BIG SHORT. Ziszczony koszmar bankiera | FILM.ORG.PL

BIG SHORT. Ziszczony koszmar bankiera

Dobrze zagrany, lecz mało wyrazisty przewodnik po kryzysie finansowym




Bogaci się bogacą, a biedni za to zapłacą




Jan Dąbrowski
03.01.2016


271345Kryzys finansowy, który rozpoczął się w 2007 roku, staje się kolejnym tematem dla amerykańskiej kinematografii. Niezbyt przyjemny motyw w rzeczywistości. Jako zaczyn filmowego spektaklu, znakomite zagadnienie. Kilka lat temu na ekranach kin zagościła Chciwość (Margin Call), gdzie Kevin Spacey, Demi Moore, Paul Bettany i Jeremy Irons przybliżali widzom przebieg pierwszych trzydziestu sześciu godzin kryzysu na Wall Street. Trzymający w napięciu, wciągający, przejrzysty (mimo złożonego zagadnienia). Wraz z nastaniem nowego roku do kin wchodzi Big Short – najnowszy film Adama McKaya traktujący o początkach krachu na rynku nieruchomości, który z czasem urósł do rozmiarów globalnego finansowego kryzysu.

Rok 2005. Analityk w funduszu Scion Capital, doktor Mike Burry (Christian Bale) bada kredyty wysokiego ryzyka, których banki udzielają osobom o niskiej zdolności kredytowej. Według jego wyliczeń rynek nieruchomości załamie się w roku 2007, ponieważ rosnące oprocentowanie znacznie obciąży klientów, a ci nie będą mogli spłacić należności. I choć jego prognoza brzmi absurdalnie dla współpracowników, jest on przekonany o swojej racji. Chcąc zarobić na swoich wyliczeniach, odwiedza banki z absurdalną propozycją – skupuje masowo swapy – które będąc zabezpieczeniem kredytów, wydają się bezsensowną inwestycją. Zagadkowe poczynania Burry’ego intrygują pracownika Deutche Banku, Jareda Venneta (Ryan Gosling), który uświadamia sobie, że zagrożenie rynku jest całkiem realne, tylko nikomu przedtem nie przyszło to do głowy. Nawiązuje on współpracę z innym finansistą, Markiem Baumem (Steve Carell), który upatruje w nadchodzącym krachu początek globalnej katastrofy ekonomicznej.

AR-151229768

Big Short jest śmiałą próbą przedstawienia początków kryzysu finansowego w możliwie przystępny sposób, na dodatek balansując pomiędzy dramatem a komedią. Ponieważ scenariusz (oparty o książkę Michaela Lewisa) dotyczy faktów, w dodatku mających miejsce niedawno – twórcy musieli odnaleźć się w świecie przedstawionym bez zbyt dużej ingerencji w niego. Chcąc uczynić film lekkim, reżyser stosuje serię sprawdzonych zabiegów formalnych. Burzy czwartą ścianę, dając bohaterom możliwość wypowiedzi wprost do widza, jak robił to Leonardo DiCaprio w przebojowym Wilku z Wall Street – obecność Margot Robbie w Big Short  jest też czytelnym nawiązaniem do filmu Scorsesego. Stosując dynamiczny montaż skojarzeniowy, twórcy kondensują przekaz, by widz otrzymał jak najwięcej informacji w krótkim czasie. Adam McKay tworzy bohaterów pierwszoplanowych tak, by byli różnorodni (aspołeczny Burry, wymuskany Vennet i bezczelny Baum), co dodaje filmowi kolorytu. Na drugim planie szczególną uwagę zwraca Brad Pitt jako emerytowany finansista, Ben Rickert. Swoją obecnością dodaje filmowi klasy, jest on także współproducentem Big Short. Jego postać pomaga dwóm młodym, początkującym przedsiębiorcom, którzy zaangażowali się w zamieszanie na rynku nieruchomości by zarobić duże pieniądze. I choć jest to wątek drugoplanowy, właśnie Ben Rickert wypowiada zdanie najdosadniej obrazujące dramat kryzysu:

Jeśli mamy rację, ludzie stracą domy, pracę, emerytury. Pieprzona bankowość zamienia ludzi w cyfry. Wiedzieliście, że 1% wzrostu bezrobocia oznacza, że 40.000 osób umrze?

Wiedzieliście o tym?

gallery_0010

Między elementami dramatycznymi a komediowymi panuje tu dysonans, który psuje film. Baum, Burry, Rickert – o każdym z nich jest garść informacji z przeszłości, które mają pogłębić psychologię postaci – co nie pasuje do całej konstrukcji Big Short. Dzieło McKaya jest czymś mniej poważnym od wspomnianej Chciwości, a przy tym mniej zabawnym od Wilka z Wall Street (mimo stosowania podobnych zabiegów). Jest także najsłabszy z tego zestawu. Odbiór także utrudnia nagromadzenie branżowej terminologii, której właściwie nikt w filmie nie tłumaczy (a ilu widzów będzie wiedziało, czym są swapy, CDS, kredyt subprime czy bańka finansowa?). W efekcie do kin trafił dowód na to, że Steve Carell jednak jest zdolnym aktorem, który nie da się przyćmić ani przez Bale’a ani Pitta. Jednak po wyjściu z kina można poczuć się skołowanym, niczym Deutche Bank podczas kryzysu.

korekta: Kornelia Farynowska







  • Snow

    Zgadzam się z recenzją. Film trzyma jedynie dobre aktorstwo i nic więcej. Im dalej w seans tym bardziej byłem znudzony. Finansowy bełkot skutecznie niweczy próby zaangażowania się w historię postaci. Zmarnowany potencjał na ciekawy film.

    • Jan Dąbrowski

      Film dotyczy zagadnienia, które w USA jest znane znacznie lepiej, niż u nas – więc przeciętny Amerykanin pewnie przyswoi go nieco lepiej, niż przeciętny Polak.

      Aktorstwo faktycznie bardzo dobre, Steve Carell zdumiał mnie swoją rolą. Well done :)

  • lisen

    Nie zgodzę się. Najważniejsze informacje potrzebne dla zrozumienia dramaturgii były na bieżąco tłumaczone w przystępny sposób. Do tego widzowie powinni znać sytuację, w końcu to zdarzenia sprzed 10 lat a nie 100 :) Do tego atmosfera ciągłego zagłuszania, rozpraszania i bohaterów i widzów podczas ważnych rozmów to kwintesencja naszych czasów, jak dla mnie już sam klimat zasługuje na wyższą ocenę. Warto też wspomnieć, że to nie tylko krytyka małego światka z Wall Street, to krytyka głupoty ludzkiej, która przedłuża żywot tego światka.

    • Jan Dąbrowski

      Kwestia tego, jak dany widz jest doinformowany – i jego oczekiwań. Mnie nie przyszło do głowy, że (po „Margin Call” i „Wilku z Wall Street”, które były bardzo czytelne) dostanę 2h filmu strzelającego objaśnieniami nie dość, że nie z mojej bajki, to jeszcze na akord. W filmie wyjaśniono absolutne minimum, a i to bardziej obrazowo, niż krok po kroku.

      Co do kwestii wymowy filmu – bije z niego przede wszystkim ostra krytyka pazerności, co było do przewidzenia przy takiej tematyce.

  • frost

    a jak Gosling? pokazał coś ekstra od siebie, czy tylko tło?

    • Jan Dąbrowski

      Jakoś nie uwielbiam jego aktorstwa – w roli eleganckiego szelmy-bankiera/cwaniaka się sprawdził, ale Bale, Pitt, Carell i jego świta byli znacznie lepsi.
      Miał być ładnym panem i plan wykonał :)

  • gosciu

    Trailer mnie skutecznie zniechęcił do obejrzenia filmu. Wskazuje na płytkie i głupkowate zrozumienie źródeł kryzysu. Tak jakby to było proste równanie, a gjenjusz Bale wszystko rozwiązał. Lekka żenada pachniała z trailera.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

22 najciekawsze premiery filmowe 2016 roku (lista subiektywna)

Następny tekst

Zupełnie Nowy Testament



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE