nowości kinowe

DRACULA – HISTORIA NIEZNANA

Popkulturowa głupota z kiepskim scenariuszem, drewnianym aktorstwem i nawet bez przyzwoitego mordobicia.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Śmieciowy remiks

dracula-untold-posterAutorem recenzji jest Tomasz Ciesiółka.

Na początek mały truizm: żyjemy w kulturze remiksu. XXI wiek to wysypisko kulturalne, gdzie wystarczy „schylić się i podnieść”, aby stworzyć coś dobrego. Jeżeli jednak spojrzymy na X muzę, to teza z poprzedniego zdania obije się nam sporą czkawką – jakimś dziwnym trafem ludzie nadal chcą oglądać stare rzeczy w nowym „futrze”. Więc zanurzmy się po raz kolejny w jeden z najbardziej wyeksploatowanych popkulturalnych tematów w kinie, czyli wampiry. I zadajmy sobie pytanie: czy kolejna opowieść o Draculi wnosi coś nowego do świata kina czy raczej powoduje w odbiorcy chęć zaostrzenia osikowego kołka?

Wampiry w ciemnych salach kinowych rozsiadły się nad wyraz dobrze i mają nad wyraz długą historię. W tematach wampiryzmu wypowiadały się takie tuzy reżyserskie, jak: Frances Ford Coppola, Roman Polański, Werner Herzog i wielu innych zasłużonych twórców, w tym ostatnio Jim Jarmusch. Przez ostatnie kilka lat w kulturze mamy do czynienia z modą na piękne i seksowne (?) wampiry z idelanymi fryzurami i makijażem – „Zmierzch”, „Prawdziwa krew”, „Kroniki wampirów” to kinowe i telewizyjne hity, a „Dracula Untold” wpisuje się w irytujące schematy i powiela je na swój sposób (wojna, historia),  nie serwuje nic oryginalnego.

dracula-untold-giveaway-e1411533366551

Debiut Gary’ego Shore’a, jak sam tytuł wskazuje, opowiada o Draculi, lecz  tym razem nie mamy do czynienia z zamożnym rycerzem/wojownikiem mieszkającym w gotyckim zamku, który tęskni do swojej ukochanej. Obraz przedstawia nam księcia Vlada w początkowej fazie swojej transformacji w jednego z najbardziej ikonicznych potworów popkultury. Otóż Vlad, który pełni funkcję władcy Transylwanii, musi odeprzeć atak wrogiej tureckiej armii i ochronić swój lud. Nie idzie mu to zbyt dobrze, więc decyduje się na zawarcie układu z siłami nadprzyrodzonymi…

Wbrew pozorom historia ta miała ogromny potencjał. Odsetek dzieł opisujących początki Draculi jest naprawdę niski, więc można było pobawić się z popkulturowymi schematami – wystarczyło tylko znaleźć odpowiednią konwencję i otrzymalibyśmy naprawdę niezły film. Niestety, „Dracula: historia nieznana” jest mieszanką jednych z najbardziej banalnych postaci, dialogów, scen akcji i klisz fabularnych, jakie miałem (nie)przyjemność zobaczyć. Historia więc epatuje irytującą przewidywalnością. Dziur fabularnych jest tu tyle co nie miara. Np. Sułtan (Grany przez okropnego Dominica Coopera) po odkryciu, iż słabością Draculi jest światło słoneczne, wysyła swą armię do bitwy z Draculą w… nocy. Potem dziwi się, jak jego armia mogła polec. O największych słabościach protagonisty wie od połowy filmu, ale wykorzystuje je dopiero w końcowym oklepanym pojedynku. Nie zagłębiając się dalej, film jest zwyczajnie głupi. Używa symboli z bogatego uniwersum Draculi, kiedy to wygodne, a przemilcza i ignoruje „niewygodne” fakty, nie budując jakiejś większej spójności w scenariuszu.

Dracula-970x545

Pomińmy nielogiczności, wiadomo nie od dziś, że są solą ziemi hollywoodzkiej. Jednak sama konstrukcja postaci, która miała zdecydowanie większy potencjał, woła o pomstę do nieba. Oczekiwałem mniej więcej postaci buntowniczo-romantycznej, która musi podejmować proste dylematy moralne (przed wejściem na sale kinową nie oczekiwałem cudów, bez przesady), a dostałem idiotę z nadmiarem testosteronu, który nie dba o swoich ludzi, wysyłając ich na śmierć i czasem przypomina sobie, że ma żonę i dziecko.

Właśnie, żona i dziecko. Między Vladem i jego najbliższymi nie ma żadnej chemii – rodzina jest na zasadzie „bo tak”. Jasne, to wina słabej gry aktorskiej, ale nie tylko. Scenariusz napisany przez Matta Sazama i Burk Sharpless’a, oprócz mniejszych i większych głupot,  serwuje nam oklepane mdlące dialogi miłosne, przy których proza Paulo Coehlo wygląda jak arcydzieło języka pisanego na miarę Jamesa Joyce’a. I teraz wyobraźcie sobie, że te dialogi są wypowiadane bez zaangażowania przez aktorów z jednym wyrazem twarzy (Luke Evans i Sarah Gordon mogliby się w sumie prześcigać w kategorii drewnianego aktorstwa).

Jeżeli dostałem słaby scenariusz, kiepskie dialogi i jeszcze gorsze aktorstwo, to można mieć nadzieję na po prostu dobre mordobicie, czyż nie? Niestety, tego też nie ma. Gdzieś tam leci głowa, komuś odpadnie noga, oczywiście wszystko sterylnie, bez kropelki krwi, zgodnie z świętymi standardami PG-13. Sceny są zrobione komputerowo i nie przynoszą żadnych emocji. Po prostu biedna technicznie sieczka.

„Dracula Untold” jest głupi, infantylny, banalny i niszczy całkiem ciekawy temat. Jedyna ciekawostką może być tu występ Charlesa Dance’a (na marginesie: co on tu robi? aż tak słabo płacą w HBO?). Ale wiecie, co jest najgorsze? Ten film to początek kolejnego kinowego uniwersum. Po Marvel Cinematic Universe otrzymamy próby odgrzebania opowieści o klasycznych potworach z celuloidu, między innymi o Frankensteinie. Mam nadzieję, że ta historia o Draculi to tylko niemiła wprawka i będzie tylko lepiej.

Ostatnio dodane