Battleship: Bitwa o Ziemię | FILM.ORG.PL

Battleship: Bitwa o Ziemię

Najdroższa reklama amerykańskiego wojska od czasu pierwszej części "Transformers". Za długa, zbyt nijaka i niepotrzebnie napuszona. A film Michaela Baya miał dużo lepsze sceny akcji.




Kosmici atakują! Znowu...




Maciek Poleszak
24.04.2012


Recenzja pojawiła się wcześniej w serwisie Paradoks.

Co ciekawego można jeszcze powiedzieć w temacie "obcy przylatują na Ziemię i chcą nam zrobić kuku", skoro od czasu "Dnia niepodległości" u standardowych przedstawicieli gatunku zmienia się tylko scenografia? Można próbować leciutko odchodzić od klimatu globalnej zagłady na rzecz węższego ujęcia i poprowadzenia akcji z perspektywy tylko grupy bohaterów, można by też w końcu nakręcić film, w którym obcy zwyciężają, koniec, kropka. Można też (tak jak producenci "Battleship") poświęcić takim rozważaniom jeszcze mniej czasu niż ja i po prostu wysłać reżysera z całą resztą ekipy filmowej na plan zdjęciowy, ustalając zawczasu deadline, datę premiery kinowej oraz prognozę wpływów z biletów, ujętą w budżecie na kolejny rok.

"Nakręćmy film na podstawie gry w statki". Wszystko wskazuje na to, że to jakby wyciągnięte z suchego dowcipu zdanie musiało gdzieś kiedyś najwyraźniej paść, bo plakaty nowego filmu Petera Berga porozwieszane przed kinami to raczej nie moje halucynacje. Ale nic to, złośliwy nie będę, bo materiał do żartów z tego powodu jest tak obszerny i oczywisty, że każdy jest w stanie sklecić coś we własnym zakresie i nie zamierzam nikomu tej przyjemności odbierać. A wszystko zaczęło się najprawdopodobniej od tego, że jakiś oficer amerykańskiej Marynarki Wojennej obejrzał arcydrogą reklamę US Army pod tytułem "Transformers" i stwierdził, że US Navy gorsze być nie może.

Jako kampania marketingowa "Battleship" spełnia swoje zadanie w stu procentach. Czego możemy dowiedzieć się z filmu? Po pierwsze w US Navy czekają Cię niemal nieograniczone perspektywy rozwoju. Nieważne czy, podobnie jak główny bohater, odznaczasz się tzw. "trudnym charakterem", a twój urok osobisty sprawia, że każda nowo poznana osoba ma ochotę zdzielić cię w twarz przy pierwszej nadarzającej się okazji. Jeśli masz w sobie głęboko ukryty potencjał, czasem jesteś błyskotliwy i potrafisz recytować dzieła Homera z pamięci – gratulacje. Od momentu zaciągnięcia do dosłużenia się stopnia kapitana dzielą cię tylko dwa cięcia montażowe i ekran tytułowy. Po drugie, na każdego rannego w działaniach wojennych marynarza czeka bogate zaplecze szpitalno – rehabilitacyjne z siłownią i psychologiem już w opcji standard. Protezy twoich kończyn będziesz sobie chwalił lepiej niż oryginały! Po trzecie, jeśli już odsłużysz swoje, to dożyjesz sędziwego wieku zdrowy i sprawny, tak, aby w odpowiedniej chwili wrócić do czynnej służby w celu skopania paru wrogich tyłków. I po czwarte, sprzęt US Navy jest tak samo długowieczny jak jej marynarze, dzięki czemu przemieniony w muzeum pancernik z okresu II Wojny Światowej w parę minut odzyskuje pełną sprawność bojową. Ech, tyle możliwości. Aż szkoda, że za służbę w obcej armii grozi u nas więzienie.        

Jako zwykły film "Battleship" sprawdza się już trochę gorzej. Już nawet nie chodzi o to, że scenariusz można skomentować jedynie wzruszeniem ramion, połowa wątków niczemu nie służy i jest do wyrzucenia, całość trwa stanowczo za długo a żadnej postaci nie da się polubić, bo każda z nich jest zupełnie nijaka (przez chwilę wydawało się, że Rihanna będzie próbowała udawać Vasquez z "Aliens", co mogłoby być całkiem zabawne, ale szybko wróciła do normy). Bardziej boli fakt, że w filmie, którego atutem miały był wysokobudżetowe, bombastyczne efekty specjalne, nie bardzo jest na czym zawiesić oko. Wspomnianemu wcześniej "Transformers" trudno odmówić dopiętych na ostatni guzik scen akcji, wykonanych mistrzowsko zarówno na poziomie koncepcyjnym jak i realizacyjnym. Samo przywiązanie do szczegółów w każdym calu świadczące o kreatywności reżysera i ekipy odpowiedzialnej za efekty specjalne tworzyło już jakąś wartość. W "Battleship" na bite 130 minut seansu w dosłownie kilku scenach akcji dzieje się cokolwiek wyróżniającego się ponad średnią. A parę razy efektom udaje się wypaść zwyczajnie brzydko, szczególnie gdy wklejone na ekran postaci nijak nie chcą pasować do komputerowego tła.

Jednak największym problemem nowego filmu Berga jest to, że nie bardzo wiadomo jak go odbierać. Niby chciałby być na poważnie, ale patos i powaga są w nim nadmuchane do karykaturalnego poziomu, tak, że człowiek zaczyna się zastanawiać jak w końcu miało być. Czy ten film jest zabawny w swoim nadęciu przez przypadek, czy taki był plan? Czy oddział dziadków – weteranów pojawiających się w pewnym momencie na ekranie w rytm podniosłej muzyki to żart, którego nie zrozumiałem, czy głupota, którą przeoczył reżyser? Kompletna dezorientacja.     

Pomarudziłem i mógłbym marudzić dalej, ale wchodząc na grunt "szukamy plusów na siłę" muszę wspomnieć o dwóch rzeczach, które całkiem mi się spodobały. O dziwo scenariusz całkiem zgrabnie tłumaczy dlaczego obcy nie przylatują po krótkim rekonesansie w pełnej sile i nie robią powtórki z "Dnia niepodległości". Otóż flota zwiadowcza podczas wchodzenia w atmosferę Ziemi traci w wyniku zderzenia z satelitą swój statek – nadajnik dalekiego zasięgu, przez co kosmici zostają odcięci od wsparcia. Niby nic wielkiego, ale lepsze to niż patetyczne tłumaczenie, że zjednoczona ludzkość jest w stanie, dzięki swojemu uporowi i woli walki, pokonać każdego przeciwnika niezależnie od jego przewagi. Całkiem nieźle prezentują się też projekty pojazdów obcych, które wyposażone są w dużą ilość ruchomych elementów i poruszają się "skacząc" po powierzchni morza. Głupie to, ale całkiem malowniczo wygląda.      

PS. Swego czasu James Cameron przełamał na pół wielki statek na ekranie, a Peter Berg chyba nie chciał być gorszy. Zapragnął on nawet przelicytować Króla Świata i w swoim filmie przełamał statek… wzdłuż kadłuba, nie w poprzek.







  • Malme88

    Iluminacka propaganda, ot co. 

  • Co by nie mówić o patosie, wszyscy i tak byśmy chcieli, aby nasza armia miała tak efektowną reklamę swojego sprzętu :)

    • Maciek „Ciuniek” Poleszak

      Ej, to przecież jasne. Szczególnie z piosenkami AC/DC w tle ;).

  • Mr. ??

    Ja tam jakoś nie mam ochoty na ten film zwłaszcza po Transformersach Baya, Dniu Niepodległości czy Bitwie o L.A.  

  • medullaoblongata

     O rany, jak żyję, marzyłem o możliwości komentowania tych recenzji, tak często mnie wkurzają hehe. Film widziałem, rzeczywiście rewelacja to to nie jest. Można by o nim napisać ze 150, nie tylko 50 prawd objawionych ;)) Ale.. ! Nieźle się uśmiałem przez pierwsze kilkadziesiąt minut hehe, naprawdę zabawne sceny. Swietne kawalki, np. AC/DC. Jako że kocham SF – design statków, jak dla mnie bomba. Kilka scen akcji bardzo mi się podobało, nie będę tu spojlerował, ale /drift/ był naprawdę gruby XD Niestety poza scenariuszowymi głupotami, które z przyzwyczajenia pomijam prawie przy każdym filmie, bo to w koncu tylko filmy jednak… środek Battleship po prostu mnie nudził. Tzn większość filmu. No i zakończenie można było przewidzieć. Co do lubienia, nielubienia bohaterów.. ja tam poczułem sympatię do gościa, który niestety szybko zginął X)

    Nie żałuję wydanych pieniędzy, bo lubię sf i ten nie był taki zły. Określiłbym ten film, jako całkiem niezły. Tylko trzeba go oglądać z ogromnym przymrózeniem oka.

    • gmat3usz

      …trzeba go oglądać z ogromnym zasobem alkoholu, ja takowy miałem i bawiłem się świetnie!;)

    • Maciek „Ciuniek” Poleszak

      Scena „driftu” zła nie była, ale robiłaby większe wrażenie, gdyby „Piraci z Karaibów” nie pokazali jej wcześniej ;).

  • tchopz

    „…oddział dziadków – weteranów…”
    Może to inspiracja Pratchetem?
    W Świecie Dysku był taki oddział barbarzyńców – Srebrna Orda. Z racji wieku mieli tak duże doświadczenie w „nieumieraniu”, że byli w zasadzie nieśmiertelni.

  • Marecky1983

    …nie wiem czy to polska mentalność się odzywa, żeby wiecznie wyśmiewać i zazdrościć? Co polskie kino jest w stanie nam zaoferować? Wystrój wnętrza w kuchni w Klanie? Czy jak wygląda duży pokój u Zduńskiego w M jak Miłość? Ze niby propaganda? Bo jak już pokażą w filmie paru gości na drogich protezach, to znaczy, że każdy co do jednego ma tak dobre warunki, aby powrócić do zdrowia, więc nawet jako inwalida w US NAVY nie jesteś udupiony? Jak nie pokażą, to nie? haha. Scena ukazująca wiele statków podczas manewrów wojskowych z przygrywająca w tle muzyką to już patos? Że niby o co chodzi z całym tym czepialstwem i wybrzydzaniem? Na co Autor tej recenzji myślał, że idzie? Na kolejny film z potencjałem do oscara? Czego by nie napisać, BATTLESHIP dostarcza niekłamanej rozrywki. Jego głównym atutem jest przeniesienie większości akcji na otwarte morze i sceny, w których statki walczą między sobą ostrzeliwując się nawzajem, starając się zniszczyć jak najwięcej spadających na siebie pocisków – po prostu rządzą! Kiedy ostatnio w kinie było coś takiego? Z takim przytupem? Nigdy! Pomysł z pociskami „inteligentnymi” też oryginalny, aż miło się patrzy jakie spustoszenie na ekranie sieją. Pomysł zaczerpnięty z gry w statki – zły i śmieszny?? Nawet Rhianna, której występu bałem się najbardziej, jest poprawna – znowu jeżeli ktoś się spodziewał jakiejś zapadającej w pamięci kreacji z jej strony…:). Perfekcyjnie rozpisane postacie, zaskakujący scenariusz? To nie tego kalibru scenarzysta, reżyser i film. Już w trailerach, które często nie jednego potrafią oszukać swoją „atrakcyjnością” widać było z jakim filmem mamy do czynienia. Na pewno nie dałbym tak niskiej oceny, jak Ciuniek, film ma swoje błędy i naciągnięcia – największym WTF – był motyw ze starym statkiem i jego emerytowana załogą – jeżeli miało być śmiesznie to nie wyszło, a już tekst jednego z ledwie zipiących dziadków do Rhianny, czy jest gotowa na prace w „prawdziwymi facetami”…ekhm. Reasumując film w moim mniemaniu, ma solidne 6,5 nawet 7/10. Pod względem wizualnym i dźwiękowym film gniecie. Ma sporo zabawnych scen i parę chybionych. Scenariusz to nic szczególnego, bardziej pretekst do ukazania efektów specjalnych. Jest to kino lekkie i przyjemne. Na plus uznaje, że nie został na siłę zrobiony w 3D, żeby tylko wycisnąć więcej kasy. Polecam

    • MichalN

      Generalnie się zgadzam, i dam tylko, że nie ufam recenzjom kogoś, kto Adrenalinę 2 ocenił aż na 6/10 :)

  • Jeśli są cycki Rihanny- idę,
    jeśli nie – czekam na dvdripa

  • wwwwwww

    Zastanawia czym sie kierowały te ufole namierzająć czy to statki czy zwykłych ludzi, chyba na zielono że nie są zagrożeniem a na czerwono niszczyć 

  • Pluszowy

    Autor tekstu film oglądał chyba w wersji TS.CAM, bo co jak co, ale efekty wizualne z cała pewnością były atutem (jednym z niewielu) filmu.

  • hal

    Film jest tragiczny dał bym mu 1 bo dla dzieci będzie ok SF to to nie jest bo nie ma tam S a jedynie F






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Filmowa biografia Jobsa

Następny tekst

Połów szczęścia w Jemenie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE