Carrie | FILM.ORG.PL

Carrie

Niewątpliwie jest to film za pomocą którego Kimberly Pierce starała się zmusić widza do refleksji, nie tylko mnie przestraszyć. Jednak zaprezentowany w Carrie konflikt nie daje na to żadnych szans. Reżyserka nie realizuje ani pierwszego ani drugiego założenia.




Szkoda czasu




Maciej Niedźwiedzki
20.10.2013


Z góry muszę się przyznać – nie przepadam za adaptacją Briana De Palmy z 1976 roku. Nie czytałem też książki Stephena Kinga. Nie czekałem niecierpliwie na premierę Carrie, nową ekranizację prozy Króla Grozy. Był mi to film raczej obojętny. Jednak sporo przemawiało za nim. Po pierwsze udział Julianne Moore kazał kibicować temu przedsięwzięciu. Jest to aktorka starannie wybierająca scenariusze, kojarzone raczej z ambitnym psychologicznym kinem. Wiary również dodawało to, że ta ważna dla historii horroru postać powraca na ekrany kin prawdopodobnie z jakiegoś konkretnego powodu. By potwierdzić aktualność oryginału bądź być jego reinterpretacją sugerującą nową perspektywę. Tak więc, nie byłem sceptyczny wobec filmu Kimberly Peirce. Również dlatego, że według mnie ciągle powstaje solidne kino grozy. Tegoroczne Obecność i Sinister utwierdzają mnie w przekonaniu, ze współczesny horror ma sporo do zaoferowania. Mając takie mieszane uczucia kupowałem bilet na najnowszą adaptację debiutanckiej powieści Kinga.

Niestety znowu się nie udało. Może ja po prostu nie rozumiem tej historii. Może tylko w moich oczach ta opowieść zbudowana jest na jakimś absurdalnym fundamencie. Całe to zamieszanie z balem, a stanowi ono oś fabularną, jest mi całkowicie obojętne. Moja własna studniówka też nie była dla mnie specjalnie istotna (Może ja nie jestem po prostu odpowiednią osobą do recenzji tego tytułu. Tyle rzeczy mnie w nim drażni i jest w moim odczuciu nieudanych).

Niewątpliwie jest to film za pomocą którego Kimberly Pierce starała się zmusić widza do refleksji, nie tylko mnie przestraszyć. Jednak zaprezentowany w Carrie konflikt nie daje na to żadnych szans. Reżyserka nie realizuje ani pierwszego ani drugiego założenia. Spory w tym obrazie oparte są na tak wyraźnych antagonizmach i przeciwieństwach, że nie wymagają od widza wysłuchania do końca argumentów jednej i drugiej strony, by następnie potem dokonać sądu kto ma rację. Wilk jest zły i zawsze będzie zły, bo wygląda źle i nie może być dobry. Czułem się pozbawiony  możliwości zaangażowania  i wydania własnej oceny. Wszystko jest wyłożone czarno na białym.

carrie

Nie wiem jak wy się czuliście w sytuacji gdy Chris – główna szkolna przeciwniczka Carrie – podczas kłótni z Sue krzyczy „My nic jej (Carrie) złego nie zrobiłyśmy!”. Jednak ja wiem, że zrobiły. Wyśmiały, zlinczowały, obrzuciły tamponami niewinną, bezbronną dziewczynkę. Nagrały film z tego skandalicznego zdarzenia i wrzuciły do sieci. Nie wierzę takiej bohaterce. Nie wiem również jak można zbudować intrygę filmu wokół takich motywacji. Tak samo jest z matką tytułowej bohaterki – Margaret White. Jej obłęd jest jednokierunkowy, niezmiennie zły i niezmiennie patologiczny. Reżyserka a priori odbiera mi szansę na choćby najmniejszą próbę obronę tej postaci, wytłumaczenia jej i dzięki temu sprawienia by w moich oczach była ciekawa, niejednoznaczna.

Znając zakończenie filmu zastanawiałem się jedynie nad tym jak bardzo nierzetelne, nie fair będzie gdy wyjdę z sali kinowej po 30min i napiszę recenzję obejrzawszy jedynie jego kawałek. Za tym przemawiała perspektywa zwrotu pieniędzy za bilet i wcześniejszy powrót do domu.

Uczciwość wobec samego siebie kazała mi zostać. I teraz wiem co w tym filmie najbardziej mnie drażni. Tym elementem jest mianowicie nie lubiana przeze mnie ekranizacja De Palmy. Ponieważ film Pierce jest praktycznie kopią 1:1 obrazu z 1976 roku. Pod względem fabularnym jak i formalnym. Ilość identycznych ujęć oraz kompozycji scen jest zdumiewająca.

carrie

Czym się różni Carrie Pierce od Carrie De Palmy? W produkcji z 2013 roku autorka przeniosła akcję w XXI wiek. Mam jednak wrażenie, że Kimberly Pierce naoglądała się filmu Briana De Palmy i nie miała pomysłu jak zaadaptować Kinga inaczej, oryginalnie. Nie potrafiła uciec i uwolnić się od wcześniejszej ekranizacji. Z braku pomysłów, zdecydowała się więc by Carrie jedynie uwspółcześnić. Tak więc dziewczyny bawią się komórkami, słuchają współczesnych popowych hitów a w salach lekcyjnych mamy nowoczesne komputery. Świadczy to według mnie o ogromnym braku kreatywności twórców. Te dodatki nie wprowadzają zupełnie żadnej zmiany do tej opowieści i nie nadają jej nowego kontekstu. Są wprowadzone na siłę. Reżyserka chyba tylko chciała mieć argument na to, że cokolwiek zmieniła względem filmu z 1976 roku. Teraźniejszość okazuje się nie mieć żadnego znaczenia. Oczywiście Pierce mogła skopiować film De Palmy. Rozumiem, że może to być dla niej ważna pozycja. Jednak jeśli już z góry zrezygnowała z reinterpretacji książki Kinga to oczekiwałem, że choćby w znikomym stopniu podejmie polemikę z dziełem twórcy Człowiek z Blizną. Niestety i tego nie odnalazłem w jej adaptacji.

Podsumowując, jest to dla mnie kiepska mieszanka. Nie lubiana przeze mnie kalka Carrie z 1976 roku plus idiotyczne, wręcz irracjonalnie wprowadzone nowoczesne gadżety i jeszcze gorzej rozegrany konflikt. Jedyną gwiazdkę daję za postaci Tommy’ego i Sue. Oczywiście to też jest jedyny element, który lubię w bliźniaczym filmie De Palmy. Cenię takich bohaterów za ich empatię, ciepło i uśmiech. Lecz to i tak za mało.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Ryszard

    A ja mam pytanie – czy film realizuje się jako horror? Nie jako interpretacja, adaptacja, nie interesują mnie też drugie dno, wątki społeczne, psychologia, miesiączka i tak dalej. Czy fan horroru, który nie oczekuje niczego innego niż tylko rozrywki, otrzyma ją?

    • Andriej

      „Carrie” nigdy nie była horrorem, pajacu. Zaszufladkowano ją tak, ponieważ to powieść Kinga z elementami nadprzyrodzonymi. Chcesz horrorowej rozrywki, to włącz sobie „VHS” i „VHS2” – nie pożałujesz.

      • Ryszard

        O jaki nerwowy i niekulturalny kinoman! Pewnie z tych, którzy nie widzą różnicy między horrorem, thrillerem i powieścią niesamowitą. I jeszcze mi powiesz, że to powieść wartościowa i wiarygodna społecznie, nie opierająca się na stereotypach? Nie, to literatura śmieciowa. I tak należy ją traktować.

        • Andriej

          Jakie zadałeś pytanie, taką dostałeś odpowiedź, wypierdku. Literatura śmieciowa? Bo jest w niej przedstawiona chrześcijańska religijna fanatyczka? Ta, pewnie stąd ten ból dupy. Wróć do czytania Ziemkiewicza albo innego „mistrza”, popaprańcu

          • Ryszard

            Ileż w Tobie bólu i gniewu. Czy chcesz o tym porozmawiać? Usiądź, nie obok mnie, na kolanach. Dobrze. A teraz daj całusa wujkowi Ryszardowi i opowiedz mu o wszystkim.

          • daw_82

            Panowie proszę, nie zachowujcie się jak „komentatorzy” innego popularnego portalu filmowego :/.

          • Andriej

            Ból to ja wyczułem w tobie, jeśli ktoś zarzuca Kingowi „stereotypy”, to może mieć na myśli tylko szczerą charakterystykę chrześcijańskiej obłudy. Nie życzę sobie również żadnych propozycji towarzyskich – może zajrzyj na jakieś forum dla kleryków?

  • Andriej

    Chyba faktycznie autor nie nadawał się do recenzji tego filmu. Już od początku widzimy coś w tym stylu:
    „książki nie znam, poprzednie ekranizacje mi się nie podobały, w ogóle w dupie to mam wszystko”. Co to ma być? Mam do tego filmu ogromną rezerwę odkąd dowiedziałem się o tym, że Carrie zagra przeklęta Chloe Moretz, ale taka recenzja jest dla mnie bezużyteczna. Poza ogólnym zarysem i zarzutem o realizacyjnym lenistwie (który mnie nie dziwi) nie ma nic o aktorstwie, scenariuszu, efektach specjalnych itd. Tylko bełkocik, który i ja mógłbym popełnić po obejrzeniu starszej wersji i materiałów promocyjnych nowej.
    W zasadzie to autor tak stanowczo przekonuje o swojej obecności na seansie, że zaczynam myśleć jakoby na żaden się nie wybrał. Recenzja ma być dowodem na znajomość zawartości, a to coś jest dowodem na stan przeciwny. Film pewnie jest kiepski, ale moda na „symulowane” recenzje powinna kończyć się w takim „Dzienniku Łódzkim”, nie docierać serwisu dla kinomaniaków!

    • Adolf

      w pełni się zgadzam z przedmówcą, lubię czytać opinie na KMF, wciągające artykuły, esencją portalu są jednak recenzje, nie wiem czy to przykład lenistwa czy czegoś, ale absolutny brak rzetelności, z góry wiadomo, że to obraz dla fanów prozy lub oryginału z 1976r. i generalnie dla osób zaznajomionych z tematem, które będą mogły porównać aktorstwo, poszczególne sceny i symbolikę obydwu filmów, najlepiej będzie gdy zostanie zamieszczona jeszcze jedna recenzja, bardziej rzetelnej osoby z redakcji, miłym dodatkiem byłby też artykuł z działu „remake” porównujący kluczowe sceny i obsadę, by sprawdzić czy rzeczywiście to taka kalka (nie oglądałem nowej wersji, ale bardzo dobrze znam pierwszy film, który oglądałem z 5 razy)

  • TheKing23

    Nie wierzę. To jednak Szanowny Pan Recenzent wybrał się na jakiś film po Życiu Adeli. Ale po co? Przecież to nie miało sensu, bo tamten jest takim arcydziełem, że szkoda tracić czas na inne obrazy. Proponuję co tydzień walnąć sobie Adelkę i będziesz Pan w siódmym niebie…

  • Maciej Niedźwiedzki

    Rzeczywiście, zgadzam się Tobą Adolf. Kolejna recenzja byłaby dobrym pomysłem. Nie ukrywałem, że do Carrie miałem dystans i wątpliwości. W tekście o Adeli oczywiście napisałem „po co oglądać cokolwiek więcej?”. Nawet ja w to nie wierzyłem, że po świetnej Adeli przestanę oglądać filmy. Chciałem po prostu podkreślić wartość filmu Kechiche’a i ogromną siłę jaką ma w sobie. Nie wiem czemu jest to traktowane tak bardzo dosłownie.
    Nie bardzo też rozumiem Twój agresywny ton TheKing23. Nie bardzo wiem jak się do niego odnieść. Nie prowadzi on do jakiejś pożytecznej dyskusji i nie umiem odpowiedzieć na Twoje zarzuty. Nie mam obowiązku nikogo przepraszać za to, że jakiś film mi się podobał albo nie.
    Nie wiem czy Wy oglądaliście już nową Carrie, ale mi podczas seansu wszystkie wady Carrie, które wymieniłem w recenzji strasznie się narzucały. Z olbrzymią chęcią przeczytałbym artykuł (komentarz), który by mi wyjaśnił fenomen Carrie. Wskazał wyjątkowość tego dzieła. Nie twierdzę, że takie nie jest. Może tego nie widzę. Lubię wracać do odrzuconych za pierwszym razem filmów i odkrywać w nich rzeczy super, które zignorowałem.
    Czy jest to recenzja „symulowana”?. Oczywiście, że nie jest.
    Zgodzę się z Tobą również Adolf jeszcze z tym, że tekst porównujący ekranizacje Carrie byłby rzeczywiście świetnym pomysłem. Może przestanę uważać Carrie anno domini 2013 za kalkę filmu De Palmy i dojrzę w obrazach Pierce i De Palmy jakość przede mną ukrytą . I zgadzam się z Wami wszystkimi. To nie ja powinienem pisać taki artykuł porównawczy.

    • TheKing23

      Nie no, proszę nie przesadzać z tym przepraszaniem, bo aż mi się głupio zrobiło… Serio, aż się zaczerwieniłem. Życie Adeli RZĄDZI i wszystko inne to dno!!!
      PS. kto uważa inaczej, ten się nie zna!!!

    • Adolf

      był swego czasu jakiś artykuł analizujący Carrie, ewentualnie był to fragment większej publikacji opisujący dzieło De Palmy z naciskiem na techniczne aspekty filmu, które w tamtych czasach były fenomenem gatunku kina grozy, również była mowa o aktorstwie i reszcie, powinien gdzieś być po przeszukaniu zasobów KMF ;)

  • Przemysław Zakrzewski

    Nigdy nie zrozumiem po co powstają tego typu filmy. Szczególnie, że zero w nim innowacyjności. Czy ekranizacja de Palmy nie wystarczy? Jaki był cel ponownej ekranizacji? Oprócz pieniędzy chyba żaden. Nie rozumiem też po co powstają tego typu recenzje. KMF ma wysoki poziom, ale takie teksty go niestety zaniżają. Z recenzji nie dowiedziałem się praktycznie niczego o filmie, aktorstwie, muzyce, efektach specjalnych… Tylko wynurzenia autora, że nie lubi, że nie zna, że nie czytał. W takim razie wiarygodność jego zdania jest niska, bo jeśli nie zna się literackiego pierwowzoru, a wcześniejszej ekranizacji nie lubi (więc zapewne też nie zna zbyt dobrze), to jak można wyciągnąć poprawne wnioski? Owszem, film jest papką, to można stwierdzić, ale jak się ma on do powieści, która nie należy do najlepszych w dorobku Kinga, ale jest na swój sposób interesująca? Nie rozumiem też problemu z niewiarą złej bohaterce. Tacy ludzie istnieją. Potrafią człowieka zgnoić, po czym wrócić do codzienności i twierdzić, że nic się nie stało. W świecie istnieją ludzie czarni, nie każdy ma w sobie zawsze ułamek bieli. Ubolewam, że ekranizowane są powieści Kinga już przeniesione na ekran, a jest tyle nieruszonych, wspaniałych jego dzieł, nie tylko grozy, bo od dawna King nie jest pisarzem horroru sensu stricto. Jeśli ktoś nazywa go wciąż i wciąż Królem Horroru, to znaczy, że ma o nim słabe pojęcie, bo jest on po prostu Świetnym Pisarzem, a ta etykietka bierze się stąd, że właśnie nie ekranizuje się jego innych powieści.

    • Maciej Niedźwiedzki

      Trudno jest mi się nie zgodzić z Twoimi uwagami. Znając Carrie Stephena Kinga recenzja miałaby znacznie większą wartość merytoryczną. Nie lubię ekranizacji De Palmy. To fakt, ale jedynie do niej mogłem się odnieść. Może jak przeczytam tekst Kinga to zweryfikuje moje zdanie o jego ekranizacjach. Dlatego najnowsza Carrie, z mojej perspektywy, była szansą na rehabilitację tego tytułu. Niestety nie udało się tego zrobić Pierce. Dlatego konfrontacja tych dwóch tytułów była tematem mojej recenzji i z góry wykluczyłem z mojego tekstu książkowy oryginał, którego nie znam. Podobieństwo obu ekranizacji jest aż nad to widoczne. Uznałem więc, że na nim mogę się oprzeć.

  • Kazik

    Oj tam. Autor po obejrzeniu mega cudownego „Życia Adeli” po prostu stwierdził, że nie będzie już oglądał żadnego filmu, bo jaki jest tego sens? No i co za tym idzie, odpuścił sobie najnowszą wersję „Carrie”.
    Nie wiem, czy ten film jest aż tak bardzo zły, ale autor recenzji pewnie też go nie widział.

  • Kazik

    Pytasz, Marku, o powód agresywności co poniektórych komentarzy. Myślę, że można to jakoś wyjaśnić. Powodem jest twoja stanowczo przesadzona ilość lukru wobec filmu Kechiche. Lejesz ten lukier bez opamiętania, tak jak gdybyś usilnie chciał innym, wbrew ich woli, zakomunikować jakie to jest wiekopomne dzieło.

    Nie wiem, może mało recenzji przeczytałem w swoim życiu, pewnie tysiące, nie więcej. I powiem ci, że twoja recenzja jest w pewien sposób wyjątkowa, tzn, tak naprawdę wyrządzająca „Życiu Adeli” krzywdę, właśnie przez swoje bezpardonowe dlań uwielbienie. Nie jesteś już małym dzieckiem, które wreszcie dostało od rodziców wyczekiwaną, ukochaną zabawkę, tylko dorosłym mężczyzną i wypadałoby, chociaż z powodu recenzenckiej rzetelności, owszem, pokreślić, że to jest dla ciebie świetny film, ale nie, że szczytować podczas seansu. Zaś pisanie o tym, że nie wiesz czy nie przestaniesz oglądać innych filmów, jest po prostu kuriozalne i tym stwierdzeniem strzeliłeś sobie samobója. Żadna osoba który zajmuje się tworzeniem filmowych recenzji na użytek czytających, nie pisze w ten sposób,

    Tak jak pisałem wcześniej, dla mnie i pewnie nie tylko dla mnie, miarą arcydzieła filmu jeżeli chodzi o postacie a więc wydawałoby się kluczowy element filmu, jest ich ekranowa charyzma. Amelia,

    Vito Corleone, „Joker” Ledgera, Ennis i Jack z „Tajemnicy Brokeback Mountain”, Clarice Starling z „Milczenia owiec”, „Carrie” Sisy Spacek, Jules i Vincent z „Pulp Fiction”, Hans Landa z „Inglourious Basterds”, David z „A.I” Spielberga, Alex z „Mechanicznej pomarańczy” Kubricka, Selma z „Tańcząc w ciemnościach” nawet Franz Maurer z „Psów” Pasikowskiego, itd.

    Postacie z „Życia Adeli” charyzmatyczne nie są. I nie zyskają tej charyzmy nawet gdybyś rzeczywiście swoje recenzenckie postanowienie wcielił w życie. To po prostu mniej lub bardziej zręczna opowieść o miłości dwóch, wyjątkowo zresztą nieatrakcyjnych dziewczyn (może w sumie o to chodziło aby były przez to bliższe rzeczywistości) Ogromną słabością tego filmu są naturalistyczne sceny seksu, nakręcone wyłącznie po to aby przydać filmowi aureolę skandalu, głośności itd. Żyjemy w na tyle popierdolonej kulturze w której seks jest jednym z najważniejszych tabu. Wystarczy więc wrzucić jego solidną porcję do scenariusza i już mamy gotowy lejtmotyw, powód do dyskusji, etc. Powiedz, gdzie w tym wszystkim są umiejętności twórcze? Naprawdę sądzisz, że pomijając kwestię zahamowań głównych bohaterek, trudno nakręcić taką scenę?
    Niechby nawet miłość w tym filmie została pokazana w jakiś odrębny sposób, inny niż do tej pory, ale nie ma tego! To wciąż ten sam durny schemat jaki powtarza się choćby w czymś takim jak „Pocztówki z wakacji” czy inne gówno. Nie ma nic absolutnie nowego. Ona poznaje ją, kochają się, szczerzą się do siebie, potem przychodzi kryzys, ona dostaje po mordzie, idzie i płacze. Coś pominąłem? Jeżeli tak, to proszę. Gdzie jest w tym twój niesamowity ładunek emocjonalny? Co sprawia, że jest to film ponadprzeciętny? Ba, arcydzieło!

    Jury Cannes myliło się nie raz, ty nie musisz.

    • Kazik, ale to temat o Carrie, przenieś swoją wypowiedź do Życia Adeli.

      • Kazik

        Przepraszam, Rafał. Masz rację.

  • Nergal

    A ja z Przyjemnością oglądnę dla totalnej zwykłej rozrywki bo tego oczekuje od filmu. Wiadomo od starej wersji i od książki nie będzie lepsza. Ogladne to dla dobrej zabawy :)

    • Nergal

      I do tego główną role ma aktorka którą bardzo lubie

  • Pingback: Carrie | Film.org.pl()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Maczeta zabija

Następny tekst

Kapitan Kirk wchodzi na górę, czemu wchodzi na górę?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE