nowości kinowe

Europa Report

Klasyczny motyw SF w stylistyce found footage. Jest dobrze, ale mogło być lepiej.

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

W jakże wielu kosmicznych ekspedycjach mieliśmy już, jako widzowie, okazję uczestniczyć. Dzięki fantazji twórców, poznaliśmy już odległe o lata świetlne galaktyki, planety, rasy. Z kolei dzięki naukowym spekulacjom, zdołaliśmy zdobyć Marsa, zbliżyć się do Słońca, a także powrócić na Księżyc. Wspierana wyobraźnią fantastów magia kina- tak jak sam wszechświat- zdaje się nie mieć granic. Na kolejną wyprawę zaprasza nas ekwadorski reżyser, Sebastianem Cordero. Za sprawą jego najnowszego filmu, wyruszamy na jeden z księżyców Jowisza, Europę, by po raz kolejny poszukać możliwości zaistnienia form życia na innym ciele niebieskim niż nasza Ziemia.

„Europa report” utrzymany jest w popularnej dla horroru i SF stylistyce found footage. Tym samym widz już na wstępie dowiaduje się, iż ogląda rzekomy zapis przebiegu kosmicznej misji. Całość przeplatana jest archiwalnymi wywiadami z ziemskimi nadzorcami projektu, które sugerują jednoznacznie, iż misja ta nie skończyła się dobrze.

Filmowa ekspedycja przebiega w dość standardowy dla gatunku sposób. Najpierw poznajemy sześcioosobową załogę oraz przybliżony zostaje nam cel ich podróży. Widz szybko więc uzmysławia sobie, jak wielka jest waga tego projektu. W trakcie wyprawy na Europę dochodzi do serii dramatów, zawiązuje się węzeł suspensu, co nieubłaganie prowadzi nas do zaskakującego finału (który de facto zaskakujący nie jest). Miło, że napięcie jest umiejętne stopniowane, przez co ostatnie kilkanaście minut seansu nie pozwala na oderwanie wzroku od ekranu. Nie trzeba być jednak absolwentem filmoznawstwa, by móc uznać ten film za fabularną „powtórkę z rozrywki”. 

Wydarzenia są przewidywalne i można je streścić w kilku zdaniach. Jednak ważne jest to, w jaki sposób widz zapraszany jest do uczestniczenia w kolejnej, znanej mu ekspedycji kosmicznej.  Found footage znowu zdaje egzamin i udowadnia, iż jest obecnie jednym z ciekawszych zabiegów stylistycznych stosowanych w filmach. Choć dla wielu jest to już stylistyka wyświechtana, to nie sposób przeceniać jej roli w odświeżaniu gatunkowych klisz. Szerzej o tym zjawisku pisałem w innym artykule, do którego odsyłam.

Najistotniejszy jest jednak fakt, że „Europa report” dba o naukowe prawdopodobieństwo prezentowanych wydarzeń. Film Cordero można zatem zaliczyć do tzw. hard science fiction. Niestety, niewiele jest filmowych przedstawicieli tego podgatunku SF, jednakże te nam znane z reguły cieszyły się dobrym – jeśli nie bardzo dobrym – przyjęciem. Wystarczy wspomnieć „2001: Odyseję kosmiczną”, „Tajemnicę Andromedy”, „Wynalazek” czy „Moon”, by zrozumieć, że realizm w naukowej fantastyce zawsze był i pewnie będzie wysoko ceniony. „Europa report” zdaje się być duchowym spadkobiercą tego nurtu, choć do klasy poprzedników mu trochę brakuje. Jeżeli miałbym trafnie przyrównywać go do jakiegoś filmu,  zarówno pod względem konceptu fabularnego jak i ogólnej wartości, to najbardziej na miejscu będzie porównanie do „Apollo 18” (o którym więcej także tutaj). Podobieństwa są wręcz ewidentne.

Można przewidywać, iż realizm w SF będzie odgrywał coraz ważniejszą rolę. W tym roku do kin wchodzi bowiem „Gravity” Cuarona, a w przyszłym „Interstellar” od Nolana. Opisy ich fabuł sugerują hard SF pełną gębą. Od kilku lat w gatunku nastaje więc pewne przewartościowanie i film Cordero jest tego dobrym przykładem. Obraz ten powstał zatem na dość prostych założeniach i rozpatrywany na ich gruncie broni się dość dobrze. Nie wydaje mi się, by film ten starał się  być czymś więcej, niż dobrym odświeżeniem klasycznego motywu gatunku. Wam z kolei czegoś ponad to nie radzę po nim oczekiwać.

Ostatnio dodane