Chodźmy pogrzeszyć - 30. WFF - Nie zadzieraj z imamem | FILM.ORG.PL

Chodźmy pogrzeszyć – 30. WFF

Wykreowana przez Onura Ünlü abstrakcyjna rzeczywistość urzeka. To produkcja zrealizowana z lekkością oraz smakiem, będąca dowodem na to, że nawet z religii można w umiejętny sposób żartować.




Nie zadzieraj z imamem




Krzysztof Połaski
11.10.2014


plakat_mInteligentna, zabawna i pełna absurdów komedia z islamem w tle – niemożliwe? A jednak! Chodźmy pogrzeszyć to produkcja zachwycająca niemal od początku do końca. 30. Warszawski Festiwal Filmowy rozpoczął się w naprawdę dobrym stylu.

Współczesny Stambuł. Podczas modlitwy w jednym z meczetów zostaje zamordowany właściciel sklepu z artykułami żelaznymi, który większe zyski generował dzięki lichwiarstwu. Miejscowemu imamowi Selmanowi (świetny Serkan Keskin) pozostaje jedynie złożyć zeznania – co nie trwa długo, gdyż ofiarę znał wyłącznie z widzenia – a następnie posprzątać po zwłokach oraz przewietrzyć świątynię. Sprawa byłaby dla niego zamknięta, gdyby nie fakt, że niedługo później na swoim koncie bankowym odkrywa sowity przelew od lichwiarza dokonany na kilka dni przed morderstwem. To nie wygląda dobrze; niekompetentni policjanci mogą nie dać wiary, że imam nie ma nic wspólnego z zabójstwem, więc duchowy przywódca rozpoczyna dochodzenie na własną rękę i odkrywa, że za spust mógł pociągnąć dosłownie każdy.

Onur Ünlü bawi się z widzami. Turecki twórca nakręcił obraz będący zgrywą z kina noir, thrillera, dramatu psychologicznego, dramatu społecznego, a nawet musicalu! Wszystko, co obserwujemy na ekranie, jest przerysowane do granic możliwości, trup ściele się gęsto, a większość obecnych na sali kinowej rechocze niemal co dialog. Intryga jest skomplikowana i bardzo zawiła, twist goni twist, więc widz do samego końca zastanawia się, kto tak naprawdę jest mordercą.

1

Wykreowany przez autora świat to współczesna Turcja w krzywym zwierciadle. Reżyser i scenarzysta w jednej osobie nie tylko mozolnie skonstruował intrygę, ale przede wszystkim stworzył galerię szalenie interesujących postaci. Centralną figurą jest oczywiście główny bohater; imam nie para się wyłącznie przywództwem duchowym, oprócz tego jest także muzykiem, szachistą, byłym bokserem i żołnierzem oraz absolwentem antropologii, szukającym na studiach racjonalnego wyjaśnienia dla monoteizmu. Ma niewyparzony język, mocny cios i dość liberalne podejście do religii, aczkolwiek wszystko co robi, wykonuje w imię Allaha.

2

Niemniej ciekawe są postacie drugoplanowe; muezzin Efraim (Umut Kurt) tak naprawdę jest chrześcijaninem, natomiast córka imama, Zeynep (piękna Hazal Kaya), nie szanuje tradycji i bierze ślub bez zgody oraz błogosławieństwa ojca. Całość uzupełniają, noszący ksywę Superman, zmanierowany bokser o aparycji lowelasa z filmów rodem z Bollywood oraz stereotypowy, zmęczony życiem gliniarz, który po pracy bije swoją żonę. Warto zaznaczyć, że twórca za pomocą przerysowania oraz humoru zwraca uwagę na – poruszany już wcześniej przez tureckich filmowców – problem stosowania przemocy wobec kobiet przez mężczyzn i bagatelizację tego procederu.

3

Osobnym bohaterem filmu jest muzyka. Twórca dołożył wszelkich starań, aby ścieżka dźwiękowa nie była tylko dodatkiem, ale elementem tworzącym klimat dzieła. Muzykę, brzmiącą jakby była przygotowana specjalnie dla jakiegoś dreszczowca, wykorzystuje w jednocześnie tak banalnych i przewidywalnych momentach, że wyłącznie zwiększa komizm swojego obrazu. Na podobnej zasadzie zostały wykonane zdjęcia; w scenach, gdy jedna postać śledzi drugą, idą za sobą niemal krok w krok jak w komediowych kryminałach. Nie brakuje również długich, statycznych ujęć, gdy kamera powoli prezentuje nam bohatera czy wspaniałych sekwencji musicalowych, mających za zadanie w śpiewany sposób oddać nastrój głównego bohatera.

Chociaż Chodźmy pogrzeszyć jest produkcją traktującą islam z humorem i dystansem, to jednak przesłanie filmu jest mocno religijne, co podkreślają wypowiedziane w jednej ze scen słowa „odsetki zabijają”. Reżyser bierze na tapetę lichwiarzy i konsekwencje wynikające z ich działalności, pokazując słuszność zakazania przez islam lichwy jako formy niesprawiedliwości oraz wyzysku.

Chodźmy pogrzeszyć to oryginalna i przemyślana komedia, z bardzo dobrym scenariuszem oraz świetnie nakreślonymi bohaterami. Wykreowana przez Onura Ünlü abstrakcyjna rzeczywistość urzeka. To produkcja zrealizowana z lekkością oraz smakiem, będąca dowodem na to, że nawet z religii można w umiejętny sposób żartować. Ubaw po pachy gwarantowany.

Latest posts by Polas (see all)







  • Mefisto

    Kompletnie się nie zgodzę – owszem, pierwsza połowa filmu jest autentycznie wciągająca, zabawna i w jakiś sposób urzekająca, oryginalna. Ale to co dzieje się potem, to zwykłe naśladowanie Hollywood, niekiedy wręcz kopiowanie Zachodu (muzyka łudząco przypomina Sherlocka, do którego zresztą są w filmie bezpośrednie nawiązania) oraz, co gorsza, przeskakiwanie rekina (główny bohater z pociesznego, odrobinę fajtłapowatego nawet klechy nagle zamienia się w genialnego detektywa i Jasona Bourne w jednym). Rozczarowanie.

    • Krzysztof Połas Połaski

      Oczywiście, że jest to kopiowanie zachodu i to pełną gębą, lecz mam wrażenie, że to właśnie tak miało wyglądać od początku do końca. To zabawa gatunkami, jedna wielka zgrywa z kina, wręcz parodia, dlatego mamy głównego bohatera, który jest dosłownie niezniszczalny oraz potrafi rozwiązać każdą zagadkę. Na tym polega największy żart – i to religijny – gdyż mamy imama, przywódcę duchowego, który nie tylko służy wiernym, ale jego moc i siła jest tak wielka, że potrafi rozwiązać każdą zagadkę, unieszkodliwić oszustów, złapać mordercę etc. etc. Ja się bawiłem doskonale i w żadnym wypadku nie nazwałbym tego rozczarowaniem :)

      • Mefisto

        No ale z początku nie jest on przecież taki – nawet zdaje się nie ogarniać co się dzieje w pierwszych minutach (plus przytłaczają go inne zdarzenia). Potem nagle ni stąd, ni zowąd zostaje „Bondem”. Zresztą dobrze oddaje to zachowanie publiki – na pierwszej części filmu wszyscy się dobrze bawili, a na finale już raczej cisza i niecierpliwe spoglądanie na zegarek.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

SŁUŻBY SPECJALNE

Następny tekst

"There are no "B" films anymore". Interview with Josh Hadley



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE