Chuligani | FILM.ORG.PL

Chuligani

Przyzwoity dramat społeczny, którego przesłanie jest jednak zbyt oczywiste.




Skutki odrzucenia




Jakub Piwoński
29.11.2012


Brytyjczyk Peter Mullan to kolejny przykład aktora, który w pewnym momencie swej filmowej kariery postanowił stanąć po drugiej stronie kamery. Można założyć, że dzięki artystycznemu sukcesowi filmu „Siostry magdalenki”, ten zwrot w karierze musiał wyjść mu na dobre. Jego trzeci pełnometrażowy film, to kolejny dramat społeczny osadzony w realiach brytyjskich. W „Chuliganach” Mullan wraca bowiem do rodzinnego Glasgow, by opowiedzieć historię o młodych ofiarach bezwzględnego systemu.

Owa historia opowiadana jest z perspektywy Johna Mcgilla. Chłopiec jest przykładem wybitnego ucznia, którego wyniki w nauce przewyższają możliwości kolegów z klasy. Niestety, jego sytuacja rodzinna nie wygląda już tak optymistycznie. Ojciec (w tej roli sam reżyser) jest alkoholikiem i awanturnikiem, starszy brat osiedlowym chuliganem, a matka, tracąc ostatecznie wiarę w siebie, pozostaje w stanie bierności. John jest ambitny i za wszelką cenę pragnie skierować swoje życie na lepsze tory. Jednak problemem środowiska w którym się wychowuje, jest szerzący się defetyzm. Porównania do starszego brata, upowszechniane przez nauczycieli, skutkują brakiem wiary w potencjał Johna. Z kolei, gdy główny bohater poznaje chłopca z dobrego domu, dla rodziców nowego przyjaciela wydaje się niedopuszczalne, by młody Mcgill zadawał się z ich synem. Tak właśnie zaczyna się historia Johna- osiedlowego chuligana.

Brak społecznej akceptacji doprowadza Johna do buntu, którego konsekwencją jest przyłączenie się do młodocianego gangu. Wrodzona ambicja i edukacyjny zapał okazały się niewystarczające.  Młody John ponosi porażkę, gdyż wbrew swym postanowieniom, zmuszony zostaje wkroczyć na drogę występku. Podzielenie losu brata staje się więc faktem. Widz obserwuje zatem stopniowy upadek młodego bohatera, przemianę z dobrego, perspektywicznego osobnika w bezkompromisowego zawadiakę. Jednak John Mcgill to przykład chłopaka, który staje po stronie zła nie z czystego wyboru, a ze społecznego przymusu. Środowisko, w którym się otacza, nie podaje mu ręki, pozostaje obojętne wobec jego losu. Rodzina, która się nim opiekuje, pozbawiona wychowawczych filarów, w podejmowaniu wyborów zostawia go samego. W końcu ojciec, swoją postawą, pozbawia najmłodszego syna możliwości oparcia na wzorcu. Tkwiący w nim potencjał zostaje zbagatelizowany. Kieruje się ku złu, gdyż tkwiące w nim dobro nie zostało ani zauważone, ani tym bardziej docenione. „Zewnętrzny” kat, regularnie pustoszący osiedle,  do końca pozostaje „wewnętrzną” ofiarą społecznego odrzucenia. Smutne, lecz prawdziwe.

Przygotowując konspekt filmu o młodocianym przestępcy, Peter Mullan początkowo miał zamiar nakręcić krótkometrażową etiudę. Decyzja o rozciągnięciu fabuły do pełnometrażowego filmu, jest bardzo wątpliwa, gdyż film cierpi na dłużyzny. Refleksje reżysera na temat mechanizmów społecznych są ważne, ale nie jestem pewien, czy umieszczenie ich w dwugodzinnej fabule było posunięciem trafnym. W ten sposób historia ukazana w „Chuliganach” nie ustrzegła się wtórności i nadmiernego rozdęcia. Jednak duży wpływ na jej ostateczny kształt musiał mieć osobisty stosunek reżysera, pełniącego także rolę scenarzysty, do ukazywanych wydarzeń. Akcja filmu odbywa się na początku lat siedemdziesiątych w Glasgow. To dokładny czas i miejsce dorastania reżysera, rodowitego Szkota. Peter Mullan nie ukrywa, iż kontekst autobiograficzny jest w filmie bardzo wyraźny, szczególnie w ukazaniu trudnych relacjach protagonisty ze swym ojcem.  Bardzo możliwe, że właśnie dlatego twórca poszerzył scenariusz „Chuliganów”, by dopełnić ją kluczowym dla rozwoju fabuły wątkiem. Dzięki temu film mógł nabrać osobistego wydźwięku, rozliczenia z trudną przeszłością. Dla przeciętnego widza nie będzie to jednak istotne, a wysiłki reżysera chcącego uwiarygodnić opowiadaną historią, mogą w odbiorze zostać sprowadzone do poziomu fabularnego banału.

Mullan stworzył przyzwoity dramat społeczny, którego przesłanie jest jednak zbyt oczywiste. Pod tym względem nie mamy do czynienia z niczym oryginalnym. Dobre aktorstwo nie potrafi odwrócić uwagi od scenariuszowej miałkości. Podobnie sytuacja ma się z wprowadzeniem, w kilku kluczowych scenach, ciekawych elementów symboliki. To wciąż historia, której początek i koniec znany jest nam doskonale. Jednak mam wrażenie, że mimo dobrej znajomości tematu, nadal nie potrafimy wyciągnąć z niego odpowiednich wniosków. I choćby dlatego, warto dać temu obrazowi szansę.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Noc Reklamożerców 2012, czyli co się stało, że się ***

Następny tekst

Wes Anderson



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE