AMBASSADA - Suchar - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

AmbaSSada

Komedia, na której nikt się nie zaśmiał.




Suchar




Rafał Oświeciński
18.10.2013


ambassada-plakat

To będzie niedługa recenzja, bo nie ma co strzępić języka, naprawdę. 

Godziny przedpołudniowe, w połowie pełna sala kinowa, a na niej jakby kompletna reprezentacja narodu polskiego: starzy, starsi, młodzi i młodsi; wykształciuchy i towarzystwo w dresach; siorbiący, podjadający i w skupieniu oczekujący seansu. Ten wygląda jakby nie wiedział, gdzie jest; tamtem pamięta czasy kinowej emisji „Seksmisji”; o, a ten tutaj chyba palił śmieszne papierosy w kiblu. Nie wiem, czy to przypadek, ale naprawdę wyglądało to jak Polska w pigułce, jakby jakieś biuro badań statystycznych przeprowadzało eksperyment na widzach, którego wynikiem miała być ocena najnowszego dzieła Juliusza Machulskiego.

I gdyby osądzać „Ambassadę” tylko na podstawie reakcji przypadkowego tłumu, to zaprawdę powiadam Wam – to najgorsza komedia tego roku. ANI RAZU nie słyszałem śmiechu. CAŁY CZAS panowała grobowa cisza. Nieśmieszna i nudna – wraz z pojawieniem się napisów końcowych, to dwa od razu przychodzące na myśl epitety.

Według słów Machulskiego, „Ambassada” ma przekłuć nadęty balon, gdy mówimy o martyrologicznej historii Polski. Wiecie, coś w stylu „Bękartów wojny”, czyli postmodernistyczna zabawa w kino, mrugnięcie do widza, nic na serio, wieczna zgrywa. Śmiejąc się wypuszczamy zatęchłe w płucach powietrze i voila, zdrowi już jesteśmy, szczególnie na umyśle, doceniając dystans i brawurę. Oczywiście nie widzieliśmy i nie śmialiśmy się na „Dyktatorze” Chaplina, „Allo, allo”, „Historii świata, część 1” Mela Brooksa… To „Ambassada” ma przynieść orzeźwienie.   Jest to więc swego rodzaju obietnica.

Punkt wyjściowy jest w gruncie rzeczy całkowicie absurdalny – młode małżeństwo wprowadza się do kamienicy, w której dzieją się dziwne rzeczy: na 3. piętrze urzędują naziści. Na tym właśnie piętrze mamy rok 1939 i kilka dni do 1 września. Jest to więc równie głupie, co obiecujące – nonsens nie musi niszczyć czegokolwiek, czy wymagać odpowiedzi na oczywiste pytania. Tak było w „Seksmisji” i „Kingsajzie” oraz w niedawnym „Ile waży koń trojański”, mimo tego, że ten ostatni do udanych obrazów nie należy. Podobnie absurdalne podłoże widać było nawet w „Kilerze” sprzed 16 już lat.

5255aeef7ea30-image04

Czym się od tych filmów różni „Ambassada”? Najprostsza odpowiedź jest najlepsza: humorem. Jakim cudem Machulski napisał tak drętwe dialogi – musicie spytać jego samego. Film jest wypełniony tak suchym dowcipem, że aż zęby zgrzytają. Już sam tagline na plakacie („Co by było, gdyby Hitler nie miał wąsów?…”) skutecznie naprowadza na poziom serwowanego kabaretu. Wbrew pozorom centrum całej historii nie jest Hitler w wykonaniu Więckiewicza – jak się okazuje postać drugoplanowa – a Melania (sympatyczna Magdalena Grąziowska) i Przemek (Bartosz Porczyk, wybaczcie, ale drętwy okropnie), których charaktery są zbudowane na zasadzie przeciwieństw: ona naiwna i pełna życia, on spięty i introwertyczny. Teoretycznie takie zestawienie ma budować wiele śmiesznych sytuacji, ale niestety, nie ma pomiędzy nimi chemii, nie ma luzu, naturalności. Dialogi są pozbawione spontaniczności, wszystko zdaje się być wyreżyserowane, ale z całkiem rozregulowanym celownikiem. Spotkanie z nazistami to raczej okazja dla czerstwego slapsticku niż intrygującego zetknięcia z technologią XXI wieku – telefon komórkowy, kamera czy telewizor plazmowy na ścianie zadziwiają hitlerowców, ale kompletnie nic z tego nie wynika: ani dowcipny komentarz, ani te przedmioty nie zostają w jakiś sposób „ograne” (oprócz słów, żeby wysłać komórkę do Berlina, boki zrywać).  Nawet odniesienia do popkultury są mizerne, bo to – trudno uwierzyć – cytaty z samego Machulskiego…

Nawet bomba w postaci Więckiewicza, obecnie najlepszego polskiego aktora, jest niewybuchem – to seria krzywych min i słów wypowiadanych z germańską fantazją. Nic ponad to, co widzieliśmy w bardzo słabych zwiastunach i raczej osobliwy wygłup niż ciekawa rola, dodatkowo pogrążona kiblowym epizodem… To trzeba zobaczyć i usłyszeć. „Ambassady” nie ratuje również Nergal, choć widać wyraźnie, że to on miał największą radość w obcowaniu z zimnokrwistym wizerunkiem Ribbentropa – jednak w jego usta nie włożono ani jednej fajnej kwestii, żartu, bon-motu.

Można się nad „Ambassadą” pastwić długo – jest tu tak wiele żenujących elementów, że może to zaskoczyć fanów Machulskiego. To poziom mniej więcej „Kołysanki”, czyli najgorszego filmu w karierze autora „VaBanku”. Gniot – tak się zwykło nazywać kiepskie filmidła. Prawdopodobnym usprawiedliwieniem mogłaby być mało poważna konwencja, ale litości, ludzie drodzy, facepalm towarzyszący mi przez większość seansu mówi sam za siebie. Dlatego polecam wypad do kina. Wrażenia niezapomniane. Prawie jak „Grawitacja”.

PS. „Ambassada” regularnie wywoływała salwy śmiechu, gdy na ekranie pojawiały się… efekty specjalne. Tęskniący za latami 90. mogą poczuć się jak w domu.

picard-facepalm

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • bart

    „CAŁY CZAS panowała grobowa cisza.”, „PS. „Ambassada” regularnie wywoływała salwy śmiechu” Coś się tu kupy nie trzyma

    • Twój stary

      Proponuję więcej czytać – mniej oglądać. Organ nie używany zanika – bądź ktoś się na górze w kolejce nie załapał i zapomnieli odpowiednio „uzbroić” – chociaż w to minimum.

  • Zann

    „PS. „Ambassada” regularnie wywoływała salwy śmiechu, gdy na ekranie pojawiały się… efekty specjalne.” Czytaj ze zrozumieniem. A co do recenzji to właśnie zaoszczędziłem kilka złotych.

    • bowman

      Cóż, ty też nie przeczytałeś ze zrozumieniem komentarza barta.
      Chodzi o to, że „cały czas panowała grobowa cisza”, a jednak „„Ambassada” regularnie wywoływała salwy śmiechu”.

      • „gwoli ścisłości”. Nikt się nie śmiał, każdy kpił. Może być? :)

    • Miki

      Pewnie za efekty odpowiadał firma od „Tajemnicy Westerplatte” ;)

  • Maki

    Ja z Przyjemnością oglądnę dla samego Nergala

  • Przemysław Zakrzewski

    A tam, „Kołysanka” i „Ile waży koń trojański” nie były takie złe. Ale recenzowanego filmu nie mam ochoty oglądać, a na pewno nie wydam na niego pieniędzy, lepiej pójść na „Grawitację” po raz drugi, a to to obejrzeć w TV.

    • Tomek

      Film przedstawia żydów jako bezinteresownych patriotów, a polaków jako sprzedajne kurwy, które mogą pomóc ojczyźnie tylko jak się im zapłaci, naprawdę żal mi tego filmu jest obraźliwy w stosunku do Polski i polaków.

      • Wojtek Karolak

        Kolejny „patriota”, który nie potrafi poprawnie po polsku napisać słowa „Polak”.

  • Artur Gralla

    Blad podstawowy jest taki ze to u nas robili niemcy to bylo bestialstwo i kazdy film ktory bedzie chcial z tego zrobic komedie nawet najsmieszniejszy nie ma szans bo kazdy widz bedzie mial z tylu glowy ze cos jest tutaj nie tak i zaraz mu sie beda przypominac wszystkie te zle rzeczy,i to jest podstawowy blad np alo alo moglo byc smieszne bo w francji niemcy zachowywali sie lepiej.

    • Wojtek Karolak

      Masz absolutną rację. „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” nie było wcale śmieszne.

      • Artur Gralla

        ja nie wiem czy ty zauwazasz roznice miedzy tymi dwoma filmamy.podpowiem ze jest roznica i to znaczaca.W sensie ze glownymi bohaterami sa niemcy moze tak.

  • kkk

    Błagam. Na seansie w którym ja uczestniczyłam salwy śmiechu słychać było regularnie. Uwielbiam Machulskiego, ale stwierdzam, że tym dziełem przeszedł samego siebie. Inteligentny humor w stylu właśnie „Bękartów Wojny”, świetna muzyka, świetna kreacja i dobór aktorów. Komedia zrobiona ze smakiem, reżyser nie przeobrzył i co najważniejsze nie uraził żadnego środowiska. Jedynym minusem były włanie efekty specjalne. Gorąco polecam fanom tego typu humoru.

    • Mefisto

      Tak, tak – pozdrawiamy dystrybutora :)

  • Adriamonica

    Nie wiem, jak to możliwe, że na seansie, na którym był szanowny Autor, nie śmiał się nikt (pominę milczeniem nieścisłość w post scriptum), bo na tym, z którego właśnie wróciłam, śmiali się wszyscy, prawie że non stop, i bynajmniej nie ze względu na efekty specjalne (które, trzeba przyznać, wywoływały jednak lekki chichot, bo mi osobiście bardziej się kojarzyły z GTA niż kinem). Druga „Seksmisja” to może nie jest, ale na pewno również nie „Ile waży koń trojański”, powiedziałabym, że raczej pomiędzy. Istotnie, film cierpi na tę samą przypadłość, która ostatnimi czasy jest nagminna nie tylko w polskim kinie – kompletny brak szacunku dla szczegółów technicznych opowiadanej fabuły i nadmiar Deus Ex Machina (choć wykorzystanie w tej roli kota było, trzeba przyznać, sprawnym ukłonem w kierunku wszystkich internetowych Awww!), ale na pewno nie jest złą komedią, powiedziałabym, że jedną z lepszych nakręconych ostatnimi czasy – dawno się tak dobrze nie bawiłam w kinie na polskim filmie. Tym, co po tym filmie mi zostanie, na pewno nie będzie jakaś nowo nabyta sympatia do Hitlera czy Nazistów – raczej nostalgia za tym, co mogło być, i wspomnienie mile spędzonego wieczoru, no i może jeszcze Sen o Warszawie, bo zdążyłam już zapomnieć, jak bardzo lubię tę piosenkę.

    • Marecki 384

      Mi też się podobało

      • ardnaskela

        Mnie również. Momentami wydawało mi się, że pan Machulski ściągnął pomysł od pisarza Marcina Wolskiego. Na moim seansie ludzie się śmieli, wiekowo od gimnazjum do kombatantów. Na koniec się nawet wzruszyłam… co by było gdyby. Może autor tej złej recenzji nie ma poczucia humoru? A może raczej brak mu wyobraźni? Lepiej niech pisze recenzje katologów. Tam wszystko jest proste i jasne.

  • Weryfikacja znajomych podczas sobotniego seansu niejako potwierdza fakt ciszy na sali. Niejako, bo jednak sala śmiała się 2 razy – ołówek w dupie kota-temperówki i Hitler pierdzący na kiblu wywołał żywszą reakcję widzów. Taaaaak…
    To naprawdę bardzo słaba komedia i oddalona od spontaniczności i lekkości „Kilera” czy nawet „Vinciego”. Nie wiem, po prostu nie wiem, jak można w „Ambassadzie” dojrzeć nawiązania do Tarantino. Może i Machulski przeszedł samego siebie, ale zdecydowanie nie jest to ten kierunek, który można oczekiwać od kogoś, kto dał światu „Seksmisję”, „VaBank” czy „Kingsajz”.

    • HasardBalthazar

      Naprawdę podziwiam jak dzielnie odpisujesz tym ciągle powracającym falom idiotów komentujących na stronie, mi się odechciewa żyć po przeczytaniu kilku takich jak powyżej. Pozdrawiam.

  • PiotrU

    Recenzja,ups raczej pierdu, pierdu zblazowanego „krytyka”,dostającego orgazmu na sam dźwięk słowa Tarntino.

    Na moim seansie (właśnie wróciłem) publiczność nieźle się bawiła, było sporo ludzi (1/2 sali to w dzisiejszych czasach nieźle) i nikt nie stękał, że to nie kolejna „Seksmisja”.
    Całe szczęście, że powstają różne filmy, a nie tylko ambitne gnioty doprowadzające „krytyków” do orgazmu, od których gniją ziemniaki w piwnicy.

    • Twój stary

      Może gustujesz jak ten polski ziemniak właśnie w takim żarcie…

  • sz

    Zaskoczyła mnie tak negatywna recenzja – mnie się podobało. O filmie przed seansem nie wiedziałam nic (do tego stopnia, że na poprzedzającej film zajawce filmu o Papuszy bardzo się przestraszyłam, że to będę ogladać :) ), dzień wcześniej jedynie zobaczyłam piosenkę promującą.

    Co mi się podobało? To co nie podobało się Rafałowi:)

    – humor (dialogi może nie najlepsze, ale ogólny kierunek, w którym humor zmierzał – już tak, wydał mi się dość niespotykany jak na polskie ,,normy”); fakt, że niektóre żarty mnie zabolały – bo ,,z takich rzeczy się nie żartuje”

    – że Hitler nie był w centrum (a z jakich powodów miał być?), podobało mi się przeniesienie akcentów na to, co ważne teraz, a nie z punktu widzenia martyrologii (,,darowałabym rok 39, Powstanie w 44, ale dlaczego zniszczyłeś moje miasto?” – miałam wrażenie, że o tym właśnie w gruncie rzeczy jest ten film)

    – ,,drętwy” Przemek – grał przecież obciążonego genetycznie drętwością, na tym była zbudowana rola (a raczej dwie – choć dziadek był bardziej szalooony); brak luzu w relacjach i niedopasowanie głównych bohaterów jest przecież w tym filmie częścią akcji?

    – Nergal: kompletnie nie w moim typie, ale jego Ribbentrop świetnie wpisał się w konwencję; dlaczego Rafale oczekujesz, że będzie sypał ,,fajną kwestią, żartem, bon-motem”? to jakiś obowiązek jest? mnie się podobała jego poważna twarz, no i scena z gitarą oraz podziw dla własnej osoby w tv (,,schudłem!”)

    – proste dekoracje i efekty specjalne – naprawdę nie przyszło mi do głowy, że ktoś tu się bardzo starał i mu nie wyszło, myślałam, że to celowe – mrugniecie okiem do widza, że to nie dzieje się naprawdę

    Zakończenie było dla mnie niespodzianką. A do tego się wzruszyłam.

    Nie wiem, czy ktoś oprócz na sali się dobrze bawił, czy nie. Było może z 5 osób, ale ja zawsze wybieram nietypowe godziny, bo nie lubię tłumu. Ciekawe, że żeby dodać mocy swoim recenzjom, podajecie (i Ty, Rafale, i niektórzy komentatorzy), czy sala rechotala. Mnie to nie bardzo interesuje, do cudzych reakcji przykładam tylko tyle wagi, że czasem się dziwię, jak bardzo mogą być inne od moich.
    PS. Hmm, w komentarzach właściwie nie wywiązuje się żadna dyskusja (poza pojedynczymi wyjątkami), ale pojawiają się argumenty ad personam. Dlaczego?

    • Nie przykładam uwagi do reakcji tłumu, ale na pewno zwracam na nie uwagę, szczególnie gdy oglądam film podpisany przez człowieka, który potrafi tłumem rządzić jak nikt inny w tym kraju. Nie będe odnosił się do wszystkiego, o czym mówisz, bo to kwestie czysto subiektywne – przede wszystkim nie odniosłem w żadnym momencie wrażenia, że ktoś tu dyskutuje z polską martyrologią czy ogólnie historią. Nie po „Dyktatorze”, „Historii świata”, „Mein fuhrer” czy „Bękartach wojny”. Ale jak mówię – humor to kwestia bardzo osobista, mnie „Ambassada” zupełnie nie rozśmieszyła, nie spowodowała jakiejś większej refleksji.

      Co do zwiastuna „Papuszy” przed seansem – aż ciary przeszły takie to KINO. Tylko zwiastun, ale z całego wypadu do Heliosa, to te 3 minuty z zapowiedzią dzieła Krauze wspominam najlepiej :)

  • apolinary

    No niestety, byłbym pierwszą osobą do chwalenia, ale film jest słaby jak riposta Kramera.
    Chciałbym się jednak odnieść do padającego z ust reżysera stwierdzenia, że Tarantino filmem pt. „Bękarty wojny” przełamał jakieś tabu dotyczące 2. wojny światowej. No cóż, czy przed Tarantion nie było przypadkiem Genrała Italia?
    A co z tym klasykiem?:

    Polscy filmowcy mają poważny problem – albo są zachowawczy jak w XIX w., albo szarżują z „nowoczesnością” wycelowaną nie w tym kierunku co trzeba, nie o tej porze co trzeba i w ogóle nie tak jak trzeba.

  • Marecki 384

    Pan Krytyk tylko krytykuje ale jakby Pan Krytyk sam stanął za kamerą to by takiego Machulskiego Wajdę ba nawet Spielberga by zakasował.
    Weź Krytyku kamerę i kręć sequel ciekawe jak ci pójdzie
    Efekty są jakie są ale i tak są lepsze niż w poniedziałkowych hitach TV Puls

    • taaaak, bo jestem niespełnionym filmowcem, który wyzywa się na tych, którym się udało!!!11

  • Daniel

    Czytałem cię z pewnego rodzaju podziwem, wahałem się i nie byłem pewien.
    Jednak gdy napisałeś, że Kołysanka to gniot – uznałem, że gówn0 wiesz o kinie, widzisz tylko obraz z wierzchu, niczym kożuch na mleku…
    Używanie snobistycznych zwrotów wyraźnie wskazuje na twój słabiutki poziom intelektualnego zaangażowania w to co widzisz…

    • to mi dopiekłeś :) interesująca teoria bazująca na lubieniu lub nielubieniu „Kołysanki”…

  • pawel

    100 % zgodności z recenzją – film słaaaaby – mega słaby, ani to komodeia ani ciekawa historia. Z w miarę dobrego pomysłu zrobiono żenujące widowisko – jak ktoś przyjdzie do kina lekko senny na pewno zaśnie a salwy śmiechu go nie obudzą.

  • kasia

    Z tego co widać każdy ma swoje zdanie .

  • Kasia

    Czepiacie się. Naprawdę oczekiwaliście ambitnego kina? Ja się śmiałam. Głupie było, ale wystarczyło obejrzeć dzień wcześniej „Wałęsę” i już człowiek wychodzi z ambassady zadowolony ;)

  • bart

    Gniot!!! Byłem dzisiaj na tym w kinie i napiszę szczerze- szkoda kasy. Fabuła kiepska w tym wykonaniu. Po 30 minutach ok 30% widzów wyszło z seansu,reszcie pewnie szkoda było wydanej kasy..Jak dla mnie to gra Magdy i Bartka była ok ( panna na luzie+sztywniak) reszta do bani. przez 1,5 h nawet nikt się nie zaśmiał….to nie film na miarę Machulskiego….

    • Zbyszek

      W jakim ty kinie byles ? A moze to inny film poprostu spałes

  • Yanek

    Szanowny Panie Rafale,

    z niecierpliwością czekam na premierę Pańskiego filmu, spodziewam się, iż byłoby to epokowe wydarzenie, skoro tak dogłębnie potrafi Pan zrozumieć i zrecenzować kino. Dla mnie czas spędzony podczas seansu najnowszego filmu Machulskiego nie był stracony, komedię szczerze polecam każdemu. Bo to jest po prostu ładny, zgrabny i zabawny film, ba, proszę mi wierzyć, że także wzruszający. Pokornie proszę o nieujednolicanie i chęć zerknięcia poza czubek własnego nosa, albowiem są ludzie, dla których to jest właśnie dobre kino. Nadto, z całego serca polecam Panu autorski spektakl Bartosza Porczyka „Smycz”, bo zapewne zna go Pan wyłącznie z reklam i żenujących seriali, stąd Pana uprzedzenia i dość nietrafiony osąd. A jako wisienkę na torcie odmóżdżający seans Superprodukcji – pewnie też Pan nie przepada, Machulskiego słów kilka

  • vn

    Na początek notka biograficzna gupy KFM Film.org.pl (-) Jesteśmy grupą ludzi ( w tym także P.Rafał- autor recenzji) , którzy naprawdę kochają kino”, (-) ” i o swojej fascynacji chcemy pisać”, (-) „piszemy co chcemy, jak chcemy” I tu w zasadzie można by zakończyć, bo jak powszechnie wiadomo ( od czasu występu P.Stuhra Opolu)- pisać ( czy też śpiewać-jak kto woli) każdy może, trochę lepiej lub gorzej”, ale być powinna w każdym „piszącym” odrobina odpowiedzialności za wyartykułowane przez siebie „pomyje” , lane na głowę reżysera, który zapewne recenzję P.Rafała ma w „głębokim poważaniu”! On pewnie tak, lecz nie całkiem spore grono fanów twórczości P.Machulskiego, bez którego polski film komediowy byłby bardzo ubogi, i ciągle zmuszeni bylibyśmy sięgać do „prehistorii”- Bareji , Grucy , Tyma i wielu innych „dinozaurów” minionej epoki. Raz jeszcze powtórzę Pana i pańskiej ” grupy” motto: (-) „piszemy co chcemy, jak chcemy” Czy z takim określeniem wstępnym można w jakikolwiek merytoryczny sposób polemizować? A jeśli już, to przydarzy się nam taki post jak w przypadku „kkk”- bo przecież to musi być przedstawiciel dystrybutora, skoro tak pochlebnie o flmie napisał! Panie Rafale- Pana odpowiedzi na inne niż pańskie opinie skwitować można jednym, trywialnym stwierdzeniem: ” a u was murzynów biją!” Śmiali się….no może, ale z Hitlera na kiblu, ale i tak się nie śmiali, tylko chichotali, a jeśli już się śmiali, to nie na tym seansie, na którym Autor być raczył, tylko na innym, gdzie sami „imbecyle” byli, i dlatego się śmiali.Śmiali się, bo obejrzeli całkiem dobrą, polską komedię, i to by było na tyle w kwestii śmiechu, Pozdrawiam

  • Zbyszek

    Byłem wlasnie w kinie i nie wiem o czym ten pan pisze . Cala sala wielokrotnie wybuchała głośnym śmiechem . Napewno nie jest to super komedia ale film mi sie podobał. Bardzo relaksująca parodia.

  • Klaudia

    Byłam na filmie i uważam, że jest on ciekawy, nowoczesny i humorystyczny. Calkowiscie nie zgadzam się z recenzją wyżej, w kinie wszyscy się śmiali, bo same sytuacje i wyobraznia doprowadzają do wybuchu śmiechu. Pozdrawiam ludzi bez humoru






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Orgazm Shii i rozstępy na pupie kina

Następny tekst

Życie Adeli - rozdział 1&2



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE