CYBERPUNK – Gamer | FILM.ORG.PL

CYBERPUNK – Gamer

Wysokooktanowa akcja w przeciętnym filmie




Cyberświat




Marcin Cedro
08.05.2014


gamer-medium-posterPraktycznie za każdym razem twórcy filmów science-fiction – a szczególnie tych cyberpunkowych – starają się przekonać nas, że przyszłość nie przedstawia się w różowych barwach. W „Gamerze” zobaczyliśmy cyberświat, w którym ludzie swoje życie przenieśli do wirtualnej społeczności,  gdzie mogą wcielić się w dowolnie wybraną żywą osobę, a idąc dalej – nawet poprowadzić własnego zabójcę.

Ken Castel (Michael C. Hall znany z roli „Dextera”) stworzył nową technologię, która pozwala graczowi na jeszcze większą satysfakcję z gry. W jaki sposób? Zamiast sterować jakimś tam nierzeczywistym zawodnikiem, który ma nieskończoną liczbę żyć, mamy prawdziwego człowieka, któremu  została wszczepiona nanokomórka do kory mózgowej pozwalająca w pełni kontrolować naszego wybrańca. Największym powodzeniem cieszy się gra „Slayer”, w której skazańcy, z bronią w ręku, walczą o wolność – jeśli przeżyjesz 30 rund wychodzisz na wolność.  Jak to może być legalne? Twórca całej gry ma podpisaną umowę z rządem, a społeczeństwo w referendum przyzwoliło na takie działanie. Traf chciał, że jeden z graczy przetrwał już 28 takich pojedynków.  Kable (Gerard Butler), bo właśnie o nim mowa, został wrobiony w morderstwo i pragnie za wszelką cenę odzyskać rodzinę i wolność.

Duet Brian Taylor oraz Mark Neveldine przyzwyczaili nas w swoich filmach do obrazu człowieka walczącego o swoją niezależność. Zarówno w „Adrenalinie”, jak i w „Gamer” zobaczyliśmy bohaterów, których inni pragną kontrolować. W tym drugim widać bardzo wyraźnie inspiracje z nieco zapomnianego już obrazu z 1987 roku pt. „The Running Man” z Arnoldem Schwarzenegerem w roli głównej. To klasyk kina  akcji, kultowiec ery VHS, przedstawiający pesymistyczną wizją świata owładniętego rozrywką, gdzie uczciwy człowiek musi walczyć o swoje dobre imię w śmiercionośnym teleturnieju. A wszystko przy akceptacji i zadowoleniu władz.

gamer-film-movie-gerard-butler-hot-action-hd-desktop-wallpaper-screensaver-background

Oglądając „Gamera” warto zwrócić uwagę na to jak zostały przedstawiony osoby siedzące przed ekranem. Najczęściej są to obleśni zboczeńcy, chorzy, zamknięci w sobie albo nastolatkowie szukający dodatkowych emocji i nie zdający sobie sprawy z tego, że po drugiej stronie giną prawdziwe osoby. „Gra musi ewoluować” – mówi jeden z bohaterów i łatwo zauważyć, że nie chodzi tylko o grę. Ewoluują ludzie – ich emocje, oczekiwania, potrzeby. Ludziom przestała wystarczać prosta rozrywka: pragną ciągle więcej, co doprowadza do totalnego ogłupienia i braku jakichkolwiek zasad moralnych. Wypada przyznać, że to niezbyt skomplikowana wizja przyszłości, ale dość wyrazista, wprost sięgająca do ponurych klimatów klasyków cyberpunkowego gatunku. Mroczno, ponuro, z klarownie zarysowanym tłem społecznym. Szkoda tylko, że ambitniejsze wątki bardzo szybko ustępują pola standardowej akcji. Co prawda, jest ona intensywna, wypełniona tysiącami naboi i dziesiątkami wybuchów, jednak prosiłoby się o ambitniejsze potraktowanie cyberświata.

Najsłabszym – a dokładniej najbardziej rozczarowującym – punktem produkcji Taylora i Neveldine’a jest gra aktorska głównych bohaterów. Michael C. Hall po znakomitych telewizyjnych rolach w „Dexterze” i „Sześciu stopach pod ziemią”  wszedł w rolę łatwo, ale bardzo przewidywalnie – jego kreacja jest przesadzona, a demoniczność sztuczna. Leonidas nie wypada wcale lepiej – srogie miny, trochę krzyku, popis sprawności fizycznej. To nie były bardzo wymagające kreacje. Jednak nawet z jednowymiarowością można poradzić sobie zdecydowanie lepiej, kwestia znalezienia klucza do roli, wyjścia poza schemat. Butler i Hall przeszli film zupełnie obok, nie angażując się zanadto, jakby chodziło tylko o skasowanie większego czeku. Szkoda.

Gamer-Castle

„Gamer” miał budżet w wysokości 50 milionów dolarów i nie pozwolił twórcom na wykorzystanie technologii  3D, choć pierwotnie mieli taki plan. I chyba dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł dołożenia trochę funduszy, bo film nawet nie spłacił się producentom, zarabiając zaledwie 40 mln. Po premierze w USA krytycy nie szczędzili cierpkich słów pod adresem „Gamera”, nazywając go „xero wszystkiego”. Wspominałem, że widać inspiracje „Uciekinierem” ale dociekliwi znajdą elementy takich filmów jak „Matrix” czy „Rollerball”. Czyli taka papka wszystkiego.

Mimo wszystko uważam, ze to niezły film akcji z bardzo dobrze dobraną muzyką (szczególnie utwór Marilyna Mansona, „Sweet dreams”). Prosta rozrywka na nudne popołudnie, nad którą nie musimy się skupiać. Bo chyba nikt naprawdę nie sądzi, że ktokolwiek pozwoli w przyszłości na taki rodzaj „cyberświata”. Chyba.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Na śmierć i życie (Kill Your Darlings)

Następny tekst

Pociąg do Hollywood - ANDRZEJ BLUMENFELD



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE