AMERICAN HUSTLE - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

American Hustle

Taka obsada, jeśli tylko by chciała, leczyłaby raka oraz cofała czas za pomocą siły woli.




Christian Bale nie liczył kalorii…




Jakub Koisz
10.01.2014


AMERICAN_HUSTLE_2013_TH_EXTRAS_US-WW-artworkDobro. Samo dobro na ekranach. Tyle dobra, w dodatku chodzącego dwójkami, bo jeśli się lubi kino o wielkich przekrętach, to właśnie zaczął się karnawał. Tańczmy więc. Rozpoczął go „Wilk z Wall Street”, pulsujący seksem i pachnący dolarami film o giełdzie oraz ludziach wciągniętych w imperatyw trzepania kapuchy. „American Hustle” w reżyserii Davida O. Rusella wygląda przy filmie Scorsese jak nieśmiały rudowłosy kuzyn. I choć na rodzinnych obiadkach to „Wilk z Wall Street” rzuca najgłośniejszymi żartami, to właśnie ten mały rudzielec jest ulubieńcem ciotki. Lubimy go, bo potrafi używać zdań wielokrotnie złożonych.

Koniec lat 70. Irving Rosenfeld ma dużo – ładny dom, pomysły na biznes, kochającą seks żonę i rezolutnego syna. Duży ma też brzuchol, a do swojej łysinki dokleja tupet, który jest idealną metaforą jego kariery. Irving jest bowiem oszustem. Gdy poznaje Sydney, zakochuje się od razu. Od początku trwania romansu obydwoje grają kogoś, kim nie są, aby w końcu połączyć siły i „robić” na kasę innych. Ich branżą staje się obrót dziełami sztuki, a celem amerykańskie szczęście i bogactwo. Wkrótce losy zakochanych krzyżują się z niezbyt zrównoważonym Richim DiMaso, agentem FBI, który wciąga ich w śledztwo swojego życia, dotyczące działalności polityka z New Jersey, Carmine’a Polito. Agent zakochuje się w Sydney, ale to nie trójkąt miłosny oraz niewygodna współpraca z FBI mogą namieszać w życiu Rosenfelda, lecz coś bardziej skomplikowanego. A bardziej skomplikowany od trójkąta może być tylko czworokąt. Naprawdę. Czworokąt to już za dużo. Kiedy w sam środek akcji wskakuje żona Irvinga, czyli dziarska Rosalyn, ta zupa musi wykipieć.

Nie da się zaserwować na jednym wdechu opisu fabuły. Scenariusz na to nie pozwala. Musi być skomplikowanie, soczyście, jak to w dobrym filmie przekrętowym, można jednak być zaskoczonym faktem, że to właśnie Rusell nakręcił takie coś. Kto pamięta „Fightera”, ten już wie, jak naturalnie potrafi na ekranie przedstawiać te wszelkie toksyczne rodzinne relacje, ten ciąg oczekiwań i nieufności, w którym w samym centrum pulsuje serduszko miłości. Tak, miłości właśnie, bo „American Hustle” jest również o niej, tyle że skąpanej w świecie, gdzie łatwo pomylić ją z pożądaniem i wydekoltowanymi panienkami. Realizm w kreśleniu relacji międzyludzkich dotyczy chyba wszystkich postaci pojawiających się na ekranie, nawet jeśli jest to prozaiczne „przełożony – pracownik”, to i tak czujemy prawdę. Jest to największą zasługą scenariusza. Zabawnego, napisanego lekką ręką i mającego wszystko to, co dobre w literackiej dramaturgii. Świetny „dodatek” motywacyjny dla aktorów, bo w takim projekcie aż chce się grać. I widać, że chce im się co do jednego.

american-hustle

Weźmy takiego spasionego Christiana Bale’a, który już raz statuetkę dzięki rzeczonemu reżyserowi zgarnął. Fani Christiana, Wasz ulubieniec ma się dobrze. Rola Rosenfelda to nie tylko dobrze zrealizowany plan dietetyczny kameleonowatego aktora, ale coś więcej – popis poczucia humoru oraz odświeżająca (po tych wszystkich superbohaterach, zbawcach ludzkości) zwyczajność. Wierzymy w tę postać tak samo, jak wierzymy w Amy Adams, grającą jego partnerkę w przestępstwach. Jej rola jest seksowna i studiowana na najlepszych postaciach kobiecych z klasycznego kina. Chciałbym taką panią, fiksacja głównego bohatera jest zrozumiała. I oczywiście Bradley Cooper, w którym jeszcze trochę drzemie Pat z „Poradnika pozytywnego myślenia”, czyli kawał narwańca o szalonym spojrzeniu. Może i nie świeci najjaśniej, ale nagrody powinny się posypać. Jennifer Lawrence? Prawdziwa jak diabli i seksowna jak sam seks. Och, tyle można pisać o aktorach same superlatywy, aż wstyd strzelać na lewo i prawo tymi hiperbolami, dodać więc należy, że nawet Jeremy Renner grający polityka z brylantyną na głowie, zmazuje te wszystkie drugoplanowe „awendżersy” i popłuczyny po Jasonie Bournie, znowu ciesząc nasze oko. A co do oka – dostrzec można również Roberta De Niro i Louisa C.K. w znaczącej dla fabuły roli. Taka obsada, jeśli tylko by chciała, leczyłaby raka oraz cofała czas za pomocą siły woli.

Czy są więc zgrzyty? Na pewno nie znajdziemy ich w dobrze dobranej muzyce, która zapada w pamięć. Moli niedoskonałości nie znajdziemy na kostiumach, które nie wyglądają, jak tania imitacja epoki w stylu „Gangster Squad”, lecz są tym, co wtedy noszono nie tylko do zdjęć na pocztówki. Do czego więc się przyczepić? Do czego więc się przyczepić? Myśl Koisz, myśl… A tak, wiem! Praca kamery jakaś niecharakterystyczna, a niektóre myki realizacyjne, te całe przybliżenia, plany wyglądają serialowo, ale być może miało to oddać surowość w duchu „Kojaka”. Nie przeszkadza szczególnie również brak sceny, która sprawiłaby, że po powrocie do domu będę z niecierpliwością czekał na DVD, aby odtwarzać ową scenę w nieskończoność. Nie przeszkadza. Niewiele mi przeszkadza. To bardzo dobry film.

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz

Latest posts by Jakub Koisz (see all)







  • kamyczek

    Świetna recenzja!!

  • Qba_23

    Parafrazując autora „To bardzo dobra recenzja”. Rzadko to przyznaje na film.org. Brak spoilerów, dystans do wyszukanych zwrotów, haseł humorystycznych. Brawo. Tak trzymać. A reszta portalu niech naśladuje. Warto.

  • LA

    Bardzo dobra recenzja. Ten film wart jest porównania ze scorsesowym „Wilkiem”- tam też było sporo amerykańskiego „hustle”, tylko w zupełnie innych rejestrach.

    A propos sceny do wielokrotnego odtwarzania: jest taka w filmie Rusella co najmniej jedna – mim zdaniem genialna (ilustrowana bodajże
    piosenką BeeGeesów) w swoim powłóczystym (montaż, jazda kamery, gra…) flow.

  • Qba_23

    Parafrazując autora: „to bardzo dobra recenzja”. Rzadko to przyznaję na film.org. Bez spojlerów, z dystansem do wyszukanych haseł i pseudointelektualnego bełkotu. Brawo. Tak trzymać. Niech reszta bierze przykład. Warto.

    • Zonk

      Już tam bez przesady, Jalowski, Oswiecimski, Babarowski czy Polaski tez swietne mają pióra.

  • Andriej

    Całe szczęście! Szkoda by było, gdyby moja nowa ulubienica Jenny była skazana na badziew w stylu X-Men

  • Mike

    Jakaś moda na lata 70 ostatnio, na szczęście objawiająca się w dobrych filmach (Argo, Wyścig i teraz ten)

  • Chętna

    Recenzja zrobiła mi chętke.

  • Przemysław Zakrzewski

    Dobra, cięta, rzeczowa recenzja. Oj tak, ekipa aktorska mogłaby leczyć raka. Jennifer i Amy – nic, tylko zakochać się można w nich jeszcze bardziej.

  • Jędrzej Dudkiewicz

    To w takim razie autor recenzji jest chyba jedną z niewielu osób, które są tak zachwycone tym filmem, bo ogólna opinia jest mocno zdystansowana. Tak przynajmniej wynikało z rozmów po pokazie prasowym. Ja mam z tym filmem taki problem, że jest szalenie nierówny i się nie klei. Są naprawdę świetne sceny, ale nie ma świetnego filmu. Wynika to moim zdaniem z tego, że dużo scen była improwizowana, bo Russell powiedział, że go nie interesuje historia, tylko bohaterowie. Podejście fajne, ale ciężko w ten sposób zrobić pełnokrwisty film. Gra aktorska rzeczywiście za to jest fantastyczna, aczkolwiek Bale, choć gra świetnie, rolę ma chyba za bardzo „skrojoną” pod nagrody. Za to nie wiem czemu autor przyczepia się do Rennera (w sensie, że nawet on i że zmywa plamę) – to świetny aktor. Dla mnie „American Hustle” jest pierwszym rozczarowaniem roku. Oby ostatnim.

    • żak

      Na RottenTomatoes 93% świeżości, więc nie wiem jak mozna mówić, że „autor recenzji jest chyba jedną z niewielu osób, które są tak zachwycone tym filmem”

      • Jędrzej Dudkiewicz

        Chodziło mi nie o cały świat, tylko polskich dziennikarzy, którzy byli na pokazie prasowym :)

        • Jakub Koisz

          Nie gadałem z nimi. Nie patrzyłem na twarze. Moja była uśmiechnięta.

          • Jędrzej Dudkiewicz

            No i super :) Zazdroszczę. Serio.

  • canismajoris

    A jakiego gatunku to film? Czy to dramat, film gangsterski czy może komedia? Bliżej mu do „Poradnika” czy „Kasyna”?

    • Dion Di

      Ten gatunek to K A T A S T R O F A!

      • canismajoris

        Oglądałem. Faktycznie, bez wyrazu jakiś taki. Tylko DeNiro na moment przykuł uwagę.

  • Maciej Niedźwiedzki

    rzeczywiście warto porównywać „American Hustle” z „Wilkiem z Wall Street”. Oscary nie są jakąś wyrocznią, ale akurat tym razem dość trafnie akademia oceniła oba te tytuły. Muszę się zgodzić. Film Russela faktycznie jest (przynajmniej) dwa razy lepszy.

  • Paulina

    Realizm dotyczący relacji międzyludzkich powiadasz? Zupełnie się z tym nie zgadzam. Irv slalomem zjeżdża z górki pomiędzy obiema paniami, a one wybaczają, wypinają pupy i dają kolejne szanse. Absurd!

  • Grazia

    dobry film, na pewno warto się wybrać na niego do kina, ale też dla porównania dobrze jest przeczytać książkę „Amerykański przekręt” na podstawie, której film został nakręcony.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

HEZEKARY 2013

Następny tekst

ZŁOTE KRABY 2013



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE