Cierń | FILM.ORG.PL

Cierń

Dynamiczny montaż, budująca napięcie muzyka, wreszcie solidnie wykonane efekty specjalne, wśród których znajdziemy kilka realistycznych scen gore, powinny zadowolić nie tylko miłośników horrorów.




W sam środek koszmaru




Tekst gościnny
16.04.2012


 

Autorem recenzji jest Maciej Bachorski.

 

Zimny, deszczowy wieczór, w połowie stycznia roku 2012. Tak, deszczowy i tak, styczniowy – to nie pomyłka, nie ukrywajmy, pogoda w tym roku, robi sobie żarty z kalendarza. Huraganowy wiatr wesoło hałasuje za oknem, a ja siedzę pokoju  i próbuję wymyślić sobie jakieś zajęcie. Pierwszy godny uwagi pomysł który wpada mi do głowy – „pędź facet do wypożyczalni po jakiś film”- realizuję z prędkością co najmniej  dorównującą wspomnianej wichurze. Po dotarciu na miejsce przeznaczenia okazuje się (jak zwykle), że półeczka z nowościami DVD została już doszczętnie ogołocona. Zdarza się. Co tam, myślę sobie, dobra okazja, by odrobić zaległości sprzed kilku lat. Wtedy mój wzrok pada na skromne pudełeczko z napisem „Cierń”. Tytuł jakby znajomy, co wystarcza by zwrócić nań moją uwagę. Po zapoznaniu się z opisem następuje męska decyzja – biorę. Z paczką chipsów w jednej dłoni i filmem w drugiej docieram do domu. Chwila przygotowań, gasimy światło i można zaczynać. Tak rozpoczyna się moja przygoda z debiutanckim dziełem młodego Brytyjczyka, Toby’ego Wilkinsa.

 

 

Od strony fabularnej film nie wykracza poza ramy wyznaczone przez gatunek. Historia tutaj opowiadana jest prosta, choć trudno zarzucić jej brak spójności. Mamy  zatem czwórkę bohaterów, dwoje przestępców uciekających przed obławą i młode małżeństwo pragnące piknikiem na łonie natury uczcić rocznicę ślubu. Szybko dochodzi do konfrontacji, wskutek której małżeństwo zostaje zakładnikami mającymi umożliwić przestępcom przedarcie się przez granicę. Jak nietrudno się domyślić, nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, a czwórka bohaterów wyląduje na nie do końca opuszczonej stacji benzynowej, zmuszona stawić czoła agresywnemu pasożytowi. Prosty podział na oprawców i ofiary straci znaczenie, a uczestnicy koszmaru będą musieli nauczyć się ze sobą współpracować, by przeżyć, dowiadując się prawdy o sobie samych.  Tak w sporym skrócie przedstawia się fabuła. Warto tu zaznaczyć, że ci którzy liczą na dokładne wyjaśnienie pochodzenia głównego antagonisty, czy przyczyny rozgrywających się w filmie wydarzeń poczują się zawiedzeni. Wszystkie te informacje dostajemy jedynie w formie szczątkowej, a widz zostaje tu rzucony w sam środek koszmaru, wraz z bohaterami próbując zorientować się w niewytłumaczalnej sytuacji. Osobiście nie uważam takiego posunięcia za błąd, wręcz przeciwnie, bardzo się ono filmowi przysłużyło, dodatkowo budując klimat zaszczucia i przerażenia.

Niewiele można obrazowi Wilkinsa zarzucić także jeśli chodzi o realizację, szczególnie biorąc pod uwagę skromny budżet. Dynamiczny montaż, budująca napięcie muzyka, wreszcie solidnie wykonane efekty specjalne, wśród których znajdziemy kilka realistycznych scen gore, powinny zadowolić nie tylko miłośników horrorów. Osobną chwilę warto poświęcić aktorstwu. Próżno tu szukać znanych twarzy, co, choć nie zawsze jest zaletą, w tym wypadku niewątpliwie wpływa na korzyść filmu, nadając niejako autentyczności wydarzeniom na ekranie. Aktorzy grają przekonywująco, a ich bohaterów daje się lubić, zaś szczególne brawa należą się Shei Whighamowi, kreującemu tutaj postać niejednoznacznego przestępcy. Do tego bohatera wrócę zresztą za chwilę.

 

W wywiadach promocyjnych reżyser nie ukrywał, że inspiracją dla jego dzieła były tuzy gatunku, jak „Obcy”, czy „Rzecz”. I choć horrorowi fani mogą rzeczywiście zarzucać filmowi pewną wtórność, Wilkinsowi udało się nadać historii głębszego wyrazu, czyniąc „Cierń” nie tylko sprawnym naśladowcą wyżej wymienionych dzieł.

Z jednej strony oglądamy tutaj bowiem walkę bohaterów z wyjątkowo agresywnym pasożytem, z drugiej doświadczamy katharsis jednego z nich. Już na początku filmu postać Shei Whighama, poszukiwany przestępca Dennis, zostaje przez owego pasożyta zainfekowany. Cierń rozrastający się w jego ciele i walka z nim symbolizują tutaj walkę z własnym złem i poczuciem winy za wyrządzone krzywdy. Symboliczne staje się także uwolnienie się od choroby i wreszcie, próba uzyskania ostatecznego rozgrzeszenia. Co godne podziwu, reżyser nie potrzebował dwugodzinnego moralitetu o człowieku nękanym wyrzutami sumienia. Wystarczyły do tego trzy fantastyczne sceny „spowiedzi grzesznika”, niesamowicie budujące relacje postaci z widzem.

Sięgając po „Cierń” oczekiwałem jedynie niezłego reprezentanta gatunku horrorów science fiction, który będzie potrafił utrzymać mnie w napięciu przez czas seansu. Dostałem jednak coś znacznie więcej – historię, która pod przykrywką typowego dreszczowca stawia przed widzem pytanie: czy jeden popełniony błąd sprawia, że człowiek nie zasługuje na szansę naprawy swojego życia? I czy my sami, mając taką szansę, potrafilibyśmy ją wykorzystać?

 PS. Wyjątkowo, przyklasnąć muszę też polskim tłumaczom. Dokładne tłumaczenie tytułu filmu to „drzazga”. Na szczęście jednak, nie zdecydowano się tutaj na dosłowny przekład, przydając jedynie metafizycznego znaczenia temu dziełu i pozwalając mi tym samym myśleć, że nie jestem osamotniony w mojej interpretacji.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • PuźnyWus

    „Osobną chwilę warto poświęcić aktorstwie”

    Nie jedną natomiast chwilę warto poświęcić gramatyki… gramatyce!

  • Malme88

    PuźnyWus

    Ortografii również! „Niejedną”. Chyba, że błąd celowy.

  • Koper1981

    No już bez przesady z tym drugim dnem i Bóg wie czym jeszcze. Przyzwoity niskobudżetowy horror/thriller, ale nie róbmy z tego jakiegoś cudownego dzieła, bo bohater, który z początku jest bad guy’em przechodzi w miarę wiarygodną transformację w postać pozytywną.

  • rb100

    I nie „przekonywująco”, a „przekonująco” lub „przekonywająco”. Interesująca recenzja. :)

  • Dawid W.

    Strach cokolwiek napisać – Policja Gramatyczna na spółkę ze Strażą Ortograficzną tylko czekają żeby kogoś ukrzyżować… To portal filmowy, nie Zrzeszenie Miłośników Poprawnej Polszczyzny, więc może przestańmy się czepiać?

    Co do filmu – zgadzam się że całkiem poprawnie zrealizowany dreszczowiec, ale nie róbmy z niego drugiego Obcego. Ot, ciekawa pozycja w sam raz na nudny wieczór. Zasługuje na mocne 6,5 w dziesięciostopniowej skali :)

    • omg

       Tragiczne jest to, że tacy ludzie w znacznej większości sami nic nigdy nie napiszą. Zgadza się, błędy były, za które należy autora ganić, ale no shit, dyskutujcie ludzie o treści recenzji, a nie formie. To dyktando, czy portal filmowy?






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Oksymoron Allena

Następny tekst

Piraci!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE