Ernest i Celestyna - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Ernest i Celestyna

Szlachetna adaptacja dziecięcej bajki




Zapomniana konwencja




Maciej Niedźwiedzki
19.03.2014


misTen film chyba wszystkim gdzieś umknął. W swojej kategorii – najlepszego długometrażowego filmu animowanego – został zdominowany przez potężnych kontrkandydatów do Oscara. Pośród nowoczesnych produkcji Walta Disneya, DreamWorks, Universal Pictures i ostatniego filmu Hayao Mizayakiego trudno wyjść na pierwszy plan. Za Ernestem i Celestyną nie stało żadne wpływowe, zamożne studio. Budżet filmu Stephane’a Aubier’a, Vincenta Patara i Benjamina Rennera wynosił trochę ponad sześć milionów euro. Wind rises Mizayakiego – druga w kolejności najmniejsza produkcja – miała praktycznie pięć razy więcej środków do dyspozycji, nie mówiąc już o zwycięzcy oscarowego wyścigu, „Krainie lodu”, która kosztowała – bagatela – 150 milionów dolarów. 

Przekłada się to na inscenizacyjny rozmach, efektowność prowadzenia narracji, stosowanie głębi ostrości, innowacyjność grafiki i różnorodność tekstur. Frankofońska produkcja nie miała dostępu do wielu technologicznych nowinek – przez to Ernest i Celestyna wygląda dość ascetycznie i skromnie, ale również niebywale szlachetnie. Stylistycznie odwołuje się do, już rzadko spotykanej, klasycznie rysowanej animacji. Chyba dzięki temu francusko-belgijsko-luksemburską produkcję tak dobrze się ogląda: reaktywuje zapomnianą technikę i staje się atrakcyjną alternatywą dla płynnej pod względem fizyki i gładkiej, pozbawionej konturów współczesnej komputerowej trójwymiarowej animacji.

Ernest i Celestyna jest adaptacją książek dla dzieci napisanych i zilustrowanych przez Belgijkę, Gabrielle Vincent. Twórcy filmu słusznie zdecydowali się pozostać przy stylu stworzonym przez pisarkę, w żaden sposób ich nie unowocześniając: nadaje to animacji oryginalny, indywidualny i wyróżniający ją charakter. Ernest i Celestyna oczywiście nie jest pierwszym tytułem, który w ten sposób powstał. Nie proponuje nowego podejścia do sztuki animowanej, ale odświeża niestosowaną już w kinie konwencję. Jest to niewątpliwie formalny atut tego filmu. Jednak nie tylko to przemawia za nim, przekonuje mnie on opowieścią i bohaterami, którym się kibicuje.

mis

Bajka ta dotyczy również samego procesu tworzenia, przelewania własnych marzeń i myśli na papier, odtwarzania rzeczywistości za pomocą kredki bądź pędzla. Wszystko zaczyna się jakby było żywcem wyciągnięte z Forresta Gumpa – wiatr wznosi piórko w stronę chmur, bezwiednie opuszcza ono podziemia, gdzie w prologu poznaliśmy myszkę Celestynę. Unoszące się piórko ukazuje nam dwa równoległe światy: na dole znajduje się państwo gryzoni, utrzymujące się z kradzieży zębów od mieszkających ponad nimi niedźwiedzi. Dychotomia, na której opiera się film, jest inteligentnie wykorzystywana. Na tej płaszczyźnie twórcy budują paralele między funkcjonowaniem obu światów czy niefortunnymi losami bohaterów. Te dwie różne przestrzenie okazują się być niespodziewanie tożsame.

Z jednej strony mamy Ernesta – niedźwiedzia samotnika o duszy artysty, mieszkającego poza miastem. Żyje również poza strukturą społeczeństwa i na granicy prawa, zarabia jako uliczny grajek – włóczy się po mieście, czasami coś ukradnie, na pozostałe niedźwiedzie reaguje wstrętem i manifestowaną niechęcią. Z drugiej jest Celestyna – młoda myszka nieprzekonana do swojego przyszłego zawodu. Jej żywiołem jest malowanie, a konieczność zbierania zębów zabija w niej tą pasję. Szybko ich drogi się skrzyżują, zawiążą korzystny dla obu stron układ, z czasem staną nierozerwalni. Złamią wieczny stereotyp – mysz przestanie być jedynie pożywieniem dla wiecznie głodnego niedźwiedzia. Swoją przyjaźnią udowodnią lichość przesądów i niefunkcjonalność uprzedzeń. Ernest i Celestyna stają się ofiarami ostracyzmu, a zmuszeni do życia na wygnaniu zorientują się, że w dwójkę są jednak samowystarczalni.

mis

Ernest i Celestyna opiera się na typowej dla bajek kreacji bohaterów. Walory fizyczne odzwierciedlają cechy charakteru. Animacja ta jest jednak wyraźnie dydekowana dzieciom najmłodszym, przygotowana z myślą o ich wrażliwości. Aubier, Patar i Renner nie mają ambicji, by dorosły widz wyszedł z kina intelektualnie zaspokojony.

Ernest i Celestyna jest filmem przewidywalnym (z niewątpliwie ciekawie zainscenizowanym finałem), przyjemnie prostym i szczerym. W każdy kadrze i każdej kresce wyczuwalna jest sympatia twórców do bohaterów i świata, o którym opowiadają. Jestem przekonany, że dalej na takie przypowieści jest zapotrzebowanie, że znajdą swoje miejsce w repertuarze. Ta bajka udowadnia nośność tej konwencji. Ważne przesłanie i uśmiech dziecka, powinien być wystarczającym argumentem dla rodzica, że wyjście do kina było dobrym pomysłem.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Godzinna rozmowa z Alfonso Cuaronem

Następny tekst

Najlepiej zapowiadające się aktorki



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE