Borgman - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Borgman (prosto z Cannes)

Opowieść pełna niedopowiedzeń, przerażające i charyzmatyczne postacie ukryte pod maskami przeciętnych ludzi, klaustrofobiczny klimat i sprytnie przemycony czarny humor - w „Borgmanie” jest wszystko.




Home invasion




Filip Jalowski
21.05.2013


„Borgman” Alexa van Warmerdama będzie prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnym filmem całego konkursu głównego. To ten typ kina, o którym nie rozmawia się zbyt łatwo, ponieważ jedno zdanie może zdradzić czytelnikowi zbyt wiele. „Borgman” opiera się na tajemnicy, klimacie osaczenia oraz obecności czegoś przerażającego, ale niemożliwego do nazwania (w końcu najbardziej boimy się rzeczy, których nie znamy). Van Warmerdam tworzy oryginalny obraz, który ciężko porównać do filmów, jakie oglądało się wcześniej. Gdyby zmuszono mnie wskazania podobnych tytułów, to nazwałbym „Borgmana” kreatywnym połączeniem „Kła”, „Funny Games” oraz „Inwazji porywaczy ciał”, wszystko w klimacie przypominającym nieco zabawę z gatunkiem „home invasion”.

Bohater tytułowy należy do postaci typu Jokera, mordercy z „Siedem” czy też Autostopowicza. Nie wiemy o nim zupełnie nic. W momencie, gdy po raz pierwszy pojawia się na ekranie ściga go grupa ludzi przypominających nieco wiejskich pogromców wampirów. Ksiądz ze strzelbą, naostrzone kołki (metalowe a nie osikowe, więc proweniencja Borgamana nie jest do końca jasna), wyraźne rysy fanatyzmu na twarzach osób wchodzących w skład pościgu. Borgan ucieka, a wraz z nim dwójka mężczyzn, którzy podobnie jak on ukrywali się w komorach wybudowanych pod powierzchnią lasu. W kolejnych scenach bohater zaczyna budzić współczucie, wygląda jak typowy bezdomny, który szuka schronienia oraz ciepłego posiłku. I jedno, i drugie znajduje pod dachem Mariny oraz Richarda. Mężczyzna nie wie o tym, że jego żona przetrzymuje Borgmana w składziku znajdującym się nieopodal mieszkania. Od momentu jego przybycia relacje pomiędzy małżonkami zaczynają się psuć, a w domu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy.

O fabule filmu Warmerdama nie można powiedzieć nawet słowa więcej, ponieważ przyjemność płynąca z seansu „Borgmana” płynie z coraz gwałtowniejszego zapadania się w niepokojący i enigmatyczny świat filmu. Na szczęście, produkcja daleka jest od czegoś, co nazwałbym mianem „udziwniania na siłę”. Klimat budowany jest tu bardzo konsekwentnie, a wszystkie wątki (mimo totalnego wyrwania z szerszego kontekstu) splatają się w przekonywującą opowieść. Na końcu filmu zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że ci, którzy jeszcze kilkadziesiąt minut temu wydawali się być wsiowymi fanatykami (ksiądz i ekipa z kołkami), stają się bardziej ludzcy, niż mieszkańcy bogatego, holenderskiego domu oraz osoby związane z samym Borgmanem.

Holenderska wariacja na temat „home invasion” ma w sobie zadatki na film kultowy. Opowieść pełna niedopowiedzeń, przerażające i charyzmatyczne postacie ukryte pod maskami przeciętnych ludzi, klaustrofobiczny klimat i sprytnie przemycony czarny humor – w „Borgmanie” jest wszystko. Mam nadzieję, że film pojawi się w polskiej dystrybucji, ponieważ Warmerdamowi udało się zrobić coś naprawdę oryginalnego i interesującego.







  • Izeus

    Obejrzałam film, faktycznie jest budowane napięcie, wiele z pozoru nieistotnych wątków przeobraża się w niezwykle ważne momenty filmu w dalszej jego akcji… tylko szczerze pisząc nie rozumiem jednego… pod koniec filmu jeden z towarzyszy Borgmana wycina dzieciom naskórek z pleców i nie wiem w jakim celu skoro za chwilę cała piątka z dziećmi wróciła do lasu???

    • Gosć

      A to wycinanie naskórka, wszywanie jakiś rzeczy, upijanie jakimiś truciznami dzieci, nie miało mieć efektu jak działanie sekty. Że te czynności zmieniły charakter dzieci które stawały się posłuszne i członkiem grupy? Oraz mam wrażenie że pierw była ta trójka głównych włóczęgów, która z biegiem czasu poprzez te jakieś voodo czary przyjęła do swojej ekipy te dwie babki (panie doktor z toksykologi) potem nianię i dzieci.

  • Broda





Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

The Wolverine - zwiastun nr 2

Następny tekst

Cannes, dzień 5: Guinness z nalewaka



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE