Errors of the Human Body | FILM.ORG.PL

Errors of the Human Body

Dramat z homeopatyczną zawartością wątków z thrillera i science-fiction. Można było z tego wycisnąć zdecydowanie więcej.




Prawie jak SF




Maciek Poleszak
16.08.2012


 

Od dzisiaj przez 7 dni będziemy recenzować filmy, które są pokazywane w cyklu "Poza gatunkiem – Sci-Fi" na Festiwalu Transatlantyk w Poznaniu (15-22.08.2012). 

Sama idea przeglądu, w szczególe i ogóle, dostępna jest TUTAJ, a podsumować można ją w ten sposób:

W cyklu Poza gatunkiem będziemy skupiać się na filmach, które przekraczają granice tradycyjnie rozumianego kina gatunkowego, eksperymentują z jego zasadami, wychodzą poza powtarzalne i sprawdzone formuły które dobrze znamy ze współczesnych ekranów. Każdego roku bliżej przyjrzymy się wybranemu aspektowi zjawiska gatunkowości w dzisiejszym kinie: konkretnemu gatunkowi, specyficznym gatunkowym bohaterom, charakterystycznym wątkom i tematom.

Na pierwszy ogień idzie film "Errors of the Human Body".

 

 

Według mnie na dobry utwór science-fiction składają się dwa równie istotne elementy. Pierwszym jest oczywiście czynnik "science", czyli idea. Idea, w oparciu o którą twórca buduje świat przedstawiony, a widz lub czytelnik słysząc o niej czuje się na tyle zaintrygowany, żeby chcieć z utworem się zapoznać. Drugim natomiast jest czynnik "ludzki", który uwiarygodni ukazane wydarzenia. Może to być wątek obyczajowy, wątek podróży, wątek poszukiwań – cokolwiek, co pozwoli nawiązać więź z bohaterami i pomoże "wsiąknąć" w opowiadaną historię. Ten pierwszy wątek pozwala powiedzieć coś ciekawego o świecie, a ten drugi o człowieku w tym świecie żyjącym. "Errors of the Human Body" miało potencjał, żeby w obu przypadkach wnieść do tematu coś naprawdę ciekawego. Niestety, już zaraz po seansie można odnieść wrażenie, że scenarzysta poszedł w zupełnie inną stronę niż można było się tego spodziewać chociażby po samym tytule.

Głównym bohaterem filmu jest doktor Geoff Burton, który podejmuje pracę w renomowanym Instytucie Molekularnej Biologii Komórki i Genetyki w Dreźnie. Motywacją dla jego działań jest chęć znalezienia lekarstwa na wywołaną mutacją genetyczną chorobę, której śmiertelną ofiarą padł jego nowonarodzony syn. Już na miejscu Geoff dowiaduje się, że zatrudnieni w placówce naukowcy od jakiegoś czasu prowadzą badania na temat przyspieszonej regeneracji tkanek, co w efekcie może przełożyć się na udoskonalenie ludzkiego organizmu w przyszłości. Burton zauważa również, że atmosfera panująca w Instytucie nie sprzyja współpracy, a badacze są w stanie posunąć się całkiem daleko, byle tylko wywalczyć sobie przywilej podpisania się pod rewolucyjnym odkryciem.

Taki opis fabuły zaostrza apetyt na trzymający w napięciu thriller, w którym dogłębnie poruszone zostaną tematy moralnych granic prowadzenia badań i dążenia do celu za wszelką cenę. I jeśli ktoś, podobnie jak ja, spodziewał się takiego obrotu sprawy, będzie srogo rozczarowany. Wątek badań i towarzyszących mu rozterek etycznych jest w rzeczywistości jedynie pretekstem, którego scenariusz nie rozwija w należyty sposób. Bohaterowie filmu mogliby prowadzić pracę nad dosłownie czymkolwiek – od poszukiwania nowego zapachu szamponu do włosów poczynając, na identyfikowaniu nieodkrytych jeszcze ciał niebieskich kończąc. Z punktu widzenia wymowy całego filmu nie ma to prawie żadnego znaczenia. To jednak tylko dygresja, w końcu nie powinno oceniać się filmu za to jaki NIE jest.

Główny nacisk położono na dwa wątki: współzawodnictwa między naukowcami i sposobu, w jaki Geoff radzi sobie z tragedią, która dotknęła jego rodzinę. Można odnieść wrażenie, że reżyser-debiutant i scenarzysta w jednej osobie nie do końca wie w jaki sposób chce te wątki przedstawić. Początkowo mamy do czynienia z dramatem, który spokojnie snuje się wraz z bohaterami po sterylnych korytarzach, aby za chwilę dać nadzieję wejścia w klimaty SF i przesunięcia się w stronę wspomnianego wcześniej thrillera. Znalazło się tu nawet miejsce dla przywodzącej Davida Lyncha sceny balu kostiumowego, który wygląda jak na granicy snu i jawy. Najgorsze jest jednak to, że przez pierwsze 30 minut (jak również ostatnie 20) nie bardzo wiadomo gdzie to wszystko zmierza.

Film ma pomysł na ukazanie ciężkiej i zimnej atmosfery panującej wewnątrz Instytutu. Jak na raczej niskobudżetową produkcję niezależną "Errors of the Human Body" wygląda i brzmi nadspodziewanie dobrze. Gorzej z wypełnieniem tej atmosfery treścią, przez co 100-minutowa produkcja wydaje się być o jakieś 40 minut za długa. Szczególnie, że koniec końców puentą dla całej intrygi jest nie ciekawa myśl, a stwierdzenie "shit happens" oraz wypunktowanie gorzkiej ironii losu. 







  • Jestem zaskoczony, bo w opisach „Errors…” brzmiało świetnie, a i tutaj, i na Opium jednak oceny dość chłodne.

  • Piotr Sapek

    „Bohaterowie filmu mogliby prowadzić pracę nad dosłownie czymkolwiek – od
    poszukiwania nowego zapachu szamponu do włosów poczynając, na
    identyfikowaniu nieodkrytych jeszcze ciał niebieskich kończąc.”

    Bzdura.
    Albo inaczej: to idealnie obrazuje podejście naukowców do swojej pracy, dalekie od spojrzenia zwykłego człowieka, pozbawione wspomnianych rozterek i skupione na osiągnięciu zamierzonego efektu. Co w tym przypadku stało się źródłem kłopotów i…

    „Szczególnie, że koniec końców puentą dla całej intrygi jest nie ciekawa
    myśl, a stwierdzenie „shit happens” oraz wypunktowanie gorzkiej ironii
    losu.”

    Odkrycia natury pewnych mechanizmów. Zakończenie to nie tylko wypunktowanie „ironii losu”. Geoff pokutował za własne decyzje i działania, nie zrządzenie losu czy jakąś siłę wyższą. Moim zdaniem to takie jest znaczenie finałowej sceny, nie żadne tanie bon moty…

    Poza tym „Errors…” pokazuje jak zmieniła się publiczność w ciągu ostatnich 3-4 dekad. Filmy takie jak ten, powstałe w latach 70 funkcjonują obecnie jako cicha klasyka. Jednak dla dzisiejszego widza za mało tu napięcia, twistów i efektu „WOW” aby skłonić do zwrócenia uwagi na pewne detale…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

OCENARIUM #7/12

Następny tekst

Zbrodnie czasu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE