CZARNY DESZCZ | FILM.ORG.PL

CZARNY DESZCZ. Michael Douglas w szczytowej formie




Ożywcze bagno




Maciej Niedźwiedzki
30.11.2016


bNick Conklin (Michael Douglas) nie przestrzega wszystkich paragrafów, chętnie łamie prawo. Zdarza mu się ukraść większą kwotę pieniędzy. Alimenty i długi same się nie spłacą. Poza partnerem z pracy – Charliem Vincentem (Andy Garcia) – Nick nie ma w ogóle kumpli. Jest samotnikiem i draniem, uwielbia wykłócać się i pyskować. Nie dziwię się, że opuściła go żona. Też nie wytrzymałbym z kimś takim pod jednym dachem. Nie ruszysz go, on nigdy nie odpuści, nie zmienisz go, on nigdy nie przyzna ci racji. Jedyne zasady, jakie wyznaje, to te, które sam sobie wyznaczył. Conklin niewątpliwie ma w sobie coś z Harry’ego Callahana. Łączy ich znacznie więcej, niż fakt posiadania przez ich obu policyjnej odznaki.

Poza szeregiem podobieństw charakterologicznych i niewiarą w instytucję, dla której pracują, łączy ich również bezwzględna nieustępliwość (odsunięci od sprawy nie rezygnują z niej) i brawura czynów (nie uznają półśrodków). To herosi działający w cieniu, unikający fleszy aparatów. Sprawiedliwość wyznaczają raczej z prywatnych pobudek, dla własnego spokoju. Conklinowi nie udało się życie prywatne. Jest jednak urodzonym detektywem. W Czarnym deszczu prowadzi prawdopodobnie najtrudniejsze śledztwo w swojej karierze.

b

Po godzinach pracy Nick z Charliem są świadkami egzekucji wykonanej przez japońskich gangsterów w jednej z nowojorskich knajp. Detektywi od razu sięgają po broń i rozpoczynają, zakończony sukcesem, pościg. Główny podejrzany – Kogi Sato – nie jest jedynie anonimowym żołnierzem nieznanej organizacji przestępczej, ale czołową postacią japońskiej mafii odpowiedzialnej za drukowanie fałszywych banknotów na globalną skalę. Po schwytaniu Sato do amerykańskiego Departamentu Stanu wpływa prośba ze strony Japończyków, którzy chcą jako pierwsi  przesłuchać oskarżonego .

Wydział zabójstw, w którym pracuje Conklin, przystaje na propozycję Azjatów. Sato ma zostać deportowany do Osaki. Conklin sprzeciwia się tej decyzji, ale poza morzem przekleństw nie ma za wielu argumentów, by zatrzymać Sato w Nowym Jorku. Po wylądowaniu na lotnisku w stolicy Japonii więzień ucieka. Amerykańscy detektywi zostają oszukani. Conklina zaczyna rozsadzać od środka gniew: z powodu nieporadności japońskich służb i własnego gapiostwa. Nie tak to miało wyglądać, nie taki był plan. Nick i Vincent zostają w Osace, by pomóc tamtejszej policji ponownie schwytać Sato. Niestety, Ridley Scott, przedstawiając relacje jankesko-japońskie, jest miejscami niesmacznie proamerykański. Japońscy policjanci, poza pełniącym także rolę tłumacza, Masahiro, to w zdecydowanej większości nieudacznicy i głupcy, a pozostali bliżej przedstawieni bohaterowie to głównie przestępcy. Jeszcze jest Joyce (Kate Capshaw), która decyduje się pomóc Nickowi. Oczywiście dlatego, że jest jego rodaczką. Czarny deszcz jest dobrym filmem, choć wątpliwym ideologicznie.

b

Michael Douglas w 1989 roku był u szczytu aktorskiej kariery. Dwa lata wcześniej otrzymał Oscara za rolę w Wall Street Olivera Stone’a. Na planie Czarnego deszczu jest również znakomity. Udaje się mu wygrać złożoność granego przez siebie bohatera. Bardzo wiele dodaje jego wrodzona ekranowa charyzma. Douglas doskonale potrafił wyważyć charakter tej postaci. To bohater nieoczywisty i pełen sprzeczności, ale dzięki temu prawdziwy, bo pełen ludzkich wad i przywar. W swojej determinacji, balansowaniu na granicy prawa przekonuje mnie do siebie.

Bardzo interesująca jest również ewolucja jego motywacji. Od czysto urzędniczego wykonania polecenia, przez potrzebę rehabilitacji, aż po zemstę. Conklin to postać dynamiczna, nieprzewidywalna i ciągle zmieniająca swoją postawę. Wierzę mu całkowicie: Conklin, zorientowawszy się, że śledztwo stanęło w miejscu, wściekły zaczyna demolować jedno z pomieszczeń. Tak właśnie wygląda furia. Douglas ma ją w oczach, ma ją w sobie. Rzucane przez niego meble wręcz wylatują z ekranu. Conklin to bezbłędnie napisany antybohater. Twardziel z kilkudniowym zarostem, z papierosem nieustannie w kąciku ust, jeżdżący na motorze, noszący skórzaną kurtkę i przeciwsłoneczne okulary. Heros na miarę lat 80.

b

Czarny deszcz jest również niezwykle atrakcyjny od strony realizacyjnej. Ridley Scott nadał temu filmowi plastykę i głębię przypominającą tę znaną z Łowcy androidów. Oba ta filmy są do siebie podobne pod wieloma względami  – szczególnie od strony wizualnej. Japońskie miasto w wizji Scotta jest molochem zdominowanym przez industrialną zabudowę i bloki, na poziomie bruku z kanalizacji wylatują opary. Stolica Japonii jest przeludniona i brudna, zewsząd przelewają się masy ludzi, na drogach panują korki. Miasto jest rozświetlone neonowym światłem. W nocnych klubach właściciele korporacji, ekskluzywne prostytutki, mafiozi, ich żony oraz kochanki bawią się z dala od umierającej Osaki. Rick Deckard bez problemu odnalazłby się w tym świecie.

Film Ridleya Scotta jest wybornie sfotografowany – zdjęcia Jana De Bonta (przyszłego reżysera Speed) oddają ogrom i opresyjność tego miasta, tego, jak przytłacza ludzi i wysysa z nich życie. Reżyser Obcego ze znaną sobie sprawnością inscenizuje kolejne sekwencje akcji, kompletnie wykorzystuje doskonałą scenografię. Czarny deszcz to jeden z lepszych przedstawicieli kina neo-noir.

b

Scott ma dużo do zaoferowania: psychologicznie złożonego głównego bohatera, solidnie rozpisany wątek kryminalny i miejscami fascynującą stronę wizualną. Ogromną satysfakcję sprawia końcowy pojedynek w błocie między Conklinem i Sato. Czuć w nim prawdziwą agresję i fizyczne poświęcenie aktorów. Gdy zaczynają pojawiać się napisy końcowe, wiem, że warto było wytarzać się w tym bagnie.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)







  • KLC

    Jedno pytanie: policjanci z aresztowanym Sato lecą do Tokio, czy też może jednak do Osaki?

    • Maciej Niedźwiedzki

      Rzeczywiście. To była Osaka. Pomyliłem się. Dzięki za uważną lekturę i zwrócenie uwagi.

      • Artur Trzebny

        Zgadzam się ze wszystkim, jednak dodałbym kilka słów o świetnej muzyce autorstwa Hansa Zimmera, która wybornie oddaje duszny klimat filmu. A końcowy kawałek, kiedy Nick i Masa dostarczają Sato na posterunek przed oblicze zaskoczonego komisarza, to majstersztyk.

  • SonnyCrockett

    Nareszcie jest na stronie KMF recenzja tego niewątpliwego arcydzieła. :) Ja zbierałem się od lat ale moje recenzenckie umiejętności oceniam bardzo nisko i dałem sobie spokój.

  • Andriej

    Stary dobry Ridley, szkoda że teraz na widok tego nazwiska natychmiast dopada mnie „Prometeusz”, niczym natrętna reklama z Lisowską. Dowód na to, jak szybko jedna spaprana robota może ci „nasrać w CV”…

    • Jack Marston

      Co ci sie wlasciwie nie podoba w prometeuszu? Ze czar z bajki prysl? Za malo fantastyki której nikt nie musi wyjaśniać? Kolejna ekipa rozszarpywana przez obcego? Przecież Scott wlasnie doskonale pokazal w jaki sposób powstal kultowy stwor który jest po prostu zwyklym zwierzęciem tak jak każde inne aczkolwiek bardzo dziwnym o unikalnym instynkcie przetrwania i sposobie myslenia ktory blyskawicznie ewoluowuje do ostatecznej (a moze nie?) formy jaka jest znana juz sylwetka z poprzednich części. wlasnie tu w prometeuszu podobal mi sie motyw przeniesienia potwora do rzeczywistości gdzie moglby istniec bez tej umownej fantastyki a w powiedzmy naszym prawdziwym świecie, co dodalo mu wiarygodności przez co wg mnie nawet bardziej przeraza. Teraz to mnie aż ciary przechodza na sama myśl ze moze mieć wiecej z czlowiekiem wspolnego niż kiedykolwiek ktoś by pomyslal. Pamietam ze ktoś opowiadając przed premiera filmu powiedział ze to bardziej „sajens” jak „fikszyn” co mnie bardzo zmotywowalo. Swietna mroczna muzyka, ekspedycja przypominajaca taka mozliwa za parędziesiąt lat, konstruktorzy którzy nadali nowy sens serii po prostu mnie przekonali.. Przecież mozna powiedzieć ze kazda z poprzednich części obcego byla rozna stylistycznie i w kazdy chyba mozliwy sposób a laczyl ja chociaz tez nie zawsze gatunek oraz w sumie wspolna historia ze stworem gigera „tylko”. Wiec uniwersum nabralo trochę lepszej konstrukcji i trzeba wspomniec ze nikt na początku nie myslal o wiecej jak jednej czesci wiec trudno uniknąć pewnych nielogicznosci lub innych niescislowci przy tworzeniu prequela niczym w Modern Warfare. Ostatecznie ja jestem zadowolony. W sumie sorry tylko za niedokladna pisownie, sam tez nie planowalem takiego wywodu.. Moze poprawie ;P i pomyslec ze zawsze sam ochrzanialem za takie cos xD






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Sadako vs Kayako

Następny tekst

KRÓLESTWO NIEBIESKIE. Hollywood w dobrym stylu



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE