CHAPPIE - recenzja | FILM.ORG.PL

CHAPPIE

Maszyna to? Czy może już człowiek?




Mechaniczne serce




Maciej Niedźwiedzki
13.03.2015


Neill Blomkamp w swoich kolejnych filmach tworzy rozbudowane i przekonywająco prawdziwe światy: ponure oraz intrygujące plastycznie. W Chappie wracamy do Johannesburga, w którym podobnie jak w słynnym Dystrykcie 9 zewsząd wylewa się brud i panuje bieda. Jeszcze bardziej widoczny jest podział społeczeństwa na dwie klasy. W jednej mamy zamożnych pracowników korporacji mieszkających w nowoczesnych domkach na sterylnych przedmieściach, a w drugiej nie mających żadnych perspektyw bezdomnych i bezrobotnych.

Niesprawiedliwy podział kapitału sprawił, że drastycznie wzrosła przestępczość. Zajmuje się nią teraz każdy. Miasto zostało zdominowane przez większe lub mniejsze organizacje zajmujące się handlem bronią, ludźmi i narkotykami. To świat, w którym spluwa jest najmocniejszą walutą, w którym panują barbarzyńskie reguły. Władzom Johannesburga oczywiście zależy na tym, aby zapanować nad popadającym w anarchię miastem. Pomóc mogą tylko rządy twardej ręki. Oko za oko, ząb za ząb. Na ulice zostają wprowadzone roboty stworzone przez firmę zbrojeniową Tetravaal. Mają one pomagać policji pacyfikować gangi. 

Ich wynalazcą jest młody inżynier Deon (Dev Patel), mający jednak większe ambicje niż projektowanie coraz to doskonalszych maszyn do zabijania. W domu pracuje nad sztuczną inteligencją. Wreszcie ją odkrywa i następnie instaluje u jednego z wynalezionych przez siebie robotów. Z Deonem konkuruje pracujący w tej samej firmie drugi inżynier, Vincent Moore (Hugh Jackman). Zazdrości swojemu koledze ogromnego sukcesu, przez który jego projekt przestał być finansowany. Vincent reprezentuje bojową i rewanżystowską postawę, to były komandos chętnie sięgający po broń: dla obrony własnej, dla popisu, dla wyładowania emocji, do szantażu. Rewolwer ma przypięty do pasa nawet siedząc za biurkiem przed komputerem, gdy sprawdza pocztę.

1251623 - Chappie

Blomkamp w bardzo jaskrawy sposób kreuje kolejne postaci. Przypominają one bohaterów bajki, które utożsamiają jedne, niezmienne cechy. Wprowadza również do filmu kolejne figury mające uniwersalizować tę historię. Jest więc Matka, Ojciec i Twórca. To jeden z kilku dobrych pomysłów-tematów, z których skonstruowany jest Chappie. Zainteresowanie wzbudzają również sekwencje, w których tytułowy bohater uczy się od ludzi ich języka, mimiki, gestów i manier. Na tym poziomie obraz Neilla Blomkampa połowicznie spełnia funkcję pedagogiczną. Relacja między Chappiem a dorosłym człowiekiem jest porównywana do tej, gdy małe dziecko uczy się od swoich rodziców.  Przejmuje ono wtedy ich cechy i zwyczaje, bez względu na ich zasadność czy etyczny wymiar. To może niezbyt wyszukana metafora, ale dość wzruszająca. Chappie to postać naiwna i prostoduszna, dająca się łatwo manipulować. Sztuczna inteligencja często okazuje się niedoskonała, zawodzi na podstawowej płaszczyźnie. Robot rzeczywiście zyskał samoświadomość, ale nie potrafi ocenić własnego postępowania. Mimo swoich szczególnych właściwości jest kolejną maszynką, domowym sprzętem zaprogramowanym do bezrefleksyjnego wykonywania określonych zadań. Najciekawiej jest wtedy, gdy pojawia się płynna granica między tym, co jest w nim ludzkie a tym, w czym człowieka perfekcyjnie naśladuje.

Najnowszy film Blomkampa jest bardzo nierówny. Pierwsza jego połowa ma zdecydowanie więcej do zaoferowania.

Chappie ma wtedy charakter przypowieści, reżyser skoncentrowany jest na bohaterach. Wówczas ten film jest  łagodny i przystępny. Ponadto Blomkampowi czasami udaje się nadać niektórym scenom nienachalną urokliwość i magiczność. Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że większość postaci to charaktery stereotypowe i niezamierzenie karykaturalne, czasami nieznośne i irytujące. Interesujące jest bowiem to, w jaki sposób reagują oni na Chappiego. Z kolei on wchłania w siebie wiele, często skrajnych, cech swoich towarzyszy. Jego osobowość jest niestała i ulega modyfikacjom. To chodzące lustro, w którym widz dojrzy odbicie każdej z postaci.

1251623 - Chappie

Niestety Blomkamp chciał Chappiem zadowolić wszystkich. Z czasem jego film staje się wulgarny, a w tle coraz wyraźniej słyszymy odgłosy finalnych eksplozji i tandetnych fajerwerków.

Reżyser sięga po konwencję kina wojennego, przez co rozsadza od środka budowany od początku klimat. Blomkamp przemienia się nagle w brutalnego i prostackiego chuligana, który popisami pirotechniki zamierza zadowolić wszystkich spragnionych kolejnej części Transformersów. Nużąca destrukcja okazuje się najważniejsza. Reżyser nadużywa również zwolnionego tempa i wykorzystuje je nieumiejętnie. Za sprawą slow motion nie heroizuje bohaterów, ale sprawia, że wyglądają komicznie. W pewnym momencie Chappie jest wręcz niestrawny przez kumulację środków ekspresji. Dochodzi do tak częstych zmian tonacji, że trudno powiedzieć dla jakiej grupy wiekowej ten film powstał.

W drugiej połowie umyka urok i szlachetna poczciwość. Momentalnie straciłem z postaciami emocjonalną więź. Przemieniają się one w sterowane przez Blomkampa wojenne maszyny wykonujące misję, którą zainteresowany jest tylko i wyłącznie reżyser. Podejrzewam, że on doskonale bawił się nad tą planszą, samotnie przesuwając pionki. Jednak zapomniał, że ja siedzę razem z nim w pokoju. Nie widzi również, że od dłuższego czasu niecierpliwie spoglądam za okno czekając, aż w końcu się do mnie odezwie.

korekta: Kornelia Farynowska

cinema

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)







  • Dawid

    Sądziłem, że Blomkamp po tym nieszczęsnym Elizjum (o którym sam zresztą się wypowiedział niezbyt pochlebnie) weźmie się w garść. Jeśli kolejne recenzje będą równie nieprzychylne wniosek nasunie się chyba sam: Blomkamp powinien wyjść z Johannesburga, a może nawet z tego brudnego i w tak prosty sposób dzielącego ludzi na klasy sci-fi.

  • Jakub Piwoński

    Coraz bardziej obawiam się, że Blomkamp stanie się reżyserem jednego, pierwszego filmu, z równią pochyła zanotowaną przy filmach kolejnych. Jest to niepokojące gdy weźmie się pod uwagę z jaką legendą będzie się wkrótce mierzyć.

    • bobzielarz

      Następca M. Night Shyamalana.

    • Andriej

      Jeśli kolejny Obcy będzie się rozgrywał w Johannesburgu, a Xenomorfy będą się tam zajmować uciskaniem klasy robotniczej, to Blomkamp nie tylko pójdzie z torbami, ale doczeka się zamachu na własne życie…

  • bobzielarz

    Czyli film familijny, który zobaczymy przy niedzielnym obiedzie na Polsacie za 3 lata .

    • gdyby „Chappie” był poczciwym familijnym filmem to ocena byłaby zdecydowanie wyższa. A tak, to nie wiadomo co to jest. Nie wiadomo dla kogo.

      • yytyjyj

        Chappie to zły film dla zjechcnych poj…nych i zas…ch matołów

  • Andriej

    A jednak: Blomkamp robi w kółko ten sam film, lekko zmienia tylko protagonistę. Nawet grzechy popełnia te same, zupełnie jakby nie tworzył swoich filmów od podstaw, tylko po prostu modyfikował poprzednio wykorzystane formuły. Cóż, przynajmniej tym razem nie będę miał złudzeń co do kolejnego „Obcego”, oszczędzę sobie bólu jaki sprawił mi „Prometeusz”.

    • Kozas

      Z drugiej strony Blomkamp ma ułatwione zadanie, cokolwiek nie zrobi ludzie powiedzą „No cóż, przynajmniej nie było to tak złe jak Prometeusz”.

      • Andriej

        No uważaj, bo zapeszysz….

  • Piotr Kocięcki

    A mi tam się „Chappie” podoba. Kupuję tą wizję Johanesbuga niedalekiej przyszłości z robotami na ulicach, gangsterami, zamieszkami itp. Kupuję również sceny akcji, które są dobre. Blomkamp ma ewidentnie do nich talent. Kupuję też tytułoweg bohatera, który jest dobrze zaprojektowany, świetnie zdubbingowany i ogólnie bardzo przyjemny. Fakt, „Chappie” jest zrobiony z ogranych klisz, ale ogląda się to naprawdę nieźle. Nie jest to wybitny film, ale słaby też nie.

  • kelley

    chappie jest filmem niezłym, ale razi naiwnością. spodziewałem się traktatu o a.i., a dostałem nową wersję e.t. w pewnym sensie jestem sam sobie winny, ale uproszczenia trochę mnie odrzuciły. natomiast joburg jako miasto – bohater działa bezbłędnie.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Profity bycia złym

Następny tekst

Historie Nie(d)opowiedziane: ISOBAR, czyli o tym jak przez 25 lat pracowano nad plagiatem "Obcego"



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE