Człowiek na krawędzi | FILM.ORG.PL

Człowiek na krawędzi

Recenzje filmów, publicystyka filmowa polska, nowości kinowe / 27/01/2012








Darek Kuźma
27.01.2012


Skacz, facet, i nie zawracaj dupy!

Amerykanie lubują się w historiach nierównej walki maluczkich z wielkimi, zepsutymi do szpiku kości eminencjami traktującymi świat jak własny plac zabaw. Mają takie podejście niejako zapisane w historycznym kodzie genetycznym; w końcu to właśnie za oceanem zrodziły się bezosobowe korporacje i kultura masowa, pozbawiająca jednostki prawa do wolnego wyboru. Paradoksalnie, to właśnie kino, medium zrodzone z pobudek czysto rozrywkowych, daje Amerykanom – i wszystkim widzom na całym świecie, którzy w jakiś sposób identyfikują się z tak ujętymi dylematami – największą satysfakcję z doświadczania sprawiedliwości wymierzanej efektownie i skutecznie. „Człowiek na krawędzi” Asgera Letha, z jednym ze współczesnych filmowych gladiatorów humanizmu, Samem Worthingtonem, w roli głównej, stanowi kolejną pozycję w tej niekończącej się serii. Przy każdej tego typu okazji rodzi się jednak pytanie, czy mamy do czynienia z produkcją wartościową?

I jak to często bywa w takich przypadkach, odpowiedź nie może być jednoznaczna. „Człowiek na krawędzi” korzysta z wytartych do cna schematów, ubierając je w formę zabarwionego bezpieczną ironią kina akcji i atrakcji, lecz ani przez chwilę tego nie ukrywa. To sprawia, że film ogląda się dobrze i szybko, a wątek idealistycznej walki o Prawdę i Słuszność wybrzmiewa na ekranie w bardzo pozytywny sposób. Szkoda jedynie, że reszta opowieści, zarówno pod kątem kreatywności, jak i solidności fabularnej, nie dorasta do poziomu urzekającej otwartości i naiwności tego wątku. Kiedy akcja rozgrywa się na tytułowej krawędzi, Lethowi udaje się utrzymać interesujące tempo i odpowiedni suspens, związany z tym, czy Cassidy’emu, policjantowi niesłusznie skazanemu na więzienie, uda się udowodnić swoją niewinność. Niestety, atrakcyjna koncepcja „człowieka na krawędzi”, dzięki której twórcy są w stanie czarować widza humorem i kolejnymi zwrotami akcji, nie jest w stanie pociągnąć całego filmu. Leth i scenarzysta Pablo F. Fenjeves zdawali sobie z tego doskonale sprawę, więc od pewnego momentu opowieść nabiera zupełnie innych barw i… zupełnie traci wyraz oraz jakąkolwiek wiarygodność.

Dość napisać, że główny czarny charakter, prezentowany jako prawdziwy geniusz zbrodni i człowiek, który potrafi wyjść cało z każdej trudnej sytuacji, robi coś tak niemożliwie głupiego, że wielkim eufemizmem byłoby nazwanie tego czynu niedopatrzeniem, pomyłką czy wpadką warunkowaną stresem. To jedno z najgorszych rozwiązań scenopisarskich ostatnich lat, które – jestem tego pewien – znajdzie swoje miejsce w przyszłorocznym rozdaniu naszych Hezekarów, złośliwych nagród za złe kino. Jednocześnie to efektowna wisienka na torcie, którym widzowie muszą się sprawiedliwie podzielić w finałowych aktach „Człowieka na krawędzi”: złożonym z niewiarygodnych zwrotów akcji, odrealnionych zachowań wszystkich bohaterów, nieścisłości logicznych oraz słabo pomyślanych rozwiązań fabularnych. Dochodzimy tym samym do symptomów choroby trawiącej film Letha. Po pierwsze, jest to jeden z typowych dla kina akcji (nie tylko XXI wieku) scenariuszy – inteligentnie prowadzona fabuła dochodzi w pewnym momencie do punktu, z którego nie ma wiarygodnego wyjścia, należy więc zacząć kombinować, żeby nie stracić tego, co już się osiągnęło. Po drugie, Asger Leth został zatrudniony przez producentów odpowiedzialnych głównie za finansowanie filmów nastawionych na rozrywkę opartą na najprostszych emocjach („RED”, „Piekielna zemsta”, serie „Zmierzch”, „Step Up”, „Transformers”). Ustalony przez lata produkowania hitów kasowych styl, który przedkłada atrakcyjność nad wiarygodność oraz wyklucza poważniejszą refleksję na rzecz schlebiania gustom masowej publiczności, nigdy nie da reżyserowi wprowadzić weń jakichkolwiek autorskich zmian. Cierpi na tym „Człowiek na krawędzi” i samo kino jako medium, które wielokrotnie udowodniało, iż jest w stanie łączyć rozrywkę z większymi ambicjami.

„Człowieka na krawędzi” nieco ratuje spora ilość trafionych dowcipów słownych i humoru sytuacyjnego, ale nawet biorąc pod uwagę fakt, że na seansie nie można się nudzić, w ostatecznym rozrachunku film Letha należy uznać za lekki zawód. Albowiem ani nie próbuje on wyjść poza bezpieczne ramy schematycznego kina sensacyjnego, ani w żaden sposób nie wyróżnia się w tak przyjętych ramach, zajmując miejsce u boku setki innych tego typu produkcji. Kolejna filmowa walka Dawida z Goliatem pozostaje więc nierozstrzygnięta, bowiem nawet jeśli sprawiedliwość ostatecznie tryumfuje na ekranie (ktoś spodziewał się innego rozwiązania?), czyni to w stylu, który zasługuje, niestety, tylko na milczenie. Trzeba poczekać na następnego śmiałka i mieć nadzieję, że nauczy się on wreszcie wyciągać wnioski z błędów swoich poprzedników. Albo że producenci mu na to pozwolą.

Darek Kuźma

Darek Kuźma

Lubię zarówno intelektualnie niejednoznaczne filmy moralnej przygody, jak i bezpieczne, eskapistyczne kino bez niepokoju. I rozmawiać o obrazach, dźwiękach, słowach, myślach i innych takich...
Darek Kuźma






  • niezly-net

    Czy warto poświęcić godzinę i czterdzieści dwie minuty na romans z bohaterami Man on a Ledge? I tak i nie. Dzieło reżysera Asger Letha bierze po trochu z różnych gatunków filmowych. Mamy tu kryminał, film akcji, pogadanki z negocjatorami a nawet wstawki komediowe. Niestety żaden z tych elementów nie wybija się na pierwszy plan, przez co widz nastawiony na mnogość wybuchów dość szybko zaczyna się nudzić. Również entuzjasta inteligentnych pogadanek w błyskawicznym tempie zostanie sprowadzony do parteru przez dosyć często kiepskie dialogi. Tak to właśnie wygląda. Raz jest fajnie, raz jest nudno. W pewnym momencie człowiek wsiąka w akcję niczym alkohol w nos pijaczka, by po chwili zostać brutalnie pobitym przez nudne i nic nie wnoszące pogadanki głównych bohaterów. Właśnie w ten sposób można scharakteryzować film Człowiek na krawędzi. Więcej na: niezly.net






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

I saw the devil

Następny tekst

Historia pewnej Alicji...



Tagi:

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE