DEMON. Wesele w domu złym | FILM.ORG.PL

DEMON. Wesele w domu złym

Demon jest filmem jednocześnie pękniętym i niespełnionym, ale także ambitnym i ciekawym. Mógłby zapowiadać znaczącą zmianę w karierze Marcina Wrony, gdyby ta tak nagle się nie zakończyła.




Wesele w domu złym




Grzegorz Fortuna
01.12.2015


Peter (świetny Itay Tiran) przyjeżdża z Londynu na polską prowincję, by ożenić się z Żanetą (Agnieszka Żulewska). Podczas prac porządkowych przy starym domu, otrzymanym w prezencie od nieco podejrzliwego teścia (Andrzej Grabowski), Peter wykopuje przez przypadek ludzki szkielet. W trakcie wesela okazuje się, że mężczyzna został opętany przez dybuka, a teraz jego ciało zamieszkuje zabita w czasach II wojny światowej Żydówka o imieniu Hana.

demon4

Głównymi problemami większości z tych nielicznych polskich filmów, które można by zaliczyć do gatunku horroru, jest albo nieumiejętność budowania atmosfery grozy przez ich twórców (Silent Lake, Pora mroku), której towarzyszy zazwyczaj realizatorska nieporadność, albo irracjonalny strach przed nakręceniem filmu czysto gatunkowego, podszyty panującym u nas nadal przeświadczeniem, że film to sztuka, a nie jakaś tam rozrywka.

O ile ten pierwszy zarzut nie dotyczy na szczęście horroru Wrony – Demon jest doskonale nakręcony, świetnie sfotografowany i udźwiękowiony, a kilka scen rzeczywiście może wywołać ciarki – o tyle drugi leży u podstaw większości problemów tej produkcji. U Wrony dybuk nie jest bowiem bezimienną i ślepą siłą, która czyhałaby na głównych bohaterów, ale bardzo konkretnym widmem Holocaustu, przypominającym o wydarzeniach wypieranych ze zbiorowej pamięci.

Horror nie jest tu więc celem, ale środkiem na drodze do analizy narodowych traum.

Z tego fabularnego założenia wynikają jednocześnie najlepsze i najgorsze elementy Demona. Najlepszym pomysłem Wrony było prawdopodobnie kompletne pozbawienie filmowego dybuka jakiejkolwiek siły, uczynienie go przerażonym i bezbronnym. Sterująca ciałem Petera Hana nie miota pozostałymi bohaterami po ścianach, nie przemawia szatańskim głosem i nie próbuje nikogo zamordować. Nie stanowi zresztą nawet najmniejszego zagrożenia pod względem fizycznym; oddziałuje tylko na płaszczyźnie psychologicznej: pozbawia psychicznego komfortu, pomaga obnażyć przed weselnymi gośćmi prawdziwe charaktery członków filmowej rodziny, wreszcie – co chyba najważniejsze – przypomina, że stary dom nie został wcale wybudowany przez przodków Żanety.

demon3

Sceny z przestraszonym Peterem-Haną są najlepszymi w filmie. Problem w tym, że ambicje Wrony wykraczają daleko poza chęć nakręcenia klimatycznego horroru, który budowałby grozę w oparciu o niemożliwość pozbycia się narodowej traumy. Reżyser stara się połączyć horror z wyjątkowo czarną komedią w duchu Smarzowskiego, z każdą kolejną godziną wesela poszczególni bohaterowie są więc nie tylko coraz bardziej pijani, ale też coraz bardziej głupi i żałośni. Uosabiają nie tyle polskość, co raczej tę cechę, którą określa się dzisiaj mianem cebulactwa, a którą tak świeżo sportretował kilkanaście lat temu Smarzowski w Weselu, odwołując się jednocześnie do klasycznego dramatu Wyspiańskiego.

Problem w tym, że Wrona jest w Smarzowskiego zbyt zapatrzony.

Im dalej w fabułę, tym więcej w jego filmie epigoństwa, a mniej prawdziwej grozy. Choć w niektórych scenach twórcy Demona umiejętnie balansują na cienkiej granicy między humorem a goryczą, cierpi na tym sam horror. Widać tu niby próbę zbudowania kontrastu między scenami gorzko-śmiesznymi i strasznymi, dzięki któremu te drugie zyskiwałyby większą siłę, ale reżyserowi nie udaje się tej gry odpowiednio przeprowadzić.

Wnioski, do których Demon prowadzi, też nie wydają się zbyt odkrywcze i szokujące, zostają zresztą wyłożone w sposób zbyt dosłowny, a – w założeniu najbardziej emocjonalna – scena opowieści starego Żyda o czasach sprzed Holocaustu razi swoją sztucznością. W efekcie Demon jest filmem jednocześnie pękniętym i niespełnionym, ale także ambitnym i ciekawym. Mógłby zapowiadać znaczącą zmianę w karierze Marcina Wrony, gdyby tak nagle się nie zakończyła.

korekta: Kornelia Farynowska

Grzegorz Fortuna

Grzegorz Fortuna

Miłośnik polskiej kultury filmowej okresu transformacji, dawnego włoskiego kina gatunkowego, filmu grozy i współczesnej popkultury. Członek kolektywu VHS Hell. Zainteresowany wszystkim tym, co zapomniane lub niedocenione. Bardzo lubi kebab.
Grzegorz Fortuna

Latest posts by Grzegorz Fortuna (see all)







  • bobzielarz

    Jestem właśnie po seansie „Demona” i bardzo się zaskoczyłem. Bałem się, że czas poświęcony na ten film, ze względu na wcześniejsze dosyć średnie recenzje, będzie czasem straconym. Tymczasem film pozytywnie mnie zaskoczył, niesamowity klimat budowany pięknymi zdjęciami, przemyślaną narracją, wyrazistym aktorstwem. Dziwi mnie ocena 5/10, ten film zasługuje min. na 7,5/10. Sama warstwa fabularna pozostawia widzowi duże pole do interpretacji.

    Ten film oprócz tego, że opowiada o wypieraniu pamięci zawiera jeszcze jeden istotny motyw. Bohaterowie z pogardą podchodzą do religii i tradycji, traktując je jako część rytuałów, zabobonów nie przystających do naszych czasów. Demon symbolizuje sacrum, tak samo realne jak nasz świat. Ludzie oświeceni wyparli wszelkie przejawy duchowości. Ten drugi świat, duchowy, jednak przypomina o sobie ale mimo jego namacalności ludzie nie chcą go zaakceptować. Mimo wiary katolickiej, żydowskiej i itp. nie życzymy sobie by świat duchowy przenikał się z naszym i by udowodniał nam swoje istnienie.

    Kiedy media obiegła informacja o śmierci Marcina Wrony, nie przykładałem do tego większej wagi, ale po seansie tego filmu zrozumiałem, że niestety straciliśmy reżysera, który mógł nakręcić jeszcze kilka świetnych filmów.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Maska. 30 lat później

Następny tekst

Drugie Dno #2 - Quo vadis, Xenomorphie?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE