Ex Machina - recenzja | FILM.ORG.PL

Ex Machina

„Ex Machina” ma swój styl i jest świetnie obsadzona. Ale pytanie o myślącą maszynę zastąpione zostaje zbyt oczywistym obrazem wojny płci.




Szkoła uwodzenia




Krzysztof Walecki
21.03.2015


Nie ukrywam, że dużo sobie obiecywałem po debiucie reżyserskim Alexa Garlanda. Być może jednak za dużo.

Caleb (poczciwy Domhnall Gleeson) wygrywa w firmowej loterii tygodniowy pobyt w okazałej posiadłości swojego szefa, Nathana (napakowany Oscar Isaac z brodą). Szybko jednak okazuje się, że pryncypał, komputerowy geniusz, stworzył Sztuczną Inteligencję, i to właśnie jego pracownik ma za zadanie ją przetestować. Chodzi o stwierdzenie, czy jest to jeszcze maszyna, czy już człowiek. Ava (o anielskiej twarzy Alicii Vikander) ma ciało złożone z przewodów, lecz twarz i kształty kobiety, co wcale nie ułatwia zadania. Zwłaszcza, że podczas nader częstych awarii zasilania, gdy wszystkie kamery są wyłączone, stara się zbliżyć do Caleba, to dzięki własnej seksualności, a to wzbudzając nieufność wobec gospodarza.

Ex-Machina-01-GQ-22Jan15_rex_b_1083x658

Rozmowy między mężczyzną a maszyną odbywają się za grubą szybą, przypominając trochę pogawędki, jakie prowadzili Clarice Sterling i Hannibal Lecter. Jego qui pro quo miało swoją cenę, i tak jest i tutaj – oboje badają się nawzajem, szukając płaszczyzny porozumienia, która nie opierałaby się na wzajemnych różnicach, lecz podobieństwach. A może różnicach, jednak nie wynikających z faktu, że jedno z nich jest człowiekiem, a drugie nie. Garland, podobnie jak główny bohater zresztą, po jakimś czasie przestaje postrzegać Avę jako cud techniki, a zaczyna interesować się nią jako kobietą. W filmie pada zresztą pytanie o potrzebę nadania jej cech kobiecych, o jej seksualność, która wysuwa się na plan pierwszy. Nie tylko dlatego, że daje to Calebowi powód, aby przestał myśleć o Avie w kategoriach maszyny, lecz również, aby pozostawić w widzu wrażenie, że historia, którą ogląda ma drugie dno. Wystarczy zapomnieć na chwilę o fantastycznej otoczce.

Obok trójki wymienionych już bohaterów pojawia się ktoś jeszcze. Kyoko (genialnie sztuczna Sonoya Mizuno) pełni rolę służącej Nathana, i to służącej mu w wieloraki sposób. Zajmuje się nie tylko przygotowaniem dań oraz nalewaniem wina, ale i spełnia inne zachcianki swojego pana. Dodatkowo nie mówi i wydaje się nie rozumieć, co się mówi do niej. Bez względu na to, czy jest człowiekiem, czy maszyną – a należy dodać, że wygląda jak stuprocentowa istota ludzka –  jawi się jako przedmiot dowolnego użytku. Jest ciałem i niczym więcej. Nie jest zamknięta w oszklonym pokoju, nie jest przedmiotem badań. Ale czy to znaczy, że jest w lepszej pozycji niż Ava? Również dla widza może wydać się bardziej ozdobą niż pełnoprawnym bohaterem filmu. W rzeczywistości nieprzenikniona enigma, być może nawet najciekawsza postać całej historii.

ex-machina-robots-xlarge

Garland dał się poznać jako scenarzysta intrygujących 28 dni później i W stronę słońca Danny’ego Boyle’a, które w finałach zamieniały się w spektakl krwawej przemocy. O ile w przypadku tego pierwszego filmu było to nie tylko dopuszczalne, ale wręcz wskazane (wszakże to horror o zombiepodobnych potworach), o tyle drugi tytuł niósł ze sobą dużo większe ambicje. Nawet ekranizacja jego Niebiańskiej plaży, również w reżyserii Boyle, znalazła rozwiązanie w zabijaniu. Nie zdradzę, jak się kończy Ex Machina, choć również wydaje mi się ona przykładem kina niespełnionego.

Rozpoczyna się znakomicie – scena wygranej w loterii odbywa się bez słów, a już w następnej chwili Caleb jest na pokładzie helikoptera, który ma go zabrać do posiadłości jego szefa. Ukryta w lesie sprawia wrażenie zimnej i pustej. Minimalizm wnętrz ma służyć pracy, którą przygotował dla siebie i swojego gościa gospodarz. Sesje z Avą niosą ze sobą dużo niespodzianek, wzbudzając jednak w widzu czujność, nie tylko co do prawdziwych intencji wynalazcy, ale również reżysera i scenarzysty. Specjalnie jest to film mały – liczbę bohaterów ograniczono do czterech, akcja praktycznie nie wychodzi poza dom Nathana, a całość zamyka się w ramach jednego tygodnia. Służy to oczywiście skupieniu się na głównym temacie filmu, czyli konfrontacji ze Sztuczną Inteligencją, ocenieniu jej zdolności samodzielnego myślenia i próbie znalezienia pierwiastka człowieczeństwa.

exmach-1422026632377

Lecz po pewnym czasie ta myśl rozmywa się. Oglądamy dwóch mężczyzn i dwie kobiety, dobranych w pary. Starsi uczą młodszych, że nie ma uczuć ani miłości. Są tylko role, które ktoś im z góry narzucił. W konsekwencji zarówno bohaterowie, jak i my, widzowie, zaczynamy zastanawiać się, czy są wśród nich jeszcze ludzie. A skoro nawet oni powątpiewają we własne człowieczeństwo, to czy możliwa jest choćby próba zbadania granicy pomiędzy istotami z krwi i kości a bytami powstałymi z plątaniny przewodów i żelu? Garland chyba w to wątpi. Pewności jednak brak, bo pojedynek intelektualny między jednymi a drugimi przeradza się w wojnę płci. Na jednym biegunie Caleb i Nathan, na drugim Ava i Kyoko. A wystarczyło odwrócić role, nadać maszynie cechy męskie, zaś z testującej uczynić kobietę, pozostawiając relacje dwójki pozostałych postaci bez zmian. Nadałoby to ciekawy dynamizm historii, unikając pułapek takiego prostego klasyfikowania. Ale takie gdybanie, to już na marginesie.

Moje rozczarowanie bierze się z faktu, że Ex Machina była obietnicą ambitnego i twardego science fiction, lecz zatrzymała się w połowie drogi. Podobnie jak Caleb od pewnego momentu przestałem w Avie widzieć maszynę, jednocześnie – w przeciwieństwie do poczciwego informatyka – zdając sobie sprawę, że ona nigdy nie popełni tego błędu. Również Nathan jest za bardzo pewny swoich przekonań (oraz sprytu), abym nie mógł przewidzieć późniejszego rozwoju akcji. Pod tym względem wolę zeszłoroczny The Machine o podobnej tematyce, w którym naukowiec do samego końca jest pełen rezerwy i wątpliwości. W momencie, gdy jesteś mądrzejszy od bohatera, wiesz, że obaj przegraliście.

korekta: Kornelia Farynowska

film.org.pl_b







  • Andriej

    Recka w samą porę, bo byłem zainteresowany tym filmem… Szkoda, bo nie mam najmniejszej ochoty oglądać kolejnej chamskiej odsłony radykalnej feministycznej propagandy, twój opis postaci azjatyckiej służącej praktycznie zdradził całe przesłanie historii i postęp fabuły.
    Coś mi się zdaje, że powinniśmy nakręcić remake „Seksmisji”, tylko tym razem na serio i z innym zakończeniem, a potem jechać z nim do Stanów. Wszystkie możliwe Oscary gwarantowane

    • Kris

      Nie wiem jak można ten film sprowadzić do „wojny płci”, a Ty jeszcze do tego dodałeś nie widząc filmu, że to jakaś radykalna, feministyczna propaganda. Zabawne :)
      Dla tych co się „wahają”, to radzę pójść do kina bo film jest rewelacyjny. Jest bardzo w stylu twórczości Lema. Wystarczy choćby przypomnieć „Rozprawę”, czy „Formłę Lymphatera”. Dla mnie rewelacja.

      • Andriej

        Niom… byli tacy, którzy „Interstellar” i „Jupiter Ascending” też nazywali „rewelacyjnymi”… Do dziś po nocach śni mi się idiotka, która Grzędowicza porównywała do Kafki (zszedłem na temat literatury, ale myśl przewodnia pozostaje ta sama). W kwestii wykrywania pretensjonalności i obnażania fabularnej miałkości KMF jak do tej pory sprawdzał się bardzo dobrze, więc tutaj mogę mieć do ekipy zaufanie. Skoro tak ci się podoba, napisz sobie reckę i uzasadnij te niedorzeczne porównania

        • Kris

          Dzięki za radę ale chyba nie. Naprawdę niespecjalnie mnie interesuje przekonywanie kogoś swoimi recenzjami.

          • Kazik

            Dla mnie jedynym probierzem niskiej wartości tego filmu jest to, że już na samym początku spodziewałem się takiego a nie innego zakończenia. Pomyślałem sobie: „A pewnie ta „robotka” na końcu zapierdoli swojego Tfu! rcę”. No i tak się dzieje. W dupie mam takie kino.

          • FlaMaster

            Dzięki za spojler ziom.

          • Kazik

            FlaMaster, przecież o tym jest napisane wyżej.

  • kelley

    no crash, tym razem pojechałeś. wojna płci?! naprawdę?! przecież płeć maszyny spełnia tam bardzo uzasadnioną rolę dramaturgiczną i bynajmniej nie ma nic wspólnego z przeciwstawianiem sobie facetów i kobiet. to bardzo „polański” kameralny thriller, który zadaje kilka ciekawych transhumanistycznych pytań i ewidentnie zahacza o etyczny aspekt tworzenia świadomości podobnej ludzkiej. ex machina to w końcu porządny film o a.i.

    • Krzysztof Walecki

      Komu jak komu, Kelley, ale akurat Tobie film Garlanda musiał się spodobać. Odnośnie mojej krytyki – zgodzę się, że płeć maszyny ma znaczenie dramaturgiczne, ale nieprzypadkowo również wszystkie twory Nathana mają postać kobiecą. Fakt, że stworzył je, aby możliwy był z nimi stosunek jest także nie bez znaczenia. W końcu Kyoko, niema niewolnica, o której piszę w recenzji, a która spełnia kluczową rolę w finale. I dlatego zamiast buntu maszyn widzę bunt kobiet. Garland zadaje ciekawe pytania o naturę A.I., ale znów kończy w sposób mało oryginalny, zamiast mieć odwagę i spróbować odpowiedzieć na niektóre z nich.

      • Kris

        Nie. To po prostu bunt maszyn w kobiecych ciałach. Dorabianie do tego jakiejś „feministycznej” czy „antyfeministycznej” ideologii jest moim zdaniem, no powiedzmy dziwne :D

        • Krzysztof Walecki

          Ta ‚feministyczna ideologia’ (a specjalnie w recenzji nie wspomniałem nic o feminiźmie), o której piszesz nie wzięła się znikąd. Nieprzypadkowo WSZYSTKIE maszyny mają kobiece ciała, prawda? Świadczy to tak samo o tym, jakim człowiekiem był Nathan, jak i rzuca nowe światło na finał, wg mnie przesłaniając to, co Garland chciał powiedzieć o A.I.

          • Kris

            Nie no jasne. Ja jakbym konstruował androidy to też bym z nich zrobił fajne laski a nie facetów :D
            No ale jak to odbierasz w ten sposób to nie pozostaje mi nic innego jak się z tym nie zgodzić.

      • kelley

        fakt, że maszyny mają ciała kobiet to równie dobrze dowód na to, że nathan był po prostu socjopatycznym zbokiem. na koniec jego geniusz polegał nie tylko na tym, że był w stanie je stworzyć, ale nawet bardziej na tym, że zdawał sobie sprawę, do czego są zdolne. sam finał mnie nie zraził – rozwiązał akcję, ale nie był celem, a jedynie środkiem do celu. jego powody konsekwencje okazały się znacznie ciekawsze o niebo bardziej przerażające.

        • Krzysztof Walecki

          Zaznaczę na początku, że komentarz roi się od spojlerów.
          To, że Nathan był zbokiem, który konstruował kolejne maszyny również dla własnej przyjemności tylko podkreśla to, o czym piszę. To geniusz, starający się stworzyć doskonałą Sztuczną Inteligencję, jednocześnie zawsze ubierając ją w kostium kobiety. Po co? Aby ta mogła mu robić śniadania, obiady, nalewać wino, tańczyć z nim, czy w końcu pieprzyć. Nic więcej nie ma. Zauważ, że to nie Ava jest celem eksperymentu, lecz w większym stopniu Caleb. Co to znaczy? Że o swoich tworach wie już tyle, ile trzeba. Wystarczy mu Kyoko, doskonalsza od Avy, bo niema.
          Piszesz o konsekwencjach finału, ale one właśnie są niejako w próżni, zawieszone, bo Ava dochodzi do miejsca, w którym chciała być i tyle. To był jej cel, osiągnęła go, koniec filmu. Co zrobi dalej? Kto to wie. Jeśli Nathan nie wyposażył swoich maszyn w system rozrodczy, nie mamy się czego bać;)

          • Kris

            „Co zrobi dalej? Kto to wie.”
            I to jest właśnie prosta genialność finału. Odchodzi i nie mamy pojęcia co zrobi. Każde inne zakończenie byłoby tandetne. Na przykład podeszłaby do szyby i powiedziała Calebowi: „A teraz zniszczę całą ludzkość”, uśmiechnęłaby się diabolicznie i odeszła w takt diabolicznej muzyki? Tandeta.
            A tak mamy bardzo dobre otwarte zakończenie. Bo w sumie widać, że to już prawdziwa sztuczna inteligencja, ale co zrobi dalej i jakie ma odczucia względem ludzkości? A Bóg raczy wiedzieć.
            A co do systemu rozrodczego, to myślę, że Ava jeśli miałaby się rozmnażać, to w trochę inny sposób niż nam się wydaje :)

            A co do Nathana. Tak, na pewno jest pod jakimś względem szalony. Traktowanie tego w kategoriach zboczeń jest moim zdaniem bardzo płytkie. A może po prostu tylko zrezygnowany, bo już przed wezwaniem Caleba zobaczył, że mu się udało, ale to trochę gorzki sukces, bo wypuścił dżina z butelki?

          • Krzysztof Walecki

            Chodziło mi o to, że to otwarte zakończenie nie prowokuje do pytań.
            I tak jak pisałem odnośnie Nathana i jego eksperymentu – to nie tyle Ava była badana, co Caleb i jego zainteresowanie maszyną, potraktowanie jej jak istoty ludzkiej, a przynajmniej mającej te same prawa co człowiek. Czy to oznacza, że praca nad Sztuczną Inteligencją została ukończona? Być może. Niby mówi o tym, że po oblanym teście będzie pracował nad ulepszonym modelem, ale podejrzewam, że chodzi mu bardziej o to, aby uruchomić Caleba do działania. Stąd chyba to zrezygnowanie, o którym piszesz – to, co chciał osiągnął. A zboczenie, bo nie tylko lubi zabawić się ze swoimi maszynami, ale i stare nadal trzyma, wiszące w zamknięciu, jakby kiedyś miały się na coś przydać. Aż przypomniała mi się scena z „Obcego: przebudzenie” z nieudanymi klonami Ripley.

          • Kris

            Kurde, ale właśnie otwarte zakończenie prowokuje do pytań, bo tak naprawdę nie wiemy o tym co Ava zrobi. Że zabiła Nathana? No zabiła, powodów miała bez liku, ale co dalej? To już pojawiają się pytania, że hej.
            A zamknięte zakończenie to albo diablica albo aniołek. Oba dość tandetne.
            No ale każdy ma swoją interpretację i chyba nie ma tego dalej co ciągnąć :)

  • Adam Kaszyna

    Sonoya a nie Sonora Mizuno. W tekście jest błąd, w tagach natomiast błędu nie ma.

    • Krzysztof Walecki

      Dzięki! Poprawione.

  • Pingback: Galatea zjada Pigmaliona. Ex Machina + 5 dobrych filmów o AI - Cały Ten Zgiełk()

  • Franek

    Celem maszyny było uciec z tego domu i dostać się skrzyżowanie pełnego ludzi w centrum miasta. Taki był jej PROGRAM. Wszystko inne – manipulacja, uwodzenie, granie na uczuciach, udawanie było środkiem aby ten cel osiągnąć, co jej się zresztą udało. To wszystko.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ZŁOTA KLATKA

Następny tekst

SILS MARIA



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE