CHRONIC – Tim Roth opiekuje się chorymi | FILM.ORG.PL

CHRONIC – Tim Roth opiekuje się chorymi

Dokopmy bohaterom i widzowi jeszcze bardziej, sprawmy, aby wszyscy cierpieli jeszcze mocniej.




Fatalistyczne wizje ludzkiego końca




Filip Jalowski
23.05.2015


Michael Franco już raz triumfował w Cannes. W 2012 roku jego Pragnienie miłości wygrało sekcję Un Certain Regard, rozgrywającą się na uboczu konkursu głównego. Przewodniczącym jury był wówczas Tim Roth, czyli aktor wcielający się w główną rolę w najnowszym, nominowanym do Złotej Palmy, filmie meksykańskiego reżysera.

Chronic, Franco i Rotha łączy z festiwalem z roku 2012 coś jeszcze i bynajmniej nie mam tu na myśli któregoś z hotelowych rautów. W momencie, gdy Pragnienie miłości zwyciężało konkurs Un Certain Regard, Złotą Palmę z rąk Nanniego Morettiego odbierał za swoją Miłość Michael Haneke. Chronic jest w zasadzie o wiele uboższą wersją filmu Austriaka. Momentami nie można pozbyć się wrażenia, że Franco skroił ją tylko po to, aby odtworzyć konkursowy scenariusz z 2012 roku. Miejmy nadzieję, że jury nie da się oszukać.

chronic1

Bohater Rotha jest pielęgniarzem, który zajmuje się osobami zbliżającymi się do śmierci. Wśród jego pacjentów są zarówno osoby starsze, jak i ludzie stosunkowo młodzi, ale cierpiący na niemożliwe do wyleczenia choroby. W pierwszych fazach filmu nie wiemy o głównym bohaterze właściwie nic ponadto. To zupełnie anonimowy człowiek, który momentami wydaje się być bardziej pozbawiony życia, niż jego schorowani pacjenci. Pozornie cechuje go niemal całkowity brak emocji i zimny profesjonalizm w podejściu do podopiecznych. Z czasem maska zaczyna delikatnie pękać, niemniej Roth do końca sprawia wrażenie osoby, która mimo zachowywania czynności życiowych, już dawno umarła. Więzi tworzone z osobami bliskimi śmierci potrzebne są mu prawdopodobnie do tego, aby uwierzyć, że nadal żyje.

Franco, podobnie jak trzy lata temu Haneke, skupia się na zademonstrowaniu przygnębiającej poetyki umierania.

W Chronic nie ma miejsca na intelektualne rozprawy mające na celu oswojenie śmierci, nie ma miejsca na emocjonalne zagrywki sugerujące widzowi, że wszystko będzie dobrze, że koniec jest dopiero początkiem i tak dalej. To nieustanne patrzenie na ludzi, którzy nie są w stanie wstać z łóżka, na zabrudzoną bieliznę i obleczone jedynie skórą kości twarzy i dłoni. Pomiędzy tym wszystkim krąży natomiast cichy, przygaszony Roth, pełniący w Chronic rolę Charona. Podobnie jak o mitycznym przewoźniku, tak i o nim nie wiemy zbyt wiele. Franco nie robi jednak nic, aby przekuć ten fakt w zaletę filmu. Zamiast silnego uderzenia emocjonalnego związanego z tematyką obrazu, dostajemy od meksykanina jedynie zlepek kolejnych scen przedstawiających fatalistyczne wizje ludzkiego końca. Chronic przyświeca zasada – dokopmy bohaterom i widzowi jeszcze bardziej, sprawmy, aby wszyscy cierpieli jeszcze mocniej. Brak w tym wszystkim subtelności i niedopowiedzeń, które zadecydowały o wielkości wspominanego już filmu Hanekego.

chronic2

Miłość rozgrywa się właściwie w pełnych smutku oczach Jean-Louisa Trintignanta, który spogląda na gasnącą Emmanuelle Rivę. Przedśmiertne rzężenie dobywające się z jej ciała, skóra zmieniająca kolor na odcienie szarości, jęki bólu – to wszystko jest jedynie tłem, ponieważ u Hanekego śmierć ma na celu wyniesienie na piedestał życia. W Chronic jest ona celem samym w sobie, dlatego odbiór filmu szybko zaczyna przypominać czytanie nekrologów. Niby czujemy wagę kryjącą się za czarno-białymi stronami, ale ich smutny czar pryska zaraz po tym, gdy przerzucimy kartkę. Całkowicie bezbarwne kino, choć Roth może liczyć na tegoroczną nagrodę aktorską.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Mastermind. O kinie George'a Millera

Następny tekst

MAKBET - Fassbender i Cotillard w ostatnim filmie w Cannes



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE