nowości kinowe

Filmowy zawrót głowy

Po drugiej stronie kamery

Autor: Anna Niziurska
opublikowano

Film w filmie

movie posterNick Reve jest w trakcie kręcenia filmu według własnego pomysłu. Ma nadzieję, że przyniesie mu to sławę i zostanie okrzyknięty znakomitym reżyserem. Na planie jednak wszystko się komplikuje.

Obraz tworzony przez Reve’a (w tej roli znakomity Steve Buscemi) jest filmem niskobudżetowym. Nastręcza to wiele problemów – ograniczony czas zdjęciowy, kiepskie studio znajdujące się blisko tłocznej i ruchliwej okolicy (co powoduje kłopoty z dźwiękiem z zewnątrz), problemy techniczne z wózkiem do kamery czy wytwornicą dymu… Nawet scenariusz wydaje się jakiś niedopracowany – członkowie ekipy nie wiedzą do końca, co będzie grane w danej scenie, ponieważ scenariusz zawiera tylko najbardziej lakoniczne informacje. Gra aktorska przypomina więc trochę improwizację, a końcowy kształt sceny rodzi się pomału, wraz z kolejnymi dublami

A dubli jest wiele i dotyczą ciągle tej samej, szóstej sceny filmu. Tej samej, ale jednak innej. Jak to możliwe? Filmowy zawrót głowy to nie zwyczajny, fabularny obraz pracy reżysera i całej ekipy filmowej. To nie przedstawienie od kuchni, jak wygląda proces tworzenia tego, co potem widz ogląda w kinie. To film w filmie, sen w śnie… Swoista kinematograficzna matrioszka, w której kolejne warstwy otwierają się przed widzem stopniowo, do końca oszukując go, która warstwa jest ostatnia, końcowa, prawdziwa.

[quote]Obraz Toma DiColla wyraźnie podzielony jest na części.[/quote]

Każda z nich zaczyna się przebudzeniem innego bohatera. Wtedy widz wie, że to, co oglądał wcześniej, było tylko snem. Ale czy to, co widzi teraz, jest kolejną senną projekcją? Czy może już jest prawdziwe? Nie sposób tego zgadnąć, trzeba po prostu obejrzeć film do samego końca.

oblivion 1

Mamy tu więc prawdziwy filmowy zawrót głowy… Od ciągłych dubli na planie poprzez pobudki w hotelu rano, przed rozpoczęciem zdjęć, ponownie do dubli oraz pobudek – i tak w kółko, i w kółko. To może zdezorientować nawet najbardziej skupionego widza. Nie każdy to lubi, nie każdego film DiColla urzeknie. Część widzów będzie znużona tym, że ogląda co chwilę to samo. Część zostanie wciągnięta do surrealistycznego świata filmu i będzie czerpać z tego prawdziwą przyjemność. Sam obraz przywodzi na myśl takie klasyki kina, jak chociażby Dzień świstaka, gdzie główny bohater przez bardzo długi czas przeżywa ciągle te same zdarzenia. W obrazie DiColla głównym bohaterem jest oczywiście reżyser – Nick Reve (nota bene reve oznacza w języku francuskim „sen”) – ale historię oglądamy z punktu widzenia również innych postaci. Wprowadza to pewną świeżość i zmienność, tak potrzebne w filmie, gdzie pewne sceny ciągle są powtarzane i odtwarzane na nowo. Poza tym zabieg ten wpisuje dzieło DiColla w zjawisko, jakim jest film o kompozycji szkatułkowej. Kompozycja taka (inaczej nazywana szufladkową) znana jest bardziej z literatury i polega na wpleceniu w główną opowieść wątków (opowiadań) pobocznych, które stanowią odrębne całości. Najstarszą jej formą w literaturze polskiej jest Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego.

[quote]DiCollo zastosował jeszcze jeden interesujący zabieg.[/quote]

Oglądając filmowe duble, raz widzimy obraz w kolorze, raz czarno-biały. Ma to pomóc odróżnić film od rzeczywistości. Reżyser jednak po raz kolejny żartuje z widza i zmienia zastosowanie kolorystyki w kolejnych sennych projekcjach. Czasem więc to, co ukazane w kolorach, oznacza film, a czasem wręcz odwrotnie – odnosi się do rzeczywistości.

Wszystkie te zabiegi zaliczam dla Filmowego zawrotu głowy na plus. Ten obraz to interesujące doświadczenie, wciąga swoim surrealistycznym światem, grą aktorską, powtórzeniami. Widząc po raz kolejny budzącego się w hotelu bohatera, ma się ochotę powiedzieć „No nie, czyli to też był sen”.

oblivion 2

Co do gry aktorskiej – na pochwałę zasługuje Steve Buscemi usiłujący spiąć w całość film, którego nakręcenie ciągle wymyka się spod kontroli. A to zawodzi sprzęt, a to aktorzy nie potrafią się odnaleźć w swoich rolach, a to na planie zjawia się niespodziewania matka reżysera… Buscemi, znany zarówno z ról teatralnych, kina niezależnego, ale również wysokobudżetowych produkcji jak chociażby Armagedon – ze swoją charakterystyczną aparycją idealnie pasuje do tej kreacji. Jego mimika doskonale oddaje iluzyjny klimat filmu, zdziwienie, zakłopotanie i wściekłość reżysera. Ale DiCollo dobrze obsadził tutaj również innych aktorów. Catherine Keener w roli Nicole, Peter Dinklage jako Tito czy James Le Gros w kreacji Chada Palomino doskonale odnaleźli się jako „podwójni aktorzy” na „podwójnym planie filmowym” w „filmie w filmie”.

[quote]Ciekawostką jest, że zarówno film kręcony przez Reve’a, jak i obraz DiColla są filmami z niewielkim nakładem finansowym.[/quote]

Reżyser – ten prawdziwy, nie odtwarzany przez Buscemiego – nie chciał prosić nikogo o pieniądze na realizację swojego pomysłu, więc zapytał aktorów, czy nie zgodziliby się zagrać za darmo. O dziwo, wszyscy wyrazili na to chęć i większość z nich nawet wyłożyła własne pieniądze na film. Koniec końców każdy, kto dołożył choćby kilka dolarów, dostał w nim epizod.

Części widzów Filmowy zawrót głowy na pewno nie przypadnie do gustu. Duble będą nużyły, a niemożność ocenienia od razu, czy to, co oglądamy jest rzeczywistością czy snem, stanie się męcząca. Jednak eksperyment DiColla jest interesujący i warto chociaż raz bliżej się mu przyjrzeć.

korekta: Kornelia Farynowska

https://www.youtube.com/watch?v=OaTEaKhXfzM

Ostatnio dodane