Ciemna strona miasta - recenzja | FILM.ORG.PL

CIEMNA STRONA MIASTA. Wpadka Mistrza Scorsese.

Za dużo tu scen komicznych, za dużo absurdu, za dużo śmiechu. Tym razem Scorsese powinien wyzbyć się swojego charakteru pisma, opowiedzieć to znacznie poważniej.




Słusznie zapomniana




Maciej Niedźwiedzki
12.04.2014


MSDBROU EC009

Ciemna strona miasta może wzbudzić zainteresowanie jedynie najbardziej oddanych fanów Martin Scorsese. Lecz chyba nawet oni po ten film sięgają jako ostatni, by po prostu odfajkować kolejną pozycję z jego filmografii. Nie jest to lektura obowiązkowa – można kompetentnie wypowiedzieć się o twórczości reżysera nie znając tego obrazu.

Bringing-Out-The-DeadMam wrażenie jakby powstał przypadkowo i był nie do końca przemyślany. Zbyt wiele elementów Bringing out the dead ze sobą nie gra. Nie wszystkie składniki do siebie pasują, stoi za tym filmem niby jakaś idea ale nie jasno wyłożona. Fabuła niepotrzebnie zmienia kierunki, przeskakujemy przez różne gatunki i konwencje (pojawia się nawet slapstick). Akcja wymyka się twórcom spod kontroli, wydaje się być zbudowana na samych dygresjach. Czy na planie panowała improwizacja? Wydaje się jakby Ciemna strona miasta była wyreżyserowana przez różnych autorów nie potrafiących znaleźć kompromisu. W konsekwencji film jest niespójny i chaotyczny. Nie miałbym nic przeciwko gdyby zmuszało to do jakiejś niekonwencjonalnej refleksji lub zaowocowało filmem-eksperymentem. Nic z tego. Nie dostajemy argumentów, by obronić którąkolwiek z tych tez.

Film jest (ponoć) adaptacją wspomnień prawdziwego nowojorskiego ratownika. Początkowo Ciemna strona miasta bardzo przypomina Taksówkarza (za scenariusze do obu filmów odpowiedzialny jest Paul Schrader). Frank Pierce (Nicolas Cage) pracuje w nowojorskim pogotowiu. Podobnie jak Travis Bickle cierpi na bezsenność, jest samotnikiem, nie potrafi uwolnić się od traumatycznych wydarzeń z przeszłości – w przypadku Franka jest to śmierć żony nieuratowana bezdomna narkomanka. Jego oczami oglądamy zepsute, skorumpowane miasto. Nocą przemierzamy kolejne ulice pełne prostytutek, dealerów, biedy i brudu. Minęło już ponad dwadzieścia lat od legendarnego filmu z DeNiro ale Nowy Jork zdaje się wyglądać tak samo. Przez miasto nie przeszła wielka oczyszczająca ulewa, na którą czekał Travis. Frank jest kolejnym świadkiem upadku człowieka. Po raz kolejny bohaterem filmu jest miasto.

dead

Szybko jednak okazuje się, że Scorsese nie miał pomysłu na historię, ani na bohatera. Nicolas Cage nie ma na tyle charyzmy, by zainteresować widza swoją postacią. Jest zmęczony, złamany depresją, wręcz nieobecny i zagubiony. Reżyser natomiast roztacza przed nami wizję świata, którą tak na prawdę już znamy.  Natomiast sama fabuła Ciemnej strony miasta opiera się na prostym ciągle powtarzanym schemacie:  zgłoszenie wypadku – epizod w szpitalu – przerwa na papierosa – kolejne zgłoszenie. Faktycznie – oddaje to monotonnie tej pracy ale również przynosi nudę. Widz przestaje czekać, by cokolwiek się wydarzyło. Akcja stoi w miejscu, reżyser nie potrafi wyjść poza ramy samej ekspozycji.

Frankowi nieustannie objawia się jego zmarła żona: raz jest ona przypadkowym przechodniem, przy kolejnej okazji – wykrwawiającą się ofiarą, po którą Frank właśnie przyjeżdża. Niestety i tego wątku Martin Scorsese nam nie wyjaśni, nie dopowiada go, pozostawia jedynie w sferze domysłów. Staje się jedynie atrybutem głównego bohatera, świadectwem jego obłędu. Przyjąłbym takie rozwiązanie, gdyby Ciemna strona miasta oferowała widzom coś w zamian. Tak nie jest. Trudno śledzić i zaangażować się w jakikolwiek wątek ponieważ cały film zdaje się być zlepkiem na siłę połączonych ze sobą fragmentów. Bądź przez przebywającą ciągle przy ojcu w szpitalu Mary Burke (Patricia Arquette) bądź spotykanie tych samych pacjentów. Scorsese zbudował zamknięty, hermetyczny świat, z którego nie ma ucieczki. Niestety ta koncepcja szybko się wyczerpuje.

317517.1

Ciemna strona miasta opiera się repetycjach, powtarzaniu tych samych czynności, pomaganiu tym samym ludziom. Wykrwawiasz się na chodniku – zaraz po ciebie przyjedziemy, wyleczymy, a po dwóch dniach spotkamy się w tym samym miejscu, w takiej samej sytuacji. Ja będę tak samo wyczerpany tym, że muszę cię ponownie zawieść, a ty znowu o mało nie umrzesz. Jesteśmy skazani na taki rytm. Martin Scorsese jest jak zwykle sceptyczny, woli mnożyć przed Frankiem problemy niż wskazywać rozwiązania. Niestety traktuje tak również widza bowiem trudno po skończonym seansie odpowiedzieć sobie po co ten film powstał. Reżyser Wściekłego byka popada również w absurd – niezrozumiały dla mnie komizm lub w przesadę, na końcu nawet kicz. Styl, za pomocą którego Scorsese prowadzi opowieść, kłóci się z tematem filmu. Niefortunnie, od strony formalnej Ciemna strona miasta kojarzyć się musi choćby z Chłopcami z ferajny: montaż pędzi bez opamiętania,  w tle brzmi rock, wyczuwamy również dystans, jaki reżyser ma do bohaterów. Tutaj ta konwencja wybitnie nie pasuje, miejscami film wręcz się rozpada. Nie wiadomo dlaczego odliczane są kolejne dni tygodnia: nie pełni to funkcji dramatycznej, budującej napięcie – bo na nic nie czekamy, nic nie zostało zapowiedziane, a informacja, że jest „piątek” w ogóle nic nie zmienia – bo każdy dzień jest taki sam.

Przestępców – jak z „Goodfellas” czy nawet z „Wilka z Wall Street” – można potraktować z przymrużeniem oka. Uważają, że są od nas wszystkich lepsi, są królami świata i mogą sobie na wszystko pozwolić. Bez konsekwencji, poza prawem, na własnych regułach. Obie te płaszczyzny dobrze ze sobą współpracują. Gangsterzy i tak zabijają się między sobą, nie sposób im współczuć, lubić ich, nie kibicować im – najlepiej ich wyśmiać, skompromitować. Z tą narracją łatwo się utożsamić i ją przyjąć. Tutaj mamy zupełnie inną perspektywę: to są ludzie, którym faktycznie trzeba pomóc. Żaden z nich nie cierpi zasłużenie, nikt sobie na taki los nie zasłużył. Za dużo tu scen komicznych, za dużo absurdu, za dużo śmiechu. Tym razem Scorsese powinien wyzbyć się swojego charakteru pisma, opowiedzieć to znacznie poważniej: wrócić do stylu wyważonego Taksówkarza. Nie zrobił tego i miejscami Ciemna strona miasta jest wręcz paradoksalnie naiwna. Niektórym tematom służy umiar, redukcja środków ekspresji. Wybuchające pod koniec fajerwerki są rzeczywiście efektowne, jedna z postaci krzyczy wtedy „Kocham to miasto!” – to ładny obrazek ale jakby wyciągnięty z innego filmowego świata. To tylko jedna z szeregu scen, która budzi moje wątpliwości.

dead

Po Martinie Scorsese nie oczekiwałem oczywiście naturalizmu znanego choćby ze zbliżonej tematycznie Śmierci pana Lazarescu. Na takie terytorium i tak ten reżyser nigdy nie wchodził. U niego autorskie kino zawsze romansuje z mainstreamem. Martin Scorsese przyzwyczaił mnie do zbierania z wrażenia szczęki z podłogi.

Przy Ciemnej stronie miasta głównie chwytam się za głowę. Trudno cokolwiek zarzucić temu filmowi pod względem realizacyjnym. Na tej płaszczyźnie Scorsese swoich widzów nigdy nie zawodzi. Lecz czasami nawet warsztatowa biegłość mistrza nie wystarczy, by ukryć wady scenariusza. A ten tutaj zawodzi najbardziej.

MSDBROU EC008

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)







  • Szamian

    Frankowi nie umarła żona, traumą dla niego jest smierć młodej dziewczyny, bodajże narkomanki, której nie udało mu sie uratować. Skąd w ogóle ten pomysł z żoną?

    Zgodzę się, że realizacyjnie ten film jest mistrzostwem ale jakoś ten hermetyczny i działający schematami świat nie przeszkadzał mi a fragmenty czarnego humoru idealnie oddawały pogłębiający się obłęd głównego bohatera. Jak dla mnie dużo lepsze niż „Shutter Island”. Niesłusznie zapomniany ;)

    • Maciej Niedźwiedzki

      Faktycznie. Pomyliłem się z tą żoną. Dzięki za zwrócenie uwagi. (W odpowiedzi na Twój komentarz odpowiem przy okazji na inne zarzuty wobec mojej recenzji)

      Podtrzymuję moje zdanie. „Ciemna strona miasta” jest filmem słabym, nieudanym, wtórnym. W recenzji już nawet nie pisałem o tej scenie gdy Cage ze swoim partnerem starają się złapać tego gostka, który rozbija kijem baseballowym szyby samochodów. Jest to dla mnie tak naiwne i koślawe – nie wierzyłem, że za to odpowiedzialny jest ten reżyser. Wydawało mi się to rodem wyciągnięte z „Toma i Jerry’ego” Albo ten wypadek karetki – Cage wychodzi z ambulansu jakby nigdy nic. W tym filmie jest mnóstwo takich krótszych bądź dłuższych fragmentów, które mnie strasznie drażnią.

      Nie umiem sobie ich wytłumaczyć ani uzasadnić obłędem Franka. Ten film opiera się na takiej kumulacji zdarzeń, że trudno oceniać go za pomocą realizmu: to jest jedna wielka kreacja – i przestrzeni i zdarzeń i czasu. Tak nie jest właśnie w wstrząsającej „Śmierci pana Lazarescu” (jeśli nie widzieliście to bardzo polecam). Dlatego rumuński film dużo bardziej boli. A jeśli potraktować ten film jako zbiór wizji i majaków Franka to też nie wypada najlepiej. Bo dzieją się tam tak idiotyczne, przypadkowe rzeczy, że nie mam pojęcia jak je użyć.

      Nie podobał mi się ten film. Nie dlatego też, że mierzę go „Taksówkarzem” (w takiej konfrontacji mnóstwo filmów nie miałoby przecież szans). „Ciemna strona miasta” sama się nie broni: jest niespójna, chaotyczna, trochę głupawa i efekciarska. Jakby Scorsese siadł z kilkoma kompanami i powiedział: „mamy tu jakiś scenariusz, no to kręćmy – zobaczymy co, z tego wyjdzie”. Nie przekonuje mnie film.

      • Paweł

        A mnie nie przekonują Twoje zarzuty wobec tego filmu. To jeden z ostatnich dobrych występów Cage’a jako aktora dramatycznego, potem trochę się zagubił (choć ja go zawsze bardzo lubię oglądać). Przede wszystkim bardzo dobry był tu klimat i nastrój, w szczegóły fabularne nie będę się zagłębiał, bo nie mam czasu jeszcze raz tego oglądać, ale na pewno miło wspominam

  • bobzielarz

    Mam wrażenie, że oglądaliśmy dwa inne filmy. Komizm, humor, kicz? To ma być wada filmu? Zaraz się dowiem, że „Urodzeni mordercy” jest zbyt przerysowanym filmem? Z całym szacunkiem ale ta recenzja powinna dostać 5/10 (to i tak za dużo), a nie oceniany film.

  • Snow

    Kompletnie nie zgadzam się z recenzją. Ten film to może nie mistrzostwo ale to jeden z najbardziej klimatycznych filmów jakie widziałem.Fabuła może nie specjalnie głeboka ale jest ciekawa. Aktorstwo też całkiem spoko. A tak poza tym, po obejrzeniu filmu po raz pierwszy, wstyd się przyznać, chciałem spróbować pracy jako sanitariusz tak mi się spodobał :). To chyba świadectwo że film ma coś w sobie. Albo że ze mną coś nie tak. Pewnie obydwie możliwości…

  • Mefisto

    No niestety – zacząłeś wyrabiać się w pisaniu przez moment, lecz niestety znowu wracasz do sztampy, jakiej nie da się czytać i, przede wszystkim, zabierasz się za filmy, które nie powinieneś, bo ich najwyraźniej nie zrozumiałeś. Nawet nie chce mi się wymieniać błędnych zarzutów w stosunku do filmu, który taki miał właśnie być, bo taki jest świat, jaki opisuje – niekończąca się pętla, skąpana w nocy i rutynie „patroli”. Film jest znakomity, scenariusz bardzo porządny, jak na zbiór autentycznych wspomnień, a Cage zalicza tu jeden ze swoich najlepszych, ale i najbardziej stonowanych momentów. Zdecydowanie nie jest to film dla każdego, ale pisać, że to wpadka słusznie zapomniana jest przynajmniej nie na miejscu. Po prostu WTF człowieku?

    • Radzimir

      Ten film mógłby się nazywać „Taksówkarz 2”, bo podobny klimat i „połamany” bohater. Ciężki film, choć bardzo dobry od strony formalnej. Jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia wtórności. Dlatego, mimo szacunku wobec Scorsese i rzeczywiście jednej z najlepszych ról Cage’a, „Ciemna strona miasta” pozostaje niezłym – tylko lub aż – filmem.

  • Wojtek

    Ta recenzja paradadoksalnie utwierdziła mnie w przekonaniu jak świetnym „Ciemna strona miasta” jest filmem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota dnia - Szkoła rocka

Następny tekst

ZWIASTUN: Jak wytresować smoka 2



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE