Czarno na białym

Siedmiu samurajów (1954)

Ponadtrzygodzinna uczta kinomana. Satysfakcja gwarantowana.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Zarówno Toshirô Mifune, jak i odgrywający rolę przywódcy Takashi Shimura – dwaj ulubieni aktorzy Kurosawy – znaleźli się wśród nominowanych do nagrody BAFTA w kategorii aktor zagraniczny. W roku 1954 film zdobył Srebrnego Lwa w Wenecji, ale Oscarem wyróżniono wtedy inny japoński film – Samuraj (Miyamoto Musashi, 1954) Hiroshiego Inagakiego. Jest to pierwsza część trylogii, w której Toshirô Mifune z podobną brawurą wcielił się w legendarnego szermierza Musashiego Miyamoto. Gdy w 1957 kategoria film nieanglojęzyczny trafiła do oscarowego konkursu, wśród nominowanych znalazła się Harfa birmańska (1956) Ichikawy, ale nie zapomniano też o Siedmiu samurajach, które wówczas wyróżniono nominacją za scenografię (Takashi Matsuyama) i kostiumy (Kôhei Ezaki).

Można żyć, kiedy żyć się godzi, i umrzeć, kiedy umrzeć trzeba.
stare japońskie przysłowie

Jeszcze większą popularność film zyskał dzięki westernowej przeróbce (Siedmiu wspaniałych, 1960), dokonanej przez Williama Robertsa (scenariusz) i Johna Sturgesa (reżyseria), którzy przenieśli akcję w realia meksykańsko-amerykańskie XIX wieku, rozbudowali postać czarnego charakteru i obsadzili w roli przywódcy łysego Yula Brynnera, inspirując się zapewne sceną, w której Takashi Shimura goli głowę na łyso, by udawać buddyjskiego mnicha (jednakże łysina w remake’u nie miała znaczenia i Yul Brynner chyba w ogóle nawet nie zdjął kapelusza). Co najistotniejsze, historia opowiedziana w westernowej formule nie została spłycona, ale wręcz wzmocniła przekaz oryginału, podkreślając jego uniwersalność i ponadczasowość.

To, co odróżnia ten film od hollywoodzkich westernów, to przede wszystkim wszechobecna nerwowość.

Kurosawa, Hashimoto i Oguni opowiedzieli tę gorzką w wymowie historię bez nadużywania patosu. Wprowadzili postać, która przez swoją nieporadność dostarcza humoru. Najzabawniejsza scena z jej udziałem to prawdopodobnie ta, w której sprawdza prawdziwość maksymy „Pod najlepszym jeźdźcem najgorszy koń będzie gnał jak wiatr”. Jednakże ta postać, odgrywana przez Toshirô Mifune, okazuje się bohaterem tragicznym. Autorzy zdają się mówić, że ten z kogo się śmiejemy, może zasługiwać na takie samo współczucie jak ci, którzy wyglądają na nędzarzy i słabeuszy.

Kto zrozumie ludzką naturę, jego rozkazy będą wykonywane z taką łatwością, z jaką woda spływa z gór.
Sun Tzu Sztuka wojny

Technika jest sprawą drugorzędną – mawiał Kurosawa, ale w przypadku takiego reżysera, który cechuje się rozpoznawalnym stylem, trudno ją pominąć przy omawianiu jego dzieł. Rzuca się w oczy chociażby chwyt montażowy zwany roletką, który twórca Rashômona stosuje tak regularnie, jak stosuje się przecinki w recenzji. Majstersztykiem pod względem technicznym jest rozgrywająca się w błocie i deszczu scena finałowa. W podręczniku Davida Bordwella i Kristin Thompson Film Art. Sztuka filmowa. Wprowadzenie przeanalizowano na podstawie sceny finałowej sposoby łączenia dźwięków. Chodzi o to, że liczne odgłosy o różnym natężeniu (bębnienie deszczu, tętent kopyt, okrzyki bitewne, wrzaski rannych, rżenie koni, krzyki kobiet, wystrzały z broni palnej) łączą się w jeden harmonijny strumień dźwiękowy.

Powstała niezwykła kombinacja, będąca doskonałym przykładem na to, jak robi się kino epickie. Profesjonalna oprawa wizualno-dźwiękowa wciąż jednak pozostaje tłem, a na pierwszym planie mamy empatycznych bohaterów, intensywne aktorstwo i ponadczasową historię, która budzi emocje i prowadzi do refleksji.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane