piosenki
    wykonywane przez Marię Koterbską i Karin Stanek, dziewczyny ze Śląska. Na myśl
    przychodzi określenie Górnoślązaków Horsta Bienka jako Wiceżydów, czyli ludzi,
    którzy nigdzie do końca nie czują się swojo. Czarno biały film prezentuje
    rzeczywistość bardziej czarną niż białą. W pamięci pozostaje mi obraz starego
    miasta widziany z okien tramwaju, szyldy sklepów uzyskane chyba dzięki technice
    komputerowej (dzisiaj nie trzeba budować sztucznych miast w studiach
    filmowych), zabytkowe kamienice nieremontowane od czasów końca wojny i wystrój
    wnętrza kamienicy secesyjnej, dzięki czemu widać, że nie wszystko zostało
    opracowane wirtualnie. Widać, że reżyser szukał miejsc nienaruszonych przez
    współczesną cywilizację, lecz wszystko mimo wszystko zlewa się w obraz
    nienormalności. Film nie jest antysemicki (poza Idą bohaterowie pozytywni to
    osoby zabite), tu chodzi o nienormalność zbiorową. Chociaż pokazuje, że tak
    naprawdę nikt nie jest święty i może nadwrażliwych widzów wpędzić w depresję
    lub nieźle namieszać w mózgu. Nie jest wart obejrzenia wieczorem. Na dobranoc
    wolę „Dzień Świra”.

  • mrgali

    „Młoda osierocona siostra zakonna odizolowana od świata, ale znajdująca
    ukojenie i sens w wierze kontra sceptycznie do wiary i powołania Idy nastawiona, boleśnie doświadczona wojną, biorąca udział w porządkowaniu
    powojennego świata na stalinowska modłę, twarda pani prokurator Wanda
    Gruz, która nieraz skazywała na śmierć wrogów systemu: obie połączone
    żydowskim pochodzeniem i tragiczną historią rodzinną.” – jeżeli ktoś uważa, że to jest przykład poprawnej polszczyzny, to ja się poddaje…
    Jedno zdanie składające się z niemalże 50 słow?! wtf is this man?…nie chcę nikogo urażać, ale czytanie tej recenzji może doprowadzić do pojawienia się kilku siwych włosów…i nie tylko na głowie.. ;) Zgadzam się w 1000% z panem Janiszem…







Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Piąta władza

Następny tekst

Fota #90 - Akademia Policyjna



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE

  • Jacek Gołdyka: To na pewno był czas znacznie dłuższy niż miesiąc. Ten czas pozwolił... (DZIEŃ ŚWISTAKA. Mądra komedia)
  • Kylo Ren: Red mi się na początku nie... (Szybka Piątka #31 – Filmy, do których nas skutecznie przekonano)
  • bla_bla: Ok, ale gdy już wpisujecie na listę soundtracków... (NAJLEPSZE SOUNDTRACKI 2015, czyli co w muzyce piszczało)
  • m: Ludzie, którzy lubią patrzeć na lejącą się na ekranie krew, fascynuje ich to lub widzą w tym po prostu... (Oculus)
  • PanMoko: Przepraszam, trochę się zeźliłem bo bardzo czekałem na ten film. (Zjawa. Różne oblicza przetrwania)
  • Darek Kuźma: Są, oczywiście, że są, zarówno za granicą, jak i w Polsce (a teraz, po... (ŻÓŁTA CEGLANA DROGA #10)
  • Łukasz Grzesik: Nie do końca tak sobie. (NAJLEPSZE SOUNDTRACKI 2015, czyli co w muzyce piszczało)
  • Małpa: UNCLE sprawdza się świetnie poza filmem, Mad Max i... (NAJLEPSZE SOUNDTRACKI 2015, czyli co w muzyce piszczało)



  • Więcej

    Piąta władza

    Jak potężną i niszczycielską siłą dysponuje internet, świadczyć może głośna sprawa twórcy kontrowersyjnego portalu...