Exodus | FILM.ORG.PL

Exodus: Bogowie i królowie

„I zstępuję, aby ich wyzwolić z ręki Egipcjan i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi dobrej i przestronnej, do ziemi mlekiem i miodem płynącej” Wyj 3:8




JESTEM, KTÓRY JESTEM




Jakub Piwoński
11.01.2015


Exodus-Gods-and-Kings-Poster-7W kinie wciąż widoczna jest tendencja do rekonstruowania i odświeżania biblijnych historii. Nie będę ukrywał, iż przyjmuję to z niemałym entuzjazmem, choćby z uwagi na fundamentalny charakter ich pierwowzoru. Tym razem przedstawiciele Fabryki Snów wzięli na warsztat losy jednego najważniejszych starotestamentowych proroków. Osoba Mojżesza spaja trzy najbardziej wypływowe religie monoteistyczne, przez co wydźwięk jego historii niesie przesłania dalece uniwersalne. Przesłania, które warto przywoływać, nawet bez kurczowego trzymania się religijnego kontekstu.

Bo dany nam jest archetyp Bohatera. Będąc przybranym synem władcy ludu rządzącego, Bohater nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż tak naprawdę jest częścią innej ludności – tej niewolniczej, przez rządzących ciemiężonej od czterystu lat. Odkryta prawda o sobie, pozbawia go miejsca przy dotychczasowej rodzinie i warunkuje jego dalsze losy. I wtedy przychodzi moment oświecenia, w którym za sprawą tajemniczego głosu, docierającego do wnętrza jego sumienia, Bohater postanawia poczynić starania ku zaprzestaniu tyranii i uciskowi, gdyż wie, iż stanowi to część głębszego sensu. Konfrontuje się więc ze swym przybranym bratem, stojącym teraz na czele ludu rządzącego, i odważną postawą doprowadza do uwolnienia swoich pobratymców. Zdając sobie sprawę z wyjątkowego charakteru swej misji, Bohater jednocześnie zakłada, iż będzie to zaledwie pierwszy etap formułowania się nowego społeczeństwa, któremu po wyzwoleniu z okowów niezbędne będzie nadanie kierunku i ram działania…

exodus

Tym niepocieszonym i uprzedzonym do biblijnych treści ­– zwłaszcza starotestamentowych, ukazujących gniewne oblicze Boga – grzecznie uzmysłowię, iż fakt ponownego ich ekranizowania wiąże się głównie z powrotem do ich pierwotnej i esencjonalnej postaci. Bo faktem jest, iż wszelkie formy sztuki – zwłaszcza te popularne ­– trawestują ten materiał od zawsze. Tym, którzy dla zasady, jeszcze przed premierą kamieniem rzucają w nowy film Scotta, głosząc jednocześnie peany zachwytu na cześć ekranizacji Tolkienowskiej trylogii (pod którymi się oczywiści podpisuję), ponownie grzecznie uzmysłowię, iż źródłem zarówno jednej, jak i drugiej historii jest ta sama książka. Frodo nie jest nikim innym jak kolejnym wybrańcem, na którego barki zrzucono brzemię wyjątkowe – ma odnowić oblicze swego świata; odrzeć go z grzechu. Na tym polega istota mitu, który rzucony w przestrzeń dziejową kultury, wraca co rusz w innej postaci, ale zawsze niesie sobą te same wartości.

Co zaś się tyczy samego filmu „Exodus…”, to nie ukrywam, że o wiele bardziej trafiła do mnie ta wcześniejsza o rok reinterpretacja Biblii, a dokładnie przypowieści o Noe. Wiąże się to z tym, iż film Darrena Aronofsky’ego umieszczony jest w stylistycznie ciekawszej formie, a także zawiera pogłębiony portret psychologiczny głównego bohatera, który targany dylematami moralnymi podąża ścieżką, której kierunek jest trudny do wyrokowania – nawet jeśli mamy do czynienia z historią znaną powszechnie.

exodus-gods-and-kings-1

Tymczasem Ridley Scott wybrał formułę bezpieczną i sprawdzoną, tworząc swe dzieło niejako „po bożemu”. Jego „Exodus…” nakręcony został co prawda w duchu współczesnego nacisku na realizm, przez co zmienia się oblicze wszelkich efektów cudowności, a główny bohater postawą nie kontrastuje tak wyraźnie ze swym antagonistą (jeśli w ogóle można tym mianem określić Ramzesa). W żaden sposób nie wpływa to jednak na ostateczny charakter tej prezentacji, której nadano odpowiednio majestatyczny i podniosły rys. Wyciągnięty niczym ze Złotej Ery Hollywood „Exodus…”, realizuje tradycje dawnych sandałowych widowisk, przez co prócz formalnego rozmachu, cechuje go także rozwleczony scenariusz, chcący zawrzeć w sobie każdy istotny aspekt materiału źródłowego. Że ten styl może nużyć i dekoncentrować widza współczesnego, dokładnie znającego przebieg doświadczanej historii, wspominać chyba nie muszę. To ciekawe, że twórcy pamiętnej animacji „Książę Egiptu” potrafili tę samą historię umieścić w półtoragodzinnym materiale, nie zatracając jednocześnie jej istoty i uzyskując przyzwoite tempo akcji.

exodus-gods-and-kings-christian-bale-joel-edgerton

Pomimo że „Exodus…” jest filmem odpowiednio długim, zdołał pominąć kilka ważnych elementów historii Mojżesza. Z niezrozumiałych powodów zmarginalizowana została postać Aarona, starszego brata Mojżesza oraz późniejszego pierwszego arcykapłana ludu Izraela. W filmie pojawia się na chwilę, a z jego ust wypływa ledwie kilka zdań, a z racji pełnionej roli, jest to postać, która miałaby w filmie zdecydowanie więcej do powiedzenia. I z tego wynika także inny brak, bardziej dotkliwy. Aaron był bowiem jednym z twórców złotego cielca – przedmiotu bałwochwalczego kultu, roztoczonego przez Hebrajczyków w momencie gdy Mojżesz przebywał na górze Synaj. Wątek ten w filmie potraktowany jest jedynie wzmiankowo, co jest oczywiście krzywdzące, ponieważ za jego sprawą znacznie lepiej widz jest w stanie uzmysłowić sobie znaczenie nadania Dekalogu. Możliwe, że te i inne braki naprawi wersja reżyserska filmu.

W przetwarzaniu tej biblijnej opowieści wykorzystano jednak pomysły, które w rezultacie potrafią nadać filmowi Scotta dodatniej jakości. Wizytówką filmu z pewnością pozostanie sposób ukazania dziesięciu plag egipskich. Ta sekwencja to prawdziwy popis reżyserskiego kunsztu, poprowadzona niezwykle ciekawie, bo z zachowaniem przyczynowości; zwieńczona zapierającą dech śmiercią pierworodnych. Ale chyba najważniejszym wyróżnikiem wizji Scotta jest pomysł z personifikacją Boga, ukazanego w osobie młodego, nad wyraz inteligentnego chłopca. Ten koncept może wydać się kontrowersyjny, ale jest zarazem artystycznie intrygujący. W metaforze tej skrywa się bowiem starotestamentowa natura Stwórcy, cechującego się skłonnością do mściwości i zazdrości – działań typowych m.in. dla dziecka.

Reasumując, „Exodus…”, będący kolejnym odbiciem trendu w Hollywood na powracanie do swych korzeni, zdaje swój egzamin, prezentując nader przyzwoity poziom. Choć często cierpi na złe gospodarowanie materiałem źródłowym, to jednak swym rozmachem przywodzi na myśl nostalgię za tym, co zwało się kinem wielkim, epickim – zarówno w treści jak i w formie.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • przemosaracen

    A tam dodatniej jakości. Powiedzmy sobie wprost, że to nędzny film wielkiego niegdyś twórcy. Plagi pokazane kiepściutko, nie ma tam chyba ani jednej sceny, która potrafiłaby zaprzeć dech w piersiach, a wiemy, że Ridley Scott kiedyś to potrafił. No i Sigourney Weaver jako statystka… http://www.przemosaracen.pl/film-exodus-bogowie-i-krolowie/

    • Andriej

      On po prostu znowu dorabia ideologię tam, gdzie próżno jej szukać – Piwoniowi tak marzy się tryumfalny powrót chrześcijańskiego fundamentalizmu do głównego nurtu, że z dwóch już „money grab’ów” chce zrobić „wielki powrót do wc (wartości chrześcijańskich)”. Dużo w tej „recenzji” nadinterpretacji, mało konkretów, no ale jak się chce przemilczeć wady, to cóż…

  • Andriej

    No i znowu to zrobiłeś, Piwoń. Zawyżanie oceny gównianemu filmowi tylko dlatego, że opiera się na Biblii to rzecz równie godna potępienia co niezrozumiała, zwłaszcza że (podobnie jak z Noe, tylko że bardziej) przytłaczająca większość chrześcijańskiej widowni na świecie wylewa na „dzieło” Ridleya hektolitry pomyj.

    • Jakub Piwoński

      Zapomniałem tą recenzję zadedykować specjalnie Tobie. Wszystkiego dobrego!

      • Andriej

        Jeśli chcesz swój brak profesjonalizmu schować za humorem rodem z kwejka, to proszę bardzo, a jeśli piszesz tak naprawdę przypadkowemu kolesiowi na złość, to nie powinienieś nazywać się recenzentem. Mówiłem ci już kiedyś, minąłeś się z powołaniem – Fronda.pl czeka! ;)

        • Tak

          A ty z tym swoim wiecznym obrażaniem innych, śledzeniem recenzji Piwona, płaczami pod recenzjami Marvela, przypadkowymi napadami histerii, wiecznym chamstwem, szukaniem ideologii gdzie jej nie ma, patologiczna nienawiścią do religii i przekonaniem o własnej wyższości minąłeś się z pracą w gazetce dla pensjonariuszy jakiegoś zakładu opieki psychicznej. Ty nie jesteś po prostu negatywnie nastawionym komentatorem, ty sprawiasz wrażenie nawiedzonego maniaka.

          • Dareth

            Zgadzam się i dlatego zawsze mu powtarzam: Fuck you Andriej.

          • Andriej

            Kocham kiedy jakiś piwniczny wojownik nazywa histerią i maniactwem nie zgadzanie się z czyjąś opinią (w którym miejscu ja go obrażam, kłamliwa szujo? <-to jest obraza). O ile pamiętam to ty plułeś się i obrzucałeś Fortunę inwektywami, bo nabijał się z propagandowej klerykalnej szmiry Zanussiego, żałosny hipokryto. Spójrz poniżej na Daretha, oto w jakiej drużynie grasz – prymitywnych, pół-autystycznych debili.
            BTW "śledzenie recenzji"? Wiesz że artykuły Piwonia lądują na stronie głównej jak wszystkie inne, są też na fanpejdżu na Facebook'u? Tak a propos patologii i nawiedzenia ;)

          • Tak

            Agresja, obelgi, mania wyższości. Tak jak mówiłem wcześniej. Nie rozumiem tylko redakcji KMF – czemu oni nie kasują twoich postów? Widać im to odpowiada. Tylko jak o nich to świadczy? Niezbyty dobrze.

            Jeżeli chodzi o mnie, to po prostu jestem tylko rozczarowany tym co się dzieje w komentarzach na stronie. Przemosaracen i Kocięcki spokojnie argumentują przeciw recenzji. Tak zachowują się normalni ludzie. A twoje wypowiedzi są przepełnione histerią, jakbyś chichotał przed monitorem dowalając tym złym, głupim, gorszym od ciebie. To cecha maniaków. Zaniżasz poziom i prowokujesz do pyskówek. Tak naprawdę ty i Dareth jesteście dwiema stronami tej samej monety.

            Nie łudzę się, że zrozumiesz to co teraz do ciebie piszę, ale mam nadzieję, że może ktoś w redakcji zastanowi się przez chwilę nad twoim negatywnym wpływem na strefę komentarzy na KMF.

          • Andriej

            „Nie łudzę się, że zrozumiesz to co teraz do ciebie piszę” – skoro już mówimy o manii wielkości, LoL. Poza tym powtarzasz się, wygodnie tez pominąłeś wlasne grzeszki odnośnie recenzji z którymi TY się nie zgadzasz (wciąż mówię tu o „Obcym Ciele”). To całe fałszywe oburzenie to nic innego niż zwykly ból dupy i frustracja że ktoś śmie wam oszołomom pyskować. Załoga KMF nie skasowała twojego skamlenia pod recenzją Fortuny, nie kasuje moich postów tutaj – wolność słowa, takie coś nie działa jednostronnie, nie ważne jak bardzo byś tego chciał, ty internetowy krzyżowcu. Jeśli gdzieś tu widać histerię, to w twoich pojękiwaniach. Chcesz się bawić w cenzurowanie „nieprawomyślnych”, to wypieprzaj na Kwejka, Wykop, Demotywatory czy innego tam getta dla rozpieszczonej prawicowej gówniażerii i brunatnego marginesu społecznego. Tam cię na pewno nie rozczarują.

          • Tak

            Nie rozróżniasz plucia się od kulturalnej dyskusji. I cały czas obrażasz każdego, kto się z tobą nie zgadza. Każdy, kto podejmie trud konwersowania z tobą oskarżasz o „ból dupy”. Jak więc nazwać to co robisz ty? Ciągle reagujesz gniewem, że coś jest nie tak, to przecież jest wzorcowy „ból dupy”. Nie rozumiesz, że ludzie mogą mieć inne poglądy i mają ku temu podstawy.

            Swoja drogą, nie lubię nawet Zanussiego, chodziło mi tylko o sposób w jaki napisano tekst (nie będący recenzją). Moja dyskusja z Fortuną odbyła się w uprzejmy sposób. Marvela też nie lubię. A Frondę uważam za tabloid. Jak pasuje to do twojej wizji mojej osoby? Chyba to najlepiej świadczy o tym, jak głęboko jest zaburzona twoja percepcja, Andrieju.

            Dlatego tu zakończę tę nieprzyjemną wymianę zdań. Ty nie, zapewne wyrzucisz z sobie jeszcze garść obelg, ale co mi tam. Takich ja ty trzeba ignorować, co też czynię.

            A redakcji KMF gratuluję stałego i aktywnego czytelnika. Ja bym takiego nie chciał, ale to tylko moja skromna opinia :)

          • Andriej

            Twoja strategia może i by działała, gdybyś mógł usunąć moje posty, zablokowac mnie i potem przekłamywać wszystko, ale tak każdy może zobaczyć co ja pisałem, co ty pisałeś i jak próbujesz teraz bezczelnie wmawiać wszystkim że Ziemia jest płaska. Chyba że WY po prostu widzicie świat jakoś inaczej, to by wiele tłumaczyło…
            P.S: Jak chcesz podkulić ogon i się ulotnić, nie musisz tego obwieszczać. Bitching out =/= martyrologia, koleś.

          • gość

            Ja dalej nie rozumiem czemu redakcja jeszcze nie zablokowała tego czuba.

          • Tajestichooy

            A jak o Tobie swiadczy odpowiadanie na te komentarze? Niezbyt dobrze.

  • Jaro

    Zupełnie nie rozumiem braku jakiegokolwiek wspomnienia, jak film Scotta wypada w porównaniu z dwoma poprzednimi monumentalnymi adaptacji historii Mojżesza, czyli „Dziesięciorgiem przykazań” i „Księciem Egiptu”.

    • Andriej

      Nie ma porównania, bo Exodus by je przegrał, a wielebny Piwoń bardzo by tego ni chciał… :D

  • Piotr Kocięcki

    „Exodus” to film słaby, który podobnie jak koszmarnie beznadziejny, zeszłoroczny „Noe” bardziej obrazi chrześcijan i żydów, niż zachęci ich do kolejnych seansów tego typu kina. Scott pokazuje w postaci Boga to, co najgorsze, eliminując z historii wszelkie wątki, które mogłyby zmienić ten obraz. Tania zagrywka obliczona na przyklejenie filmowi łatki kontrowersyjnego dzieła. Personifikacja Stwórcy wychwalana przez autora recenzji jest raczej nieciekawa, a w świetle tekstu źródłowego wręcz bluźniercza.

    Jako postać Mojżesz w wykonaniu Bale’a jest zwyczajnie mizerny, brak porządnych scen akcji, nawet scena rozstąpienia się morza została skopana. Całość wieje nudą. Żal, że Scott zrobił film, który nie dość że polemizuje z wiarą docelowej grupy odbiorców, to jeszcze jako widowisko ustępuje filmowi animowanemu sprzed bodaj 16 lat. Że o monumentalnym dziele De Mille’a nie wspomnę…

    • Andriej

      No przestań, ty maniakalny patologiczny lewaku ty, NO! ;D

      • Piotr Kocięcki

        Byłem już kato-prawicą, protestanckim sekciarzem i anarchistą, ale o lewactwa nikt mnie nigdy nie posądzał :P

  • kelley

    film jest przecietny, a walkę ideologiczną mogą w nim widzieć tylko ci, którym z jakichś powodów baaaardzo na tym zależy. scott z niczym nie polemizuje, nikogo nie antagonizuje, nikogo nie obraża, nie kreuje również niczego nowego. to może właśnie zasadnicza wada filmu. on jest letni jak niemowlęca papka. a jedyny trend, który można w nim dostrzec, to wspomniana przez piwona chęć dostosowania się do trendu „realistycznego” i wyjaśnienia wszystkiego na drodze deterministycznej – namacalnej przyczyny powodującej namacalny skutek. niestety właśnie środkowa część filmu, czyli plagi, to najsłabszy, przejechany na autopilocie fragment, który z powodzeniem można było pominąć, bo dla biblijnego tekstu ważny, do konfliktu nie wnosi nic. i tu tkwi problem. film nie ma konfliktu, który mógłby go ponieść. jest po prostu poprawny, wizualnie piękny i wyzuty z emocji. i to jest grzech większy od jakiejkolwiek, postrzeganej lub nie, niezgodności z biblijnym kanonem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ZŁOTE KRABY 2014 - część 3/4 - film nieanglojęzyczny, polski, animacje, seriale

Następny tekst

ZŁOTE KRABY 2014 - część 4/4 - najlepsze filmy anglojęzyczne



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE