Merlin - recenzja | FILM.ORG.PL

GRUDZIEŃ Z FANTASY – MERLIN








Krzysztof Walecki
16.12.2013


3476Trzygodzinny „Merlin”, telewizyjna produkcja z 1998 roku, zaskakuje z kilku powodów. Choć jest kolejną wariacją na temat Artura i jego Rycerzy Okrągłego Stołu, potężnego Excalibura oraz powstania Camelotu, nie to jest jego głównym tematem. Również nie magia sama w sobie, pomimo uczynienia bohaterem słynnego czarodzieja. Są tu czary i potężne zaklęcia, smoki, gnomy, a także wszech-wieczne istoty, których byt, dość nieoczekiwanie, jest uzależniony od zwykłych śmiertelników. Film Steve’a Barrona obejmuje praktycznie całe życie Merlina, ukazując jego dwoistą naturę, człowieka zrodzonego za pomocą magii, który jednak nie godzi się z własnym przeznaczeniem.

Gdy panowanie pierwszego chrześcijańskiego władcy Anglii dobiega końca, a rządy obejmują Sasi, niszcząc wszelkie miejsca religii, tak obrzędu chrystusowego, jak i pogańskiego, Królowa Mab (złowieszcza Miranda Richardson z głosem przypominającym charczenie Golluma), władczyni Krainy Czarów, decyduje się podjąć walkę z nimi wszystkimi. Postanawia stworzyć człowieka, który zawróci ludzi do tzw. Starego Porządku, kiedy wiara w magię i czary była jedyną znaną im religią. Tak rodzi się Merlin. Wychowany w niewiedzy o swoim pochodzeniu, dopiero jako nastolatek staje się uczniem Mab i jej sługi Frika (rewelacyjny Martin Short), gnoma potrafiącego zmieniać swój wygląd. Chłopak szybko się buntuje przeciwko swej patronce i roli, jaką ma spełnić w jej planie, obiecując, że magiczne zdolności wykorzysta tylko w walce przeciwko niej. Dorosły już Merlin (jak zwykle niezawodny Sam Neill) dopiero z czasem dostrzega pułapki swego przyrzeczenia.

„Merlin” Barrona jest filmem mądrym i magicznym, choć jednocześnie, podobnie jak jego bohater, mocno stroniącym od używania czarów i sztuczek. Powszechnie uważany za wielkiego czarodzieja tytułowy mag jest tu postacią dużo bardziej przyziemną i nieefektowną niż moglibyśmy sądzić po jego reputacji. On sam korzysta z magii tylko w ostateczności, sprawdzając się bardziej jako doradca kolejnych władców niż ich nadworny wróżbita. Stary Porządek, do którego chce wrócić Mab, nie odpowiada mu, gdyż ludzie są w nim zaledwie marionetkami mrocznych sił, wykorzystywanymi, aby Królowa i jej podobni funkcjonowali na zasadzie bóstw, do których ludzie będą zwracać się o pomoc, jednocześnie drżąc ze strachu. Być może również dlatego Merlin pozostaje niejako w cieniu, nie starając się (choć mógłby) wywalczyć należnej sobie pozycji. Zamiast tego decyduje po czyjej stronie stanąć, nierzadko wybierając tych, którzy, według jego osądu, zasługują na władzę. I najczęściej ponosi wtedy klęskę.

bb_merlss

Merlin popełnia ten sam błąd, co Mab na początku – ignoruje ludzką naturę. Każdy wybór czarownika, choć podyktowany dobrem ogółu i miłością, obraca się przeciwko niemu, gdyż człowiek w końcu buntuje się przeciwko roli, jaką wyznaczył mu potężny mag. Dobry władca w mgnieniu oka staje się tyranem, czy to przez chore ambicje, czy przez ludzkie namiętności. Merlin jest ponad to, choć nie potrafi sprawić, aby i ci, których wybrał również tacy byli. Stąd szaleństwo króla Uthera, kazirodcza noc Artura z Morgan Le Fey, w końcu romans Lancelota i Ginewry. I starania tytułowego bohatera, aby każde z tych nieszczęść nie prowadziło do kolejnych, jeszcze większych. Ma w tym swój udział również niebezpieczna Mab, lecz jest ona jedynie podszeptem uczuć, które narodziły się bez jej ingerencji.

W gruncie rzeczy „Merlin” jest opowieścią o próbie przejęcia władzy, również tej królewskiej, choć nie ona ma tu największą wartość. Kolejni władcy pojedynkują się o tron, spładzają swych potomków, których starają się wychować na godnych następców bądź zwyczajnie zgładzić, lecz dla Mab i Merlina stanowi to zaledwie środek (mimo to kluczowy) w ich walce. Ona patrzy wstecz, sprowadzając człowieka do formy jej podrzędnej, której jedyną rolą ma być wiara w magię. On natomiast widzi, że to ludzie są przyszłością, wystarczy im tylko wskazać drogę. Tyle, że to nie wystarcza – za każdym razem, gdy Merlin zmuszony jest korzystać z magii, aby naprawić błędy swych podopiecznych, ma świadomość tego, że robi przysługę Mab. Wielką zasługą Neilla w tytułowej roli jest ukazanie jego bohatera zawsze z podniesioną głową, bez względu na porażki, których doświadcza. Ten wieczny optymista, wie, że ma rację (jest w tym nieco próżności typowej dla jego stworzycielki), nawet pomimo wątpliwości dotyczących użytych metod i ceny, jaką płacą on i jego najbliżsi.

merlin-fot

Ale nie tylko historia i reżyseria „Merlina” zadziwiają. Również obsada wydaje się potwierdzać klasę całego projektu. Obok wymienionych już Neilla, Richardson (również rola dobrej Pani Jeziora) i Shorta pojawiają się również Isabella Rossellini, Helena Bonham Carter, Rutger Hauer, John Gielgud i młodziutka Lena Headey w roli pięknej Ginewry, jakże odmiennej od Cercei z „Gry o tron”. Wtedy, gdy telewizja nie przyciągała jeszcze gwiazd światowego formatu, a jej ranga była daleko niższa od kina, trudniej było pozyskać aktorów z taką renomą. Tym bardziej świadczy to o niezwykłości dzieła Barrona. Niestety, efekty specjalne przypominają bardziej te z seriali „Herkules” i „Xena” niż filmu kinowego – jedyny element, który kompletnie nie przystaje do całej reszty.

QueenMabW filmach fantasy rzadko kiedy znajdujemy refleksję nad fantastycznym światem, rządzącym się własnymi prawami, który mamy okazję oglądać. Najczęściej widz, rzucony już w sam środek wydarzeń, nie ma czasu zastanowić się nad porządkiem, jaki tam panuje, rolą magii i wiary, zależnościami między ludźmi a istotami mitycznymi. W większości przypadków hierarchia jest ustalona już w pierwszych minutach filmu, czasem nawet wcześniej (sama nazwa fantasy określa ramy i wyznaczniki tego gatunku), a my ją przyjmujemy jako coś stałego, niezmiennego. „Merlin” spełnia wszystkie wymogi tego kina, jednocześnie każąc nam zastanowić się nad konsekwencjami życia w takiej rzeczywistości, podjętymi wyborami  i sumieniem, które zawsze daje o sobie znać.

W jednej ze scen tytułowy czarodziej i Artur zatrzymują się na swoich koniach, aby przepuścić idącego przed nimi ślimaka. „Ma prawo przejść”, tłumaczy Merlin, nie traktując go, jak Mab ludzi, czy próżny król swych poddanych. Wszyscy są równi, ale niektórzy… o tym nie wiedzą.

PS. W 2008 roku powstała kontynuacja pt. „Uczeń Merlina”. W rolę czarodzieja ponownie wcielił się Sam Neill, wróciła również Miranda Richardson jako Pani Jeziora. Pomimo ich udziału powstał film słaby, z miałką historią i drewnianym aktorstwem młodych wykonawców. Radzę go unikać, choćby po to, aby nie psuć sobie dobrego wrażenia po dziele Barrona.

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Latest posts by Krzysztof Walecki (see all)







  • rob

    bardzo fajny film dobra obsada gra historia ciekawie opowiedziana film trochę w stylu starego hollywood kiedy lubowano się w imponującej obsadzie zgoda co do słabych efektów ale to typowe w telewizyjnej produkcji Hallmarku ale są i tak daleko lepsze niż w produkcjach SYFY ;)

  • Gość

    Lata temu leciało w TV w niedziele rano. Byłem pod wielkim wrażeniem. Absolutnie pozytywne zaskoczenie.

  • babinicz

    Polecam porównać z mistycznym „Excaliburem” z 1981 roku.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

The Last Days on Mars

Następny tekst

Wielkie piękno



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE