NEMESIS - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

CYBERPUNK – Nemesis

Miks zapożyczeń - od „RoboCopa”, przez „Terminatora” aż do „Ucieczki z Nowego Jorku”




Tak złe, że aż dobre




Jędrzej Dudkiewicz
04.05.2014


MPW-74221Są stare filmy, które się nie starzeją i nawet dziś ogląda się je z wielkim podziwem. Są też jednak takie, które po latach głównie śmieszą i nudzą. Zdarza się jednak, że produkcje te mają w sobie coś urzekającego, co nie pozwala ich całkowicie zmieszać z błotem, a seans nie kończy się próbą wydrapania sobie oczu. Tak jest w przypadku „Nemezis” Alberta Pyuna z 1992 roku.

Alex jest policjantem – nie takim jednak zwykłym, ponieważ jego ciało, po wielu akcjach, w których był ranny, zawiera w sobie sporo elementów mechanicznych. Cyborgi są zresztą coraz popularniejsze, zaś ludzie, którzy chcą się temu przeciwstawić nazywani są terrorystami i bezwzględnie eliminowani. Na szczęście Alex zaczyna mieć wątpliwości co do tego czy jest jeszcze człowiekiem – automatycznie staje się więc ostatnią nadzieją ludzkości w walce z maszynami.

„Nemezis” ciężko jest nazwać produkcją oryginalną. Każdy, nawet niezbyt obeznany z kinem widz bez problemu wyłapie liczne zapożyczenia. Dość wspomnieć te najważniejsze, czyli „RoboCopa”, „Terminatora” oraz „Ucieczkę z Nowego Jorku” – zresztą sami twórcy przyznawali się do skopiowania jednego motywu z przygód Snake’a. Słowem, które z kolei bardzo pasuje do filmu Pyuna jest schemat – intryga jest skomplikowana w takim stopniu, że przypomina typową sesję RPG, w której brało się udział w gimnazjum (albo nawet wcześniej). Wtedy mogło to bawić, dziś raczej irytuje.

nemesis6

Ciężko oczywiście przyczepiać się do jakości efektów specjalnych, bo „starzenie się” tego elementu jest najbardziej oczywiste. To akurat w oglądaniu „Nemezis” w ogóle nie przeszkadza, podobnie jak kwiatki typu niekończąca się amunicja, czy możliwość chodzenia po odniesieniu licznych ran. W większości dzisiejszych filmów akcji wciąż jest to przecież obecne. A skoro już jesteśmy przy porównaniach z obecnymi produkcjami, mając w pamięci „Szklaną pułapkę 5” nie zamierzam pastwić się nad drewnianym aktorstwem (na marginesie – w „Nemezis” niewielką rolę miał Thomas Jane, czyli późniejszy Punisher).

Zresztą na swój sposób nawet pasuje ono do „Nemezis”. Można bowiem podejść do filmu Pyuna bez wielkich wymagań i dzięki temu całkiem dobrze się bawić. Jest tu całkiem niezły klimat, porządne zdjęcia i w sumie tempo, które sprawiło, że ani przez chwilę nie miałem ochoty przysnąć w trakcie projekcji. Obejrzenie „Nemezis” może być również gratką dla osób, które lubią filmy z kategorii „tak złe, że aż dobre”. Ciężko to wyjaśnić, ale im więcej czasu minęło od momentu kiedy zobaczyłem ten film, tym cieplej o nim myślę, jako o sympatycznym, nostalgicznym przypomnieniu sobie, jak kiedyś robiono takie produkcje.

NEMESIS-GRUNER

Jak się okazało, nie jest to chyba nic dziwnego. Pisząc ten tekst przeczytałem bowiem, że po premierze „Nemezis” zostało zmieszane z błotem przez krytyków, widzowie także dopisali średnio – film zarobił ledwie ponad 2 miliony dolarów, co mogło wynikać też z kategorii wiekowej R oraz ograniczonej liczby kin, w których był wyświetlany. Z czasem jednak produkcja Alberta Pyuna obrosła legendą i stała się pozycją kultową. Doczekała się ona zresztą aż trzech kontynuacji.

Obecnie zaś można się tylko zastanawiać jak wyglądałby film, gdyby wykorzystano początkowy pomysł. Koncepcja zakładała bowiem, że główny bohater Alex nie będzie policjantem, tylko… trzynastoletnią dziewczynką (wybrana była już nawet aktorka, która miała ją grać). Ostatecznie jednak zdecydowano się na bardziej klasyczną opowieść, która zresztą musi skończyć się dobrze. Chciałbym jednak kiedyś zobaczyć alternatywne zakończenie – zaprezentowane wyłącznie w Japonii – które jest znacznie mroczniejsze od oryginalnego. Póki co za jakiś czas spróbuję chyba zapoznać się z drugą częścią serii. A Was zostawiam z radą – po obejrzeniu „Nemezis” wstrzymajcie się jakiś czas z oceną. Może po upływie miesiąca też zaczniecie lepiej myśleć o tym filmie.

Zwiastun „Nemesis”

A tu pełna wersja filmu znaleziona na youtube:

Jędrzej Dudkiewicz

Ma obroniony licencjat z historii na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie robi licencjat z filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odbył staż w Tygodniku Polityka, na co dzień współpracuje ze Stopklatką, Wirtualną Polską, Magazynem Kontakt, Dwutygodnikiem artPAPIER oraz stroną film.org.pl. Prowadzi również bloga Cisza na planie (ciszanaplanie.com/). Interesuje się filmem, serialami, książkami, polityką, piłką nożną i innymi ludźmi.

Jędrzej Dudkiewicz - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • mr.L

    Ja dalej lubię to oglądać, ale w takiej postaci jak w latach 90-tych czyli z czytającym tekst Gajewskim :)

  • Krzysztof Walecki

    Albert Pyun – nie ma drugiego reżysera, którego filmy byłyby tak złe, że aż kultowe. „Cyborg”, „Nemesis”, kolejne sequele „Kickboxera”, „Omega Doom”, „Ostra broń” oraz jego „Kapitan Ameryka” porażają małymi budżetami, złymi dialogami, jeszcze gorszymi rozwiązaniami fabularnymi oraz często nudą. A jednak łezka w oku się kręci, gdy się przypomni jego oglądane po kilka razy na VHS „dzieła”. Nie wiem, jak wyglądają jego współczesne filmy, ale podejrzewam, że bez lektora i kasetowej jakości obrazu, nie potrafiłyby się obronić przed krytyką.

  • Piotr Kocięcki

    Tak wyglądają współczesne filmy tego reżysera: https://www.youtube.com/watch?v=v0uNUmZYPRM :D

    • Krzysztof Walecki

      Cudowne! Ni to „Cyborg”, ni „Nemesis”, za to z bohaterką rodem z trylogii ryfterów Petera Wattsa. Pyun jednak nie zawodzi – już sam trailer jest małą próbką jego „klasycznego” kina. Wszystko jest źle, ale to ta powaga rozwala najbardziej. „From visionary filmmaker”;) Teraz czekam na „Mean Cyborg Guns”, gdzie Jean-Claude zmierzy się z Christopherem Lambertem w ostatecznym pojedynku o przyszłość naszej planety, który rozegra się w jakiejś zapomnianej przez Boga fabryce.

      • Seba

        Może to tylko moje wrażenie, ale o ile mogę bez bólu oglądać tandetną charakteryzację, mate painting czy animatronikę, to tandetne CGI jest dla mnie po prostu niestrawne. O ile „Nemezis”, „Omega doom” czy „Dollman” kwalifikuję jako filmy, to najnowsza twórczość tego reżysera, ta w cyfrowej stylistyce, pasuje mi bardziej do dzieł pokroju „Staszek szybkim jest”, czy chociażby „Thorgala”. I tu dziadowanie, i tu dziadowanie, ale jakże róże są to dziadowania.

  • Rafał Donica

    Mam ten film na oryginalnej kasecie z IMP, poza tym kupiłem go sobie na DVD, ale okazało się, że na DVD jest nagrana wersja w jakości VHS… Cóż, ten film chyba został po prostu nakręcony kamerami VHS ;) „Nemesis” przy całej swojej kiczowatości i nudzie między akcjami posiada naprawdę fajne i całkiem pomysłowe strzelaniny, a wyjście z budynku przez sufit to moja ulubiona scena, która oglądałem setki tysięcy razy (kaseta w tym miejscu jest zdarta ;). No i warto zauważyć, że podczas finałowej potyczki na pokładzie latającego pojazdu wykorzystano dźwięki z „RoboCopa”.

  • rob

    były jeszcze 3 części acz z całkiem inną obsadą z sue price w roli głównej prężącej muskuły babskiej wersji arnolda ;) pani aktorką była taką sobie ale medale w fitnesie i chyba kulturystyce miała jak dobrze pamiętam :D






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

NAJWIĘKSZE BLOCKBUSTERY LATA 2014. Część 2

Następny tekst

Oh, Boy!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE