Dom w głębi lasu | FILM.ORG.PL

Dom w głębi lasu

„Dom w głębi lasu” wnosi do gatunku powiew świeżości i bezlitośnie wytyka lenistwo twórcom współczesnego hollywoodzkiego kina grozy.




Horror Picture Show




Grzegorz Fortuna
30.04.2012


Wszyscy doskonale znamy ten schemat. Grupka znajomych (obowiązkowo: mięśniak, mądrala, luzak, puszczalska i cnotka) wybiera się do domku letniskowego położonego w środku lasu, by w trakcie wolnego weekendu bez umiaru korzystać z życia. Po drodze spotykają obmierzłego starucha, który z przerażającą powagą ostrzega: „nie jedźcie tam”, ale gderanie miejscowego dziwaka uznają za bzdurę. Po przyjeździe na miejsce bawią się świetnie, do momentu aż z lasu nie wypełznie morderca z maczetą/krwiożercza zjawa/rodzinka kanibali (niepotrzebne skreślić). Od tej chwili widz może jedynie zgadywać, kto zginie pierwszy (i tak wiadomo, że cnotka dotrwa do finału), by choć na moment zwalczyć opanowującą go nudę.

W „Domu w głębi lasu” jest tak samo. Tylko że zupełnie inaczej.

Tak samo – bo wszystkie reguły gatunku zostaną przez twórców prędzej czy później spełnione. Inaczej – bo nie wynika to z ich lenistwa, a z perfekcyjnie przemyślanego scenariusza, który horrorowe klisze wykorzystuje z bezczelną dokładnością, by chwilę później wywrócić je na lewą stronę i wpisać w zupełnie odmienny ciąg znaczeniowy. Co ciekawe, „Dom w głębi lasu” schematów kina grozy ani nie wyśmiewa (jak miało to miejsce w „Strasznym filmie”), ani też nie próbuje gatunku demitologizować (co było punktem wyjścia „Porąbanych”). Już po kilku minutach seansu nawiązania do „Martwego zła” ustępują wyraźnym skojarzeniom z „Truman Show”, a im dalej w – nomen omen – las, tym bardziej film Drew Goddarda (aż nie chce mi się wierzyć, że to prawdziwe nazwisko reżysera) zaczyna przypominać inny nowatorski horror – „Cube” Vincenzo Natalego.

Więcej nie napiszę, bo każde następne zdanie może skutecznie zepsuć element zaskoczenia, który w „Domu w głębi lasu” jest kluczowy. Co prawda do pewnego momentu losy bohaterów da się przewidzieć, ale ostatnia część filmu Goddarda to już totalna, zaskakująca na każdym kroku jazda bez trzymanki, podczas której szczęka widza wielokrotnie powinna wylądować na ziemi. „Dom w głębi lasu” nie straszy ani przez moment, nie o to jednak jego twórcom chodziło. Szalone, znakomite pomysły zostały okraszone czarnym jak noc humorem, a nad całością unosi się duch zjadliwej satyry. Cytaty ze słynnych filmów grozy chadzają tu niemal stadnie, ale myliłby się ten, kto sądzi, że radość podczas seansu czerpie się tylko z wynajdywania poukrywanych odniesień. Goddard i Joss Whedon (pełniący rolę producenta i współscenarzysty) nie opierają swojego filmu na puszczaniu oka do widza, nawiązania są tu w pewnym sensie jedynie produktem ubocznym doskonale przemyślanej fabuły. To w genialnym pomyśle wyjściowym, nie w intertekstualnych zagrywkach, kryje się cała frajda płynąca z seansu „Domu w głębi lasu”, a kolejne wolty fabularne przekonują, że mamy do czynienia z horrorem pod każdym względem wyjątkowym.

Warto bowiem odsunąć na bok całą energię, jaka cechuje film Goddarda i przyjrzeć mu się „na chłodno”, by zauważyć, że „Dom w głębi lasu” to nie tylko beztroska zabawa, ale też film dla gatunku bardzo ważny. Odkąd trzydzieści lat temu Jason Voorhees zaczął mordować nastolatki nad jeziorem Crystal Lake, amerykański horror zdaje się stać w miejscu. Schemat slashera do dziś powtarzany jest bez opamiętania (ostatnio głównie w ramach „remakomanii”), choć po drodze powstało kilka filmów, które realizowały go w sposób świadomy, jak choćby pierwsza część „Krzyku”. „Dom w głębi lasu”, podobnie do filmu Wesa Cravena, nie obśmiewa gatunkowych schematów dla samej zgrywy. To raczej siarczysty policzek wymierzony twórcom, korzystającym z klisz bez finezji. Whedon i Goddard pokazują, że samą tylko siłą pomysłu można przemienić wady w zalety i osiągnąć w efekcie zupełnie nową jakość. Wystarczy jedynie poprzestawiać pewne elementy horrorowej układanki i wykazać się odrobiną inwencji twórczej.

Jedynym problemem „Domu w głębi lasu” jest… poprzedzająca go sława. Czytając recenzje amerykańskich krytyków, którzy już na wstępie określają film Goddarda hasłem game changer, można nastawić się na totalną rewolucję, na tytuł, po premierze którego producenci przestaną kręcić sztampowe slashery, a cały amerykański horror radykalnie zmieni swoje oblicze. To nie do końca prawda. „Dom w głębi lasu” wnosi do gatunku powiew świeżości i bezlitośnie wytyka lenistwo twórcom współczesnego hollywoodzkiego kina grozy, ale jest raczej wydarzeniem jednorazowym. Element zaskoczenia odgrywa tu zbyt wielką rolę, by naśladujące go filmy miały szanse na większy sukces, trudno też wyobrazić sobie następne produkcje, które na płaszczyznę meta-horroru wchodziłyby z podobną łatwością. Warto natomiast podejść do „Domu w głębi lasu” z otwartym umysłem i bez konkretnych oczekiwań, bo to jeden z najlepszych, najbardziej pomysłowych filmów grozy, jakie Amerykanie wyprodukowali w ciągu ostatnich lat. 

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Nananu

    Dla mnie osobiście ten film w żaden sposób nie był ani nowatorski ani zaskakujący. Nawet żadnego fajnego klimatu nie wyczułam w tym filmie. Rozczarowałam się i tyle.
    A szkoda, no ale nie jestem w stanie zmienić odbioru tego filmu.

  • kelley

    motoduf, mowisz tu o jakims twiscie, wielkim zaskoczeniu. niczego takiego w filmie nie ma. wiele mowi juz sam trailer, a reszty mozna sie domyslic juz po kilkunastu minutach seansu. oczywiscie potem pojawiaja sie nowe fakty, ale gdzie im tam do szokujacego twistu. piszesz o tym, jakby to bylo arcydzielo gatunku. nie jest – to poprawnie zrealizowany film z niezlym pomyslem, ale bez zadnych epifanii, o game changerach nie mowiac

    • Motoduf

      Kelley, czytaj proszę ze zrozumieniem :). Nie mówię o wielkim twiście, a o woltach fabularnych w trzecim akcie, które były (nie tylko dla mnie) naprawdę zaskakujące. Od sceny z windą „Dom…” to jeden wielki ciąg niespodzianek, które atakują widza w szaleńczym tempie. I za chiny ludowe nie uwierzę, że domyśliłeś się wszystkiego po kilkunastu minutach seansu.
      Nie wiem też, skąd wywnioskowałeś, że uznaję film Goddarda za arcydzieło. Dałem 8/10 i jasno napisałem, że to znakomita, w pełni świadoma, diabelnie inteligentna zabawa. I tak, uważam, że jest to film wyjątkowy, ale nie twierdzę od razu, że jest arcydziełem. Nie rozumiem natomiast dlaczego próbujesz go zbyć jako „średniaka”, bo na kilometr widać, że „Dom…” przeciętny w żadnym wypadku nie jest.

  • A dla mnie to najlepsza rzecz jaką wypluł gatunek od lat. Ostateczny horror, który jak burza przechodzi od samoświadomych zgryw z gatunku, przez uwikłane w niezniszczalne schematy slashery, aż do ABSOLUTNYCH podstaw horroru. Dodatkowo w świetny sposób bawi się typowymi dla gatunku elementami, serwując widzowi to czego się spodziewa i równocześnie całkowicie wykręcając te oczekiwania. To nie jest game changer, ale podsumowanie pewnej ery, niesamowicie konsekwentna kulminacja konkretnej tradycji. 
    I moment w którym cały gatunek dostał szansę, aby przełamać stagnację która w nim panuje. Zobaczymy czy to wykorzysta. Mieliśmy już pospolite ruszenie wytwórni Hammer, nową falę amerykańskiego horroru w latach 70., horrory cielesne Cronenberga i meta-zabawy Cravena. Teraz jest idealna chwila na kolejną rewolucję, aye?
    Dodatkowo film jest skonstruowany wzorowo, z wyraźnie Whedonowymi dialogami, których słucha się jak najlepszej popkulturowej poezji. A druga część filmu to nerdgasm dla fanów całego gatunku, który trzeba osiągnąć w kinie :D

  • Andrzej Wiśniewski

    Nie przekonal mnie ten film absolutnie. Taki zwis pomiedzy spoofem, slasherem, reality tv i ostatnim zenujacym Divide. Zgadza sie – nawiazan do klasyki mnostwo, ale co z tego? Nawiazaniem do klasyki ja nazywam zwykla zrzynke, kiedy rezyser idzie na latwizne i kopiuje scena po scenie klasyki. Twist interesujacy, ale rozwiazanie zenujace. Zamiast sie bawic zachodzilem w glowe co tez jeszcze madrego zaraz pojawi sie na ekranie. Chyba za stary jestem juz na takie bzdury…

  • arhat

     spojlery:
    niestety, masakrycznie przewidywalny i okrutnie banalny. powiela każdą kliszę a jego jedynym nowum jest ożywienie przedwiecznych bogów. reszta to schemat cube, koszmarów, krzyków i wspomnianych piątków. a najgorsze są banalne rozwiązania: wszystkie potwory można uwolnić i zabić przycisk, wystarczy tylko wcisnąć wielki czerwony przycisk znajdujący się obok wind i którego nikt nie pilnuje! a takich przykładów jest więcej.! dramat i dno!

  • Przemysław Zakrzewski

    Jestem świeżo po seansie w kinie i ciężko mi tak naprawdę powiedzieć jakie mam odczucia. Myślę, że to zaleta tego filmu. Z jednej strony film bardzo mi się podobał, uważam go za pomysłowy, czy nowatorski to już inna kwestia. Z drugiej strony mam poczucie, że czegoś mi brakowało. Może to wynika z tego, że czyta się w internecie i prasie, że jest to film genialny w tym gatunku (na Rotten Tomatoes nota 90%!)? Nastawiałem się na coś „BARDZIEJ I MOCNIEJ”. Na pewno największym plusem dla mnie są nawiązania do innych horrorów, których było całe mnóstwo, aż kusi się obejrzeć jeszcze raz i wyszukać wszystkich możliwych „cytatów”. Dla mnie największym twistem było pojawienie się na ekranie Sigourney Weaver, bo nie miałem pojęcia, że gra w tym filmie, co mnie zaskoczyło na plus. Trochę zawiodła mnie końcówka (ostatnie sekundy/minuty), bo film skończył się za szybko, mógł potrwać parę minut dłużej przed finałem. Czuję niedosyt. Nie wiem czy nota 7/10 nie będzie za niska, a 8/10 za wysoka. 

  • Pingback: NAJLEPIEJ ZAPOWIADAJĄCY SIĘ REŻYSERZY, CZĘŚĆ 1 | Film.org.pl()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Tyranozaur

Następny tekst

Dziękujemy za palenie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE