Coherence | FILM.ORG.PL

Coherence

Niski budżet, ale wysokie napięcie, czyli o tym jak oszczędnymi środkami zaprezentować ciekawy pomysł.




Wieloświat w sąsiedztwie




Jakub Piwoński
30.03.2015


Uwaga, spoilery!

Teoria światów równoległych stanowi wdzięczny punkt wyjściowy dla twórców kina science fiction. A to dlatego, że jej założenia potrafią we wdzięczny sposób oddziaływać na naszą wyobraźnię. W ich myśl, nasz wszechświat jest jednym z wielu, a zdarzenia, jakie za sprawą podjętych przez nas wyborów w nim nie następują, mają miejsce w świecie dla naszej rzeczywistości alternatywnym. Możliwości fabularnych prezentacji opartych na wieloświecie są wręcz nieograniczone, stąd też wielokrotnie i na różne sposoby mieliśmy już okazję przedostać się na drugą stronę króliczej nory. Ale zejdźmy na chwilę na ziemię i wyobraźmy sobie sytuację, w której taki świat znajduje się w sąsiedztwie naszego domu.

COH_Still4

Tropem tym poszedł James Ward Byrkit w filmie Coherence. Oto grupka przyjaciół spotyka się na kolacji, zakrapianej winem i przebiegającej w miłej atmosferze. Nie trwa to jednak długo, gdyż w pewnym momencie zaczynają dziać się dziwne rzeczy: telefonom komórkowym pękają ekrany, światła w domu gasną. Bohaterowie zaczynają podejrzewać, że wpływ na te anomalia może mieć przelatująca tego wieczora nad Ziemią kometa. Gdy postanawiają sprawdzić, co dzieje się w sąsiedztwie i poszukać pomocy, ich oczom ukazują się… oni sami.

James Ward Byrkit, debiutujący w pełnym metrażu reżyser, powziął wyjątkowo oszczędne środki do realizacji swojego pomysłu. Film nakręcony został przez zaledwie pięć nocy, co może budzić podziw. Zdjęcia kręcone były z ręki, niczym w cinéma vérité, i najwyraźniej celowo zastosowano w nich techniczne niedoskonałości z tego płynące – kamera miewa problemy z ostrością i efektem szumu. I muszę przyznać, że mam kłopot z odbiorem tych zdjęć. Bo choć potrafią wywołać wrażenie autentyzmu i bliskości, to jednak przegrywają w innym aspekcie. W momencie, gdy koncepcyjnie oderwane są od found footage – czyli gdy kamera nie spoczywa w rękach jednego z bohaterów, co uzasadniałoby jej „rozchwianie” – rozpatrywane pod kątem estetycznym są po prostu świadomym odwalaniem operatorskiej fuszerki. I zawsze, gdy to sobie uświadamiam, zaczyna to kłuć w moje oczy.

Ale to nie technika zdjęć, wynikająca przecież po części także z niskiego budżetu filmu, jest w nim najważniejsza. Istotą jest pomysł i zawiązująca się w jego oparciu intryga. Za sprawą umieszczenia akcji w jednym pomieszczeniu napięcie osadza się w dialogach i narastającej paranoi. Łatwo poczuć się jak jeden z uczestników wspólnego wieczoru. Najciekawiej wypadają zachowania bohaterów, w których każdy inaczej stara się radzić sobie ze skutkami tej, jakby nie patrzeć, szokującej sytuacji. Reżyser co jakiś czas odwraca naszą uwagę, by w konsekwencji zaskoczyć widzów jeszcze jednym: podejrzeniem, że nasi bohaterowie mogli przemieszać się ze swoimi alternatywnymi kopiami, przez co nie możemy mieć pewności, z kim tak naprawdę na finalnym etapie filmu obcujemy. Zachęca to do powtórzenia seansu i ponownego ułożenia elementów układanki.

315879-1

Coherence to nie film, dla którego mógłbym napisać pean. Wszak odznacza się jedynie zgrabnym i pomysłowym przetworzeniem wdzięcznego dla gatunku motywu, z zachowaniem szacunku do jego naukowej podbudowy. Aczkolwiek niesie sobą ważną informację: chcąc chwycić widza za gardło fantastyczną wizją, nie zawsze potrzebne są efekty specjalne i ogromne nakłady pieniężne. Wystarczy przewrócić pierwsze domino i pozwolić na to, by reszta dopowiedziana została przez wyobraźnię odbiorcy. Takie doświadczenie jest zawsze cenne i na swój sposób oczyszczające.

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • steppenwolf1982

    To prawda, świetny pomysł, beznadziejna realizacja.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Olive Kitteridge

Następny tekst

STILL ALICE



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE