Fistaszki. Wersja kinowa | FILM.ORG.PL

Fistaszki. Wersja kinowa

Wersja kinowa, czyli nie zawsze najnowsze znaczy najlepsze




Popatrzcie, Charlie Brown puszcza latawca!




Agnieszka Stasiowska
05.01.2016


Fistaszki to komiks, wobec którego użycie mocno sfatygowanego w ostatnich latach określenia „kultowy” jest całkowicie uzasadnione. Krótkie historyjki, tworzone przez Amerykanina Charlesa Schulza w latach 1950–2000, przeszły już do legendy i przez wielu darzone są olbrzymim sentymentem.

Bohaterem czterokadrowych opowieści rysunkowych jest życiowy nieudacznik, Charlie Brown, oraz jego pies Snoopy. Charliemu nie udaje się nic, na czym mu zależy – nie potrafi puszczać latawców, nie potrafi grać w piłkę, nie potrafi zebrać się na odwagę, żeby odezwać się do dziewczynki, która mu się podoba. Jego psi przyjaciel natomiast to wojownicze indywiduum o ciekawych poglądach („Nic nie robi lepiej na nerwy i stres niż leżenie z głową w misce z wodą”), urocze, choć złośliwe ucieleśnienie absurdu, które wraz z nieodłącznym ptaszkiem o imieniu Woodstock obserwuje i trafnie komentuje otaczającą nas rzeczywistość.

Pan i jego pies (lub też, jak uważają niektórzy, pies i jego pan, co stanowi subtelną, ale jednak wyraźną różnicę) walczą od lat o prymat w swoim rysunkowym świecie, choć ostatnio Snoopy wysuwa się delikatnie na prowadzenie – znajomość Fistaszków jest wśród młodszego pokolenia dość mętna, za to Snoopy’ego w oderwaniu od reszty kojarzy większość młodzieży.

peanuts 1

Dwóm głównym bohaterom towarzyszą w kadrach ich znajomi – Linus, Peppermint Patty, Schroeder, Lucy, Marcie i inni. Charakterystyczne dla Fistaszków jest to, że pojawiają się w nich wyłącznie bohaterowie dziecięcy – osoby dorosłe, jeśli już są, i wyłącznie zresztą w wersjach filmowych, przedstawiane są wizualnie z perspektywy dziecka, a ich kwestie są „wybuczane” dźwiękiem puzonu z tłumikiem. Wszystko to składa się na specyficzny klimat serii, który przez lata produkcji nie uległ, o dziwo, rozmyciu.

Fistaszki. Wersja kinowa stara się połączyć stare z nowym. Kompromisy jednak najczęściej nie zadowalają nikogo i tak też może się stać w tym przypadku.

Co jest stare? Stare – do pewnego stopnia – pozostały wizerunki Fistaszków. Nieco podrasowane, zachowały jednak swój wyrazisty rysunek i nie zmieniły się w typowe laleczki z filmów dla dzieci. Głosów także użyczają im prawdziwe dzieci, co nie jest dla filmów animowanych typowe. Brzmienie jest naturalne, dobrze wykonane i przekonujące, po – żeby daleko nie sięgać – afektowanych modulacjach w produkcji serii Barbie czy irytujących piskach Alvina i wiewiórek to zaiste ulga dla uszu. Bohaterowie Fistaszków. Wersji kinowej zachowali wszystkie typowe dla siebie cechy – Charlie nadal walczy ze sobą, Marcie jest w cieniu Patty, Lucy udziela porad psychologicznych za 5 centów i robi maślane oczy do Schrodera.

peanuts 2

Co jest nowe? Obowiązkowe przesłanie. I tu pojawia się problem, ponieważ film, przemycając przesłanie, odziera jednocześnie Fistaszki z tego, za co kochają je fani na całym świecie, czyniąc z nich jedynie wiele obiecującą wizualną skorupkę wypełnioną zwyczajowym banałem. W kreskówkowo-widowiskowym finale Charlie puszcza latawca i zdobywa względy Małej Rudowłosej Dziewczynki, zostając bohaterem dnia. Czy to źle? Pewnie nie, ale fani serii z pewnością poczują się rozczarowani. Charlie zdobywca traci na wiarygodności, traci charakter i traci siebie, tego siebie, którego kochają.

Z kolei mali widzowie, do których przesłanie przemówi, będą rozczarowani zbyt dla nich archaiczną formą, prawdopodobnie nie zrozumieją dwuwątkowego prowadzenia fabuły (równolegle z walką Charliego o dziewczynkę śledzimy na ekranie przygody Snoopy’ego – Asa Przestworzy, toczącego z Czerwonym Baronem bój o ukochaną Fifi), zabiegu z niezrozumiałymi kwestiami dorosłych i problemu z omówieniem Wojny i pokoju Lwa Tołstoja.

PEANUTS

Fistaszki. Wersja kinowa to miła, świeża rozrywka dla tych, którzy nie żywią fanatycznego sentymentu do oryginalnego komiksu. Produkcja nieco inna od zwykle oferowanych dziecom, obudzi być może w starszych miłe wspomnienia, być może zachęci do pokazania pociechom rysunkowych historyjek – czegoś, co gdzieś tam przewijało się przez ich własne dzieciństwo. Zagorzałych fanów jednak może przyprawić o ból zębów.

korekta: Kornelia Farynowska







  • krzychd

    Można śmiało iść z dzieckiem do kina(6-letnim), ono będzie zadowolone a i dorosły się nie wynudzi :) Strona wizualna super, na szczęście nie jestem fanem komiksu, więc wszystko mi jedno jak ma się do niego film :)

    • Agnieszka Stasiowska

      Ja też byłam z sześciolatkiem, najbardziej podobał mu się wątek Czerwonego Barona, problemy miłosne Charliego Browna olał równo. ;) Natomiast pierwszy raz w życiu widziałam, jak widzowie wychodzą w środku seansu z filmu dla dzieci, po komentarzach zorientowałam się, że dzieci nie są zainteresowane, bo nie kojarzą, o co chodzi.

      • m

        My byliśmy w grupie z dziećmi 3,4 i 5 lat. Wszystkie zadowolone. Dorośli też.

        • Agnieszka Stasiowska

          Wszystko, jak się okazuje, zależy od indywidualnego odbioru. :)

      • krzychd

        Za to z „Małego księcia” wyszliśmy w połowie, mnie bardzo zaciekawił, moja pociecha była śmiertelnie znudzona. Za to „Dobry Dinozaur” podobał się dzieciom 5,6,7-letnim, ale rodzice byli zniesmaczeni :)

        • Agnieszka Stasiowska

          Czy „Mały książę” to historia dla dzieci – rzecz mocno dyskusyjna, moim zdaniem nie, i kilkulatek miał prawo być znudzony. A to, że na filmach dla dzieci nudzą się dorośli, to normalna rzecz, dlatego też wytwórnie filmowe przemycają w swoich produkcjach smaczki dla dorosłych – najlepszym przykładem jest „Shrek”. ;)

  • SonnyCrockett

    Słabo kojarzę komiksy ale ta scenka z „Family Guy” miażdży system. ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Seria z automatu #33: najbardziej pamiętne... reklamy

Następny tekst

Drugie Dno #7: Jestem Amerykaninem



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE