nowości kinowe

BODY/CIAŁO

Wyszukana strona formalna nie zasłoni czarno-białego rysunku postaci.

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Bezimienny prokurator śledczy (Janusz Gajos) to radykalny materialista. Dla niego istnieje tylko świat fizyczny ten, który da się racjonalnie wytłumaczyć. Wszystko odbiera i interpretuje wyłącznie na tej płaszczyźnie. W życiu tyle doświadczył, że przestał mieć wątpliwości co do istoty rzeczy i ludzi. Śmierć to umieranie ciała. Z drugim człowiekiem nie wiążemy się za sprawą potrzeby ducha, ale potrzebą dotyku. To jedyna wymierna wartość. Buduje ona i scala ten świat. Gdy kogoś tracimy, to brakuje nam fizycznej obecności tej osoby. Obracamy się jedynie wśród materii, która nas definiuje i ustanawia granice. Człowiek to obiekt-przedmiot jak każdy inny. Trochę bardziej skomplikowany, ale wciąż mechanizm napędzany trybikami i kołami obrotowymi. Przed kilkoma laty prokuratorowi zmarła żona, jego córka – Olga (Justyna Suwała) – zaczęła wtedy poważnie chorować na anoreksję – chorobę objawiającą się przecież w gwałtownej metamorfozie ciała. Jej reakcja na stratę matki jest w oczach prokuratora wytłumaczalna. To biologiczny i fizyczny bunt, próba wyparcia wydarzeń sprzed lat.

Olga uczęszcza na rehabilitacyjne zajęcia dla anorektyczek prowadzone przez Annę (Maja Ostaszewska) – spirytualistkę, po godzinach pracy spełniającą się jako medium. Anna żyje jedynie duchem, jej zdaniem świat przenika metafizyka. Zmarli pozostają przy nas, ich obecności nie można lekceważyć. Nawet więcej, należy się z nimi komunikować i śledzić ich ingerencję w nasze doczesne życie. Anna chowa swoje ciało pod warstwami ubrań, by stłumić swoją cielesność. W Body/Ciało ta trójka bohaterów będzie się ze sobą zderzać, kłócić i konfrontować.

b

Tytuł filmu od razu podpowiada, że reżyserka będzie przeprowadzać obserwację behawioralną. Szumowska stara się opowiedzieć o człowieku przez pryzmat przemian ciała. Ulokować je w względem otaczających nas prozaicznych przedmiotów oraz dominującej miejskiej przestrzeni. W ten sposób swoją egzystencję odbiera prokurator. Od tej wizji ze wszystkich sił stara się uciec Anna. Body/Ciało opiera się niestety na zero-jedynkowym podziale charakterów. Bohaterowie mają ukształtowane światopoglądy i niechętni są je zmieniać. Chwilami delikatnie eksperymentują, ale głównie po to, by utwierdzić się we własnym przekonaniu. Innym razem, by udowodnić drugiej stronie, jak bardzo się myli. Prokurator i Anna oddani są swoim hierarchiom wartości. Są ponad to niezwykle sceptycznymi wobec aktualizacji i zmian. Szumowska urozmaica portrety psychologiczne bohaterów za sprawą ich niekonsekwencji w postępowaniu. Purytanka – Anna zatrzyma się na chwilę, by podejrzeć całującą się namiętnie parę. Sama nie doświadcza tego w życiu, więc zobaczy, jak robią to inni. Prokurator zawiesi niewiarę i zweryfikuje, czy mistycyzm ma sens. To dość proste rysunki postaci. Reprezentują postawy ideologicznie odległe od siebie w stopniu tak dużym, że z filmu uchodzi dramatyczny ciężar, a pojawia się farsa – miejscami niewątpliwie trafiona. Zajadły konflikt dwóch wykluczających się dyskursów zastępuje pyskówka i rzucanie pojedynczymi hasłami.

Anna i prokurator wydają się stać po dwóch stronach przepastnego kanionu. Krzyczą coś do siebie, ale mocno wiejący wiatr nie pozwala im dosłyszeć argumentów. Mam wątpliwości, czy taki był plan Szumowskiej. Ten cynizm względem obu stron mógł wkraść się niepostrzeżenie w materię filmu. Poważne i ambitne Body/Ciało reżyserka czasami przeplata dowcipem. Zaznacza tym samym swój dystans do tematu, spuszcza powietrze z wysublimowanej (nawet „artystowskiej”) strony formalnej. Szumowska wystawia rachunek bezwzględnemu materialiście i uduchowionej spirytualistce. Jednak moim zdaniem zachodnia kultura wyczerpująco rozliczyła się z jedną i drugą postawą. Ostatnio Ulrich Seidl w trylogii cnót zmierzył się z tą samą tematyką w znacznie prawdziwszy i boleśniejszy sposób. Z zajadłością i ogromną energią Paul Thomas Anderson zderzył ze sobą podobnie skontrastowane postaci w Aż poleje się krew. U Szumowskiej panuje chłód. Odczujemy go w relacjach między bohaterami, jak również w stosunku reżyserki do przedstawionego świata. Oglądamy więc jej film jak przez filtr, który tłumi bijące w postaciach serca, spowalnia tętno i gasi w ich oczach życie.

b

W Body/Ciało widzę za dużo udawania: sztucznego podnoszenia dramatyzmu i rozładowywanie go niepotrzebnym bądź nietrafionym cynizmem. Fałszywa jest dla mnie również strona realizacyjna. Jest ona na siłę Europejska, Artystyczna, Ambitna, Ascetyczna, Niehollywoodzka, Lakoniczna i Statyczna. Rozumiem, że kino starego kontynentu bardzo chce się odróżnić od produkcji napływających do nas z Ameryki. Stara się być więc osobne  proponuje innego rodzaju doświadczenie estetyczne. Temu dyktatowi poddała się Szumowska kręcąc festiwalowy film w festiwalowy sposób. Oczywiście nie pierwszy raz. Jednak w 33 scenach z życia czy w W imię… wierzyłem w szczerość jej intencji. Był to dla mnie wciąż jej styl, w ten sposób wyrażała swoją autorską kreskę. Tym razem jest za dużo wyrachowania.

Wyszukana strona formalna ma zasłonić czarno-biały rysunek postaci. Zdjęcia maskują banalność tekstu, kamera oddalona od postaci ma nadać im aurę nieokreśloności, ale jedynie maskuje ich jednowymiarowość. Lakoniczne dialogi nie zagłuszają pustosłowia i rozmów donikąd. Dokładnie te same zastrzeżenia mam względem Idy. W obu filmach niebanalna forma ma nas zmylić i odwrócić uwagę od sensu opowieści, od pozostałych części składowych. Łatwo się na to nabrać i wyjść z kina z przeświadczeniem obcowania z sacrum. Body/Ciało jest dla mnie filmem wykalkulowanym i podejrzanym, ale prowokującym jednak do kreatywnej dyskusji dotyczącej jego natury. Pozostaje więc krępujące pytanie: czy przypadkiem nie tego oczekujemy od kina?

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane