Autostopem przez galaktykę – 10 lat od premiery | FILM.ORG.PL

Autostopem przez galaktykę – 10 lat od premiery








Rafał Donica
03.05.2015


Z okazji 10 rocznicy „Autostopem przez Galaktykę” przypominamy recenzję. Dlaczego? Bo tak :)

Była kiedyś taka komedia niewypał pod tytułem 2001: Odyseja komiczna, z prześmiesznym niegdyś Leslie Nielsenem. Ta komedia była w zamierzeniu parodią tematyki science fiction, z jej całą otoczką i konwencją: statkami kosmicznymi, natłokiem kolorowych, niecodziennych stworów itp., itd. Szkoda, że Odyseja komiczna okazała się filmowym dnem, z nieśmiesznym dowcipem i tandetnym aktorstwem. Oglądając Autostopem przez galaktykę nie mogłem oprzeć się wrażeniu pewnego podobieństwa między filmem Gartha Jenningsa (reżyserski debiut!) a komedią z Leslie Nielsenem, gdyż obydwa filmy podejmują temat kosmicznej zgrywy na całego. Jak jednak różni się coca-cola od Hoop Coli czy Adidas od Adibasa, tak lata świetlne jakościowej przepaści odróżniają wspomniane produkcje, z różnicą na korzyść Autostopem przez galaktykę oczywiście. Różnicą wielkości całego wszechświata.

Trudno się dziwić, że Autostopem… szturmem podbija świat.

Ta pyszna, filmowa zabawa fantastyką naukową, osadzona w świecie absurdu i irracjonalizmu, wywodzi się wprost z kultowej książki Douglasa Adamsa, która w latach 80. ubiegłego stulecia zdobyła serca milionów czytelników (a przedtem słuchaczy radiowych słuchowisk, z których później powstała książka).

Niecodzienny humor (brytyjski zresztą), galeria barwnych postaci, oraz metaforyczne ukazanie niedociągnięć naszego świata na przykładzie całej galaktyki – to wszystko znalazło się w filmie. Realizacji książkowego oryginału nie dożył autor, który zmarł nagle w roku 2001 na atak serca, do ostatniej chwili starając się o przeniesienie swojego dziecka na ekrany kin.

hitchhikers_1600

Teraz jego marzenie się spełniło, dzięki czemu miliony widzów na całym świecie mają szansę wejść w zwariowany, pełen nieoczekiwanych (i nieraz idiotycznych) zwrotów akcji. To świat, w którym wszystko jest możliwe, a to, co znamy z naszej codzienności, okazuje się doskonałą zasłoną innej otaczającej nas rzeczywistości. Podobny temat poruszony był w Men in Black, gdzie kosmiczne stwory przebywały wśród nas na Ziemi. W Autostopem… wyobraźnia twórcy sięga jednak dalej i jest też śmieszniej.

Oto bowiem nastaje kres planety Ziemi, z której ucieka nasz główny bohater, ostrzeżony przez swojego przyjaciela kosmitę. Uciekają zresztą obaj, a razem stanowią niezwykle zgrany duet, uzbrojony w ręcznik (!). W odmętach kosmosu dołącza do nich jeszcze kilkoro oryginałów, na czele z niezwykle ekscentrycznym Zaphodem Beeblebroxem, prezydentem Galaktyki (w tej roli znakomity, szarżujący przed kamerą Sam Rockwell, który chwilami przypomina Toma Cruise’a), oraz paranoidalnym robotem Marvinem (tę bardzo plastikową postać gra Warwick Davis, a depresyjnego głosu użycza Alan Rickman – efekt jest piorunująco-powalająco-dołujący). Nad wszystkimi wydarzeniami unosi się wychodzący z każdej sceny, z każdego kadru, absurd. Wzdychające drzwi czy rakiety termonuklearne zamienione w wieloryba i doniczkę z kwiatem petunii to tylko dwa z tysiąca przykładów zakręconych pomysłów twórców filmu. A i tak znakomita ekranizacja nie dorównuje książce pod względem zakręcenia.

hitchhikers-guide-to-the-galaxy-the-20050209035518036-1

Na humor zaprezentowany w Autostopem przez galaktykę niebagatelny wpływ mieli Monty Pythoni (!), z którymi autor książki miał przyjemność kiedyś pracować (współuczestniczył w pisaniu kilku skeczy).

Prywatnie był też wielbicielem czczącym poczucie humoru Johna Cleese’a i spółki. Nie brakuje w filmie Gartha Jenningsa nawiązań do klasyki science fiction – uwierzcie, nie sposób nie zauważyć wielkiego jak Gwiazda Śmierci odniesienia do cyklu George’a Lucasa. I nie jest to Gwiazda Śmierci. Jest również mrugnięcie okiem w kierunku Stanleya Kubricka i jego Odysei kosmicznej – nawiązuje do tego filiżankowaty kształt statku naszych bohaterów, zmieniony z książkowego butowego. Także coś z Piątego elementu się znalazło – Vogonowie (zbiurokratyzowana, najmniej lubiana kosmiczna rasa) wzorowani są fizycznie na kosmicznych przybyszach z prologu filmu Luca Bessona. Wielkiego kuksańca w nos dostaje za to Wolfgang Petersen i jego Troja, która może się schować z widowiskowością i rozmachem sceny z tysiącem statków na horyzoncie, blednąc przy spektakularności ataku na Ziemię setek tysięcy pojazdów rozbiórkowych w filmie Gartha Jenningsa.

Właśnie, efekty specjalne! Jak na komedię, a nawet jak nie na komedię, efekty specjalne w Autostopem przez galaktykę stoją na najwyższym poziomie. Nie ma praktycznie nawet jednej sceny, z której wyłaziłaby jakakolwiek sztuczność czy brak realizmu świata przedstawionego. Jest to zasługą znakomitej pracy wykonanej przez speców od komputerowego kreowania wielkich przestrzeni, jak na przykład hala montażowa do budowy planet czy wszelkich efektów specjalnych w scenach kosmicznych lotów, ucieczki przed rakietami, upadku wieloryba z nieba na ziemię (arcygenialna scena, z prześmiesznym i jednocześnie dającym do myślenia, monologiem w tle!) czy wielkiej akcji rozbiórki planety Ziemi. Na pierwszym planie jednak stoją wykonane z niezwykłym pietyzmem wnętrza statków kosmicznych czy siedziba Hummy Kavuli (John Malkovich w zaiste niecodziennej roli), gdzie wierni oddają cześć czcigodnej chustce do nosa.

13

Najważniejszym jednak aspektem w kreowaniu zwariowanego, ale wiarygodnego przecież galaktycznego uniwersum były wszelkiej maści stwory, czyli mieszkańcy i bywalcy długiego i szerokiego kosmosu. I tu warto zatrzymać się na chwilę refleksji; widzów na całym świecie nużą już postaci wykreowane całkowicie w pamięci komputera. Niektórzy chorują na samą myśl, że znów może im przyjść oglądać aktorów grających do blue boxa, patrzących nie na rozmówcę, a przez niego czy w miejsce, w którym się rozmówca znajduje jako zawieszona na sznurku piłka czy inny gadżet, ułatwiający aktorowi rozmowę z niczym. I tu niespodzianka. Wszystkie postaci w Autostopem przez galaktykę zostały wykonane przez ludzi z firmy Jima Hensona. Dzięki temu ekran zaludniony jest bohaterami z krwi i kości (no, może z plastiku i gumy), wreszcie kosmiczne stwory w filmie stoją przed aktorami, istnieją naprawdę – choć poruszane przez animatorów, żyją dla nas, widzów, a nie są tylko wytworem obliczeń superkomputerów i stacji graficznych.

Przy całym rozmachu inscenizacyjnym, znakomitych efektach specjalnych, niezwykle widowiskowych zresztą, przy tym wszystkim Autostopem przez galaktykę pozostaje kameralną komedią, z umownością dekoracji i przebiegu akcji, która zaskakuje i śmieszy na każdym kroku.

Nie ma tu tak często ostatnio uprawianego dowcipu niskich lotów typu seks z szarlotką (American Pie) czy puszczanie bąków (Scooby Doo). Jest scena wymiotowania włóczką – podana jednak w tak sympatyczny sposób, że nawet 12-latkowie mogą obejrzeć to bez obaw, że po wyjściu z kina zrobią to samo. Humor filmu Gartha Jenningsa to zupełnie inna klasa, znacznie bardziej wysublimowane żarty, często niosące za sobą pytania o rzeczy istotne: życie, wszechświat i całą resztę, ukryte pod otoczką kpiny. Poważne pytania, na które przeważnie padają ironiczne odpowiedzi pozbawione sensu. Wszystko jest podane ze smakiem, bez humorystycznej przesady, z lekkością i polotem znanymi z książki. Ogląda się ten film nadzwyczaj sympatycznie, spokojnie i po prostu przyjemnie, jakby również widz kierował się hasłem: Nie panikuj, które przewija się w Przewodniku galaktycznego autostopowicza.

4

Na koniec warto dodać, że Douglas Adams za życia angażował się w ratowanie ginących gatunków zwierząt (np. nosorożce, goryle), co znakomicie przeniósł na kartki książki, a twórcy kinowej wersji Autostopem… wpletli do filmu. Spróbujcie bowiem wskazać inny obraz, który otwierałaby scena ze śpiewającymi delfinami, które w takt słów cześć, i dzięki za ryby opuszczałyby Ziemię, zrywając się do lotu wprost z wód oceanów.

Autostopem przez galaktykę to film nietuzinkowy, zabawny, prześmiewczy i mądry zarazem. Stanowi świetną rozrywkę zarówno dla widzów, którzy nie czytali książki Adamsa, jak i dla tych, którzy jego twórczość doskonale znają i uwielbiają.

Skąd to założenie? Otóż Autostopem przez galaktykę obejrzałem bez znajomości oryginału literackiego i natychmiast wsiąkłem w klimat filmu, dając się ponieść niezwykłej rozrywce. Po seansie postanowiłem przeczytać dzieło Adamsa i teraz jestem pod wielkim wrażeniem zarówno książki, jak i filmu, który bez pudła (choć nie obeszło się bez pominięcia niektórych znakomitych, książkowych wątków) uchwycił ducha Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa.

korekta: Kornelia Farynowska

Rafał Donica

Rafał Donica

Rocznik 77, od chwili obejrzenia „Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia „Akirę”, „Drive” i niedocenioną „Nienawistną ósemkę”). Miłośnik Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Od seansu „Frankensteina” Jamesa Whale'a – niepoprawny wielbiciel postaci monstrum. Założyciel i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Wieloletni współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE.
Prowadzi blog tematyczny poświęcony klasycznym monster-movies: cinemafrankenstein.blogspot.com
Rafał Donica

Latest posts by Rafał Donica (see all)







  • Witruwiusz

    Fajne, dzięki za przypomnienie :)) To zdecydowanie jedna z najlepszych komedii XXI wieku i w zajebiście gwiazdorskiej obsadzie (wtedy chyba jeszcze mniej znanej) – Freeman, Rockwell, Zooey (serduszko) plus Marvic z głosem Rickmana. Absurdalna, kapitalna komedia którą dzisiaj sobie obejrzę.

  • Niecodzinnik

    Świetna robota! Genialny film:)

  • Mariusz Michalczyk

    Bardzo niedoceniany film, lepiej mi pasuje książka Douglasa Adamsa, ale film dobrze oddał jej klimat.

  • Jankes

    Wyłapał ktoś urywek motywu muzycznego z ALIENS czy tylko ja?






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Wada ukryta

Następny tekst

The Incredible Hulk



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE