Carte Blanche, recenzja | FILM.ORG.PL

CARTE BLANCHE

Mimo trudnych tematów film lekki, świetnie zagrany i tylko chwilami ocierający się o banał.




Widać, że jest nieźle.




Jan Dąbrowski
25.01.2015


Historyk w jednym z liceów w Lublinie zaczyna tracić wzrok, mimo to podejmuje się doprowadzić swoją klasę do matury.

W tym jednym zdaniu właściwie streszczona jest cała oś fabularna najnowszego filmu Jacka Lusińskiego, jednak Carte Blanche oferuje nam o wiele ciekawszą i bardziej różnorodną historię. Kacper (Andrzej Chyra) jest dobrym nauczycielem, a ze swoimi uczniami ma świetny kontakt. Szanuje ich i darzy sympatią, lecz utrzymuje wymagany dystans w relacjach z podopiecznymi. Nie założył dotychczas własnej rodziny i mieszka z matką (Maria Chwalibóg). Gdy ta ginie w wypadku samochodowym, z którego Kacper wychodzi niemal bez obrażeń, jego życie zaczyna się zmieniać.

Ów prolog do właściwych wydarzeń w Carte Blanche skonstruowany jest zachęcająco. Urywkowy montaż sygnalizuje widzowi, że bohater jest pedagogiem kreatywnym, któremu praca z młodzieżą daje satysfakcję. Poznajemy też nieco lepiej dwójkę uczniów: wygadanego cwaniaka Madejskiego (Tomasz Ziętek) i outsiderkę Klarę (Eliza Rycembel). Samotny mężczyzna po śmierci matki utrzymuje kontakt jedynie z uczniami i swoim przyjacielem Wiktorem (Arkadiusz Jakubik). Próbując przetrwać żałobę, Kacper poświęca się swoim codziennym sprawom – obserwacji gwiazd przez teleskop, lekturze kolejnych książek, grze w bilard. Zauważone kłopoty ze wzrokiem zrzuca na swój wiek i udaje się na wizytę lekarską, by przepisano mu okulary. Diagnoza jest jednak druzgocąca – retinopatia barwnikowa, genetyczna choroba przekazywana wraz z genami od matek-nosicielek. Jest to nieuleczalna i postępująca przypadłość, prowadząca do ślepoty. Początkowe przerażenie nauczyciela oraz zupełna bezradność względem swojej sytuacji z czasem jednak mija. Odgórnie powierzone wychowawstwo maturalnej klasy czyni go odpowiedzialnym za ich przygotowanie do egzaminów. Chorobę postanawia zataić. Bohater nie tyle postanawia dostosować się do rzeczywistości, co stara się otaczające go realia zmienić pod własne dyktando. Takie podejście spotyka się z dezaprobatą przyjaciela, który odradza Kacprowi podejmowanie ryzyka.

Film Lusińskiego właściwie pozbawiony jest technicznych mankamentów. Odpowiedzialny za zdjęcia Witold Płóciennik oraz montażysta Jarosław Barzan stworzyli pocztówkową ilustrację Lublina, w którym dzieje się akcja Carte Blanche. Najciekawszy jest jednak ten materiał zdjęciowy, gdzie technicy bawią się światłem i ostrością, by nieustannie utrzymać w odbiorcy obrazu świadomość, jak postrzeganie otoczenia zmienia się, gdy upośledza się zdolność widzenia. Przykładem może być krótkie ujęcie: szeroki, nieostry plan (widok z dachu budynku), w który nagle wchodzi Kacper, stojąc tyłem do kamery. Ostrość zogniskowana jest na bohatera, a otoczenie pozostaje niewyraźne. Do takich zabiegów dochodzi próba oddania punktu widzenia osoby chorej na retinopatię barwnikową – z początku zabieg ten niewiele wnosi do filmu, z czasem jednak zyskuje na znaczeniu. Z kolei za muzykę odpowiada Paweł Lucewicz, który tworzy nienachalne tło dla wydarzeń, a kiedy trzeba dawkuje także napięcie. Wymienieni powyżej twórcy spotkali się z Jackiem Lusińskim w 2009 roku na planie filmu Piksele.

Carte Blanche to udana produkcja. Obsada nie tylko jest zacna, lecz także świetnie dobrana. Andrzej Chyra (choć niezbyt wiernie oddaje fizys swojego pierwowzoru) bardzo wiarygodnie wcielił się w swoją postać. Sam aktor o pracy nad rolą mówi, że słowem kluczowym był „strach” – przed wykluczeniem, napiętnowaniem. Także obawa przed własnym inwalidztwem, które upośledza całe dotychczasowe życie. Nie przeczytasz żadnej książki, nie pograsz w bilard – mówi bohater. Przestrach przed tym wszystkim (a są to różne rodzaje lęku) Chyra zilustrował bardzo przekonująco i z wyczuciem. Nie jest to jednak postać jednoznacznie tragiczna. Mimo napotkanych trudności Kacper nie traci ani poczucia humoru, ani swojej pasji, czyli nauczania. Chyra balansuje między humorem a tragizmem w idealnych proporcjach. Reszta obsady w większości pozostaje bez zarzutu. Zarówno Wojciech Pszoniak (epizodycznie, jako Profesor), jak i Arkadiusz Jakubik, a z młodszej części Tomasz Ziętek – wszyscy wypełniają swoją przestrzeń nienachalnym, wiarygodnym i przyjemnym dla oka aktorstwem. Za to Eliza Rycembel zapracowała na duże brawa. To zaledwie druga jej rola (po Obietnicy), a w filmie jest najsilniejszym magnesem. Jej Klara jest (zaraz po głównym bohaterze) najciekawszą postacią w całym obrazie. Pozornie kontestatorka, odstająca od reszty klasy, w rzeczywistości o wiele bardziej złożona. Bardzo mało jest jej jednak na ekranie, odbiorca (niczym Kacper w jednej scenie) rozgląda się z nadzieją, lecz ona nie zawsze się pojawia. Gra niuansami, spojrzeniem, mimiką – intryguje, jest szalenie prawdziwa w tym, co robi.

Jednak jest jej stanowczo za mało. Z kolei za dużo jest scen z Ewą (Urszula Grabowska), koleżanką z pracy głównego bohatera. Postać sama w sobie jest kliszą, zagraną albo bez pomysłu na postać, albo celowo bez polotu. Romantyczny wątek Ewy jest najmniej potrzebny. Niestety, momentami film pikuje w stronę banału. Szczęśliwie, nie rozbija się, ponieważ reżyser/scenarzysta zręcznie manewruje swoim dziełem. Jednak jeśli przymkniemy oko na niektóre zabiegi, Carte Blanche okaże się dobrym, lekkim, a przy tym niegłupim filmem, który (choć raczej nie w czołówce) wpisuje się w okres „Renesansu Polskiego Kina”*.

* Renesans Polskiego Kina – osobiste określenie autora, który uważa rok 2014 za niebywale udany pod względem rodzimych produkcji (po których widać kunszt, polot, techniczną biegłość i świetne aktorstwo i oprawię audiowizualną a także coraz lepsze scenariusze). Określenie świadomie subiektywne.







  • Kazik

    Ewa Grabowska?

    • Jan Dąbrowski

      „Z kolei za dużo jest scen z Ewą (Urszula Grabowska), koleżanką z pracy głównego bohatera.”

      Ewa to imię postaci, nie aktorki. A Urszula Grabowska zagrała wcześniej np. w Przedwiośniu, Joannie, Układzie zamkniętym. I coś tam jeszcze porabia w serialach.

  • Kazik

    Ale ja to wiem. Przeczytaj to:

    CARTE BLANCHE ROK PRODUKCJI: 2014
    REŻYSERIA: Jacek Lusiński
    OBSADA: Andrzej Chyra, Eliza Rycembel, Ewa Grabowska, Arkadisz Jakubik, Tomasz Ziętek, Wojciech Pszoniak

    • Jan Dąbrowski

      Czyli obaj to wiemy, a to jest tzw. czeski błąd.
      Dzięki, już poprawione :)

      • kar

        Radzę w takim razie poczytać, czym jest czeski błąd, bo tym na pewno nie :).

        • Jan Dąbrowski

          Dobra rada za dobrą radę:

          radzę w takim razie zogniskować swoja uwagę na równie wnikliwym czytaniu recenzji – o ile konstruktywniej byłoby podyskutować merytorycznie na ten temat :)

          • kar

            I po co te złośliwości? Dyskutować o recenzji nie widzę potrzeby – tekst jest dobry, a jak zobaczę film, to chętnie „podyskutuję merytorycznie”. Tu zwróciłem tylko uwagę na często powtarzaną nieprawidłowość dotyczącą czeskiego błędu i tyle.

          • Jan Dąbrowski

            Spoko, to nie miała być złośliwość ;)

            Jeśli po seansie znajdzie się pole i chęć do dyskusji o samym filmie – tym lepiej.

  • Macc

    Co oznacza Renesans Polskiego Kina? A kiedy było Średniowiecze PK?

    • Jan Dąbrowski

      A to… to takie moje osobiste określenie – ponieważ rok 2014. w mojej opinii był wspaniały, do kin trafiło dużo udanych rodzimych produkcji, które oglądałem ze szczerą przyjemnością (bez żadnej taryfy ulgowej typu „jak na Polskę to i tak nieźle”).
      Po namyśle – słusznie zwróciłeś uwagę, że użycie takiej nazwy może wydawać się dziwne. Umieszczę adnotacje, żeby było czytelniej – w końcu to żadne fachowe określenie, tylko mój wymysł :)

    • Jan Dąbrowski

      Ciekawostka – podrzucono mi tekst z 2013r, gdzie użyto takiego samego określenia :)
      Widocznie nie jest to jednostkowa opinia, coś jest na rzeczy:

      http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1535169,1,drogowka-na-fali.read

  • Ona

    Bardzo rzetelnie napisana recenzja: na każdy kroku błąd „czeski”, pozamieniane imiona i nazwiska oraz jakieś dziwne słowotwory. Ciekawe, czy aby „recenzent” film obejrzał.

    • Jan Dąbrowski

      Jeśli uważasz, że r e c e n z j a jest nierzetelnie napisana, wskaż proszę, gdzie w t r e ś c i tekstu znajdujesz tak rażące niedociągnięcia, że wysuwasz wniosek pisania tej recenzji bez oglądania filmu.

      Póki co wymieniłaś – przyznaję, skrupulatnie – błędy opisane już wcześniej w komentarzach (do których już się ustosunkowałem, poza tym żaden nie pojawia się w samym tekście).

      Jeśli chciałaś powytykać mi pomyłki to obawiam się, że ktoś Cię na tym polu wyprzedził.
      Jeżeli natomiast jest to wstęp do konstruktywnej dyskusji o samym filmie – to jest zawsze mile widziane :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Ave HBO! Ave Ameryka! Deadwood, The Wire i Soprano wielką trylogią Ameryki

Następny tekst

Bezwstydny Mortdecai



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE