DUŻE ZŁE WILKI - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Duże złe wilki – recenzja na TAK

Keshales i Papushado potrafią widza uwieść i korzystają w tym celu z całej gamy filmowych środków.




Duże złe psy, czy może wściekłe wilki?




Miłosz Drewniak
04.03.2014


file_173931_0_big_bad_wolves.608x864

Nad filmem Duże złe wilki wisi coś, a raczej ktoś, kogo trzeba wymienić z nazwiska od razu, bo inaczej czytelnik będzie się stale rozpraszał w oczekiwaniu na moment, aż wspomni się tego kogoś, bez kogo nowy film Aharona Keshalesa i Navota Papushado zapewne nie zrobiłby tak oszałamiającej, światowej kariery. Quentin Tarantino, bo o nim mowa, ogłosił Big Bad Wolves filmem roku 2013. Czy trafnie? Trudno nazwać Wilki najlepszym obrazem ubiegłego roku, ale równie trudno jest nie zauważyć, że izraelscy reżyserzy inspirują się twórczością wyżej wymienionego protektora. Jak głosi stare porzekadło, najlepsza książka to taka, którą sam byś napisał. Właśnie dlatego nie dziwi mnie zachwyt twórcy Pulp Fiction nad filmem początkującego duetu. Duże złe wilki to po prostu coś, co Quentin Tarantino sam mógłby nakręcić.

Gdzieś u progu swojej wielkiej kariery reżyser powiedział: „Przez jakiś czas nosiłem w głowie taki pomysł – film o napadzie, którego akcja nie dzieje się podczas napadu, ale po napadzie”. Powstały Wściekłe psy, a Tarantino zyskał przychylność widowni. Na podobnym pomyśle opierają się Duże złe wilki. Film skupia się na tym, co dzieje się już po fakcie. Fabularny punkt ciężkości z samej zbrodni zostaje przeniesiony na osobę zbrodniarza. W szablonowym obrazie tego rodzaju mielibyśmy do czynienia z działaniami, mającymi na celu schwytanie „wilka”. Tutaj znamy głównego podejrzanego od samego początku. Nie jest on żadnym przebiegłym złoczyńcą, zawsze krok przed policją, ale spokojnym nauczycielem w miejscowej podstawówce. Cały dowcip polega na tym, że fabuła to jeden wielki lincz na podejrzanym, w sytuacji gdy ani widzowie, ani oprawcy nie mogą być pewni w stu procentach winy Drora (świetny Rotem Keinan). Dowody są nikłe, choć dla ojca brutalnie zgwałconej i zamordowanej dziewczynki wystarczające. Podobny sąd nad podejrzanym znajdziemy w debiucie Quentina Tarantino. Dowody na winę pana Orange są przecież tak samo nieprzekonujące.

465931_1.1

Keshales i Papushado potrafią widza uwieść i korzystają w tym celu z całej gamy filmowych środków – począwszy od fantastycznych i błyskotliwych dialogów, poprzez grobową, wytwarzającą ciężki klimat muzykę, świetne zdjęcia i kompozycje kadrów, a skończywszy na afrodyzjaku najsilniejszym, współczesnego widza przyciągającym niezawodnie – soczystej przemocy. Brutalność i naturalizm nam powszednieją. Mało co rusza nas dzisiaj na sali kinowej, a twórcy horrorów muszą się nieźle namęczyć i nagłówkować, żeby tryskająca z ekranu limfa nie spłynęła po nas jak po kaczkach. Z wielkim zdumieniem kątem oka obserwowałem wijących się w ciemnościach widzów, gdy bezradny Dror tracił kolejne paznokcie. Byłem w szoku, że w dzisiejszych czasach – w erze przeróżnych Hosteli i Pił, można jeszcze zmusić widza do wicia się w fotelu.

Pogratulować trzeba twórcom Dużych złych wilków maestrii w posługiwaniu się kamerą. Zapadają w pamięć złowieszcze ujęcia, w których podążamy za bohaterem. Widzimy tył jego głowy – patrzymy z perspektywy drapieżnika, którym jest chyba każdy z obsadowych wilków. Uwagę przyciąga już pierwsza sekwencja w zwolnionym tempie – podczas zabawy w chowanego, znika dziewczynka.

465933_1.1

Big Bad Wolves jest przede wszystkim świetnie napisane i zagrane. Szalenie ciekawa jest baśniowa poetyka, do której twórcy nieustannie nawiązują. Jest taka scena, w której ojciec zamordowanej dziewczynki – Gidi (kapitalny Tzahi Grad) – czyta przywiązanemu do fotela nauczycielowi policyjne akta. „Tę bajkę napisała izraelska policja…” – zaczyna – „…Jak w każdej bajce, bohaterem jest zły wilk. Jak w każdej bajce, nasz wilk też lubił zaskakiwać dziewczynki, ale bydlak chciał więcej. Swoją drogą, tym wilkiem jesteś ty…”. Mamy wilka, mamy dziewczynkę, mamy nawet myśliwego ze strzelbą na plecach. Wszystko to składa się na coś w rodzaju reinterpretacji bajki o Czerwonym Kapturku, w nieocenzurowanej wersji dla dorosłych. Jak zawsze chodzi o to, żeby dopaść wilka…

Postacie są wielkim plusem filmu Keshalesa i Papushado. Rotem Keinan doskonale wcielił się w rolę podejrzanego o pedofilię nauczyciela. Jest przekonujący, dlatego do samego końca nie wiemy, komu kibicować – oprawcom, czy ofierze. Mimo swojej opłakanej sytuacji zachowuje zimną krew i próbuje przekonać swoich katów, że nie jest osobą, której szukają. Gidi, w brawurowej interpretacji Tzahi Grada, nie wierzy w ani jedno słowo Drora i jest zdeterminowany, by zakatować go na śmierć. Postać Gidiego jest typem twardziela, który przed niczym się nie cofa i w pełni akceptuje konsekwencje wszystkich swoich decyzji, a przy tym sprawuje władzę absolutną nad całą sytuacją. Świetna kreacja, która odciśnie się w pamięci każdego widza. Jest jeszcze gwiazda poprzedniego filmu Keshalesa i Papushado – Lior Ashkenazi, wcielający się w postać zdegradowanego policjanta, którego jedyną szansą rehabilitacji jest wyciągnięcie prawdy z Drora. Na osobne słowa uznania zasługuje Dvir Benedek – z drugiego planu kradnący każdą scenę, w której się pojawi. Benedek gra szefa izraelskiej policji – Tsvikę – łysego, grubego skurczysyna o spokojnym usposobieniu.

big-bad-wolves-1

Film opiera się na czarnym humorze, najczęściej wynikającym z kontrastu. Policjant Miki na dywaniku przed Tsviką i jego synkiem (bo jest dzień zabierania dzieci do pracy), matka dzwoniąca do Gidiego w trakcie tortur, pieczenie ciasta w przerwach między jednym a drugim paznokciem – wszystko to sprawia, że film szokuje, a jednocześnie nie jest tak ciężkostrawny, jak mogłoby się wydawać. Humor świetnie spełnia swoją rolę, niwelując ciężkie tony Dużych złych wilków.  

Biorąc pod uwagę pierwszy film izraelskiego duetu – Kalevet – składający hołd kinu klasy B (podobnie jak Wilki), cechujący się czarnym humorem i zaskakującymi zwrotami akcji, a także szalenie ciekawymi postaciami, można zaryzykować stwierdzenie, że działają w Izraelu następcy Quentina Tarantino. „Jesteś pieprzonym złodziejem, plagiatorem” – powiedział kiedyś Sam Fuller do Jean-Luca Godarda. „W Ameryce plagiat. We Francji hommage” – odpowiedział francuski reżyser. Jak jest w Izraelu? Czas pokaże, a tymczasem… Polecam Duże złe wilki.

large_Big_bad_wolves_3

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • rzirzi

    „Pogratulować trzeba twórcą Dużych złych wilków maestrii w posługiwaniu się kamerą.”
    Na pamiątkę wtórnego analfabetyzmu autora, Rzirzi.

    • Miłosz Drewniak

      Możesz rozwinąć tę myśl, mistrzu?

      • miszcz

        om om om nomom

        • Miłosz Drewniak

          Każdemu, komu się omomomomsknie końcówka fleksyjna jedziesz od analfabetów? Nie można kulturalnie zasygnalizować błędu?

    • bozmeh

      O proszę, Rzirzi widocznie ma w dowodzie napisane: „jestę krytykię”… :)

      • rzirzi

        Możesz włanczać, cofać się do tyłu i iśc po najmniejszej linii oporu. Nawet poszłem mnie nie boli( dlaczego ona nie poszedła?), ale jak usłyszę jadom i przeczytam twórcą to chcę mordować.

        • bozmeh

          Jesteś człowiekiem z zasadami. Chylę czoła. A jednak nie przyszło Ci do głowy, że to może być literówka/pomyłka Worda, etc… Niezbadane są wyroki Boskie ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

300: Początek Imperium - zwiastun

Następny tekst

#153 - Steven Spielberg



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE