nowości kinowe

CICHA NOC (FPFF w Gdyni 2017)

Zwyczajne spotkanie przy świątecznym stole staje się czułym, intymnym obrazem nie tylko polskiej prowincji, ale przede wszystkim portretem pokoleń na wiecznym dorobku.

Autor: Karolina Dzieniszewska
opublikowano

Przy wspólnym stole

Cicha noc okazała się jednym z największych zaskoczeń festiwalu w Gdyni i śmiało można ją wpisywać na tegoroczną listę polskiego „must see”. Zdawało się, że film nie obiecuje wiele więcej ponad świetną obsadę i zdolnego operatora, i tym niemniej cieszy fakt, jak dobry, przemyślany i poruszający jest to tytuł.

Piotr Domalewski udowadnia, iż debiut nie musi być rzucaniem się z gołymi pięściami na całą spuściznę kinematografii – wybiera temat skromny, osnuty wokół świątecznej wieczerzy, kiedy dosyć niespodziewanie przybywa cała rodzina, by przełamać się opłatkiem i załatwić rodzinne sprawy.

Adam przyjeżdża na Wigilię bez zapowiedzi, mimo że w mieszkaniu czeka na niego ciężarna dziewczyna. W rodzinnym domu na wsi, w bezśnieżny wieczór, spotykają się wszyscy – ojciec, który za granicą stracił zdrowie, wiecznie pijany dziadek, siostra żartująca, że aby tak mało zarabiać, to należy mieć co najmniej tytuł magistra, brat, któremu nie wiadomo o co chodzi, popalający marihuanę kuzyn, kuzynka wiecznie z głową w telefonie, wujek rzucający niewybredne dowcipy i matka, wciąż starająca się wychować ich wszystkich „na ludzi”… Domalewski nie podąża jednak drogą Smarzowskiego, zanurzonego w polskiej karykaturze i patologii po pas, chociaż i w jego obrazie jest jakaś chropowata, błotnista swojskość. Bliżej jest mu do Sieranevady czy Sierpnia w hrabstwie Osage, mimo że to i tak tylko nieudolne próby wpisania Cichej nocy w kontekst – Domalewski swoim debiutem sprawia, że jego nadchodzącą karierę będzie śledzić wiele par oczu.

Cicha noc to czuły portret pokolenia na dorobku, które nie zamierza popełniać błędów rodziców, zarazem nie znając innego życia.

Jednocześnie film ten jest nie tylko wycieczką do Polski B, ale podróżą przez polską mentalność, taką odrobinę z prowincji. Reżyser z czułością portretuje drugie pokolenie dorobkiewiczów, dla których jedyną szansą jest wyjazd za granicę, mimo że pobrzmiewa w tym gorycz słów głównego bohatera mówiącego do ojca, że dla takich jak oni czasy zawsze są takie same. Nie trzeba wyjaśniać, czemu Adam wysiadający na ponurym, olsztyńskim dworcu wynajmuje najlepszy i najładniejszy samochód; doskonale zdaje sobie sprawę, że będzie oglądany i oceniany, że wracając z mitycznego Zachodu należy się pokazać i godnie zaprezentować. Chłopak układa plan, który pozwoli mu zacząć na nowo, tam, daleko od rodziny i ojczyzny, a reżyser stawia przed nim pytanie, czy to w ogóle możliwe… Jak sam mówił, skoro z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, to Cicha noc jest namysłem nad tym, czemu w ogóle stajemy wspólnie przed obiektywem.

Domalewski przede wszystkim ma niesamowite ucho do dialogów i wrażliwość na detale – jego wigilijna opowieść mówi o polskich zwyczajach nawet więcej, niż chcielibyśmy przyznać.

Świąteczna ramówka obejmuje oczywiście przygody Kevina, domownicy pochylają się nad barszczem z uszkami, a na wigilijnym stole nie ma wódki, bowiem stoi pochowana po kątach i szafach. Cicha noc jest filmem wyrazistym, ale nie chłodnym i bezlitosnym; zrealizowanym z niezwykłą wrażliwością na szczegóły i drobnostki, które zbliżają ją do powszedniego realizmu. Nawet jeśli ostatecznie musi zdarzyć się jakaś świąteczna katastrofa, to Domalewski nie chełpi się niepotrzebnym dramatyzmem – jest w jego dziele sporo humoru, niekiedy czarnego i ironicznego, ale jest również zrozumienie dla bohaterów i ich sposobu życia.

Prostota pomysłu, od której reżyser wychodzi, ostatecznie urzeka i porusza. Być może dla wielu widzów to będzie ten tytuł, który po zakończonym seansie siedzi w człowieku niczym zadra, przeszkadzająca i nieprzyjemnie drapiąca od środka, domagająca się przemyśleń. Dla innych być może festiwalowe zachwyty to ledwie wiele hałasu o nic… Jednak ten film to więcej niż dobre aktorstwo i kolejna historyjka o problemach przy świątecznym stole. Cicha noc zdaje się dziełem bardzo intymnym, osobistym. Chropowatym w obrazie i bliskim polskim realiom. Trochę jest w niej artefaktów z przeszłości, całkiem spora graciarnia tego, co jeszcze może się przydać, trochę rodzinnych fotografii, kilka dowodów na to, że życie jest znośne i drugie tyle na to, iż tak naprawdę coś się po drodze zgubiło i przegrało.

Ostatnio dodane