DZIECKO ROSEMARY. Miniserial Agnieszki Holland | FILM.ORG.PL

DZIECKO ROSEMARY. Miniserial Agnieszki Holland

Nowe "Dziecko Rosemary", choć niepozbawione zalet, nie wytrzymuje konfrontacji z klasykiem




Mały mroczny książę




Miłosz Drewniak
29.05.2014


59548_1.9

Jeżeli ktoś zabiera się za remake takiego filmu jak Dziecko Rosemary, to zapewne nie ma złudzeń, że jego dzieło uniknie porównań do zacnego poprzednika. Takie przedsięwzięcie wymaga albo wielkiej odwagi, której Agnieszce Holland nigdy nie brakowało, albo lekkomyślności, o którą nigdy w życiu bym jej nie posądził. Zatem niewątpliwie odwaga i pewność siebie, pragnienie reinterpretacji znanego horroru w nowoczesnym duchu, a także (jak przyznaje Holland) chęć zmierzenia się z gatunkiem musiały popchnąć autorkę W ciemności do sięgnięcia po książkę Iry Levina.

Dwuodcinkowy miniserial Agnieszki Holland jest luźną adaptacją, w przeciwieństwie do filmu Romana Polańskiego z 1968 r. Akcja nowej wersji zostaje przeniesiona do współczesnego Paryża. Młode małżeństwo – Rosemary i Guy Woodhouse (Zoe Saldana i Patrick J. Adams) przeprowadzają się tutaj z Nowego Jorku, by zacząć nowe życie. Wkrótce poznają Margaux i Romana Castevetów (Carole Bouquet i Jason Isaacs) – tajemniczą parę, która oferuje im wolny apartament w „Chimerze”, jednym z najstarszych budynków w mieście, zamieszkanym przez paryską śmietankę towarzyską. Guy, pisarz przeżywający twórczą blokadę, dostaje posadę profesora anglistyki na Sorbonie. Więzi z nowymi sąsiadami zacieśniają się coraz bardziej, a nawet inspiracja w pewnym momencie spływa na Guy’a nie wiadomo skąd. Młodej parze do pełni szczęścia brakuje tylko upragnionego potomka…

Oprócz rdzenia fabularnego zmienia się praktycznie wszystko. Castevetowie nie są już „starymi pierdzielami”, jak to ujęła w jednym z wywiadów Agnieszka Holland (jak zwykle rozbrajająco szczerze), ale młodymi (albo przynajmniej młodszymi niż w oryginale) i pięknymi ludźmi sukcesu. Guy nie jest już aktorem, a Hutch jedną osobą. Jego postać zostaje rozpisana na dwie inne – Julie (Christina Cole) i komisarza Fontaine’a (Olivier Rabourdin). Do tego dostajemy rozszerzony i zmodyfikowany wątek poprzedniej ofiary satanistów, na którym opierać się będzie prywatne śledztwo głównej bohaterki, a także całą mieszankę różnych motywów i wątków, istniejących bądź nie w kanonicznej wersji (mieszankę dziwną w smaku dla wielbicieli pierwowzoru, aczkolwiek przyjemną i lekkostrawną).

3cb950f8-c90d-11e3-83c4-0025b511226e

Najciekawszym elementem serialu jest sama Rosemary, która w rękach Agnieszki Holland przeszła prawdziwą ewolucję. Główna bohaterka nie jest już zagubioną dziewczynką, której niewinność i naiwność wykorzystują sataniści, ale silną i przebojową kobietą, świadomą swojej seksualności i odpowiedzialną za własne wybory. W pewnym momencie dowiadujemy się nawet, że w Nowym Jorku to ona utrzymywała męża, gdy jeszcze pracowała jako tancerka. Podczas kluczowej dla filmu sceny gwałtu nie jest bierna, jak to przedstawił w swojej wersji Roman Polański, a wręcz przeciwnie – nie można tu nawet mówić o żadnym gwałcie, a raczej o brutalnym i zwierzęcym akcie seksualnym. Związek Rosemary i Guya to równorzędny i nowoczesny związek partnerski, przeciwstawiony staroświeckiemu modelowi małżeństwa, w którym żona pełni funkcję ozdoby u boku męża (bo tak właśnie wygląda małżeństwo Woodhouse’ów w oryginalnej wersji).

Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że Agnieszka Holland nie ma w temacie Dziecka Rosemary nic do dodania oprócz widocznych, genderowych manifestacji, dla których horror nie stanowi najsprawniejszego nośnika i które pozostają całkowicie nieczytelne dla widzów niezapoznanych z pierwowzorem. Oprócz silnego charakteru Rosemary, który wcale nie zmienia pierwotnej wymowy dzieła, serial nie oferuje świeżego spojrzenia na historię Woodhouse’ów. Wodzeni innymi ścieżkami docieramy do tego samego miejsca, w które zawędrowaliśmy razem z Romanem Polańskim.

Rosemarys-Baby-012-Roman-home-jason-isaacs

Co najbardziej rozczarowujące, Dziecko Rosemary w interpretacji Agnieszki Holland traci swój największy, suspensowy atut, a mianowicie to, że mając do czynienia z oryginałem, nie wiemy do końca, czy spisek satanistów nie jest wymysłem chorej wyobraźni głównej bohaterki. W serialu narracja poprowadzona jest jednoznacznie. Pełno tu scen, w których Woodhouse knuje z satanistami za plecami żony, mnóstwo ukradkowych spojrzeń, natrętnie śledzonych przez kamerę i innych elementów nie pozostawiających wątpliwości, że spisek nie jest wymysłem Rosemary. Taki zabieg bezpośredniości pozbawia historię uroku i sprawia, że wszystko wyłożone jest na tacy. Nie ma tu elementu zaskoczenia, żadnej inteligentnej gry z widzem, czegoś, co mogłoby wbić nas w fotel bez uciekania się do krwawej łaźni. Zamiast kapitalnego wątku psychologicznego mamy tu klasyczne zabiegi horroru gore, których pozbawiona jest pierwotna wersja – szokujące i widowiskowe sceny śmierci poszczególnych postaci, a także standardowe chwyty zwyczajnych straszydełek, takie jak nagłe zbliżenia, budowanie napięcia poprzez montaż i muzykę etc.

Niestety aktorsko serial wypada bardzo przeciętnie. Nie ma tu wybitnych kreacji, tak samo jak nie ma beznadziejnych. Zoe Saldana w roli wojowniczej matki jest poprawna, aczkolwiek na dłuższą metę drażnią jej ciągłe, nieartykułowane wrzaski. Carole Bouquet i Jason Isaacs jako małżeństwo z wyższych sfer skrywają w sobie coś upiornego, zapowiadającego przyszłą grozę, aczkolwiek brakuje im czegoś charakterystycznego – czegoś, dzięki czemu moglibyśmy ich zapamiętać. Patrick J. Adams wśród wiodącej czwórki wypada najgorzej. Nie ma w nim tego zimnokrwistego cwaniactwa, charakterystycznego dla książkowego Guy’a, a przez to motywacja jego serialowego odpowiednika, przez Adamsa wyposażonego w cieplejsze cechy (jak wyeksponowana troskliwość i czułość w stosunku do żony) wydaje się mglista i nie do końca logiczna. Śmiesznie wręcz wypada w roli szefa paryskiej policji pozbawiony charyzmy Olivier Rabourdin, ze swoim zabawnym akcentem i znudzonym wyrazem twarzy.

7-rosemarys-baby

Należy wspomnieć również o klimatycznym motywie muzycznym Antoniego Komasy-Łazarkiewicza, który nie dorównuje jednak mistrzowskiej kompozycji wieloletniego współpracownika Romana Polańskiego – Krzysztofa Komedy, który to motyw szerzej znany jest jako „Mroczna kołysanka”.

Nowe Dziecko Rosemary, choć niepozbawione zalet, nie wytrzymuje konfrontacji z klasykiem. W żadnej kategorii. Dwie najbardziej znane sceny z filmu Polańskiego – gwałt i scena kołyskowa nie znajdą w serialu Agnieszki Holland godnych konkurentów. Scena gwałtu (a raczej stosunku) nie szokuje ani trochę i nie zdradza nawet ambicji dorównania montażowemu kunsztowi pierwowzoru, a ciary towarzyszące oryginalnej scenie kołyskowej, gdy słyszymy z ust wyznawców szatana upiorne okrzyki „hail, satan!”, wtórujące diabolicznej muzyce, zastąpione zostaną znużeniem i rozczarowaniem. Brak tu piorunującego kontrastu między początkową atmosferą herbatki u dziadków, a wybuchem karnawałowego szaleństwa po tym, jak prawda wychodzi na jaw – po nagłym uwolnieniu skondensowanych emocji i sparaliżowaniu widza. U Holland mamy tylko herbatkę u dziadków.

Dla wielbicieli wersji z 68 r. Dziecko Rosemary Agnieszki Holland będzie tylko ciekawostką. Dla reszty (i mówię to z zaburzonej perspektywy takiegoż wielbiciela) stanowić może nie do końca straszne straszydełko do poduszki. Niczego głębszego tutaj nie uświadczymy. A szkoda…

Rosemary's Baby - Season 2014

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • Kazik

    Sama recenzja jak najbardziej spoko. Film Polańskiego, wiadomo, żelazna klasyka kina grozy z niezapomnianą, istotnie wielką muzyką Komedy w tle. Tyle, że jest coś w tym wszystkim co sprawia, że filmy o podobnej tematyce omijam szerokim łukiem. W żaden sposób nie potrafię zaakceptować wizerunku szatana we współczesnej kulturze. Jest to bowiem swoisty fenomen na który mało kto zwraca uwagę a który wart byłby niejednej pracy naukowej. W czym rzecz? W tym, że z jednej strony jakoś skutecznie „pozbyliśmy” się wizerunku Boga pod postacią dobrotliwego starca z długą siwą brodą, siedzącego na cumulusie wielkim, spychając ów wizerunek jedynie do katechizmu dla dzieci a z drugiej nie potrafimy tego samego zrobić z diabłem. Szatan w dalszym ciągu wszem i wobec ma czerwoną skórę, ogon, rogi i kopyta a nade wszystko posiada wstrętną, ohydną mordę. Ta prostacka wykładnia wcielonego zła jest dla mnie tak idiotyczna, tak pozbawiona elementarnych praw logiki (jeżeli diabeł jest tak obrzydliwy, to w jaki sposób ma kusić, zniewalać, sprowadzać na złą drogę?), że wypada jedynie złapać się za głowę, mając świadomość wszechogarniającego, absurdalnego mitu! A przecież Lucyfer to zbuntowany Anioł, który został ukarany przez Stwórcę za to, że… chciał pomagać ludziom. Był taką samą postacią co Prometeusz. Czy posyłanie ludzi na stos, było dziełem wiary w szatana? Czy w Boga? Czy księdza, który w imię swojej wiary gwałci dziecko, należy poddać egzorcyzmom? Jakoś nikt się nigdy do tego nie kwapił. Dlaczego? Bo nagle nie zzieleniał na twarzy, nie zrobiło się zimno i nie rzygał zieloną mazią? W dalszym ciągu, w XXI wieku, wciąż mądrzy inaczej robią pozostałym ludziom wodę z mózgu poprzez brednie na temat egzorcyzmów. Podczas gdy tak naprawdę, wystarczy użyć mózgu aby zrozumieć, że nikogo nie opętał żaden, pierdolony szatan, tylko istnieje coś takiego jak choćby schizofrenia. No ale co się dziwić kiedy od lat do rangi skończonego arcydzieła sprowadza się tak parszywego gniota jakim jest osławiony „Egzorcysta”? W którym postać opętanej Reagan jest tak przekomiczna, że oglądając parodię filmu Friedkina, traci się rozeznanie, czy to aby rzeczywiście jest kpina czy może jednak remake. Z „Rosemary Baby” jest w sumie podobnie, tyle, że Polański miał w sobie na tyle talentu czy też rozsądku aby nie pokazywać wszystkiego wprost. Z drugiej strony i tak wydaje się to mało istotne, skoro widz zostaje w pełni przekonany co do wyglądu dzidziusia głównej bohaterki. Z całą pewnością świeżo upieczona mamusia będzie filuternie zawijać ogonek maleństwa i czyścić kopytka ku chwale następnych, tego typu antropologicznych pomyłek. Na osłodę zostaje co najwyżej świetnie oddana atmosfera narastającego zagrożenia, tudzież wspomniany muzyczny motyw. Na temat wyczynu Holland wypada po prostu milczeć.

    • Mefisto

      Bezsensowny wywód, zważywszy na to, że u Polańskiego ani razu szatana nie widać, więc nawet jakby miał cipę zamiast twarzy, nic by to nie zmieniło.

      • Kazik

        To prawda, nie widać. Ale zauważ, że reakcja matki raczej mówi wszystko, prawda?

        • Mefisto

          Reakcja matki to wpierw przerażenie, a następnie… miłość. Także wątpię, by w wózeczku czaił się tradycyjny bies, nawet jeśli de facto jest to sam szatan – ale na tym to przecież polega, że nie ma pewności.

    • Rehabilitator

      Szatan został strącony nie za pomaganie ludziom, ale za odmowę posłuszeństwa. Kojarzenie go z Prometeuszem jest idiotyczne biorąc pod uwagę fakt że według religii jest on głównym sprawcą zła. A z tego co mi wiadomo to gwałcenie dzieci raczej trudno uskuteczniać w imię wiary która takie zachowanie potępia. Rozumiem że niektórzy chcą być cool i edgy zbuntowanym filozofami ale warto najpierw sprawdzić fakty a dopiero potem wypisywać farmazony godne gimnazjalisty.

      • Kazik

        Co nazywasz faktami? Strącenie szatana z Niebios? To dla Ciebie jest historyczny fakt?Rozumiesz w ogóle pojęcie Egzegezy? Bo chyba tobie coś się znacząco popierdoliło. Starasz się być niby racjonalny a bredzisz i won od gimnazjalistów – podejrzewam, że niejeden posiada dużo więcej rozumu od Ciebie. Na przyszłość radzę głębiej wczytać się w tekst a nie budować swoją odpowiedź na zasadzie tępej negacji.

        • Rehabilitator

          Faktem jest nie strącenie szatana, tylko to że został on strącony według pisma świętego za nieposłuszeństwo. A co do egzegzy to wytłumacz mi w jaki sposób postać ZŁEGO ducha wielokrotnie działającego na szkodę człowieka można zinterpretować jako dobroczyńcę na miarę Prometeusza?

          • Kazik

            Prometeusz również został ukarany, prawda? Wypędzony z siedziby bogów. Słusznie, szatan został ukarany za nieposłuszeństwo wobec Boga, ale czy jest podane dlaczego zbuntował się przeciwko Niemu? Nie ma takiej informacji, zatem otwiera się tutaj pole do takiej czy innej interpretacji biblijnych faktów. Od tego też jest fenomenologia, hermeneutyka. Dlaczego mamy się sztywno trzymać jednej wykładni? Tak naprawdę najważniejszą rzeczą o jaką mi chodzi jest wciąż pokutujący średniowieczny model diabła z którego XXI wieczna kultura w żaden sposób nie może się uwolnić. Boga świetnie unowocześniono, postać szatana wciąż prezentuje się tak jak 1000 lat temu. W ogóle temat na całe sympozjum – dla mnie niewątpliwie fascynujący. „Dziecko Rosemary” cenię i lubię, naprawdę bardzo dobry film. Dzieła pani Holland po prostu nie ma najmniejszego sensu oglądać, można sobie co najwyżej popsuć smak. Za to „Egzorcystą” gardzę, jako skrajnie prymitywną wykładnią prawdy o diable. Średniowieczne misteria to przy tym gównie dramaty antyczne.

          • Rehabilitator

            Trudno mi się zgodzić z tym że dominuje obecnie średniowieczny wizerunek szatana. Według mnie współczesne diabły więcej mają w sobie z romantyzmu, przykładem jest chociażby Adwokat Diabła czy nawet serialowa interpretacja Hannibala, w których trudno już rozpoznać bicz na chłopstwo jakim kiedyś były. Poza tym motyw diabła był już tak często wałkowany że trudno jest poprowadzić go w nowym kierunku.
            A co do Egzorcysty to masz kompletną rację. Nie tylko oparty jest na archaicznym schemacie, ale i bezpośredni a przez to totalnie niestraszny. Z całego filmu jedynym fragmentem w którym dało się poczuć klimat tajemnicy był początek, reszta to zwyczajny screamer dla dzieci.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Kto w drugim sezonie DETEKTYWA?

Następny tekst

Sutki Evy Green zostały zakazane



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE