nowości kinowe

Cezar musi umrzeć

Odsiadujący najwyższe wyroki przestępcy odgrywają dramat „Juliusz Cezar” w murach najsłynniejszego rzymskiego więzienia o zaostrzonym rygorze Rebibbia. „Cezar musi umrzeć” nie jest inscenizacją. To dokument połączony z teatrem.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

I ty, Brutusie, przeciwko mnie?

Autorką recenzji jest Zuzanna Bućko

 

Tegoroczne wyniki Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie udowodniły, że Szekspir wciąż nie zawodzi współczesnych twórców. Tryumfują nie tylko świeże interpretacje dzieł klasyka w formie spektakli telewizyjnych, lecz coś zupełnie nowego.

Nagrodzony Złotym Niedźwiedziem Berlinale 2012 czarno-biały dramat to spektakl w filmie. Niemalże od samego początku do ostatnich ujęć aktorzy wcielają się w role właśnie aktorów. I tu kolejna niespodzianka. Otóż wszyscy mężczyźni pojawiający się na ekranie to prawdziwi więźniowie. Odsiadujący najwyższe wyroki przestępcy odgrywają dramat „Juliusz Cezar” w murach najsłynniejszego rzymskiego więzienia o zaostrzonym rygorze Rebibbia. „Cezar musi umrzeć” nie jest inscenizacją. To dokument połączony z teatrem.

 

Na taki eksperyment mogli pozwolić sobie jedynie weterani i znawcy kina – bracia Paolo i Vittorio Taviani. Od włoskiego duetu należało wiele wymagać. Obaj twórcy (każdy z nich przekroczył już osiemdziesiątkę) znani są z misternie komponowanej estetyki obrazu. Właśnie ta cecha nadała ich najnowszej produkcji charakter jeszcze podnioślejszy niż gdyby był zrealizowany w formie teatru telewizji. Wielki nieobecny, czyli kolor okazał się zbędny w wyrażeniu intensywnych emocji. Wręcz przeciwnie jego brak je eskaluje. Podniosły nastrój wprowadzony już od samego początku pozwala nam nie tylko poznać, lecz na swój sposób zrozumieć sytuacje życiowe, w jakich znaleźli się odtwórcy szekspirowskich ról.

Choć z początku udział morderców, złodziejów, członków włoskiej mafii i innych przestępców wagi ciężkiej wydaje się wręcz absurdalny, wrażenie to diametralnie zmienia scena przesłuchania. Świadomość autentyczności wyrażanych emocji, cytowanych kwestii każe nam zawierzyć reżyserom w dalszej części filmu. To dzięki realnym bohaterom, ludziom z krwi i kości, bracia Taviani uzyskują pełną ufność ze strony widza. Tu nie ma nawet mowy o cieniu podejrzenia padającym na autentyczność pojedynczych scen. Już od pierwszych minut filmu mamy pewność, że nikt nas nie oszuka. I choć z pozoru wydawać, by się mogło, że głównym tematem obsypanego nagrodami filmu jest resocjalizacja więźniów, nie o to tu chodzi. 

 

Najważniejsze są bowiem emocje. Bracia Taviani nadają więźniom ludzkie przymioty, których odmówiło im społeczeństwo wraz z ich wkroczeniem za kraty więzienia. O nich samych wiemy niewiele. To ludzie skrzywdzeni przez samych siebie. Nie chcą mówić o przeszłości. Wkraczają w świat Szekspira, który daje im nadzieję. Wypowiadając słynny cytat Juliusza Cezara „I ty, Brutusie, przeciw mnie?” lepiej niż ktokolwiek inny wiedzą o jakiej zdradzie mówią. Dramat ten porusza przecież najważniejsze kwestie i rozterki moralne człowieka.

W filmie jest jedna scena, gdzie granice rzeczywistości i fikcji zacierają się. W pewnym momencie nie mamy pewności czy bohater przemawia słowami klasyka czy odchodzi od nich, by „policzyć się” ze współwięźniem. To pokazuje jak mocno mężczyźni zaangażowali się w przygotowania. Bowiem sztuka jest dla nich ucieczką. Gdzie indziej mogą zagubić myśli? Rozprostować skrzydła? W czterech ścianach celi jest to niemożliwe. Szekspir daje im szansę wzbicia się w powietrze. Z pewnością ktoś powie: „przecież nie siedzą w więzieniu za nic”. To prawda, lecz twórcom udało się uniknąć aspektu winy konkretnych skazanych. Nie osądzają ich przewinień, a jedynie o nich wspominają. To nie one są najważniejsze, a pragnienie wolności wyrażone językiem sztuki.

Choć „Cezar musi umrzeć” nie zagościł jeszcze w polskich kinach widzowie mieli jedyną okazję na zobaczenie przedpremierowego pokazu. Podczas II Festiwalu Muzyki i Filmu Transatlantyk film ten po brzegi wypełnił salę kinową. Powodzeniem na naszych ekranach z pewnością będzie się cieszył za sprawą reklamy. Kto pogardzi laureatem Złotego Niedźwiedzia? Miejmy nadzieję, że polska publiczność doceni włoską produkcję z powodów nie tylko komercyjnych. Bowiem takich filmów „perełek” jest więcej. Miejmy odwagę i chęci na ich poszukiwania. W wyborze filmów nie kierujmy się jedynie repertuarem multipleksu w pobliskiej galerii handlowej.

 

Ostatnio dodane