Droga na północ (2012) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL



Droga na północ

Rovaniemi bez Mikołaja


Idąc do kina otrzymamy to, w czym Kaurismaki jest najlepszy – dramat, który mimo powagi tematu nie przytłacza.

Garnitur szyty na miarę, idealnie wyprasowany – pasuje jak ulał. Wieczorem koncert, pełna sala zebrana tylko po to, aby dać porwać się jego interpretacji Schuberta. Nagłówki gazet informują, że zdobył prestiżową nagrodę pianistyczną, ale ludzie nie widzą w nim jedynie wirtuoza. Jest również kochającym ojcem i mężem – w końcu powiedział, że od muzyki zawsze ważniejsza jest rodzina. I kiedy wraca do nowoczesnego mieszkania zaaranżowanego w jakże modnym i adekwatnym do miejsca (jesteśmy w końcu w Finlandii) stylu skandynawskim, istnieje tylko jeden problem. Wśród tego drewna, szkła i nienagannie ustawionych bibelotów brak ludzi, o których wspominał w trakcie wywiadu…

Timo jest sam aż do momentu, kiedy pod drzwiami znajduje śpiącego, nieco niechlujnego mężczyznę w kolorowej koszuli. Kiedy pianista wyciąga telefon, aby o intruzie poinformować administratora budynku, Leo wstaje i przedstawia się jako ojciec Timo – ten, który lata temu wyruszył w morze i miał już nigdy nie powrócić. Tak rozpoczyna się „Droga na północ” Miki Kaurismakiego.

Nazwisko fińskiego reżysera mogło obić się o uszy fanów polskiego rocka. W latach 90. współpracował on bowiem z grupą Houk. Po tym, jak w filmie „Ostatnia granica” wykorzystał fragment utworu „Soul Ammunition II”, panowie zadecydowali, że teledysk do singla „Transmission Into Your Heart” zilustrują scenami pochodzącymi z tego samego obrazu. Ujęcia z Kaurismakiego znalazły się również w klipie do utworu „Woman”. Sam Houk jest dziś nieco zapomniany, ale wystarczy wspomnieć takie zespoły jak Izrael, Armia, Moskwa, Maleo Reggae Rockers czy Acid Drinkers, aby zrozumieć, że panowie występujący pod tym szyldem mocno namieszali w polskiej muzyce (w składach wszystkich zespołów znajdowali się muzycy z Houk). Niemniej zakończmy tę przydługą ciekawostkę i wróćmy do samego Kaurismakiego.

Fin, wraz ze swoim bratem Akim, to prawdziwi tytani rodzimej sceny filmowej. Mają na swoim koncie wiele nominacji do lokalnych nagród, a także wyróżnienia na międzynarodowych festiwalach (chociażby w Cannes). Jednym z głównych wątków kina reżysera „Drogi na północ” jest rodzina, relacje międzyludzkie i problemy, jakie rodzą się w związkach. Twórca nawet wtedy, gdy z tematu żartuje, gdy mruga okiem, nigdy nie zmienia się w błazna mnożącego gagi ku uciesze tłumu. W jego komediowych występach, na przykład „Seksie po fińsku”, wciąż wyczuwalna jest chęć poruszenia kwestii ważnych, zadawania niełatwych pytań. „Droga na północ” wpisuje się właśnie w ten nurt jego twórczości, choć śmiechu jest w niej zdecydowanie mniej, aniżeli w filmie, który wymieniłem nieco wyżej.

Gdy Leo pojawia się w życiu Timo, pianista jest całkowicie rozbity, samotny. Niewidziany od dzieciństwa ojciec, który drzemie pod drzwiami, podarowuje na wpół opróżnione butelki i wygląda jak otyły kloszard, nie wpisuje się w jego obraz świata, tak skrupulatnie tworzony po to, aby zapomnieć o odejściu żony i córki. Kaurismaki do niemalże sterylnej rzeczywistości wprowadza zatem człowieka znikąd, podstarzałego włóczykija w kiczowatej koszuli. Nie jest to zabieg szczególnie oryginalny, podobnie jak i sama formuła filmu, który – jak wskazuje sam tytuł – szybko przybiera cechy kina drogi. Reżyser nie daje się jednak przytłoczyć schematom i doskonale wykorzystuje zarówno dychotomię na linii Leo – Timo, jak i wszelkie dobrodziejstwa, jakie kino drogi nam oferuje.

W efekcie otrzymujemy to, w czym Kaurismaki jest najlepszy – dramat, który mimo powagi tematu nie przytłacza. Dzieje się tak oczywiście za sprawą ojca stanowiącego epicentrum niemal wszystkich żartów sytuacyjnych. Vesa-Matti Loiri (doskonała, niełatwa do zagrania rola) wciela się w typowego szaleńca, który po wszystkich wybrykach oraz życiowych sukcesach i porażkach zdaje sobie sprawę z tego, gdzie popełnił błąd i co jest najważniejsze. Nie jest to oczywiście muzyka, choć Leo był niegdyś dobrze zapowiadającym się basistą i wokalistą. Podróż na północ, w którą zabiera syna, ma uzmysłowić mu prawdy odkryte przez ojca, a tym samym zaoszczędzić rozczarowań, których Leo musiał doświadczyć na przestrzeni kilku dekad.

Kaurismaki jedynie w kilku momentach popada w nieco przesadny melodramatyzm. W ogólnym rozrachunku tworzy jednak film udany, posiadający kojący, nieco nostalgiczny klimat, który wciąga widza od pierwszych minut, kiedy Timo uderza w klawisze fortepianu. Niełatwo opowiedzieć o rodzinnych tragediach tak, aby nie zmienić filmu w dwugodzinną kalwarię. Kino Kaurismakiego, a nawet więcej, bo kino fińskie w ogóle, znalazło na to sposób.










Przeczytaj także:

Diuna
Za wzgórzami
Dopóki piłka w grze
Dwa życia
Facet (nie)potrzebny od zaraz
Droga do zapomnienia









Filip Jalowski

03/10/2013

KMF Film.org.pl 1999-2014 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, modyfikacja, publikacja, dystrybucja w celach komercyjnych bez zgody właściciela tej strony są zabronione.

Strona załadowała się w 0,673 sekund.

banner