Bends - recenzja filmu Flory Lau | FILM.ORG.PL

Bends (prosto z Cannes)








Filip Jalowski
19.05.2013


Do „Bends” nie przyciągnęło mnie nazwisko reżyserki. Dla Flory Lau, trzydziestolatki z Hongkongu, ten film jest pełnometrażowym debiutem. Bardziej obiecująco brzmiały inne nazwiska zaangażowane w projekt. Za obiektywem kamery stanął Christopher Doyle, czyli człowiek, który wykreował światy Wong Kar-Waia, Gusa Van Santa czy też Edwarda Yanga. Zdjęcia Australijczyka zawsze stoją na najwyższym poziomie, co – w przypadku „Bends” – potwierdzał już doskonale wykonany pressbook, który otrzymaliśmy dzień wcześniej (kilka fotografii poniżej). Dodatkowym wabikiem był fakt, że główna rola kobieca przypadła w udziale Carinie Lau, czyli jednej z muz wspominanego już Wong Kar-Waia. „Popioły czasu”, „Dni naszego szaleństwa”, „2046” – w każdym z tych filmów Carina Lau spisywała się świetnie.

W przypadku debiutantów scenografią filmu często staje się miejsce urodzenia. Flora Lau również podąża tą drogą i opowiada widzom o rejonach przylegających do granicy Chin oraz Hongkongu. Fai pracuje jako kierowca wynajmowany przez Annę, kobietę pochodzącą z wyższych sfer. Dom Anny znajduje się w Hongkongu, Fai również posiada obywatelstwo tego rejonu administracyjnego. Poza jego granicami wychowała się jednak żona kierowcy. Małżeństwo ledwo wiąże koniec z końcem, a w drodze znajduje się kolejne dziecko. Polityka chińska, przeciwdziałająca zbyt gwałtownemu przyrostowi naturalnemu, obarcza pary posiadające więcej niż jednego potomka specjalnymi zobowiązaniami finansowymi. Fai chce, aby żona urodziła na terenie Hongkongu, co zapewniłoby dziecku lepszą przyszłość. Sprawa nie jest jednak taka prosta, prawo działa bezwzględnie.

Flora Lau zestawia historie biednego kierowcy i jego rodziny z opowieścią o Annie, która – wiodąc bogate i bezrefleksyjne życie – zupełnie nie zauważa problemów, jakie nękają chińskie społeczeństwo. Sytuacja ulega diametralnej zmianie w momencie, gdy płynność finansowa bogatej kobiety staje pod dużym znakiem zapytania. Lau coraz bardziej zbliża do siebie postaci pochodzące z zupełnie odmiennych światów i stara się nam uzmysłowić, że w gruncie rzeczy wszyscy zabiegamy w życiu o to samo.

Całość brzmi nieco banalnie, typowa idealistyczna historia będąca domeną młodych twórców. „Bends” w pewnym sensie wpisuje się w ten schemat, ale dzięki temu, że nie jest dosłowne, a opiera się raczej na niedopowiedzeniach oraz delikatnie zasugerowanych przemianach bohaterów, może widza zaangażować. Co oczywiste, spora w tym zasługa nieocenionego Doyle’a, który zdaje się idealnie rozumieć azjatycką wrażliwość (współpraca z Wong Kar-Waiem nie poszła na marne). Jego zdjęcie idealnie podkreślają stany psychiczne bohaterów. Dzięki niemu Honkong wygląda tak, jakby płakał razem z ludźmi, którzy nie potrafią odnaleźć się w narzucanej przez niego rzeczywistości. To miejsce jest zresztą jednym z najważniejszych elementów scenariusza, kontekst społeczny nadaje bowiem „Bends” wiarygodności.

Flora Lau ma zadatki na kolejną ciekawą reżyserkę z Dalekiego Wschodu. W tym momencie w jej filmie są jeszcze obecne grzechy charakterystyczne dla nowicjuszy (np. taksówka pojawiająca się na odludziu dokładnie w tym momencie, w którym potrzebuje jej bohater), ale w ogólnym rozrachunku „Bends” to solidny i świetnie sfotografowany kawałek kina.  












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

The Past (prosto z Cannes)

Następny tekst

Diuna według Jodorowskiego (prosto z Cannes)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE