Bardzo poszukiwany człowiek - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Bardzo poszukiwany człowiek

Popis Philipa Seymoura Hoffmana




Zwierzę polityczne




Maciej Niedźwiedzki
08.08.2014


bŚwiat po zamachach z 11 września 2001 roku. Do Hamburga nielegalnie przedostaje się Issa Karpow (Grigori Dobrygin). Pół-Czeczen, pół-Rosjanin, wyznawca islamu powiązany z różnego rodzaju i kalibru terrorystycznymi organizacjami. Przybywa, by odebrać przechowywany w banku Thomasa Bruego (Willem Dafoe) spadek po zmarłym ojcu. Kwota, którą Issa może odebrać, jest niemała – w filmie nie do końca sprecyzowana, ale wiadomo, że przynajmniej ośmiocyfrowa. Od razu zauważa go antyterrorystyczna jednostka kierowana przez Gunthera Bachmanna (Philip Seymour Hoffman). Zaczynają go monitorować, śledzić, badać jego powiązania z przeszłymi atakami, próbują przewidzieć, w jakim celu pojawił się w Europie. Oczywiście, gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze to włączyć się przecież muszą potężne instytucje. Pojawienie się Issy w niemieckim mieście uruchamia lawinę zdarzeń.

Po jakimś czasie Karpowem zaczynają interesować się więc Amerykanie – bo to oni przecież głównie z terroryzmem walczą. Tym razem CIA otrzymało twarz Robin Wright powtarzająca swoją kreację z House of Cards. W roli Marthy Sullivan jest podobnie wyrachowana, bezduszna, chłodna, podniosła i bezwzględna. To intrygująca i dobrze napisana postać. Jeszcze lepszy jest jednak Philip Seymour Hoffman.

b

Anton Corbijn i scenarzysta Andrew Bovell rozpisują przed nami skomplikowaną sieć zależności. powiązań i interesów. W świecie tym panuje bardzo jasna hierarchia, przez którą twórcy nas przeprowadzają: od drobnych bezimiennych kapusiów zmierzamy na samą górę. Reżyser bardzo sprawnie porusza się po tym terytorium. Zaznacza kto jakie ma kompetencje, kto stara się je przekraczać, a kto na ich granicy balansuje – tak jak wybornie grany przez Hoffmana Gunther Bachmann. Z jednej strony jest karierowiczem, z drugiej ma w sobie trochę idealisty. To dość paradoksalny miks osobowościowy, ale o dziwo w tym filmie sprawdza się bardzo dobrze. Gunther został zesłany do Hamburga ponieważ jedno ze śledztw prowadzonych przez niego w Bejrucie zakończyło się sporym niepowodzeniem. W Niemczech, na znacznie bezpieczniejszym terenie, ma odpocząć. Posiedzieć przez jakiś czas na ławce rezerwowych, bo gra o największą stawkę już go przerasta.

Sprawa Karpowa jest więc ratunkiem dla jego kariery, szansą na rehabilitację. Okazją, by powrócić w wielkim stylu. Nie zapomina jednak o byciu humanitarnym, cały czas pamięta, że nie chodzi o zawodowy sukces – bo na drugiej szali znajdują się setki ludzkich istnień. Bachmann to postać trudna do rozgryzienia, niebanalnie napisana. Corbijnowi i Bovellowi udało się stworzyć (w oparciu o książkę Johna le Carre rzecz jasna) fascynującego bohatera. Budzi to szacunek tym bardziej, że ani razu nie wnikali w jego życie prywatne, czy osobiste. Zawsze spoglądamy na niego z pewnego dystansu – to człowiek zdefiniowany przez wykonywaną pracę, to ona go ukształtowała. Nie ma też chyba nic poza nią. Bachmann praktycznie nigdy nie jest sam. W ustach nieustannie trzyma papierosa, w jednej z kieszonek garnitury przechowuje piersiówkę. To jedyne rekwizyty tej postaci. Nie zajrzymy w jego przeszłość, nie zobaczymy zdjęć córek w portfelu, nie poznamy byłej żony. Wiem, że trochę gdybam, ale chyba jego życie nie mogło wyglądać inaczej. Pozornie to więc nic wyjątkowego: kolejny otyły alkoholik. Kolejny zmęczony życiem mężczyzna w średnim wieku.

b

Gunther Bachmann ma jednak twarz i sylwetkę Philipa Seymour Hoffmana, który po raz kolejny wtłacza w graną przez siebie postać niespotykaną ilość charyzmy, dodaje jej zmęczone i jednocześnie inteligentne spojrzenie, a jego oddech – tak często wyraźnie słyszalny – sprawia, że mamy wrażenie obcowania z kreacją kompletną. Aktor dopracował swoją postać do ostatniego szczegółu. Hoffman praktycznie nie schodzi z ekranu, całkowicie dominuje nad wszystkimi innymi postaciami. Pozwala mu to swoją postać bardzo zniuansować i grać na wielu naszych emocjach. Bachmann to wielowymiarowa nieoczywista postać. Hoffman doskonale wyraża całą jej złożoność – nie tylko na tej czysto ludzkiej – biologicznej płaszczyźnie (choć i tutaj to spore osiągnięcie). Bo jego Bachmann to głównie „zwierzę polityczne”. Tylko dzięki pracy ma pewnie jeszcze powód do życia. To postać, w której długo można grzebać, rozkładać na czynniki pierwsze, do której po pierwsze chce się wrócić – zobaczyć ponownie i bliżej ją poznać. 

Bachmann koncentruje w sobie wszystkie wątpliwości, jakie mogą nachodzić człowieka mierzącego się z terroryzmem w XXI wieku, próbującego go zrozumieć. Przecież to nie jest tak, że my Europejczycy i Amerykanie – ludzi zachodu jesteśmy bezbronnymi ofiarami i tylko my mamy prawo sądzić atakujących nas Innych. Bachmann w interpretacji Seymoura Hoffmana kilka razy zmienia swoją postawę, modyfikuje politykę. To człowiek niezwykle świadomy swojej funkcji i konsekwencji ewentualnych decyzji. Dlatego zakończenie Bardzo poszukiwanego człowieka jest tak bolesne. Nie przynosi ono satysfakcjonującego rozwiązania, mimo podjęciu tak wielu prób zawsze ktoś będzie cierpiał. Corbijn zaprasza widza do dyskusji, stawia szereg pytań. Na końcu gdy wielki aktor schodzi z ekranu, nam w głowie pozostaje kilka nierozwiązanych problemów i sporo wątpliwości.  To zawsze znak dobrego kina.

b

W Bardzo poszukiwanym człowieku wszystko bardzo dobrze działa. Fabuła powoli się rozwija – trzeba ją spokojnie i powoli sączyć. Wtedy najlepiej smakuje. Film od strony technicznej jest idealnie wyważony i konsekwentny. Corbijn nie stara się być takim przesadnym estetą, jak w przypadku Control czy Amerykanina. Tym razem to scenariusz pełni prymarną funkcję. Operator unika tworzenia metafor i porównań – najważniejszy jest dialog. Chłodna jesienna paleta barw nadaje filmowi odpowiedni charakter dobrze korespondujący z bezduszną wykalkulowaną polityką pojawiających się organizacji oraz zimnych korytarzy, pokoi przesłuchań i szarych gabinetów, w których podejmowane są najważniejsze decyzje.

Bardzo poszukiwanego człowieka powinniśmy oderwać od kontekstu tragicznej śmierci Hoffmana. Nie dlatego tak bardzo na tą postać zwraca się uwagę, nie dlatego grany przez niego bohater przyciąga spojrzenia. To po prostu kolejna znakomita kreacja w jego dorobku. Może ciut gorsza niż w Capotem, może nieco lepsza niż w Moneyball. To i tak dla wielu nieosiągalny poziom. Te przymiotniki nie mają tak na prawdę znaczenia ponieważ sztuka aktorska zdecydowanie wymyka się prostej ocenie – oddziałuje na widza na innych rejestrach.

b

Film Corbijna przypomina mi, że kino straciło aktora nadającego filmom, w których grał, niezwykłą głębię – urozmaicającego je o rzadko spotykany i niezwykle cenny aromat. Wiem, że szybko zacznie go brakować. Myślę, że wszyscy miłośnicy kina dopiszą do tytułu tego filmu zupełnie inne, niż proponowane przez fabułę filmu, znaczenie.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Papcio

    „Ciut gorsza niż w Capotem” brzmi dość dziwnie.

    • Andriej

      Eee, czepiasz się. Ja nie mam absolutnie żadnych negatywnych uwag

      • Michał

        Chodzi o gramatykę zdania ;)

  • Piotr

    Bardzo dobra recenzja, podobnie jak film, który wywołuje dyskusję na temat metod walki z terroryzmem, a może nade wszystko niewinnych ofiar tych działań. Szlachetny przykład dzieła, które rezygnuje z sensacji – a scenariusz dawałby takie możliwości – na rzecz precyzyjnej, chłodnej relacji. No i … wielki aktor, w swojej ostatniej wielkiej roli.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Niewykorzystane plakaty

Następny tekst

WIELKI BŁĘKIT. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda na nas



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE