Gra (2011) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Gra

Nie jest to kino łatwe i przyjemne, ale za to inteligentne i skłaniające do refleksji nad tym, kto tak naprawdę jest Inny, Obcy i potrzebuje pomocy w odnalezieniu się w nowym systemie.




O mniejszościach w duchu Hanekego




Filip Jalowski
08.10.2012


Gdyby „Gra” Rubena Östlunda została zrealizowana w USA, to albo nie przeszłaby cenzorskiego sita, albo spotkałaby się z silnie krytyczną reakcją ze strony mediów. Nie dziwi fakt, że film nie doczekał się amerykańskiego dystrybutora, a jego jedyne oficjalne recenzje ukazały się w Stanach jedynie po pokazie na festiwalu filmowym w Nowym Jorku. Oczywiście, znając specyfikę amerykańskiego rynku, podobne wnioski wyciągnąć można odnośnie wielu europejskich tytułów. „Gra” jest jednak przykładem wręcz idealnym, ponieważ w wymowny sposób konfrontuje widza z tym, co dla amerykańskich producentów święte niczym obrazek z Lichenia – z poprawnością polityczną. W czasie, gdy w jej imię nawet skandynawscy bogowie okazują się być czarnoskórzy (parytet etniczny musi się przecież zgadzać) Östlund przedstawia nam historię, w obrębie której oprawcami są przedstawiciele konkretnej mniejszości narodowej. 

Wykorzystując dynamikę relacji kat – ofiara Szwed w niezwykle sprawny sposób porusza kwestie związane nie tylko z samymi mniejszościami, ale i ciężką do zrozumienia bezradnością prawa wobec etnicznie ewoluującego społeczeństwa. Za kanwę filmu posłużyła historia nieodzownie przywodząca na myśl produkcje Michaela Hanekego. Znajdujemy się w czystym, jasno oświetlonym centrum handlowym, w którym bez trudu odnaleźć można wszystkim dobrze znane marki. Dwójka chłopców obszukuje kieszenie w związku ze zniknięciem pięciuset koron szwedzkich. Z pewnej odległości obserwuje ich piątka czarnoskórych w wieku (na oko) od dziesięciu do piętnastu lat. Po chwili mali Szwedzi prócz straty koron muszą pogodzić się również ze stratą telefonu komórkowego. Kolejnymi ofiarami zostaje trójka składająca się z dwóch Szwedów oraz nastolatka pochodzenia azjatyckiego. W ich przypadku sytuacja staje się jednak bardziej skomplikowana. Grupa czarnoskórych przestępców decyduje się bowiem na przeprowadzenie z nimi tytułowej „gry” (myślę, że w trakcie poszukiwania tropów inspiracji Östlunda nie bez znaczenia jest fakt, że słowo „gra” znajdowało się również w tytule filmu „Funny Games”). Przestępstwo z niewyjaśnionych przyczyn nie może zostać popełnione tu i teraz. Trójka ofiar zmuszona jest do tego, by wbrew własnej woli i bez świadomości tego, co czeka za rogiem podążać za oprawcami i wykonywać ich polecenia.

„Gra”, mimo podobnych założeń konstrukcyjnych, nie zmierza w tym samym kierunku, co wstrząsająca wizja Hanekego (kwestie związane z przemocą są dla Szweda ważne, lecz nie najważniejsze). Dla obu filmów wspólne jest to szczególne zawieszenie, w wyniku którego ofiary nie mogą przewidzieć kolejnego ruchu katów. Nieznośność takiej sytuacji najlepiej wyraża scena, w której jeden z chłopców wspina się na drzewo i krzyczy, że nie ma zamiaru zejść dopóki nie dowie się, jakie plany mają wobec trójki porwanych czarnoskórzy chłopcy. Östlund, o czym wspominałem na początku, wykorzystuje tego typu sytuację do postawienia pytań dotyczących mniejszości narodowych. I nie chodzi tu jedynie o to, że tymi złymi są przez większość filmu jedynie czarnoskórzy chłopcy. Problem zarysowany jest o wiele dokładniej, ponieważ nie należy zapominać o tym, że wśród trójki ofiar prześladowania znajduje się Azjata, że w zdecydowanie pozytywny (choć nieco ekscentryczny) sposób przedstawiona jest mniejszość indiańska i że każdy akt agresji (nawet odpowiednio umotywowany) skierowany w mniejszość etniczną postrzegany jest jako wyraz skrajnej nietolerancji. 

Östlund odważnie pyta o to, czy nieumiejętność zasymilowania się poszczególnych grup etnicznych nie jest jedynie wymówką, która działa ze względu na prawną anemię kraju. Impotencję prawodawstwa doskonale uzmysławia dzięki krótkim scenom poświęconym perypetiom dziecięcej kołyski. Przedmiot trafia do pociągu, lecz nie sposób znaleźć jego właściciela. Jest na tyle duży, że nie może stać w przejściu pomiędzy siedzeniami, ani na platformach łączących kolejne wagony – kwestie bezpieczeństwa. Jego wyrzucenie również jest kłopotliwe – w końcu to czyjaś własność. Obsługa pociągu nie potrafi poradzić sobie z sytuacją, ponieważ nie została przewidziana w kodeksie. Bezradność oficjeli jest komiczna, choć w kontekście ostatnich scen filmu daje wiele do myślenia.

Co zatem robi Östlund? Na pewno daleki jest od prostego wartościowania, dzięki któremu mógłby powiedzieć – Azjaci są w porządku, Murzyni to bandyci, a peruwiańscy grajkowie to całkiem sympatyczne chłopaki. Dzięki świetnie rozpisanemu scenariuszowi i doskonałemu poprowadzeniu młodych aktorów „Gra” jest w stanie poradzić sobie z niełatwym tematem oraz odważnymi, choć podświadomie zauważanymi przez wszystkich, stwierdzeniami dotyczącymi problemu mniejszości narodowych. Nie jest to kino łatwe i przyjemne, ale za to inteligentne i skłaniające do refleksji nad tym, kto tak naprawdę jest Inny, Obcy i potrzebuje pomocy w odnalezieniu się w nowym systemie.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Pod osłoną nieba

Następny tekst

Kronika opętania



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE