American Pie: Zjazd absolwentów | FILM.ORG.PL

American Pie: Zjazd absolwentów

To już nie jest film o nastolatkach chcących zaliczyć. To film o ludziach mających swoje problemy: o niespełnionych marzeniach, a w kilku przypadkach o ucieczce od rzeczywistości.




Szarlotka nadal świeża




Szymon Pajdak
20.04.2012


 

American Pie. Następca pokoleniowy „Lodów na patyku”. Seria obok której nie można przejść obojętnie. Jedni uwielbiają ją za niewybredny humor i lekki, młodzieżowy klimat, innych odrzuca, no cóż, to samo. Osobiście zaliczam się do tych pierwszych. Uwielbiam oryginalną trylogię, głównie dlatego, że dorastałem razem z jej bohaterami i jakkolwiek to zabrzmi w jakiś sposób się z nimi zżyłem. Tym bardziej bolały mnie kolejne części, które produkowane były wręcz taśmowo, a z trylogią miały wspólną jedynie nazwę i osobę Eugenea Levyego. Na szczęście producenci poszli po rozum do głowy i sprowadzili na plan całą oryginalną obsadę dając sobie szansę na godne zamknięcie serii. I już teraz muszę stwierdzić, że był to strzał w 10!

Nasi bohaterowie dorośli. Jim i Michelle spłodzili potomka i popadli w rutynę, Kevin stał się kurą domową, która całe dnie spędza w kuchni, a wieczorem ogląda „Plotkarę”, Oz jest prezenterem sportowym znanym z występu w „Tańcu z gwiazdami”, a Finch obieżyświatem i awanturnikiem. Jedynie Stifler pozostał taki sam. Mimo stażu w poważnej korporacji i noszenia garnituru na codzień w głowie ma dalej pijackie imprezy, wyrywanie lasek i pakowanie się w coraz to nowe kłopoty.

Okazją do ponownego zobaczenia się ze starymi znajomymi i złapania nieco oddechu w codziennej gonitwie okazuje się dla nich zjazd absolwentów ich starego ogólniaka.

Twórcom filmu udała się rzecz niezwykła, która przypomina mi ostatnie dokonania Adama Sandlera („50 pierwszych randek”, „Klik! I robisz co chcesz”). Obok prostackich żartów i niesmacznych sytuacji udało im się zamieścić w filmie sporą dozę nostalgii i kilka naprawdę niezłych mądrości życiowych. Bo to już nie jest film o nastolatkach chcących zaliczyć, to film o ludziach mających swoje problemy, o niespełnionych marzeniach, a w kilku przypadkach o ucieczce od rzeczywistości. To swego rodzaju rozliczenie się z dawnym życiem i oczekiwaniami. Spojrzenie na czasy koledżu z perspektywy męża, ojca czy pracownika. To również uświadomienie nam tego jak młodzieńcze wybory kształtują nasze przyszłe życie, oraz pokazanie, że mimo, iż czas płynie nieubłaganie i wydaje nam się, że się zmieniamy to tak naprawdę pozostajemy tymi samymi ludźmi.

Oczywiście nie obyło się bez klozetowego humoru w którym przoduje Stifler, ale trzeba przyznać, że jeżeli komuś to nie przeszkadza to będzie bawił się znakomicie i nie raz parsknie śmiechem widząc to co dzieje się na ekranie. Pod tym względem konstrukcja filmu jest idealnie wyważona, a wszystkie jej składniki są wymieszane w doskonałych proporcjach.

Przyjemnie było zobaczyć na planie całą starą ekipę, a trzeba przyznać, że w filmie swoje parę minut dostaje praktycznie każda postać, która pojawiła się w oryginalnej trylogii. Jest to o tyle ciekawe co smutne, ponieważ ani jedna osoba związana z tą serią nie zrobiła oszałamiającej kariery, mimo, że wielu próbowało. Najlepiej wyszła na tym chyba Alyson Hannigan, która regularnie występuje w serialu Jak poznałem Waszą matkę.

Niestety  ząb czasu także zrobił swoje, bo o ile panie wyglądają kwitnąco to po panach widać, że upłynęło 10 lat od ostatniego filmu i chyba tylko Seann William Scott nie zmienił się ani trochę. Na szczęście nie wpłynęło to na ich grę, bo o ile nie jest to aktorstwo najwyższej próby to ogląda się ich nad wyraz dobrze. Świetnie spisuje się drugi plan na którym, króluje Eugen Levy jako tata Jima. Sceny z jego udziałem to solidny masaż przepony, a kilka sytuacji sprawiło, że ze śmiechu miałem łzy w oczach, ale nawet on dostaje nieco poważniejsze momenty i nie ogranicza się jedynie do wygłupów. Do głosu dochodzą też „młode wilki”, nastepcy naszych bohaterów,  na szczęście Ci pokazują im miejsce w szeregu, często nie przebierając w środkach.

Technicznie nie ma sensu pisać o filmie bo jakość jego wykonania stoi na bardzo dobrym poziomie, ale do tego przyzwyczaiły nas produkcje zza oceanu. Warto natomiast wspomnieć o soundtracku, który przywołuje miłe wspomnienia z lat 90 i podczas końcowych scen na balu bardzo skutecznie wzmaga tęsknotę za minionymi czasami.

Muszę przyznać, że po seansie, kiedy emocje nieco już opadły poczułem smutek, bo to chyba ostatnie spotkanie z tą ekipą. Wszystkie wątki zostały idealnie zamknięte, a bohaterowie wyszli na prostą i nie wiem co jeszcze mogliby wymyślić producenci tak żeby nie zatrzeć dobrego wrażenia jakie pozostawia po sobie Zjazd Absolwentów. Jeżeli jednak będą chcieli kontynuować serię i zrobią to w takim stylu jak teraz, ze wszystkimi bohaterami to nie mam nic przeciwko temu. Ba! Bardzo chętnie skosztuję szarlotki jeszcze raz, bo ten kawałek był wyjątkowo smaczny. Mam ochotę na ponowny seans.

Arahan

Pracownik, student i podróżnik. W świat filmu ucieka od otaczającej go rzeczywistości. Uwielbia Spielberga, Nolana, Leone, Tarantino, del Toro i Scorsese. Na ekranie lubi oglądać DiCaprio, McGregora, Pacino, Daniela Day-Lewisa i Oldmana. Kino ma przede wszystkim wzbudzać emocje, niezależnie od tego jakie one będą. Ma wzruszać, zaskakiwać, dawać radość i skłaniać do refleksji - wszystko zależne od nastroju. Pierwszą recenzję do redakcji wysłał w 2009 roku, a od listopada 2011 pisze w miarę regularnie, raz lepiej, a raz gorzej, ale chyba nie tak źle skoro zaproszono go do zacnego KMF-owego grona.

Arahan - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Mefisto

    No jak dla mnie, mimo nostalgii do pierwszej części, jest to jednak seria, obok której da się przejść obojętnie :) A co do ostatnich dokonań Sandlera, to wszystko fajnie, gdyby nie fakt, że nie są nimi ani Click, ani 50 pierwszych randek ;)

    • Szymon Pajdak

      Mefi Ty to się lubisz czepiać ;) chodziło mi o jedne z ostatnich dokonań Sandlera, a co do samego filmu, naprawdę polecam.

      • Mefisto

        Nie czepiam się, tylko poprawiam – 50 first dates ma prawie 10 lat, Click jest 2 lata młodszy, więc to naprawdę nie są jego ostatnie lub jedne z ostatnich dokonań :)

  • Marecky1983

    Dla mnie bomba! :) Już dawno się tak nie bawiłem na komedii:). Jeżeli podobały wam się 3 pierwsze filmy z tej serii, ten także się Wam spodoba. Polecam:)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Adaptacja bez adaptacji...

Następny tekst

#0 Ale wpadka!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE