Godzilla (recenzja na TAK) | FILM.ORG.PL

Godzilla (recenzja na TAK)

Film Edwardsa to świetne połączenie klasycznego monster movie z dramatem i kinem katastroficznym. Produkcja, która nie ustrzegła się błędów i klisz, a mimo to dostarcza ogromnej frajdy, którą czerpiemy z seansu.




Powrót Króla!




Szymon Pajdak
16.05.2014


godzilla_2014_poster_1

Jestem dużym dzieckiem. Pasjonatem, którego miłością do kina zaraził ojciec. W czasach, kiedy w telewizji dostępne były jedynie cztery programy, tata przynosił do domu kasety VHS i wprowadzał mnie w świat „Gwiezdnych Wojen”, „Terminatora” czy „Indiany Jonesa”. To właśnie w tym beztroskim okresie poznałem Króla. Pamiętam to jak dzisiaj – jesienne  popołudnie, szarówka za oknem i ja, 8 latek wpatrzony w srebrny ekran niczym zaczarowany. „Godzilla kontra Mothra” było moim pierwszym spotkaniem z wrednym, spasionym jaszczurem. Od tamtej pory widziałem wszystkie produkcje, w których pojawiał się potwór wykreowany przez Ishiro Hondę. Na strychu, gdybym pogrzebał w pudłach zawierających moją młodość, na pewno znalazłbym kilka figurek i starych rysunków, które stworzyłem pod wpływem tych filmów.  

Jednak mimo całego swojego uwielbienia dla Pana G.  informacje o tym, że na jego 60 urodziny wytwórnia TOHO odsprzedała prawa do postaci Amerykanom, przyjąłem bardzo sceptycznie. Wciąż miałem przed oczyma gwałt jakiego dokonał Roland Emmerich na tej ikonie w 1998 roku. Na szczęście pierwsze zwiastuny i spoty telewizyjne pozwoliły przypuszczać, że tym razem jankesi podejdą do tematu z należytym szacunkiem.

Powierzenie legendy kina nieopierzonemu twórcy, którego jedynym filmem była do tej pory niskobudżetowa „Strefa zero”, było ryzykownym posunięciem. Na szczęście Gareth Edwards doskonale zrozumiał, z czym się mierzy. W swoim debiucie, ograniczony funduszami, skupił się na relacjach między postaciami. Tworząc „Godzillę” musiał mieć świadomość, że ludzie oczekują przede wszystkim rozwałki. Dlatego sprawnie przeplata historię i perypetie bohaterów z oczekiwaniami widza. Bawi się genezą potwora i zmienia ją, jednocześnie starając się przy tym nie odbiegać zbytnio od kanonu. Wprowadza elementy znane przez fanów i co chwila puszcza oko do widza nawiązując do oryginału. Pierwszy film z 1954 roku był manifestem zrodzonym ze strachu po nuklearnym ataku na Japonię, tym razem otrzymujemy produkcję, której przesłaniem jest respekt i obawa przed matką naturą.

Największym plusem filmu jest to, że Godzilla nie walczy z ludźmi. On po prostu prze przed siebie. Wiedziony pierwotnym instynktem obraca wszystko w zgliszcza, jednak jego celem nie jest gatunek homo sapiens – jego celem jest przywrócenie równowagi w naturze  i unieszkodliwienie przeciwnika dużo groźniejszego niż człowiek. Świetnie obrazuje to scena, w której Król podąża w stronę lądu, aby zmierzyć się z innymi potworami, a obok niego płyną lotniskowce. Nie atakuje nas ponieważ nie stanowimy dla niego zagrożenia.

z3yzakP

Fantastyczną robotę wykonały osoby odpowiedzialne za design jaszczura. Kiedy po raz pierwszy wychodzi na ląd i widzimy go w całej okazałości, a salę kinową przeszywa słynny ryk  – po ciele przebiegają ciarki. Godzilla jest ogromny, masywny i majestatyczny. Wspaniale nawiązuje do starszych filmów wzbudzając respekt i niepokój, a o to przecież chodziło. Szkoda tylko, że na ekranie jest go tak mało. Widząc go, chcemy zdecydowanie więcej.

Trochę gorzej sprawa ma się z wyglądem MUTO. Widać, że twórcy chcieli być oryginalni i za wszelką cenę starali się stworzyć coś nowego, niestety ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że wzorowali się na monstrum z filmu „Cloverfield”. Szkoda, że wytwórnia TOHO nie zezwoliła na użycie innych potworów, bo w tak bogatym uniwersum można było spokojnie znaleźć przeciwnika, który zrobi dużo większe wrażenie. Na szczęście kiedy dochodzi do finałowej potyczki, a budynki sypią się niczym domki z kart, przestaje to przeszkadzać. Widz czerpie czystą, niczym niezmąconą przyjemność z seansu. Imponujące jest także to, z jaką powagą twórcy podeszli do tematu. Czuć wagę tego starcia, widać jak miasto obraca się w ruinę, widzimy trupy, ogień i panikę.   Co ważne, wszystko odbywa się w nocy, a mimo to jest czytelne i nie ma problemu z obserwacją tego co dzieje się na ekranie. Nawet 3D, które jest raczej zbędne nie przeszkadza, zwłaszcza jeżeli wybraliśmy salę IMAX.

godzilla_2014_movie-wide

Efekty specjalne to zdecydowanie najwyższa półka. Ani razu podczas seansu nie miałem wrażenia sztuczności czy fałszu, a niektóre sceny są absolutnie przepiękne i powodują opad szczęki. Całości dopełnia muzyka, która kiedy trzeba idealnie ilustruje wydarzenia na ekranie, dyskretnie schodząc na drugi plan jeżeli zajdzie taka potrzeba. Oczywiście film nie jest doskonały i posiada sporo błędów, począwszy od dziurawego scenariusza, na bohaterach kończąc. Postacie pojawiające się na ekranie to stereotypy, wpisane w schemat tego typu kina. Dostajemy  naukowca pracującego dla tajnej organizacji, żołnierza, który zmaga się z problemami rodzinnymi, wojskowych gotowych stawić czoła każdej sytuacji i wreszcie człowieka, który przeżywszy osobistą tragedię, za wszelką cenę stara się dociec prawdy.  Oryginalności w tym za grosz, na szczęście aktorzy sprawnie wywiązali się ze swojego zadania i nawet jeśli odczuwamy, że oglądamy to samo po raz kolejny, jesteśmy w stanie im uwierzyć. Szkoda jedynie niewykorzystanego potencjału Bryana Cranstona, który na ekranie pojawia się zaledwie przez kilkanaście minut, chociaż zwiastuny sugerowały, że może odegrać ważniejszą rolę.

Drobnym minusem jest także ekspozycja, która zostaje zamknięta dosłownie w jednej scenie. Dostajemy błyskawiczne wyjaśnienie po czym przenosimy się do innej lokacji. Pozostawia to uczucie lekkiego niedosytu, na szczęście szybko o tym zapominamy i chłoniemy wydarzenia na ekranie.

Czy celebracja 60 urodzin Króla jest udana? Jak najbardziej! Film Edwardsa to świetne połączenie klasycznego monster movie z dramatem i kinem katastroficznym. Produkcja, która nie ustrzegła się błędów i klisz, a mimo to dostarcza ogromnej frajdy, którą czerpiemy z seansu. Nie mam informacji odnośnie tego jak będzie wyglądała dalsza współpraca Warner Bros i Legendary Pictures z TOHO, ale jeżeli w planach jest sequel to mam nadzieję, że Edwards ponownie zasiądzie na stołku reżysera. Facet mierzył się z legendą i wyszedł z tego obronną ręką.

A co do Godzilli – 100 lat drogi solenizancie, nie zestarzałeś się ani trochę!

Arahan

Pracownik, student i podróżnik. W świat filmu ucieka od otaczającej go rzeczywistości. Uwielbia Spielberga, Nolana, Leone, Tarantino, del Toro i Scorsese. Na ekranie lubi oglądać DiCaprio, McGregora, Pacino, Daniela Day-Lewisa i Oldmana. Kino ma przede wszystkim wzbudzać emocje, niezależnie od tego jakie one będą. Ma wzruszać, zaskakiwać, dawać radość i skłaniać do refleksji - wszystko zależne od nastroju. Pierwszą recenzję do redakcji wysłał w 2009 roku, a od listopada 2011 pisze w miarę regularnie, raz lepiej, a raz gorzej, ale chyba nie tak źle skoro zaproszono go do zacnego KMF-owego grona.

Arahan - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Piotr Kocięcki

    Cieszę się, że bardziej zaawansowanemu fanowi Godzilli film się podobał, ja jednak mam zupełnie odmienne zdanie. Twór Edwardsa można określić jako film niespełnionych obietnic. W świetny sposób buduje on atmosferę w okół potwora, po czym niemal w ogóle go nie pokazuje. Widz musi czekać przez połowę filmu aż Godzilla się pojawi, a i tak zbyt długo go nie widać. To trochę tak, jakby w „Iron Manie” przez pierwszą godzinę mówili o Starku, a dopiero w połowie go pokazali.
    Godzilla w tym filmie ma bardzo mało czasu ekranowego. Kradną mu go Muto i słabe, jak na film o kaiju przystało, wątki ludzi. [SPOILER ALERT] Kiedy już się pojawia i wydaje swój słynny ryk, znika po kilku sekundach i zamiast niszczycielskiego starcia potworów, obserwujemy zmagania dzielnego wojaka. Relację z tej walki złoży nam telewizja. Trochę więcej Króla jest w trzecim akcie, ale ze względu na pracę kamery, oświetlenie i zamknięcie wątków ludzkich i tak niewiele widać. [/SPOILER ALERT]. Godzilla we własnym, rocznicowym filmie została zredukowana do roli scenariuszowej zapchajdziury. Gdyby w ogóle wykreślić ten wątek ze scenariusza, film straciłby bardzo niewiele. To nie jest „giant monster movie” tylko nudny film katastroficzny, w którym potwory zostały sprowadzone do roli klęski żywiołowej. Dlatego uważam, że film Edawrdsa bardziej niż hołdem, jest wielkim środkowym palcem pokazanym wszystkim, którzy przez ostatnie 10 lat czekali na film jeszcze lepszy i jeszcze bardziej efektowny niż „FInal Wars”.

  • Dominik Herman

    czyli jednym słowem za mało mięsa w zupie? Szkoda…

    • Nie byłoby problemu, gdyby zupa była smaczna. Nie jest :)

      • Szymon Pajdak

        A mnie tam smakowała ;)

  • Bartek Michalski

    Zgadzam się z opinią recenzenta jak i komentarzami. Film widziałem wczoraj. Po zakończeniu seansu czułem niedosyt. Chciałbym zobaczyć więcej Godzilli na ekranie. Film uważam jednak za zacną rozrywkę.

  • Artur Trzebny

    Też tak uważam. Czuję niedosyt. Film obejrzałem w kinie IMAX. Widowisko przednie, pełna sala, potwory ukradły seans aktorom. Irytowały mnie jednak cięcia montażowe, zwłaszcza sekundy przed pierwszym starciem na lotnisku. Godzilla na tle płomieni, legendarny ryk rozdziera uszy, i… CUT!!!. Później to samo, a fragmenty walk widać w wiadomościach. Zresztą same pojedynki monstrów w mojej ocenie wypadły gorzej niż te w „Pacific Rim”. Ale tam było ich zdecydowanie więcej. I były chyba trochę bardziej widowiskowe. Ale dosyć narzekań. I tak dobrze się bawiłem. W końcu Jankesi zrehabilitowali się po paskudnym bąku jaki puścili w 1998 roku Emmerich i Devlin swoim… nie wiadomo czym. A jeżeli chodzi o sam wygląd Godzilli w CGI – jak dla mnie: „Damn boy, you’ve never looked better”

  • rob

    nie narzekajmy myślę że widać w tym filmie oczekiwanie że powstanie ciąg dalszy innymi słowy to bardziej jak pierwsze danie w obiedzie coś na zachętę i wprowadzenie jeśli przewidywania branżowe się sprawdzą to otwarcie na poziomie 70-80mln $$ powinno dać z 200mln w stanach i jakieś 400 na świecie a zatem film nr 2 powinien się ukazać ja wiem obstawiam rok 2016-17

    • rob

      auto korekta wyniki z piątku i nocy czwartku wskazują że Godzilla może 100mln chapnąć bo już ma 9mln z nocnych seansów w czwartek i 38mln z piątku czyli 47mln jeśli się to potwierdzi to drugi film można uznać na 99% za pewny

    • rob

      auto korekta wyniki z piątku i nocy czwartku wskazują że Godzilla może 100mln chapnąć bo już ma 9mln z nocnych seansów w czwartek i 38mln z piątku czyli 47mln jeśli się to potwierdzi to drugi film można uznać na 99% za pewny

  • watchman

    Gareth Edwards lepiej niech nie bierze się za kręcenie filmów pornograficznych.

  • Andriej

    Aha, czyli tą recenzję możemy litościwie zignorować…
    Autor był chyba tak nakręcony przed seansem, że nie zauważyłby żadnej wady nawet wtedy, gdyby niczym sama Godzilla nadepnęła mu na dupę, LoL

  • Michał Oberda

    Podpisuję się pod TĄ recenzją. Zabawa była przenia i dostałem to na co czekałem. Uważam, ze niedosyt był zamierzony coś na zasadzie „Szczęk” Spielberga gdzie monster pojawia się dopiero w III akcie a poprzedza go budowanie napięcia.

  • Resvain

    dobra recenzja, z jednym zastrzeżeniem – nie „Strefa Zero” tylko „Strefa X”. Film oceniłbym podobnie, jedyny poważniejszy zarzut to trochę za mało samej Godzilli i Bryana Cranstona – oby tej pierwszej było więcej w sequelu.

  • Biskupmat

    Totalna kaszana! Masakra! Wychodzi nie/stety na to, że „Pacific Rim” jest jak na XXI. najlepszym filmem „monster”;) Jak na moją ocenę (I tu się sam dziwie0.0) film Emmericha był lepszy od tego… Oglądałem go (Godzilla 1999) 2 miesiące temu i chociaż coś odczuwałem, była klimatyczna ścieżka dźwiękowa, był ciekawy wątek.. Na + filmu z 2014 zasługują same potwory. Problem w tym, że czekałem na Gojirę wielkością przewyższającą najwyższe budynki na Manhattanie%D WIem, może było by to śmieszne i nie realne ale poczuć TAAAKI ogrom- WOW! Na – ? Dużo by wymieniać. Fatalne oświetlenie (Ja rozumiem, noc ale to jest film. Niektóre sceny mogłyby być lepiej przedstawione, postacie widoczne itd.), najlepsze kwestie (Znane z trailera które jarały mnie kiedy go oglądałem) Np. Bryan Cranston aka Walter White %D Przecież to było WIELKIE. Przemówienie a co zrobił reżyser? Myk myk bez jakichkolwiek ciekwaszych „epickich” ujęć i po sprawie.Mało co nie zasłabłem :), za dużo o ludziach za mało potworów … I nie chce mi się już pisać, żałuję że tak się stało;(

  • Dobry film, na trailerach wydaje się toporna, jednak tak nie jest. Nie ma pokazanych najlepszych scen, więc film zaskakuje. W przeciwieństwie do X-menów, gdzie po obejrzeniu czuję się, jakbym obejrzała cały film już przed premierą…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Powrót do PRESSŁOŚCI #41 - Walter Ruttmann

Następny tekst

INTERSTELLAR - najnowszy zwiastun filmu Nolana



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE