Dziewczyna z tatuażem | FILM.ORG.PL

Dziewczyna z tatuażem








Grzegorz Fortuna
09.02.2012


Choć amerykańskie wersje europejskich hitów nie cieszą się zwykle uznaniem wśród fanów i krytyków, „Dziewczyna z tatuażem” od początku budziła więcej głosów aprobaty niż sprzeciwu. Powód takiego stanu rzeczy wydaje się być oczywisty: na fotelu reżysera zasiadł w końcu David Fincher, bodaj jedyny hollywoodzki twórca, który potrafi tak sugestywnie opowiadać o mrokach ludzkiego umysłu w ramach kina gatunkowego.

Czytając powieści Larssona można odnieść wrażenie, że to materiał wręcz stworzony z myślą o Fincherze: mrok, brud i powszechna zgnilizna łączą się tam z inteligentną, dobrze poprowadzoną intrygą kryminalną, a od lektury naprawdę trudno się oderwać. Jakby tego było mało, szwedzka ekranizacja prozy Larssona, z przebojową Noomi Rapace w roli Lisbeth Salander, okazała się być dobra, ale raziła dość powierzchownym potraktowaniem literackiego oryginału. Można śmiało powiedzieć, że atmosfera sprzyjała Fincherowi jak nigdy wcześniej, a pierwszy, intrygujący zwiastun, zilustrowany wwiercającym się w mózg coverem „Immigrant Song” Led Zeppelin, podsycił i tak już gigantyczne oczekiwania. Czy więc gotowa „Dziewczyna z tatuażem” robi takie wrażenie jak „Siedem”? Czy Fincher znowu zrewolucjonizował swój ukochany gatunek? Czy mamy do czynienia z thrillerem-arcydziełem?

937950-Girl With The Dragon Tattoo, The

Nie. Jeżeli oczekujecie drugiego „Siedem”, zawiedziecie się okrutnie. Zupełnie zresztą niepotrzebnie, bo „Dziewczyna z tatuażem” posiada masę zalet, zaczynając od kreacji poszczególnych bohaterów, a na oprawie muzycznej kończąc. Ale o tym za chwilę. Niezwykłe wrażenie robi bowiem sekwencja tytułowa, która – choć nie ma wiele wspólnego z otwieranym przez siebie filmem – jest majstersztykiem w kategorii filmowych miniatur. Fincher zaczynał od pracy nad teledyskami i w tym krótkim fragmencie widać to idealnie. Znane z pierwszego zwiastuna „Immigrant Song” połączył z diabelnie stylową wizualizacją, nawiązującą nie tylko do treści książek Larssona, ale też do… czołówek filmów o Bondzie. Ironiczne, przewrotne i bardzo inteligentnie zagranie, choć pod względem dynamiki dość odległe od całej reszty „Dziewczyny…”.

Głównej części historii David Fincher i scenarzysta Steven Zaillian w zasadzie nie zmienili. Mikaela Blomkvista, zaangażowanego dziennikarza, poznajemy w momencie, gdy ten zostaje skazany za zniesławienie szemranego potentata, Wennerstroma. Blomkvist miał mocne dowody, ale w kluczowym momencie jego źródła się ulotniły. Teraz, by odpocząć od medialnego szumu i zyskać nowe materiały przeciwko Wennerstromowi, przyjmuje zlecenie od starego, legendarnego przemysłowca, Henrika Vangera. Ukochana bratanica Vangera, Harriet, zniknęła ponad czterdzieści lat temu w niejasnych okolicznościach; policja podejrzewała morderstwo, ale ciała nigdy nie odnaleziono. Tajemniczości sprawie dodaje fakt, że przemysłowiec co roku dostaje paczkę z prezentem urodzinowym – dokładnie takim, jakie zwykła mu dawać Harriet. Teraz, u schyłku życia, Henrik podejmuje ostatnią próbę rozwiązania sprawy: jest przekonany, że morderstwa dokonał któryś z członków jego niezbyt przyjemnej rodziny. Mikael przyjeżdża więc na należącą do Vangerów wyspę, by pod pozorem pisania biografii podpytywać jej mieszkańców o Harriet i jednocześnie studiować policyjne akta sprzed niemal półwiecza. Równolegle śledzimy losy Lisbeth Salander, genialnej, aspołecznej hakerki, która ma poważne problemy ze swoim kuratorem-gwałcicielem.

153760_trailer-the-girl-with-the-dragon-tattoo

Punkt wyjścia intrygi zarówno w prozie Larssona, jak i w obu jej filmowych wersjach przypomina nieco klasyczne kryminały Agathy Christie: mamy ograniczoną przestrzeń i zamknięty krąg podejrzanych, wśród których pracować musi detektyw. Książka szwedzkiego pisarza jest jednak na tyle wielowątkowa i wieloaspektowa, że można z niej ulepić zupełnie różne filmy, w zależności od tego, na czym skupi się reżyser. W dokonanej cztery lata temu ekranizacji „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” Niels Arden Oplev postawił na Noomi Rapace, która kradła pozostałym aktorom każdą scenę. Przedstawił historię skrótowo i klasycznie, spychając społeczne wątki na dalszy plan. David Fincher obrał zupełnie inną drogą, zdecydowanie mniej efektowną, ale pod wieloma względami o wiele ciekawszą. W centrum jego filmu bez przerwy pozostają główni bohaterowie. Relacja między Blomkvistem a Lisbeth staje się motorem napędowym historii; to oni są tutaj najciekawsi, to oni przykuwają do ekranu. O ile jednak Craig stworzył rolę bardzo podobną do wcześniejszego odtwórcy tej roli, Michaela Nyqvista (z tą tylko różnicą, że Blomkvist Craiga jest mniej odważny, a bardziej bierny), o tyle Lisbeth Rooney Mary to postać zupełnie inna od Lisbeth Noomi Rapace.

W wykonaniu szwedzkiej aktorki główna bohaterka była buńczuczna, zadziorna, na jej twarzy widać było agresję i złość. Rooney Mara jest drobna, szczuplejsza, bardziej androgeniczna, a za to mniej drapieżna. Cały dramat ukrywa pod niewiele wyrażającą miną, co chwile zbywa kogoś ironicznymi uwagami. Jednocześnie widać u niej wrażliwość, którą Rapace w swojej roli niejako pominęła. W chwilach wściekłości dziko się drze, nawet wtedy, gdy jest bezsilna. To postać bardziej skryta i niejednoznaczna, o wiele mniej „superbohaterska”. W „Dziewczynie z tatuażem” pokazuje niezwykle szerokie spektrum emocji: może być zarówno łagodna, jak i przerażająca. I choć Rapace w „Mężczyznach…” potrafiła widza uwieść, to właśnie Mara jest tą właściwą, ciekawszą Lisbeth. To właśnie ona powoduje, że – choćby w scenie przemyślanej zemsty – ciarki same przechodzą po plecach. Jestem pewien, że jeśli tylko Fincher dostanie zielone światło dla ekranizacji kolejnych części trylogii Larssona, Mara będzie mogła rozwinąć skrzydła, bo widać, że ma jeszcze sporo do pokazania.

The_Girl_with_the_Dragon_Tattoo_2011__13225244538055

To nie koniec zmian w konstrukcji poszczególnych postaci. Podczas seansu „Dziewczyny z tatuażem” można odnieść wrażenie, że charakterystykę każdego bohatera reżyser chciał zmodyfikować, pogłębić. Henrik Vanger, który w oryginale był zatroskanym, smutnym staruszkiem, w wykonaniu Christophera Plummera jest podstarzałym cwaniakiem, wodzącym Mikaela za nos. Wydaje się, że odgrywany przez Plummera Henrik doskonale zna swoją rodzinę i choć całej jej szczerze nienawidzi, to jednak potrafi prowadzić wszystkie te okrutne gierki, które u Vangerów wydają się być codziennością. Z kolei jego brat, Harald, w oryginale szalony nazista, tu jest najbardziej szczerym członkiem familii, jedynym względnie niegroźnym i otwartym.

Wprowadzenie zupełnie odmiennej, bardziej zróżnicowanej tonacji w charakterystykach zarówno pierwszo- jak i drugoplanowych postaci odbiera im może efektowność (bo prawie nikt tu nie jest ani jednoznacznie dobry, ani jednoznacznie zły), ale też powoduje, że bohaterowie intrygują, zmuszają do skupienia uwagi. Pojawia się tu pewien paradoks: „Dziewczyna z tatuażem” jest filmem znacznie mniej „hollywoodzkim”, niż jej szwedzki poprzednik, bo nie próbuje widza uwieść w prosty, bezrefleksyjny sposób. Przedstawia za to skomplikowany splot relacji międzyludzkich, fantastycznie operując książkowym materiałem.

Od strony technicznej film Finchera – nie ma w tym nic zaskakującego – jest po prostu idealny. Zdjęcia są piękne, choć nieco mniej „brudne”, niż w poprzednich thrillerach reżysera. Muzyki Atticusa Rossa i Trenta Reznora nie da się co prawda słuchać w oderwaniu od filmu, ale z obrazem współgra ona idealnie. Fincher bardzo umiejętnie korzysta z dźwięków – za przykład niech posłuży odważna, sugestywna scena gwałtu, zagłuszana odgłosem pracującej w tle froterki. Pod względem prowadzenia narracji „Dziewczyna z tatuażem” przypomina nieco „The Social Network”; daje to fabule dodatkowego kopa, dzięki czemu przez całe dwie i pół godziny seansu nie sposób się nudzić.

Dlaczego więc nie można uznać „Dziewczyny z tatuażem” za thriller pełny, skończony, idealny? Bo film Finchera pozostawia po sobie pewien niedosyt. Twórca „Podziemnego kręgu” skupił się na fabule i jej bohaterach, wprowadził nutkę humoru, rezygnując przy tym z intensywności, charakteryzującej jego wcześniejsze dzieła. Choć losy kolejnych części ekranizacji prozy Larssona nie są pewne, można odnieść wrażenie, że „Dziewczyna…” została pomyślana jako fragment większej historii (którą Fincher wyraźnie chce opowiedzieć, o czym świadczy sposób poprowadzenia finału) i dopiero kiedy poznamy wszystkie trzy części, zobaczymy jej pełen obraz. Na chwilę obecną „Dziewczyna z tatuażem” jest solidnym, wciągającym i inteligentnym thrillerem, który ma tę jedną wadę, że choć perfekcyjnie trzyma w napięciu, to jednak nie trzyma za gardło.

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Dziewczyna z tatuażem

Następny tekst

Dziewięć



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE